Category Archives: Ekonomia

Bania na bitku

Tak sobie siedzę, wsuwam popcorn i oglądam wykres:

Skończy się to jak zwykle.:

Efekty uboczne będą takie same jak zwykle. Pisk w mediach o strasznej bańce, przed którą nas nie uchronił żaden państwowy regulator, o konieczności wprowadzenia nowych regulacji i o złych spekulantach, którzy wzbogacili się na ofiarach, które wzięły kredyty albo posprzedawały domy. Narracja będzie taka: świat jest zły – jedyny ratunek w socjalizmie, kontroli i wsadzaniu ludzi do więzień…

Na tą chwilę btc przebiło 10 000 pln i jak to jest z bańkami – nigdy nie wiadomo jak daleko posunie się szaleństwo mas zanim nastąpi krach.

Share This Post

Krematoria a złote zęby

Hipokryzja obowiązuje w wielu aspektach naszego życia. Jednym z tematów tabu są losy złotych zębów w pozostałościach po kremacji. Próbowałem na ten temat rozmawiać z wieloma krematoriami w Polsce. Oficjalna wersja jest taka, że złoto jest wydawane rodzinom a poza tym go nie ma. Nieoficjalnie złoto przywłaszczają sobie pracownicy krematoriów lub szefostwo.

Czytelnik podesłał właśnie link do wyroku niemieckiego sądu w tej sprawie. O ile można zrozumieć dziennikarskie tłumaczenie sądowych akt sprawy, krematorium nakazało zbieranie złota pracownikom, a ci chowali je do własnej kieszeni. Na skutek tej afery złoto ma być zakopywane wraz z urną, co pewnie skończy się tak, że będzie ono wykradane przez inną szajkę.

Sprawa jest bardzo zgrabnie rozwiązana na Wyspach. Krematoria porozumiały się w tej sprawie i prowadzą zbiórkę cennych metali, które są następnie sprzedawane, a środki są przekazywane na cele charytatywne. Proponowałem takie rozwiązanie operatorom polskich krematoriów – popatrzyli na mnie jak na kosmitę. Po co mają oddawać za darmo złoto, o które nikt się nie upomina i które mogą sobie spieniężyć. Kompletny brak jakiegokolwiek poczucia przyzwoitości.

Krematoria prowadzą ludzie, którzy nie zdają sobie sprawy, jak bardzo czarny (nomen omen) PR sobie kreują. Skończy się to tak, że pewnego dnia sprawę opiszą brukowce. Okaże się, że ktoś dorobił się na tym procederze, co wywoła ogromne społeczne oburzenie. Na razie bez większego echa przeszła niedawno podobna afera, gdy okazało się, że pracownikom krematoriów nie chce się czekać na całkowite spopielenie zwłok i ich ostygnięcie. Wobec tego rodzinom nasypywano prochy osób poprzednio spopielonych, łopatą z wora,  jak leci. Jak się łatwo można domyślać, dla rodzin emocjonalnie związanych ze zmarłym, nie jest to przyjemna wiedza.

Oczekuję ucywilizowania tego procederu w Polsce. Ponieważ moja firma zajmuje się recyklingiem kruszców jesteśmy skłonni przetwarzać tego typu kruszce z przeznaczeniem na cele typu WOŚP/Caritas. To taki mój głos wołania na puszczy, niestety.

Share This Post

Cykl życia socjalizmu

Sama nazwa jest myląca. Niektórzy spierają się, że w PRL nie było nigdy ‘prawdziwego socjalizmu’ ani ‘komunizmu’, na tej samej zasadzie, na której zdarzają się oszołomy twierdzące ze hitleryzm to nie był ‘prawdziwy faszyzm’. Rozmawiamy o systemie niedemokratycznym, opartym na dyktaturze, zakładającym upaństwowienie gruntów rolnych i środków produkcji oraz z ograniczonymi wolnościami obywatelskimi (do wypowiedzi, prowadzenia biznesu, przemieszczania się czy opuszczenia kraju).

Cykl zaczyna się od pojawiającej się grupy niezadowolonych osób. W każdym społeczeństwie są ludzie, którzy z różnych powodów mniej partycypują w ogólnym dobrobycie. Do nich docierają populiści i zaczynają im obiecywać najróżniejsze cuda. Zawsze obiecywana jest redustrubucja, czyli , że coś komuś da za darmo. Dużo ludzi nie rozumie, że żeby dać trzeba komuś zabrać – inni wierzą, że to nie im zabiorą. Ludzie nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że jest tylko jedna droga by zbudować bogaty kraj bogatych ludzi – musi być wolność i cały naród musi ciężko pracować od rana do późnej nocy.

