Kanał RSS
Subskrybuj kanał - Doxa Przemysław Słomski
Subskrybuj
Sponsored Links
Kontakt z autorem …
... jest bardzo prosty ... przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us
Liczniki długów
Dług publiczny Polski
 PLN

USA - Gross National Debt

Archiwum kategorii ‘Polityka’

Exposeeeeeee

Monday, 21 November 2011

Im dalej od Polski się przebywa, tym lepszej perspektywy się nabiera. Ludzie w Polsce, szczególnie ekonomiści, zdają się żyć bredniami Tuska wygłaszanymi w Sejmie. 4 lata temu też palnął podobną mowę, jak wszyscy wiemy nic z tego nie wynikło. Dlaczego ludzie biorą na poważnie to akurat wystąpienie pozostanie dla mnie tajemnicą.

Tymczasem Londyn jesienią jest pięknym miejscem. Jest cieplej niż w Polsce i w powietrzu nie ma smrodu węgla i śmieci palonych przez dzicz. W mieście widać ogromną ilość Polaków wypędzonych za chlebem przez nędzę. Rodacy łapią się wszystkiego co możliwe. Jakaś miła pani rozdaje ulotki na ulicy, inna sprzedaje w Burger Kingu na lotnisku. Polacy rzucają się w oczy bardziej niż Pakistańczycy.

Ciekawe są lokalne gazety. W końcu odbyła się zapowiadana aukcja – udało się osiągnąć spodziewane 80 000 funtów. Swoją drogą ciekawe ile razy monety te były przedmiotem przestępstwa. Zgodnie z prawem Żydzi nie mogli w ogóle posiadać żadnego majątku. Tym bardziej nie mogli go przewozić przez granicę. W ogóle w Rzeszy nikt nie miał prawa posiadać złota monetarnego. Nie wiem czy złoto było legalne w UK, ale na pewno było niemoralne. Każdy porządny obywatel powinien pozbyć się złota, nieprzynoszącego dochodu, i nabyć atrakcyjnie oprocentowane obligacje wojenne. Złoto posiadają tylko zdrajcy i niepatriotyczne dranie.

Gazety w UK na pierwszym miejscu nie stawiają niestety sprawy exposeeeeee Tuska, lecz sprawę skali bezrobocia w kraju. Jest to zupełnie niezrozumiałe – dlaczego na pierwszych stronach o 2x letnich bezrobotnych a nie o spadku zadłużenia budżetu Polski do 47% ?! Przecież to przełom na skalę światową, a prasa koncentruje się na jakiś bezrobotnych szczeniakach.

W zależności od orientacji politycznej właściciela gazety, opinie o bezrobociu są różne. Podnosi się fakt, że choć statystyki są najgorsze od wielu lat, to jednak emigranci z Polski dają sobie radę – bardziej szanują pracę i pracują za niższe stawki. Nie wyjaśniono jednak sprawy do końca. Czy import wszystkich Polaków z Polski do UK rozwiązałby problemy ekonomiczne wysp? Czy może rzekomych leni należy deportować do Polski czy na inną Syberię, by nie psuli rządowych liczb? Najciekawsze pytanie brzmi – czy wśród milionów bezrobotnych Brytyjczyków absolutnie wszyscy mają wygórowane oczekiwania płacowe i niski etos pracy?

Nikt nie mówi też o jakości życia Polaków pracujących za minimalne stawki w stosunku do kosztów życia w UK. Owszem, mają za co żyć, a w Polsce nie mieli. Ale czy pracowanie za takie stawki rzeczywiście jest ‘złapaniem boga za nogi’ ? Za takie pieniądze rodziny mieszkają w wynajętym pokoiku i żywią się brukwią, lecz … mają pracę – cel ich życia. A kto nie chce żreć brukwi i pracować za 5 funciaków na godzinę, ten jest chciwym zdrajcą, jak posiadacze złota.

Share This Post

Próg

Wednesday, 16 November 2011

Od dłuższego czasu w mediach i na blogach pojawiają się dywagację o przekroczeniu drugiego progu ostrożnościowego. A priori przyjmuje się założenie, że rząd zrobi wszystko, by moment ten w odwlec, najlepiej w nieskończoność. Mówi się o interwencyjnym skupie złotówki, o wyrzucaniu zobowiązań poza budżet, o zabiegach kreatywnej księgowości.

