Category Archives: Ekonomia

Incredibles Kulczyka

Zakończył się pierwszy sezon polowania na dobre pomysły biznesowe. To właśnie jest największy problem ludzi z dużą kasą, szczególnie wśród drugiego i trzeciego pokolenia oligarchów – oderwanie od realiów, oderwanie od normalnego życia i wynikający z tych rzeczy brak nowych pomysłów, brak znajomości potrzeb społecznych. Organizowanie takich konkursów to wyraz rozpaczy.

Podstawowy problem z inwestowaniem w nowe pomysły w Polsce jest brak rynku. Wszystko ma swój rynek. Na Arktyce jest mały rynek pracy – mało kto szuka tam pracy, jest też mało pracowników – duży rynek pracy jest w New Delhi. Praga Południe to mały rynek na karatowe brylanty – mało kto sprzedaje i kupuje tam brylanty – dużym rynkiem jest Antwerpia. Identycznie jest z rynkiem startupów – mało kto oferuje świeże pomysły w Polsce – takie pomysły są oferowane i wdrażane w Krzemowej Dolinie.

Istnieje danego rynku jest uwarunkowane mnóstwem różnych czynników, poza istnieniem zwykłej tradycji. Na przykład w Antwerpii są bardzo korzystne przepisy dotyczące VATu na brylanty. Można je importować spoza UE i sprzedawać na rynku unijnym z zerową stawką VAT. Importując diamenty do Polski trzeba od razu zapłacić 23% VAT i sprzedając kamienie dalej wewnątrz UE trzeba użerać się z kontrolami skarbowymi by odzyskać VAT. Import kamieni surowych jest związany z procedurą Kimberly, co jest w Polsce szalenie skomplikowane i nierealne do przejścia, a jest banalnie proste i załatwiane od ręki w Belgii. W Antwerpii wysyłka brylantów na cały świat jest prosta, tania i ubezpieczona – w Polsce wszyscy przewoźnicy wyłączają z przewozu przedmioty cenne typu biżuteria. Przykłady można długo kontynuować.

Podobnie jest ze startupami. Wiele pomysłów wdrażanych w Kalifornii jest zwyczajnie nielegalnych w Europie. Na przykład realizowany projekt może naruszać polskie regulacje ochrony danych osobowych, albo pracownicy mogą zostawać dłużej w pracy niż legalne we Francji 35 godzin/tydzień, albo być wynagradzanych tylko akcjami, co jest nielegalne w Niemczech. Inny przykład to uciążliwe kontrole skarbowe już na etapie zakładania firmy. Wynajmując biuro wirtualne w Polsce trzeba liczyć się z wizytą dwóch smutnych panów, którzy stwierdzą, że firma nie istnieje i w związku z tym zostanie wykreślona z rejestru VATowców. Tak się “wspiera” przedsiębiorczość w Polsce. Business development w USA to przyjemność, w Polsce to męka, użeranie się z biurwami i notoryczne bycie branym za oszusta podatkowego.

Aby to zrozumieć, zastanówmy się jakie serwisy internetowe odniosły sukces w Polsce. Co do jednego były to klony serwisów amerykańskich. Allegro – ebay, wykop – reddit, olx – craigslist, przykładów można podawać setki. I nie działa to w drugą stronę – ani jeden polski serwis nie przyjął się w USA. Kreatywność w Polsce i kapitał gotowy do sfinansowania tych idei są za małe.

Ale wracając do prób Kulczyka zamiany pustyni w las deszczowy / zamiany polskiego rżyska w San Francisco. Już pierwsze zdanie z linkowanego na wstępie artykułu spowodowało ból zajadów, wywołany szerokim uśmiechem. Kulczyk chce zainwestować “nawet” pół miliona dolarów… Pół miliona dolarów to kosztuje dom pod Warszawą… Gentleman obracający się w sferach zbliżonych do Kulczyka wydaje pół miliona USD rocznie na ubrania, wakacje i jedzenie poza domem. 