Opierając na tych obietnicach dana grupa dochodzi do władzy, czy to metodą demokratyczną, czy to przez zagraniczną interwencję lub zamach stanu. Nawet gdy jest to zwycięstwo wyborcze natychmiast przystępuje się do demontażu elementów społeczeństwa demokratycznego (niezależne media, sądownictwo czy policja), a także zaczyna się wtrącać przeciwników politycznych do więzienia.

W celu zaspokojenia obietnic wyborczych przystępuje się do zadłużania państwa oraz odbierania owoców pracy innych ludzi. Kolejne podmioty są upaństwawiane. Prowadzi to do recesji – przedsiębiorcy zamykają swoje firmy i wyjeżdzają z kraju. To powoduje eskalację przemocy ze strony państwa, wprowadza się coraz bardziej dotkliwe sankcje i konfiskaty wobec tych osób, które mają jeszcze kapitał.

Rośnie niezadowolenie ze strony milczącej większości wyborców. Nasila się propaganda i represje wobec tych, którzy jej nie ulegają. Aparat policyjny pilnuje, by reżim nie stracił władzy, z patriotów robi się przestępców. Pojawiają się dwie nowe grupy społeczny – osoby ogłupione przez propagandę, którzy twierdzą, że żyją w najwspanialszym kraju świata choć coraz więcej ludzi głoduje, oraz beneficjenci systemu, czyli kasta polityków i mundurowych realnie rządzących krajem.

Z czasem sytuacja ulega eskalacji. Ludzie starają się obalić szalony reżim, na co ten odpowiada eskalacją przemocy. Porównajmy dwie sytuacje – PRL i Wenezuelę – znajdzcie podobieństwa:

Wcześniej czy później reżim pada, ale oprawcy nigdy nie zostają osądzeni. Kraj jest tak zniszczony, że spora część ludzi wspomina lepsze okresy minionego reżimu. Politycy i mundurowi są na emeryturkach, z państowymi odznaczeniami, żyjąc na koszt swoich ofiar, które składają się na ich świadczenia. Część z nomenklatury uwłaszczyła się, przejeła nieruchomości, grunty, media, fabryki, banki etc.

Rośnie grupa niezadowolonych osób tym stanem rzeczy …  Cykl się zamyka …

Zadanie domowe. Proszę zastanowić się, przez jakie stadia przechodziła Polska przez ostatnie lata. I w jakim miejscu cuklu jest Francja 2017, gdzie 20% ludzi zagłosowało na człowieka, który uroczyście obiecuje im wprowadzenie powyższego systemu.

Share This Post

Auf Wiedersehen Bessergold

Mijają 4 lata gdy z wielkim hałasem oddział w Polsce otworzył pierwszy niemcki diler złota. Dla przypomnienia archiwalny wpis na Goldblog jest tu. Miał być to początek końca polskich dilerów, którzy mieli być stopniowo wypierani przez oddziały niemieckich dilerów lub też handel złotem przez banki.

Nic takiego się nie stało. Niemcy ani inni obcokrajowcy nie weszli na rynek złota w Polsce. Nawet mimo tego, że znam firmy otwierane przez Polaków tylko po to, by zaoferować je firmom zagranicznym, jako przyczółek na rynku polskim. Zresztą, skoro ktoś miałby zarobić na wpuszczeniu inwestorów z Zachodu na nasz rynek, to czemu nie my? Tak więc naszą reakcją było zaoferowanie naszej marki na sprzedaż (za “godną” kwotę). Tak jak się spodziewałem, zainteresowanie postawieniem oddziału w Polsce jest zerowe.

Sam Bessergold właśnie się zamknął. Byłem wczoraj w ich siedzibie: biuro zamknięte, szylfy zdemontowane. Wyceny na stronie internetowej wyłączone. Pod telefonem odczytywana jest wiadomość, że można zamawiać w Niemczech. Firmę tą żegnam z żalem. Każdy z nas – dilerów – buduje rynek i edukuje inwestorów. To, że ktoś nie kupił u nas tylko w Bessergold nie ma znaczenia – być może ktoś uświadomiony przez Bessergold jakie zalety ma posiadanie złota inwestycyjnego kupił u nas.

Powód tej sytuacji jest taki, że uczciwy handel złotem inwestycyjnym jest bardzo ciężkim kawałkiem chleba. Branża jest niskomarżowa, klienci są niezwykle żądni jak najniższej ceny, a sam rynek jest mikroskopijny w porównaniu do krajów zachodnich. Zwykła pizzeria lub dyskoteka może przynieść dużo większe zyski niż bycie dilerem i zarabianie po kilkadziesiąt złotych na uncji złota. Sytuacja jest analogiczna do rynku domów spokojnej starości – dużo się mówi o świetlanej przyszłości branży, ale jeżeli przeprowadzi się nawet prostą kalkulację, to okaże się, że biznesowo korzystniej jest wybudować hotel. Dlatego nie ma zbyt wielu dilerów złota i dlatego nie ma zbyt wielu miejsc w domach spokojnej starości.