Tymczasem jeżeli się temu przyjrzeć i przemyśleć sprawę, to okaże się, że przekroczenie II progu jest dla rządu korzystne. Obecnie jakiekolwiek próby obcięcia przywilejów kończą się protestami zainteresowanych grup społecznych. W sytuacji przymusowego równoważenia budżetu rząd może rozłożyć ręce i powiedzieć słynne nie chcem, ale muszem.

Wydaje się, że minister Rostowski zaczyna przymierzać się do odpowiedniej ustawy budżetowej. Oficjalnie są gotowe trzy wersje budżetu. Kto wie, może jest i czwarta, w której VAT od razu leci na 25%, mamy obniżki (świadczeń) i podwyżki (podatków).

Problemem Polski, oprócz niskiej bazy podatkowej wynikającej z nędzy narodu, jest niewłaściwa (niesprawiedliwa) redystrybucja zebranych podatków. Szkodnik Pawlak, wraz z tysiącami szkodników-solidaruchów, doprowadził do tego, że nieliczna garstka podatników oddaje ostatni grosz nierobom i cwaniakom. Być może wywrócenie kieszeni przez obecny rząd umożliwi naprawę i wyjście z tej chorej sytuacji.

Share This Post

Niusy

Monday, 14 November 2011

Oglądanie tego, co się dzieje na świecie jest męczące. Znalazłem w mediach następujące wiadomości:

1. W Święto Niepodległości doszło do zamieszek. Można było zobaczyć, jak tajniak kopie jakiegoś człowieka po twarzy, a tłum linczuje jakiegoś manifestanta z flagą. Pomijam już to, jakie poglądy wyznawał ów człowiek, ale to jest jakimś szaleństwem, aby w Polsce bić kogoś dlatego, że niesie polską flagę! Takie sceny odchodziły chyba ostatnio w stanie wojennym.

1 a. Z całego zamieszania skorzystały sępy z kanapy Ziobry i Kaczyńskiego. Nie przepuścili okazji, aby nie oskarżyć rząd o wszelakie niegodziwości. Te brednie brzmią tak, jakby premier osobiście stał przy wspomnianym tajniaku i krzyczał do niego ‘skop go po ryju’. Rząd niczemu nie winien, winna jest przeklęta bezmózga hołota, która nie potrafi docenić przywileju mieszkania we względnie suwerennym państwie. Całe szczęście, że byłem za granicą i nie musiałem się temu bezpośrednio przyglądać.

2. Wyborcza doniosła, że ‘od czwartku na Białorusi benzyna zdrożała o 3,5 proc., a olej napędowy – o 7 proc.’ natomiast nie doniosła, że w Polsce koncern Orlen obniżał ceny paliw ‘w trybie wyborczym’, by pomóc reżimowi w wygraniu wyborów. Nie pisze też, że ceny paliw od wyborów wzrosły o 15-20%. Są to stare sowieckie tradycje obrzucania gnojem tych, na których jest zlecenie ze strony reżimu.

3. Stary jebaka Berlusconi odszedł do historii, podobnie jak jego grecki odpowiednik. Dziennikarze całkiem poważnie zastanawiają się, czy nowi premierzy rozwiążą problemy swoich krajów. Oczywiście, że nie rozwiążą, wie to każdy rezolutny 5 klasista.

3 a. Politycy zostają politykami dlatego, bo w każdej innej branży się nie sprawdzają, a ekonomiści zostają ekonomistami, ponieważ nie daliby sobie rady z prowadzeniem biznesu. Mamy tu polityko-ekonomistów, czyli ludzi, z obiema wymienionymi cechami występującymi razem. Klęska gwarantowana.

3 b. Ratunku nie można się spodziewać dlatego, że jedyne rozwiązanie sprowadzić się musi do zrównoważenia budżetu. Gdy próbuje się równoważyć budżet to kraj wpada w recesję a lud odcięty od cyca socjału rzuca kamieniami na ulicach stolicy. Tak więc zrównoważenia budżetu być nie może, nie będzie więc końca kryzysu, jedynie dalsza agonia tych krajów, finansowana przez nieszczęsnych podatników strefy euro. A potem kraje te i tak zbankrutują, z tym, że będzie to bardziej bolesne dla obywateli krajów spoza PIIGS.

