Kanał RSS
Subskrybuj kanał - Doxa Przemysław Słomski
Subskrybuj
Sponsored Links
Kontakt z autorem …
... jest bardzo prosty ... przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us
Liczniki długów
Dług publiczny Polski
 PLN

USA - Gross National Debt

Archiwum kategorii ‘Pozostałe’

Nielegalni Amerykanie

Thursday, 23 June 2011

Proces stapiania się imigranta z lokalną kulturą zależy od wieku, w którym się przyjechało oraz kultury, z której się przybywa. Fascynujące było obserwować w jaki sposób dzieci różnych nacji stapiają się w tyglu Ameryki.

W przypadku polskich dzieci sprawa była dość prosta. Małe dzieci, przywiezione z Polski w wieku przedszkolnym, oraz te urodzone już w USA w polskojęzycznym domu, zwykle mają swój pierwszy kontakt z językiem angielskim w szkole. Od tego czasu amerykanizacja przebiega błyskawicznie. Po dwóch latach rodzeństwo czy polskie dzieci na podwórku wolą porozumiewać się ze sobą po angielsku, a rodzicom pytającym po polsku odpowiadają po angielsku. O ile takie dziecko nie jest katowane sobotnimi zajęciami w polskiej szkole, to nie jest w stanie pisać ani czytać po polsku, a zasób słownictwa zatrzymuje się na poziomie sześciolatka.

Im później przyjedzie dana osoba do USA, tym trudniej jest się zaadoptować. Amerykańskie prawo imigracyjne mówi, że jeżeli dziecko naturalizowanego Amerykanina urodzi się poza USA, to ma obywatelstwo po rodzicu, ale tylko wtedy gdy rodzic mieszkał w USA przed 14 rokiem życia. (Oczywiście dziecko urodzone w USA ma obywatelstwo z mocy Konstytucji z chwilą narodzenia, nawet jeżeli oboje rodzice są nielegalnie w USA). To jest mniej więcej zgodne z moimi obserwacjami – nastolatek jest już na tyle uformowany (np. skażony obrzędowym katolicyzmem w Polsce), że zawsze będzie gościem w nowym kraju.

Wbrew powszechnie przyjętym opiniom dzieci latynoskie podlegają procesom wtapiania się w Amerykę, choć rzeczywiście wolniej niż Europejczycy. Wbrew obiegowym opiniom, Latynosi w Stanach to nie tylko specjaliści od koszenia traw. Wielu Latynosów jest gwiazdami sportu czy postaciami świata kultury – tu jest lista samych Meksykanów, nie obejmująca innych Latynosów, idąca w setki.

Istnieje ciekawa grupa ludzi, którzy przyjechali do USA jako małe dzieci i przebywają w kraju nielegalnie. W międzyczasie pokończyli szkoły i podlegli procesowi amerykanizacji, często zupełnie nie znają języka przodków. Są Amerykanami, ale nie są Amerykanami …

Ich los (z punktu widzenia prawa emigracyjnego) zależy od małej karteczki I94, którą otrzymuje się do paszportu z chwilą legalnego przekroczenia granicy. Prawo mówi, że o zalegalizowanie pobytu może starać się tylko ta osoba, która wjechała do USA legalnie, choćby turystycznie. Tak więc Amerykanin, którego matka przyniosła przez Rio Grande do USA, który wychował się w angielskojęzycznym domu (ojczym Amerykanin) i skończył tu studia, jest w świetle prawa nielegalnym emigrantem, którego należy natychmiast zamknąć i deportować do Meksyku, nawet jeżeli całą jego znajomość języka sprowadza się do ‘que pasa?‘. W świetle prawa przyjazd na fałszywych dokumentach również nie daje prawa do zalegalizowania się.

Są też od tego wyjątki – na przykład Kubańczycy dostają prawo pobytu za nielegalne wtargnięcie na teren USA, ale pod warunkiem że staną na plaży. Za przechwycenie jeszcze na oceanie jest się odsyłanym do Fidela.

Warto nadmienić, że ten stan prawny może się zmienić dzięki DREAM Act, o ile dojdzie do jego wprowadzenia w życie. Od 10 lat trwają przepychanki w parlamencie i końca tego nie widać. DREAM zalegalizowałby wiele tysięcy Amerykanów nielegalnych we własnym kraju.