Frustrację dilerów widać po tym, jak starają się rozszerzać działalność na inne branże związane z kruszcami. Starają się wchodzić w wysokomarżowe rynki monet kolekcjonerskich. Praktyczniej każdy diler skupuje i sprzedaje biżuterie. Nie robili by tego, gdyby zadowalała ich sytuacja w ich rodzimej branży i gdyby mogli się tam rozwijać.

Tymczasem marka 79th Element istnieje już siódmy rok, czyli jesteśmy jednym z najstarszych i najstabilniejszych dilerów złota w Polsce. Tak jak konkurecja staramy się rozwijać na innych polach niż tylko sprzedaż detaliczna kruszców. Właśnie wysłaliśmy roczny raport do KRS – pomimo dużych inwestycji rok 2016 zamkneliśmy zyskiem w wysokości ponad 60 000 zł. Jesteśmy firmą stabilną finansowo, o ugruntowanej pozycji na rynku i gwarantującą obsługę klientów na najwyższym poziomie.

Share This Post

Edge

Kurs akcji zmienia się wraz z upływem czasu, co jest spowodowanie między innymi przez:

  • zmiany makroekonomiczne w gospodarce, w tym zmiany otoczenia konkurencyjnego,
  • zmiany sytuacji ekonomicznej samego przedsiębiorstwa oraz jego perspektyw rozwoju,
  • przypadkowe chaotyczne zmiany (błądzenie) kursu,
  • aktywności spekulacyjne,
  • docieranie informacji o powyższych czynnikach do inwestorów.

Można stwierdzić, że każdego dnia inwestorzy nabywają coraz większą wiedzę o sytuacji spółki oraz jej otoczenia, reagują składaniem zleceń kupna i sprzedaży, przez co wycena zmienia się w taki sposób, że lepiej odzwierciedla obecną i przyszłą wartość spółki. Z drugiej strony każdego dnia zmienia się sytuacja. Mamy trochę tak jak z gonieniem króliczka, coraz to prawie go łapiemy, a on ciągle stara się nam uciec. Graficznym przedstawieniem tej pogoni za trafną wyceną spółki jest jej wykres giełdowy.

Zyski na giełdzie osiągają ci, którzy mają przewagę informacyjną na innymi graczami. W slangu inwestorów nazywa się to egde. Można to osiągnąć na kilka sposobów:

  • white edge – przewaga poprzez pracę analityków nad publicznymi aportami,
  • gray edge – wnioski wyciągnięte z zasłyszanych plotek czy kuluarowych wypowiedzi osób zarządających,
  • black edge – informacje mające znaczenie dla notowań jeszcze nie ujawnione w oficjalnym komunikacie spółki, przejęte przez osobę spoza spółki i celowo wykorzystane dla uzyskania zysku z zakupu lub sprzedaży walorów.

W krajach rozwiniętych rynek akcji jest kontrolowany bardziej niż w Polsce, gdzie nawet wielumilionowe afery typu PMI SA przechodzą bez echa, bez reakcji prokuratury, bez wyroków. Mając dostęp do baz danych łatwo jest wyłapać sytuację, w której walory jakiejś spółki zostały zakupione lub sprzedane w dużej ilości na krótko przed publicznym ujawnieniem znaczącej informacji. Można się domyślać, że ktoś nielegalnie wszedł w posiadanie kluczowej informacji i ją wykorzystał.

Dlatego właśnie tak trudno jest odnieść sukces jako indywidualny inwestor giełdowy lub walutowy. Zwykle inwestor ma przeciwko sobie profesjonalnych graczy, którzy wiedzą lepiej od niego i szybciej reagują na nowe informacje. Bycie indywidualnym inwestorem jest tak samo głupie jak próba bicia się na ringu z profesjonalnym bokserem lub gra z profesjonalistami w pokera. Proszę spojrzeć na wykresy z kluczowych momentów, na przykład przy wypowiedziach Trumpa czy wcześniej, polskiego rządu nt. opodatkowania KGHM. Nowa wycena zachodziła w czasie pojedyńczych sekund. Gdy drobny inwestor wracał do domu po pracy, uruchamiał komputer i chciał złożyć zlecenie, było już dawno pozamiatane, o ile oczywiście nie miał automatycznych zlecen typu stop loss. Inny przykład: gdy inwestor czyta artykuł prasowy i dochodzi do wniosku, że warto zainwestować w daną spółkę, to uruchamia platformę transakcyjną tylko po to, by stwierdzić, że spółka już zdrożała…