Osobiście jestem w sytuacji grabarza – im gorzej tym lepiej. Hucpa zwana ‘ratowaniem Włoch i Grecji’ sprowadza się do tego, że fundusze ratunkowe płyną do Świinek, gdzie co przezorniejsi ludzie wyciągają gotówkę z banków i kupują złoto, między innymi u mnie. Gdyby doszło do ograniczeń w przepływach pieniędzy, powrotu do walut narodowych, odczułbym to finansowo. A tak trwa El Dorado.

4. Polscy piłkarze znowu dostali cięgi. Powinno się stworzyć listę krajów, z którymi nie warto grać, bo z całą pewnością dostanie się parę goli, a jeszcze człowiek się zmęczy. Postuluje wprowadzenie takiej zasady, że rozgrywki z profesjonalistami z UK, Francji, Włoch i Niemiec załatwiać w ten sposób, że bez wychodzenia na boisko przyjmuje się wynik 2:0 dla gości. I można iść bez zakwasów pokazać gościom jak się bawią polscy sportowcy: wódeczka, dziwki, może mała kreseczka lub dwie. Wygląda na to, że premier Włoch ma więcej wspólnego z naszymi sportowcami niż ze swoimi.

4 a. Podobne zasady powinna przyjąć Armia w ‘Koncepcji obrony kraju’. W razie zaatakowanie przez dowolną stronę zatapia się okręty w porcie, a wojska lądowe wycofują się na linię Wisły – na zachód od Wisły w przypadku wizyty Rosjan, na wschód od Wisły w przypadku wizyty Niemców.

Przydałaby się jakaś wojna w Polsce, przez kolejne wieki byłoby się czym chlubić. Jak choćby beznadziejną walką o Westerplatte, z oszalałym dowódcą i nierealną nadzieją na odsiecz. Albo choćby obroną Modlina, gdzie mamy zastosowanie napoleońskiej sztuki wojennej 200 lat później. II WŚ jest źródłem setek pięknych przykładów bezsensu, absurdu i głupoty dokonywanych przez niestrudzonych rodaków, fajnie byłoby mieć jakąś ‘nową dostawę’.

Share This Post

Armia

Friday, 11 November 2011

Skuteczna armia musi mieć fundament w demografii (siła żywa) oraz w ekonomii (dostarczenie nowoczesnej broni). Poziom nauki i posiadany dostęp do zasobów naturalnych też są ważne, choć trochę mniej.

Dlatego właśnie tak bolesne było dla Niemców starcie z Ameryką w I i II Wojnie – Amerykanie górowali w każdym z tych aspektów.

Najbardziej groźne w sztuce prowadzenia wojny jest zadęcie. Prusy nabawiły się takiego zadęcia po wojnach z Austrią (1866) i Francją (1890). Niemcy wysłali swoich obserwatorów do Stanów, gdzie pierwsza nowoczesna wojna totalna (Secesyjna 1861-65) nauczyła ich, jak prowadzić nowoczesną wojnę. To doświadczenie, rosnąca populacja i rozwój gospodarczy umożliwiło wygranie wspomnianych konfliktów. Pojawiło się jednak zadęcie, które spowodowało jakże bolesne porażki obu wojen światowych – Ameryka elegancko zmiażdżyła podskakujących Niemiaszków.

Gospodarka Stanów, rosnąca populacja, jak również zasoby naturalne i postęp naukowy były nieporównywalne z Osią. Warto przytoczyć fakt, że USA wodowały dziennie jeden okręt – Niemcy działając pełną parą na Atlantyku nie były w stanie nadążyć z ich zatapianiem. Warto we własnym zakresie porównać to z mocami produkcyjnymi polskich stoczni, czy to teraz, czy nawet w czasach PRL.