Całe to szaleństwo jest o tyle ciekawe, że zanim komputery weszły do powszechnego użytku zdarzało się, że nielegalni potrafili mieć tak przekonujące papiery, że przez lata prześlizgiwali się przez sito biurokracji. Znam przypadek pilota wojskowego, który wstąpił do wojska i gdy już zaczął posługiwać się wojskowym ID, piął się w karierze, aż przypadkiem został zdemaskowany, osadzony w więzieniu i odesłany do kraju, który opuścił jako niemowlę.

Bywają sytuacje, w których sami zainteresowani nie wiedzą, że są nielegalnymi Amerykanami, co szczególnie dotyczy dzieci, dla których udało się zdobyć numer Social Security (amerykański Peselo-Nip) w czasach, gdy było to jeszcze możliwe. W obawie dekonspiracji rodzice nie mówią o tym dzieciom, a te dorastają z przekonaniem, że są co prawda z rodziny emigrantów, ale są przecież Amerykanami. Problem pojawia się przy aplikowaniu o paszport lub prawo jazdy.

Warto zapoznać się ze wspomnieniami Amerykanina, który Amerykaninem nie był. Ciekawe co się z nim teraz stanie, czy dołączy do 800 000 ludzi deportowanych rocznie z USA. W świetle prawa nie ma dla niego żadnej innej opcji niż wyjazd. Po 10 latach w rodzinnym kraju może starać się o wizę do USA, ale turystycznej nie dostanie (za duże ryzyko przedłużenia sobie pobytu) a pracowniczej tym bardziej (kto go będzie chciał po 10 latach poza branżą). Zresztą kto wie, czy za 10 lat będą jeszcze Stany w obecnej formie i w aktualnych granicach.

Share This Post

Galicja

Monday, 16 May 2011

Niedzielna wyprawa do Wiednia jest ciekawym doswiadczeniem, szczegolnie gdy jedzie sie samochodem po zachodzie slonca. Jest sie w jednym z tysiecy samochodow z polskimi tablicami, ciagnacych na poludnie. Pojazdow z rejestracjami z innych krajow jest znikomy procent, pewnie z jakis wzglegow podatkowo ubezieczeniowych oplaca sie trzymac w Austrii woz na polskich blachach.

Ten sznurek samochodow jest wyprezonym palcem srodkowym – w strone bezplatnych praktyk, wyplat w wysokosci 1500 zl i wysylania setek CV bez zadnego odzewu.

Podroze ksztalca. Podczas tej nauczylem sie, ze warto odznaczyc opcje ‘promy’ w GPS. Dzieki temu uniknie sie sytuacji, gdy w srodku nocy nie mozna przedostac sie z jednego brzegu na drugi i trzeba nadlozyc 30 km.

Share This Post

Wiocha

Thursday, 28 April 2011

Czas na codzienną porcję narzekań. Porównamy dziś produkt pochodzący ze skansenu do produktu pochodzącego z miejsca cywilizowanego. Na pierwszy ogień reklama napitku z Polski:

A teraz dla porównania zobaczmy w akcji profesjonalistów:

Różnica rzuca się w oczy, nieprawdaż? Coś jak zaparkowanie Łady przy Audi.

Sprawdzić czy nie xiądz: zaraz posypią się na mnie gromy, że obie te firmy mają zupełnie inne rozmiary i zasoby. Można naturalnie zacząć porównywać ich budżety reklamowe, jednak poprowadzi to na manowce. Nie w pieniądzach leży sedno, lecz w braku profesjonalizmu, braku pomysłu, braku wizji, w wieśniactwie kolesi z Radomia. Prawda jest taka, że mając potencjał można powalić na kolana nawet z budżetem kilku dolarów:

Proszę zwrócić uwagę, że w powyższej reklamie jedzenia nie występowała kobieta. Ani przykładna rodzina, w której ojciec mówi do syna ‘choć się pouczyć, a twoja matka z twoją siostrą niech gotują – w kuchni jest miejsce kobiety’.

Powróćmy do tematu. Domyślam się, że w przypadku Zbyszka jest wiele czynników – może brak horyzontów umysłowych właścicieli, może nepotyzm (mój szwagier to zajebiście zrobi), może chęć pójścia na skróty z kosztami, może wszystko na raz. W każdym razie jest to żenua na maxa.

A tu jest wersja reżyserska, jeżeli ktoś chce więcej heńka.