Na szczęście dla nas nie wszystko jest całkowicie stracone. Duzi, profesjonalni gracze, którzy są naszymi przeciwnikami, myślą niezwykle sztampowo. Oto kilka przykładów:

  • wiara w dolara, jako “bezpieczną przystań”, najbezpieczniejszą walutę świata, podczas gdy w gruncie rzeczy rząd USA od dekad robi wszystko co możliwe by zniszczyć siłę nabywczą dolara, co się ostatecznie musi udać,
  • wiara w obligacje USA, jako najbardziej płynne aktywo, nie obarczone ryzykiem niewypłacalności emitenta, podczas gdy my wiemy, że USA ostatecznie zbankrutuje i zawiesi wypłacalność obligacji albo wypłaci je bezwartościową, hiperinflacyjną walutą,
  • przekonanie, że złoto jest surowcem, takim samym jak ruda żelaza, podczas gdy my wiemy, że złoto jest pieniądzem, który niezwykle mocno rośnie na wartości w sytuacji dewaluacji papierowej waluty,
  • przekonanie, że możliwe jest nieskończone zadłużanie się państw, podczas gdy my wiemy, że współcześnie rosnące zadłużenie państw musi skończyć się ich bankructwem,
  • przekonanie, że ropa naftowa jest surowcem, którego zawsze będzie pod dostatkiem, podczas gdy my wiemy, że zasoby ropy mogą się bardzo szybko wyczerpać i płynne węglowodory są trudne do zastąpienia innymi nośnikami energii,
  • przekonanie, że można osiągnąć nieograniczony wzrost gospodarczy przy ograniczonych zasobach planety, podczas gdy my wiemy, że wzrost gospodarczy musi ulec trwałemu zahamowaniu wynikającemu z przeludnienia i wyczerpania kopalin.

Jak wykorzystać tą wiedzę by ograć profesjonalistów, tak jak oni zwykle ogrywają nas, pozostawiam każdemu do przemyślenia.

Share This Post

Zarzewie

Świat już dawno nie był tak blisko III Wojny Światowej. Ostatnio chyba w 1983, gdy sowieckie centrum obrony przeciwrakietowej dalo fałszywą pozytywną informację o odpalonych amerykańskich rakietach ICBM i tylko niesubordynacja i nieprzestrzeganie procedur uratowało większość czytelników od śmierci. Gdyby nie płk. Pietrow bylibyśmy dziś radioaktywnymi trupami.

Od miesięcy dochodziły do nas fałszywe informacje ze skorumpowanych mediów głównego nurtu dotyczące Trumpa. Ja o tym wiedziałem, jego wyborcy również, ale sporo osób dało się nabrać. Podobno wygrał wybory dzięki służbom specjalnym Rosji, podobno jest marionetką Putina, podobno ludzie Trumpa zanoszą tajne informacje wprost do ambasady Rosji. Tymczasem Trump okazał się być jastrzębiem, podejmującym stanowcze kroki militarne. Oczywiście wszystkie te kłamstwa, publikowane przez media należące do oligarchów, którzy obawiają się utraty wpływów, nie zostały odwołane.

Zaostrzenie sytuacji zaczęło się od wydarzeń w Syrii. Ktoś rzucił granat z sarinem, zginęło kilkadziesiąt osób (czyli tyle co nic, jak na skalę tego konfliktu). Raczej nie jest to sprawka Assada, ponieważ przestraszył się międzynarodowej interwencji i podzielenia losu Husseina, więc lata temu wpuścił międzynarodowych obserwatorów, którzy wywieźli całe jego ówczesne zapasy. Był to raczej ktoś, kto chciał, żeby świat pomyślał, że zrobił to Assad. I osiągnął to co chciał – amerykańskie rakiety zaczęły spadać na bazy Assada, w których byli lub mogli być również Rosjanie. Innymi słowy, Amerykanie zbombardowali Rosjan, a Putin bardzo tego nie lubi.

Teraz mamy niezwykłe napięcie w Korei. Wszystkie kraje w rejonie koncentrują tam swoje siły. Układ jest niezmiernie skomplikowany i mało zrozumiały dla Polaków. Chiny oficjalnie popierają bratni komunizm w Korei i nie życzą sobie interwencji USA w swojej strefie wpływów, ale Chiny komunistyczne są tylko teoretycznie i cała ta sytuacja psuje im biznes. Japonia jest rozdrażniona rakietami potencjalnie atomowymi, przelatującymi nad ich terytorium i koreańskim rozbójnictwem, między innymi porwaniami japońskich obywateli. Obie Koree nienawidzą Japonii za zbrodnie wojenne. Seul, koreańska stolica, jest w zasięgu stanowisk artyleryjskich Północy i może być zagazowana w parę godzin. Rosja symbolicznie graniczy z Koreą, ale ma swoje ambicje imprerialne. A Ameryka ma już dość tego tłustego koreańskiego zbrodniarza i chętnie by go ukatrupiła, ale ten niestety ma każdą możliwą broń masowej zagłady, jaką był w stanie sobie zorganizować, co sprawę znacząco utrudnia. No i w końcu trzeba pamiętać, że każdego dnia Koreańczycy umierają w obozach koncentracyjnych.