Niestety, po II WŚ zadęcie przeniosło się na Stany. W konsekwencji mamy porażkę Korei (1950-53) i Wietnamu (1959-75). Niestety, to zadęcie trwa do dziś. Dziś dla Ameryki armia jest jak kotwica przywiązana do szyi pływaka. Mamy ogromny kompleks militarny, rządzący krajem przez opłacanych polityków. Mamy ogromne koszty, stanowiące absurdalnie wysoką część budżetu federalnego. Nie można dalej utrzymywać takich obciążeń na tak słabej gospodarce, a z drugiej strony próba ograniczania wydatków prowadzi do skowytu patriotów, skutecznie ogłupionych przez PR zbrojeniówki. Jest to stan zbliżony do terminalnej fazy raka – dalsze życie z rakiem nie jest możliwe, ale jego usunięcie też jest niemożliwe. Musi nastąpić zgon pacjenta lub w przypadku państwa – jego rozpad lub reset systemu.

Warto przypomnieć, że podobna sytuacja była bezpośrednią i główną przyczyną upadku ZSRR. Program wojen gwiezdnych nałożył na Sowietów koszt ponoszenia wydatków, na które nie było ich stać. Zadęcie wynikające z rządzenia połową świata, niewydolna gospodarką, małe wpływy z eksportu ropy oraz fatalna demografia powaliła giganta.

Polska też niestety od wieków nieodmiennie cierpi na zadęcie. Przed rozbiorami Polacy powszechnie uważali Polskę za europejskie mocarstwo, zdolne wystawić ogromną armię pospolitego ruszenia. Potem okazało się, że nie za bardzo da się to zrealizować politycznie i ekonomicznie oraz że taka armia nie ma szans z profesjonalistami. Za II RP uważano, że Polska zmiażdży agresora, jak dokonała tego z Sowietami (1920). Tymczasem gospodarka oparta na koniu orzącym pola małorolnych przegrała ze stalowniami Kruppa. W III RP mamy nie lepiej, naprawdę są w Polsce ludzie, wierzący, że polska armia ma zdolność bojową. Próbuję się nawet uprawiać profesjonalną politykę pokazania siły, wysyłając chłopaków do Afganistanu, na nie naszą wojnę, na którą nas nie stać, i która nie może nam nawet potencjalnie przynieść jakichkolwiek zysków.

Choć Chiny mają swoje problemy demograficzne (starzejące się społeczeństwo) to mają potencjał gospodarczy i zasoby ludnościowe. Ich sytuacja przypomina pierwsze dekady Ameryki, gdy armia była niewspółmiernie mała w stosunku do państw europejskich. Historia może się powtórzyć i niewykluczone, że Chiny będą stanowić największą potęgę militarną świata. Podobieństwo może iść tak daleko, że USA mają przy swoim brzegu wrogą Kubę, a Chiny mają Tajwan.

Aby rozluźnić nieco atmosferę pewien plik, który dostarczył mi ostatnio sporo uciechy. To z serii Polacy utrzymują tradycję na emigracji:

Share This Post

Marks

Monday, 31 October 2011

Gdybym się urodził 100 lat temu dziś prawdopodobnie byłbym marksistą. Świat roku 1911 to świat chorego kapitalizmu podany w sosie monarchistycznym. Marks miał zarówno diagnozę jak i receptę, które wyglądały na spójne i przekonujące. Przynajmniej tak wydawało się do momentu, gdy spróbowano wdrożyć tą teorie w praktykę.

Niestety obecnie jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji. Oczywiście mamy zarówno ‘demokrację’ jak i ‘wolność’, ale chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że jest to zwykła fasada, za którą stoi aparat propagandy, skuteczny jak Ochrana, ale bez urabiania sobie rąk w pawilonie X. Sedno problemu sprowadza się do kapitalizmu, który ma nadal te same słabe strony opisane przez Marksa.

Historia uczy, że historia niczego nie uczy. Ludzie w swojej masie są niedouczonymi debilami, mającymi pamięć historyczną sięgającą maksymalnie wczorajszej kolacji. Co prawda zdają sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale nie znając prac marksistów ani konsekwencji prób ich wdrażania mogą powielać już popełnione błędy. Stąd wcale mnie nie dziwi ani popularny ostatnio postulat ‘więcej socjału godnego życia’, ani koncepcja rozkułaczania, która zapewne pojawi się wkrótce. Podejrzewam, że konsekwencje mogą być takie same jak 100 lat temu, i sprowadzać się zarówno do zniszczenia gospodarki, jak i użyźnienia jakiś gruntów ludzkimi kościami. Nie wiadomo tylko, czy za rogiem czeka nas coś na kształt faszyzmu czy może komunizmu.