Share This Post

Real

Tuesday, 15 March 2011

Niedawno była u mnie relacja wideo z promocji karpia, dziś promocja telewizorów:

Share This Post

Filtr antyspamowy

Friday, 4 February 2011

Filtr działa dość skutecznie, skuteczniej niż bym sobie życzył. Zdarza się tak, że komentarz ląduje w spamie bez mojej wiedzy. Jeżeli komuś nie przechodzą komentarze – proszę o kontakt mejlowy.

Share This Post

Śnieg

Thursday, 3 February 2011

Przez Stany przewaliła się burza śnieżna. Jeżeli ktoś nie ogląda wiadomości w TV (jak ja), zawsze może przeczytać na wiki lub obejrzeć materiał na Youtube. Cały ten śnieg spadł w czasie jednej nocy:

Na Lake Shore Drive utworzył się zator w którym kierowcy utkwili nawet na 12 godzin. W świetle tego pakunek MRE, który zawsze mam w samochodzie, może nie być pozbawiony sensu.

Share This Post

Katastrofista Słomski

Tuesday, 4 January 2011

Doskonały wpis odnoszący się do ostatniego materiał Angory sugerującego, że spora grupa szacownych blogerów to oszołomy. Sam bym tego lepiej nie napisał.

Share This Post

Dzieci najwyższym dobrem

Saturday, 13 November 2010

Lubię małe kotki. Są ładne i miłe w dotyku. Fajnie byłoby, gdyby było ich dużo. Żeby można było na każdym skwerku i pod każdym drzewkiem popatrzeć jak się wesoło bawią i pogłaskać je.

Niestety, natura jest brutalna. Gdyby puszystych kotków było dużo, nie byłyby w stanie wyżywić się w danym ekosystemie i umarłyby z głodu. I zamiast wesołych kotków widzielibyśmy dużo wychudzonych kotów oraz sporo tych już zdechłych.

Oczywiście ratunkiem dla kotków byliby ludzie. Zamiast przeznaczać środki na własną konsumpcje mogliby łożyć na śliczne kotki. W skrajnym możliwym przypadku mielibyśmy wymarzone kotki na każdym skrawku przestrzeni i cały świat łożący na kocięta kosztem zaprzestania jakiejkolwiek innej konsumpcji.

Postawię teraz szokującą tezę – ludzie są takimi samymi elementami przyrody jak kotki, kaczki oraz mewy. Wiem, że to straszna herezja i że pójdę za to do piekła… Otóż dotyczą nas te same prawa co całą przyrodę ożywioną – jeżeli osobników jest więcej niż przyroda jest w stanie udźwignąć następuje proces wymierania, na skutek głodu, epidemii – i w skrajnym przypadku – kanibalizmu.

Nie wiem czy wspominałem kiedyś na tym blogu, że ludzie są debilami. Szczególnie dziennikarze i działacze ekologiczni – tam stężenie głupoty jest najwyższe. A konferencje prasowe ekologów to już istne orgie kretynizmu (postulaty ekologów dotyczące energetyki: precz z elektrowniami nuklearnymi, bo odpady!, precz z elektrowniami spalinowymi, bo efekt cieplarniany!, precz z zalewaniem dolin pod elektrownie wodne!, precz z elektrowniami wiatrowymi bo psują krajobraz i zabijają ptactwo! wyłączmy wszystko i będzie zajefajnie).

Dziś mamy kolejny wyrzut – oto w szmatławcu czytamy o tragedii indyjskich dzieci. 5000 dzieci umiera dziennie, gdy świat wydaje na rakiety! Powinniśmy wydawać na indyjskie dzieci, żeby za 15 lat te dzieci urodziły kolejne dzieci i żebyśmy musieli wydawać jeszcze więcej pieniędzy na jeszcze więcej dzieci, które w ogóle nie powinny się urodzić, bo Indie są szalenie przeludnione i nie są w stanie ich wyżywić. W artykule nie ma ani słowa o tym, że te dzieci nigdy w ogóle nie powinny się urodzić!

I dlatego należy zastosować takie same lekarstwo w obu przypadkach. Chcemy mieć fajne i szczęśliwe kotki – poddawajmy jak największą ilość kotków sterylizacji. Dzięki temu nie dojdzie do kociej eksplozji demograficznej i kotków będzie mniej, ale szczęśliwsze i bardziej puszyste. Podobnie z Hinduskami – chcemy żeby były zdrowe i nie umierały tysiącami w rynsztokach? Wprowadzajmy edukacje seksualną i darmową antykoncepcję w Indiach. Możemy też zacząć od programu ‘$100 gotówką jeżeli poddasz się sterylizacji’. (Ba, taki program byłby zbawienny również i w przypadku marginesu społecznego oraz patologicznych rodzin w Polsce.)