Jakoś tą sytuację trzeba będzie rozwiązać. Na razie próbowano brać na przeczekanie, licząc, że Północ weźmie się głodem. Potem próbowano łapówek. Nic nie działa, oszołom nadal morduje swoich obywatali i straszy resztę świata. Teraz czekamy na jakiś głupi krok, typu odpalenie pocisków stronę okrętu USA. Lub może choćby tylko pretekstu, jakiegoś cienia na radarze, który będzie dobrym powodem. Na miejscu “wielkiego przywódcy” w tych dniach starałbym się mieć bezustannie nad głową co najmniej kilkadziesiąt metrów gruntu i unikać świeżego powietrza.

Skala skoncentrowanych sił jest bezprecedensowa. Najlepiej byłoby, gdyby Rosja, Chiny i Ameryka jakoś się ze sobą dogadały i wkroczyły z wszystkich stron do Korei, albo przynajmniej namierzyły i zlikwidowały watażkę. To jest scenariusz optymistyczny i mało prawdopodobny. W scenariuszu pesymistyczny dochodzi do wojny i odpalenia broni chemicznej lub / i atomowej. I mówiąc eufemistycznie, do dużych strat. Oby tylko na Półwyspie Koreańskim.

Z naszej perspektywy śmierć milionów Koreańczyków może nie mieć większego znaczenia. Ale oprócz potencjalnego początu wojny światowej, ma także ogromne znaczenie ekonomiczne. Korea jest znaczącym producentem elektroniki, więc przez co najmniej rok komponenty stamtąd będą drogie i trudno dostępne, aż nie zostaną przestawione fabryki w innych krajach Azji. To jednak będzie najmniejszy problem. Przez cały rynek finansowy przejdzie ogromny szok. Waluty obszarów peryferyjnych (zgadnij, do jakiego obszaru zalicza się Polska) stracą dużą część wartości w ciągu minut. Rano banki z obszarów peryferyjnych będą najechane przez klientów wycofujących twarde waluty. Te skończą się w ciągu paru godzin i konieczne będzie ‘tymczasowe’ wstrzymanie wypłat w walutach i przelewów międzynarodowych. Błyskawicznie zabraknie towarów z importu. Bez wymiany walutowej międzynarodowy handel i produkcja staną, ludzie masowo stracą pracę, zacznie się głęboka recesja.

W międzyczasie ropa, frank i dolar mocno w górę. Rynki finansowe będą zamknięte przez wiele dni, gdy się otworzą akcje i obligacje długo będą szukać dna. Złoto inwestycyjne  natychmiast przestanie być możliwe do nabycia, bo nie będzie żadnych sprzedawców, być może nawet sklepy jubilerskie zostaną wyczyszczone. Pod zamkniętymi siedzibami dilerów kruszców ustawią się długie kolejki i wszyscy będą mieli to samo pytanie – “jakim prawem jest zamknięte i nie sprzedajecie”?

Warto zwrócić uwagę na rosnące od paru tygodni ceny kruszców. Dawno nie widzieliśmy tak długiego rajdu i cen rosnących niemalże każdego kolejnego dnia. Wygląda to tak, jakby mocne ręce wykupywały wszystko co jest, niezależnie od cen.

Pamiętajmy, że w informacyjnym łańcuchu pokarmowym jesteśmy na samym końcu. Dowiemy się na końcu. Nikt nie powie w TV, że jutro wybuchnie atomówka nad Koreą.

Na szczęście tego bloga czytają osoby, które w większości już wiele lat temu zabezpieczyły się na taką ewentualność.

Share This Post

Niezależność NBP

Są tylko dwa fundamenty każdego państwa:

  • Płacenie podatków
  • Wiara obywateli w walutę

Obywatele mogą sobie głosować, wiecować, strajkować, a nawet malować murale i rozrzucać ulotki, ale to i tak niczego nie zmieni. Wojsko może mieć garnizon w każdym mieście albo może go nie być wcale. Władzę to nie interesuje. Co najwyżej zrobi pewne ustępstwa, kolejne dociskanie śruby rozłoży na 2 czy 3 kolejne ustawy i zapisze je w inny sposób. Jedyne dwa sposoby rzucenia każdego państwa na kolana to zaprzestanie płacenia podatków i odmowa przyjmowania papierowej waluty emitowanej przez państwo.