Share This Post

Grecja

Saturday, 29 October 2011

Osiągnięto pełen sukces medialny w sprawie zadłużenia Grecji. Jak wiadomo, sukces medialny jest dla sukcesu tym samym co sprawiedliwość społeczna dla sprawiedliwości. Mógłbym się o tym długo rozpisywać, ale nie ma to sensu. Po pierwsze musiałbym się potem zmagać z debilnymi komentarzami, a po drugie zrobili to już SiP z Adamem Dudą. SiP wyjaśnił nam obszernie, w jakim szambie znajduje się strefa euro a AD ukazał pozorność greckiego rozwiązania.

Sprawa CDSów jest znamienna i pokazuje, że sytuacja nie ma racjonalnego rozwiązania. Czasem tak bywa w fizyce, że każda z prób rozwiązania pewnego zagadnienia prowadzi do absurdalnych wyników, kto wie, czy i w tym przypadku nie mamy do czynienia z taką sytuacją w makroekonomii. Otóż wypłacenie odszkodowań z CDSów za ‘półdifolt’ Grecji nie wchodzi w grę – za duże straty dla emitentów. Z kolei niewypłacenie oznacza ogromne straty dla kupujących te CDSy. Brak difoltu oznacza konieczność topienia kasy w Grecji, difolt konieczność topienia kasy w bankach i emitentach CDSów, półifolt konieczność cerowania kapitałów banków. Istne szaleństwo, z którego politycy próbują wyjść jak zawsze, zasypując problem kasą, czekając na koniec kadencji i licząc, że może czas sam przyniesie jakieś rozwiązanie.

W międzyczasie, między powrotem z Aten, Berlina i Ostrawy a wylotem do Londynu znalazłem chwilę czasu, aby zajrzeć do kupionej jakiś czas temu książki Palikota ‘Kulisy Platformy’. Zajrzałem i przeczytałem w parę godzin, szczęśliwie się stało, że nie muszę obsługiwać latarni morskiej. Fenomenalna pozycja, rzucająca światło przede wszystkim na premiera i powinna nosić tytuł ‘Kulisy Tuska’.

Należy sobie jednak zadać pytanie, jaki był cel wydania tej książki. Pieniądz z tego żaden, więc ta opcja odpada. Próbę zaistnienia przy okazji wyborów odrzucam, większość wyborców nie dokonuje wyborów na skutek przeczytania jakiejś książki, tylko na skutek zabiegów medialnych. Co więcej, frontalne obnażenie Tuska prowadzi do ostrego konfliktu i do zaprzepaszczenia szans na wspólny rząd. A może właśnie o to chodzi, by stworzyć pozorny konflikt, który potem Tusk łaskawie puści w niepamięć, przygarniając Palikota do swego rządu jak syna marnotrawnego? Za tą tezą stoi podkreślanie wielu zalet premiera i poprzez wskazywanie niektórych wad kreowanie go na ‘bardziej ludzkiego’. Na pewno Palikot nie rozegrał tej karty bez powodu, a jaki jest to powód przekonamy się pewnie w najbliższej przyszłości.

Share This Post

Miejska dżungla

Tuesday, 18 October 2011

Ludzie interesujący się tematem surwiwalu mogą kupić nóż z żyłką i haczykiem w rękojeści, udać się do najbliższego lasu i trenować sztukę przeżycia w głuszy. Problem w tym, że scenariusz w którym sztuka przetrwania będzie sprowadzać się do połowu ryb w strumyku jest dość mało prawdopodobna. Znacznie bardziej prawdopodobne jest wystąpienie kryzysu finansowego w stylu argentyńskim (financial meltdown) i jego trwanie przez wiele lat. Surwiwal oznacza dziś trwałą umiejętność przeżycia w miejskiej dżungli.