Chciałbym tu nawiązać do mojego ulubionego tematu – religii katolickiej. Co powiedziałby Benek #16 na moją propozycję? Byłby zachwycony wzrostem szczęśliwości Hindusów na skutek kontrolowania wielkości populacji? Niestety nie, prawdopodobnie powiedziałby, że to bezbożny pomysł i że spalę się w piekle. Zamiast planowania rodziny postulowałby ustawowy zakaz antykoncepcji, zwiększenie populacji Indii oraz przejście całej populacji na katolicyzm.

Zapoznając się z ‘nauką społeczną kościoła’ poznajemy słodki smak demagogii. Kler, podobnie jak system penitencjarny, żyje z tego, że ludzie są niedoskonali. Tak, powiemy ci co masz robić, ale wiemy że i tak popełnisz grzech (lub przestępstwo). Wtedy przyjdziesz do nas z wyrzutami sumienia, a my cie rozgrzeszymy i weźmiemy symboliczne parę złotych (albo zamkniemy cie w pierdlu). Zarówno naczelnik więzienia jak i prymas roześmieją się w twarz każdemu i powiedzą ‘od jutra zwijamy biznes, jak tylko ludzie przestaną zrobić złe rzeczy’ wiedząc doskonale, że ludzie nigdy nie przestaną … Bezgrzeszność gatunku ludzkiego to najgorszy koszmar tych panów.

Demagogię widać właśnie najlepiej na przykładzie ‘nauki o planowaniu rodziny’. Kościół proponuje wstrzemięźliwość – gdy każdy ksiądz dobrze wie, że jemu samemu bzykać się chce aż oczy szczypią że i ludzie będą się bzykać bo taka jest ich natura (kotki też się lubią bzykać i to jest właśnie źródło problemu). Śmieszny jest postulat ‘wierności’ jako metody walki z chorobami wenerycznymi, gdy wiadomo dokładnie, że ludzie lubią się bzykać z przygodnie poznanymi ludźmi i będą to robić nawet gdy będą od tego umierać. Podobnie demagogiczne i obłudne są postulaty naturalnych metod antykoncepcji, gdy wiadomo, że są zwyczajnie nieskuteczne. Katolicyzm (zresztą podobnie jak inne religie) to zło.

Taki Benek #16 i jego koledzy, zamiast korzystać z posiadanej władzy właściwie i polepszać świat, wpychają go w jeszcze większe bagno w imię żenujących dogmatów religijnych. Choć w Indiach mają mało do powiedzenia, to jednak mogliby odmienić los Afryki. Zawsze mnie ciekawiło, co tak naprawdę myślą sobie takie zbrodnicze jednostki – czy mają wyrzuty sumienia, czy naprawdę wierzą w te bzdury, czy może robią to dla samej władzy…

Share This Post

Dzicz – ostatni update

Wednesday, 3 November 2010

Pod wpisami o czystości powietrza pojawiła się dyskusja dotycząca ewentualnego wpływu dymu na zdrowie ludzi. Są pewne przesłanki dotyczące tego tematu – polecam lekturę artykułu w Wiki na temat Wielkiego Smogu w Londynie. Między 5 a 9 grudnia 1952 około 12 000 osób zmarło (pośrednio i bezpośrednio) od dymu. Dwanaście tysięcy.

Great Smog

Share This Post

Sportek

Saturday, 2 October 2010

Polscy siatkarze spektakularnie (do zera) przerżnęli z Bułgarami, podobnie jak wcześniej z Brazylijczykami. Kolejne miliony złotych zostały zaprzepaszczone w karmienie, trenowanie i transport bandy nieudaczników. A tymczasem tyle przydatnej pracy jest w Polsce – trzeba kozy doić, węgiel fedrować. No i taką pracą nie przynosi się wstydu ani sobie, ani rodakom.

Ciekawe, jaki polscy ‘sportowcy’ wykazują wysoki poziom tupetu. Normalny człowiek wykazałby jakąś samokrytykę: nie nadaję się, nie mam predyspozycji, nie reprezentuję światowego poziomu – dobra, lepiej zajmę się trenowaniem gimnazjalistów. Ale nie, pyski przyrośnięte do koryta, chce się jeździć na zgrupowania, brać kasiorkę za rzucanie piłeczką. Jak w przypadku polityków, najwyraźniej dopiero siekiera pomaga oderwać ryje od koryta.

Share This Post