Jeżeli obywatele przestaną płacić podatki lub przyjmować walutę to cały aparat państwowy przestaje natychmiast pracować. Nie ma z czego płacić urzędnikom ani mundurowym. Nikt nie słucha wydawanych poleceń. Miliony obywateli utrzymywanych przez skarb państwa zamienia się w tłum głodnych i wściekłych rewolucjonistów. Cała dotychczasowa grupa pasożytów zwanych “klasą polityczną” albo nawet “elitą” jest obalana, staje się skompromitowana i trafia bezpowrotnie na śmietnik historii. I to niezależnie czy są z grupy aktualnie rządzącej czy z grupy obecnie kontestującej.

Dlatego właśnie tak starannie mydli się oczy ‘niezależnością’ banku centralnego. Dlatego w czasie okupacji hitlerowskiej jedynym polskojęzycznym dokumentem były banknoty:

Dlatego komunistyczni okupanci zachowywali się identycznie. Wszystko było ‘ludowe’, Ludowe Wojsko Polskie, Polska Rzeczpospolita Ludowa, tylko nie było Ludowego Banku Polski.

Dziś na stronie NBP możemy sobie poczytać:

Narodowy Bank Polski (NBP) jest bankiem centralnym Rzeczypospolitej Polskiej. Wypełnia zadania określone w Konstytucji RP, ustawie o Narodowym Banku Polskim i ustawie Prawo bankowe. Wymienione akty prawne gwarantują niezależność NBP od innych organów państwa.

Jest to oczywiście kłamstwo, co wprost wynika z lektury jednego akapitu konstytucji. NBP byłby niezależny, gdyby prezes był wybierany przez prywatnych udziałowców banku lub w wyborach powszechnych. W obecnym porządku prawnym NBP kieruje prezes wybierany i odwoływany przez Sejm na wniosek Prezydenta, czyli jest dokładnie odwrotnie niż napisano powyżej. Powinno być napisane: “Wymienione akty prawne gwarantują całkowitą zależność NBP od innych organów państwa.”

Obecnie jesteśmy świadkami farsy pt. “Wprowadzenie nowego banknotu do obiegu”. Rząd był przeciwny nowej 500tce, ponieważ banknoty o wysokim nominale przeszkadzają w dalszym dociskaniu śruby fiskalnej i inwigilacji obywateli, zwanym dla niepoznaki “wprowadzeniem gospodarki bezgotówkowej”. Dla podtrzymania złudzenia niezależności NBP rząd nie mógł po prostu wymusić niewprowadzania tego nominału. Zamiast tego dogadano się, pewnie przy jakiś ośmiorniczkach, sprawdzając najpierw czy wszystkie piloty do TV w pomieszczeniu nie mają włączonej funkcji nagrywania. Stanęło na tym, że 500tki będą wprowadzane do obiegu, ale teoretycznie. Niby są już miesiąc w obiegu, ale po prostu nie trafiają z NBP do kas banków i dalej do obiegu. Elegancko to rozegrano – NBP postawił na swoim i udowodnił swoją “niezależność” i jednocześnie spełnił wolę rządu.

Jak łatwo oszukać ludzi widać po lekturze mediów. Oto Wyborcza, słynąca z zatrudniania niezbyt lotnych stażystów, pisze: nie będzie tak łatwo zdobyć nowy nominał, bo w pierwszej kolejności będzie służył do rozliczeń międzybankowych. Biedni stażyści nie mają pojęcia, że to już “nie te czasy”. W rozliczeniach międzybankowych nie przewozi się już worków z pieniędzmi. W 1996 r został wprowadzony system SORBNET, który załatwia rozliczenia elektronicznie i bezgotówkowo. Podobne “rewelacje” o tym, że palety nowych banknotów mają być “rezerwą” NBP pozostawiam totalnie bez komentarza, ponieważ jeżeli by chcieć wyjaśniać czym są rezerwy banku centralnego to nikogo to nie zainteresuje, nikt tego nie zrozumie, a jeżeli nawet kogoś to zainteresuje i zrozumie, to zaraz o wszystkim zapomni.

Tylko głupcy używają banknotów NBP (i złotówki) do oszczędzania i gromadzenia kapitału. Jeden wykonany telefon, prasy zafurkoczą i wartość nabywcza złotówki zacznie spadać w kierunku zera. Na szczęście dla każdej władzy większość obywateli to głupcy. Większość ludzi po prostu nie interesuje nic poza codzienną michą i wieczornym programem TV.

* Zapytałem NBP o kwestię wprowadzania nowego nominału do obiegu, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.