Dlatego właśnie zaopatrzyłem się w kilka rolek krugerrandów i udałem się do Aten. Celem było sprawdzenie, czy złoto da się zjeść i czy sprawdza się jako pieniądz w sytuacji kryzysu o takiej skali oraz jak można funkcjonować w państwie ogarniętym kryzysem o takiej skali.

To, co zobaczyłem przypomina mi realia PRL roku 1980/1 roku. Wszystko jest sparaliżowane strajkami, wygląda to jak kroczący strajk generalny. Można sobie sprawdzić jaki jest harmonogram strajków i wyobrazić sobie życie w takim kraju. Właściwie normalne życie jest niemożliwe dla każdego, kto korzysta z jakichkolwiek usług, szczególnie dotkliwe są strajki komunikacyjne.

Korzystając z okazji wziąłem udział w walce o słuszne prawa ludu greckiego, o licencje na wykonywanie każdego zawodu i o godne wcześniejsze emerytury, najlepiej na koszt podatnika niemieckiego czy słowackiego. Ponieważ ten blog to nie konkurs piękności lecz próba otworzenia oczu czytelnikom na zagrożenia katolicyzmem w Polsce, ocenzurowałem nieco fotki.

Tu wykrzykuję hasła na rzecz utrzymania przywilejów, znanych w Polsce jako ‘prawa nabyte’:

A tu uważnie studiuję manifest:

 

Do walki z reżimem oprócz mnie włączyli się również śmieciarze. Poprzez ‘odejście od kubłów’ wywierają stanowczy nacisk na władzę, która musi lawirować między stertami odpadów:

Wydaje się, że w Atenach tylko drzewa nie strajkują. Zarówno miejskie drzewa oliwkowe jak i limonkowe obwieszone są tonami dojrzałych owoców. Oczyma wyobraźni zobaczyłem te tony limonek zebrane i wystawione na targu warzywnym w Berlinie, po circa 3-4 ojro/kg. Kasa dosłownie wisi na drzewach, trzeba mieć tylko kilka licencji na zbiór, obróbkę, transport i rozpoznawanie owoców:

Tymczasem Grecy nie zasypują limonek w popiele. Trwa cichy ale masowy run na banki. Tak to wygląda na wykresie:

Coś za tę papierową kasę trzeba kupić. Na przykład złoto. Okazało się, że mimo że kruszce są niejadalne, to lud ciągle ich pożąda. Zachodzi tu chyba silna skłonność do tradycji i przesądów, obnażona niedawno przez prezesa Bernanke. Krugerrandy rozeszły się błyskawicznie, nikt nie pytał o cenę, raczej o dostępną ilość i możliwość dalszych dostaw. Co ciekawe, lokalną specyfiką okazały się suwereny, czyli złote funty, o możliwość dostawy pytał prawie każdy kontrahent. Padało też wiele pytań dotyczących możliwości przyszłych dostaw diamentów inwestycyjnych, rzeczy od której trzymałbym się maksymalnie daleko, najwyraźniej pożądanych przez lokalną klientelę.

Od dawna powiada się, że najlepsze interesy robi się wtedy, gdy jest krew na ulicach. Kraje PIIGS dojrzewają do tego momentu. Z jednej strony wciąż mają euro, za które w innych krajach głupi ludzie oddają złoto, a z drugiej strony obywatele zdają sobie sprawę, że może dojść do powrotu do walut narodowych. Niestety, specyfika branży wymaga od czasu do czasu odwiedzania takich łże-krajów, w których nic nie działa jak powinno, a koczowanie na lotnisku w oczekiwaniu na lot nie jest niczym przyjemnym.

Share This Post

PoRpP

Monday, 10 October 2011

Wybory się dokonały. Tak jak podejrzewałem, Palikot był wybiegiem PO mającym odebrać skrajnie liberalną (czy wręcz antyklerykalną) część elektoratu. Teraz stworzy się koalicję i będzie cztery lata rządzenia bez dzielenia się władzą.

Są pewne plusy tego rozwiązania:

- w parlamencie będzie w końcu reprezentowana opcja antyklerykalna, Tusk będzie mówić ‘przykro mi, że kler jest ściskany za przyrodzenie, ale to nie ja, tylko ten zły Palikot i nic na to nie poradzę’,

- PSL zostanie odstawiony w końcu na boczny tor, szkodnictwo i przywileje wreszcie się skończą; już od stycznia rolnicy będą bulić za ubezpieczenie zdrowotne zgodnie z orzeczeniem TK a likwidacja KRUS to tylko kwestia czasu

Ta przegrana to przede wszystkim kres Jarka. Ma on teraz 62 lata. W następnych wyborach, o których buńczucznie twierdzi że je wygra, będzie miał lat 66. To jest już koniec kariery politycznej, wiek starczy, nie moment na premierowanie, o którym tak marzą jego zwolennicy, ciągle tytułując go ‘premierem’. Zresztą pewnie jego zwolennicy sami zrozumieją, że Polska nie powinna być kierowana przez 66-70 letniego premiera. Dzisiejszą porażką Jarek skończył karierę polityczną.

Tymczasem w USA rzeczy zaczynają wyglądać (dla oligarchów i powolnych im polityków) naprawdę źle:

Mała dygresja. Rządzący Stanami, ci naprawdę rządzący, nie są idiotami. Tu widać różnicę między dzikimi krajami a USA. W Ameryce zajmuje się stołek zwykle dlatego, że się czymś wykazało, najlepiej doskonałym wykształceniem i weryfikowalnymi wynikami. W dzikich krajach (Polska na przykład, albo Syria) stołek zajmuje się przez znajomości lub dzięki bezwzględności. W dzikich krajach nie nikt nie awansuje łebskiego faceta, bo to zagrożenie dla awansującego – w USA jest na odwrót.

Tak więc w USA faceci kręcący pierdolnikiem zdają sobie sprawę, że każda rewolucja zaczyna się od jednego małego zbiegowiska, tak jak każdy gigantyczny pożar zaczyna się od jednej małej iskry. To co się właśnie dzieje na Wall Street to cholernie poważne zagrożenie, przypominające sytuacje prowadzące do przewrotów w krajach Bliskiego Wschodu. Rozpędzenie demonstracji nic nie dało, wiec czas teraz na inne rozwiązania, znane z pracy SB, takie jak inwigilacja, wyciszanie sprawy w mediach, ośmieszanie i kompromitowanie uczestników. Pojawią się doniesienia o terroryzmie (bo każdy kto jest przeciwko oligarchom to przecież terrorysta), o finansowaniu przez Al Kaidę, o handlu narkotykami i rozpijaniu młodzieży. Niedługo zobaczymy to wszystko ‘w akcji’.

Niestety dla oligarchów, ‘stety’ dla pozostałej 99% populacji, żadnego reżimu nie da się utrzymać w nieskończoność. Nie udało się to w Libii, gdzie ludzie mieli wyższy standard życia niż Polacy zaznają w ojczyźnie, nie udało się to przed laty szachowi w Iranie, choć miał nieograniczone środki przymusu. Warto zwrócić uwagę, że reżimy te funkcjonowały i padały w dostatnich w petrodolary krajach, a USA ostatnimi czasy jest krajem zrujnowanym i dotkniętym kolosalnym bezrobociem.

Wcześniej czy później upadnie reżim rujnujący Amerykę, i jak wierzę, przywrócone zostaną wartości republikańskie.

Share This Post

Kanibalizacja

Tuesday, 4 October 2011

Biznes wiele czerpie z polityki a polityka wiele z biznesu. Weźmy kanibalizacje produktu. Załóżmy, że firma X sprzedaje sok marchwiowy i ma 10% rynku. Może wprowadzić sok marchwiowy z wit. C, który co prawda będzie miał 5% rynku, ale udział zasadniczego produktu w rynku spadnie do 8%. Wybór należy do zarządu, czy lepiej mieć 10% czy 13% rynku. W praktyce widać to po Heyah (niezwykle coolowy, produkt inny i podobne bzdety) oraz TakTak – marki należące do jednego operatora PTC T-Mobile.