Share This Post

Wzrost cen

W ekonomii nie ma cudów. Pewne procesy są znane od kilkuset lat. Na przykład wiemy, że jeżeli zwiększa się ilość pieniądza (a także kredytu) w obiegu to ceny rosną. Widzieliśmy to od 2003 roku, gdy upowszechniły się kredyty hipoteczne i ceny mieszkań wzrosły dwukrotnie. Dziś obserwujemy to jako efekt uboczny programu 500+. Spora część z tych pieniędzy trafiła do ubogich rodzin, które wydały je na bieżącą konsumpcję. W efekcie w moje ręce wpadło takie pismo:

Szanowni Państwo,

z przykrością informuję, iż począwszy od miesiąca kwietnia zmuszeni jesteśmy podnieść cenę dostarczanych do Państwa posiłków w standardzie podstawowym i rozszerzonym.

Podwyżka uwarunkowana jest dramatycznie rosnącymi kosztami produktów wsadowych, które wykorzystujemy do przygotowywania posiłków dla dzieci, zarówno jeśli chodzi o warzywa, mięso, nabiał, owoce, czy też produkty inne dowożone przez dostawców itp. Podwyżki cen od grudnia do wczoraj oscylują wokół 30-34%, i są nie porównywalne z analogicznym okresem w latach ubiegłych.

Nawet ceny zakontraktowanych przez nas owoców krajowych, kapusty kiszonej, ogórków kiszonych, cebuli, marchwi i ziemniaków zostały podniesione o 40%.

Do tego dochodzą wzrastające z roku na rok koszty pracy, mediów oraz paliwa a co za tym idzie koszty transportu (zarówno koszty transportu produktów wsadowych jak i transportu posiłków do Państwa). Znacznej podwyżce uległy także ceny mediów oraz ścieków – koszty, które tu ponosimy jako odbiorca hurtowy mimo naszych umiejętności negocjacyjnych przerastają nasze możliwości.

W tej sytuacji nie jesteśmy odosobnieni – wszystkie firmy cateringowe podwyższają ceny a niektóre nawet są zmuszone do zaniżenia jakości dostarczanych produktów pomimo podnoszenia ceny.

A NBP nadal na swojej stronie twierdzi, że inflacja wynosi 2%. Pewnie parowozy znów staniały i średnio inflacja nadal jest niska.

Share This Post

WIBOR a miesięczna rata kredytu hipotecznego

Jeszcze kilkanaście lat temu kredyty hipoteczne były w Polsce prawie nieznane. Nie dlatego, że banki nie znały tego typu produktów lub gardziły zarobkiem z takich kredytów. Po prostu w środowisku wysokich stóp procentowych (na przykład WIBOR 20% w 2000 roku) odsetki byłyby tak wysokie, że prawie żaden kredytobiorca nie byłby w stanie obsłużyć kredytu na mieszkanie.

Jakie przykre konsekwencje ma próba sprzedawanie kredytów hipotecznych w takich warunkach można przekonać się wspominając kredyt Alicja oferowany przez PKO BP od 1995 roku. Bank zakładał, że stopy WIBOR niedługo spadną, więc kredytobiorca spłacał tylko część odsetek, a reszta dopisywana była do sumy kredytu, który puchł jak balon. Kwota niespłaconego kredytu gwałtownie rosła, ponieważ niespłacone odsetki kumulowały się wraz z kolejnymi odsetkami od odsetek… Ot, magia procentu składanego. A ponieważ stopy procentowe mocno spadły dopiero w okolicy roku 2003, to wielu kredytobiorców stało się ‘posiadaczami’ ogromnego i niespłacalnego długu wobec PKO.

A skoro już jesteśmy przy roku 2003, to warto przypomnieć sobie dwa wykresy:

Jest widoczna korelacja. W 2003 roku WIBOR osiągnął niski poziom 5% i banki dostrzegły możliwość szerokiego wprowadzenia kredytów hipotecznych do swoich ofert. Zaczęły ich udzielać i popyt na nieruchomości gwałtownie zaczął rosnąć. W efekcie mieliśmy gwałtowny wzrost cen i bańkę hipoteczną.

I drugi wniosek – mamy obecnie ekstremalnie niski poziom WIBOR, który raczej niżej nie spadnie, i który raczej będzie rósł śladem zbliżającego się wzrostu stóp procentowych w USA.

Kredyty hipoteczne w Polsce są sfinansowane krótkoterminowymi lokatami i środkami zalegającymi na kontach osobistych. Ich oprocentowanie może zmienić się bardzo szybko i najprawdopodobniej będzie rosło. Banki nie chcą podejmować ryzyka tego, że za depozyty trzeba będzie płacić więcej niż będzie przynosić kredyt, więc banki oferują wyłącznie kredyty o zmiennym oprocentowaniu. Pisałem już o tym kilka razy – to jest tykająca bomba ekonomiczna, o której prawie nikt nie wie, zarówno kredytobiorcy jak i sprzedawcy kredytów. Skala problemu jest duża, ponieważ kredytów hipotecznych w złotówkach mamy dwa razy więcej niż we franku, mowa jest o 200 miliardach złotych.