Tak właśnie wygląda sprawa z PO i RPP. PO zdaje sobie sprawę, że może mieć (załóżmy) 35% gdyby była solo, a może też mieć 30% w ramach PO i 10% w ramach Palikota. Matematyka jest prosta i przelicza się na co najmniej kilkanaście mandatów więcej. I nic to, że do Sejmu dostaną się amatorzy lub nawet może oszołomy. Takich świeżaków szybko się skanalizuje i nauczy na jaki znak podnosić rękę i przyciskać przycisk. A plus jest taki, że RPP będzie w parlamencie ‘Młotem na kler’ – Tusk rozłoży ręce i powie, że sam jest żarliwym katolikiem i zawsze z wielką rozkoszą całuje pierścień papieski, ale niestety nic nie może zrobić by powstrzymać koalicjanta w jego krucjacie. Drugim ogromnym plusem jest to, że koalicja PO-RPP-PSL jest dużo mniej korzystna dla PSL niż PO-PSL. Oznacza to spadek wpływów ludowców i delikatne kierowanie ich na boczny tor.

Zresztą, na marginesie, ‘socjaliści’ stosują od lat chwyty zaczerpnięte z biznesu. Tak jak małe firmy konsolidują się na rynku, tak ‘socjalistyczne’ partie kanapowe tworzą wspólne listy wyborcze, jako że nie mają żadnych szans na przekroczenie progu wyborczego.

Jedyną szansą dla prawdziwego patrioty, by nie dać się okaszubić, jest głosowanie na PiS. Można, na nawet trzeba, jakoś przełknąć to, że są ukrytą opcją watykańską. Na pewno mają skrystalizowane zasoby personalne, nie ma ryzyka, by do parlamentu dostał się przypadkowy oszołom.

Kaczyński bardzo liczy się z Polonią, co jest ewenementem wśród innych polityków – taki Kwaśniewski ani razu nie odwiedził Chicago w czasie swoich 2 kadencji, gdy tymczasem śp. Kaczyński pojawił się od razu po zaprzysiężeniu.

PiS, jako jedyna partia polityczna przeprowadziła próbę rozbicia mafii zawodowych. Dzięki Kaczyńskim dziesiątki tysięcy ludzi, których los nie obdarzył rodzicami w palestrze, otrzymało szansę na pracę w zawodach prawniczych. Były próby (trochę niedopracowane, w ramach tzw. ziobryzmu) walki z mafią lekarzy, a właściwie ordynatorów blokujących specjalizacje i przejmujących 90% łapówek, odwalających fuchy na państwowym sprzęcie.

Kaczyński, w przeciwieństwie do neoliberałów, jest zwolennikiem protekcjonizmu, ochrony własnego przemysłu przez zalewem chińszczyzny z Indii. Wiele razy komentowałem obecny stan, polegający na powstaniu klasy próżniaczej, zajmującej się sprowadzaniem towarów handlowych z przysłowiowego ‘Berlina Zachodniego’, gdy tymczasem trzeba nam pracy organicznej, budowania nowoczesnego przemysłu w Polsce, który musi być chroniony przed nieuczciwą konkurencją cenową z towarami azjatyckimi.

W momentach zbliżającej się drugiej fali kryzysu, PiS może być dla kraju jedynym ratunkiem. Szczególnie pod uwagę powinni wziąć to zwolennicy tzw. Nowej Prawicy, która nie ma żadnych szans na parlament. Szkoda marnować głosy, każdy się liczy.

Share This Post

Wybory

Monday, 3 October 2011

Powodem tego, że głosowałem ostatnio w wyborach parlamentarnych była głęboka niechęć do Kaczyńskich, ludzi małych nie tylko wzrostem, oraz niechęć do ich odwiecznego wślizgiwania się w od*yt Watykanu. W ich prostych umysłach patriota=katolik, a to nie zawsze musi być prawda. Nie życzę sobie, aby Polska była państwem wyznaniowym, lecz by była miejscem zamieszkiwanym przez ludzi wolnych, nieogłupionych przez szamanów.

Tym razem z pewną dozą obrzydzenia pójdę legitymizować ten ustrój demokracji fasadowej. Przekonał mnie ten klip, jakże trafny:

Nie oznacza to bynajmniej, że pójdę głosować na Platformersów. Dałem się okaszubić już raz Tuskowi i wolałbym tego nie powtarzać. Tym razem pójdę oddać głos na Palikota, który nie obiecuje gruszek na wierzbie, ale przynajmniej ma zdecydowane nastawienie do szamanów podniesionych do urzędowej religii.

Share This Post