Brak kredytów o stałym oprocentowaniu wynika z kilku faktów. Złotówka jest walutą wysokiego ryzyka i nikt rozsądny nie chce zamrażać kapitału w lokaty na 20 czy 30 lat bo może go dotknąć scenariusz ‘od pucybuta do milionera’, ale w polskiej wersji. Różnica jest taka, że w Ameryce ludzie dorabiają się od zera do miliona, a w Polsce milioner bardzo łatwo może zostać pucybutem (w wersji optymistycznej) albo być rozstrzelanym (w wersji pesymistycznej).

Poza tym do ludzi przemawiają liczby. Kupując kredyt w banku nikt nie pyta o hipotetyczne ryzyko wzrostu WIBORu, tylko o wysokość miesięcznej raty na daną chwilę. I tak skoro długoterminowa obligacja RP płaci dziś 4,3%, to list zastawny będący finansowaniem dla hipotek musiałby płacić 5,3%, czyli kredyty o stałym oprocentowaniu musiały by być po 6-7%. Zamiast tego mamy kredyty o zmiennym oprocentowaniu w wysokości powiedzmy nieco ponad 4%. I tak dla kredytu 300k / 20 lat kredyt może kosztować przy 2200 zł miesięcznie przy stałym oprocentowaniu lub 1800 zł miesięcznie przy zmiennym.

Większość ludzi wybierze zmienne oprocentowanie nie zdając sobie sprawy z tego, że jeżeli WIBOR wyskoczy na 20% to miesięcznie przyjdzie im do zapłaty 5300 zł… Która rodzina będzie w stanie to udźwignąć? A w perspektywie 20 lat mamy taką sytuację pewną jak w banku, to nie jest ‘jeżeli’ a ‘kiedy’. Wystarczy tylko przypomnieć sobie o ciągle rosnącym zadłużeniu państwa, o chwiejącej się UE, o niedofinansowanym ZUSie. Każde duże tąpnięcie skutkować będzie natychmiastowym wystrzałem WIBORu. I w takiej sytuacji państwo polskie będzie zajęte ratowaniem samego państwa, a nie ratowaniem kredytobiorców, nawet jeżeli jest ich parę milionów. Przerzucić tego ciężaru nie da się na banki. One po prostu nie wytrzymają kapitałowo sytuacji, w której będą musiały płacić rynkowe stawki za depozyty i nie będą mogły tego przerzucić na kredytobiorców hipotecznych.

Z tego zagrożenia zdaje sobie sprawę KNF. Proszę zapoznać się z dokumentem w tej sprawie.

Trzeba nadmienić, że cały ten problem nie istniałby w systemie pieniądza złotego. W takim reżimie kredytodawca może być spokojny o siłę nabywczą deponowanego kapitału i żąda za niego jakieś 3%. Nie zdarzają się wzrosty oprocentowania, ponieważ w takim systemie nie ma inflacji. Banki mogą udzielać kredytu nawet na 20 – 30 lat bez obaw o wzrost odsetek. Tak to działało w USA przez 150 lat, do połowy XX wieku.

Gdy dojdzie do takiego gwałtownego wzrostu WIBOR zobaczymy odwrotne ruchy na obu powyższych wykresach. Gdy WIBOR pójdzie w górę, to dostępność kredytów spadnie w okolice 0. Podaż mieszkań gwałtownie wzrośnie ponieważ większości kredytobiorców nie będzie stać na spłatę całości kredytu ani na spłacanie rat w kwocie 2 – 3 razy większych. Równowaga podaży i popytu na nieruchomości odnajdzie się na zupełnie innym poziomie, ceny gwałtownie spadną. Wcale nie wykluczam spadku cen o połowę w ciągu 2 lat od zaistnienia problemu.

Jeżeli rząd nadal nie będzie pozwalał bankrutować kredytobiorcom to będziemy świadkami śmierci cywilnej dla milionów Polaków i kolejnej fali emigracji. Jeżeli pozwoli, to spadki cen będą jeszcze większe, nasilone masowym wysyłaniem kluczy do mieszkań bankom.

Narastające zadłużenie wielu państw świata i ogromna skala dodruku walut zbliżają nas do tego momentu. Fala podwyżek stóp procentowych już się zaczęła w USA. Powoli zbliżamy się do tego momentu. I jak zwykle dowiemy się z prasy, że nikt tego nie przewidział.

Share This Post