Zaprezentowano 426 pomysłów i przedstawieni finaliści nasuwają myśl, że dla jurorów było to rzeźbienie w g****ie… Cóż bowiem mamy za finalistów? Hotailor – serwis rezerwacyjny, których w necie są już dziesiątki. Radio Net Media Ltd – budzący wątpliwości prawne (podmiana czyiś reklam swoimi) oraz sensownością (kto chce słuchać reklam, gdy są media wolne od bzdur). User Engage i Tidio – są już serwisy tego typu i nic nie wskazuje by orły Kulczyka miały jakąś przełomową technologię. Generalnie ma się wrażenie, że cały ten konkurs wygrały pomysły na magiel i pomysł na pralnie chemiczną.

Już spieszę z pomocą Kulczykowi, co zrobić, by nie marnować czasu i nerwów na tego typu konkursy. Otóż dużo lepszym wyjściem byłoby zaangażowanie kapitałowe w Dolinie Krzemowej, czyli wejście na duży rynek, oczywiście z poważnym kapitałem. Inną opcją jest wejście w istniejące polskie spółki, które już dały radę powstać i wytworzyć unikalną technologię, na przykład LiveChat, CallPage czy choćby Inpay. No i nie słuchać przydupasów, którzy podrzucają pomysły na organizowanie takich konkursów.

Jeszcze lepszym pomysłem jest przeniesienie polskiego biznesu do USA (wreszcie!). W Stanach brakuje brokerów typu Apaczka czy Furgonetka. Nie ma też Paczkomatów. To mógłby być nasz sukces na skalę Skypa.

Share This Post

Emerytura obywatelska

Od wielu lat prognozuję, że z każdym rokiem będzie coraz trudniej ze znalezieniem pieniędzy na wypłaty emerytur i rząd będzie musiał podejmować nadzwyczajne kroki. Rabunek OFE to tylko mały kroczek. A obniżenie wieku emerytalnego przyspieszy konieczność podejmowanie drastycznych kroków przez następne rządy.

Ojca można oszukać, matkę można oszukać, ale matematyki i demografii się nie oszuka. W ZUS mamy rocznie dziurę na jakieś 70 czy 80 miliardów złotych. Tyle środków musi być przekazywanych z budżetu państwa (czytaj: kieszeni podatników) rocznie do kasy ZUS. Przypomnę, że dochody budżetowe z PIT to jakieś 50 miliardów, a koszt budowy bloku energetycznego elektrowni atomowej to jakieś 25 miliardów. Wraz ze zwiększaniem się odsetka emerytów w społeczeństwie dziura będzie gwałtownie rosnąć – ilość płatników będzie spadać, ilość świadczeniobiorców będzie rosnąć.

Obecnie mamy szczyt hossy w gospodarce, wszyscy którzy chcą pracować mają pracę. Ale kapitalizm cechuje się cyklicznością i zbliżamy się do okresu spowolnienia gospodarczego, powróci bezrobocie i spadną składki do ZUS. To pogłębi problem.

PiS oczywiście zdaje sobie sprawę z zagrożenia finansów publicznych. Jest tam kilka osób, które potrafią liczyć. A ponieważ oni oczekują, że nie oddadzą już nigdy władzy (dzięki poparciu z ambon i wydatkom socjalnym), to szykują się do zażegnania problemu. I tu zgadzam się z ludźmi PiSu – jedynym wyjściem jest emerytura obywatelska.

Kwota jaka pada przy tej okazji oscyluje wokół 1000 zł brutto, co odpowiada dzisiejszej minimalnej emeryturze. Przypomnę, że obecnie średnia emerytura wypłacana przez ZUS to 2150 zł brutto. Czyli mówimy tu o obcięciu świadczeń o połowę. Oczywiście nie będzie łatwo sprzedać taki news przyszłym emerytom. Zrobi się to w taki sposób, że w sposób symboliczny obniży się składki emerytalne. Dostaniesz więcej o 100 zł miesięcznie (część składki na ZUS przejdzie do wypłaty), ale emerytura będzie mniejsza o połowę. I ludzie to łykną jako super deal.

Ale to nie koniec. Otrzymanie emerytury będzie obłożone dodatkowymi wymogami. Na przykład brak jakiegokolwiek majątku. Masz konto bankowe lub maklerskie – najpierw zużyj własny kapitał, a potem przyjdź po emeryturę. Jeżeli ktoś będzie miał dwa mieszkania, to emerytury nie dostanie, bo może się utrzymywać z czynszu. Być może emerytury nie dostaną nawet posiadacze jednego mieszkania, w końcu zawsze można je oddać w odwróconą hipotekę i z tego się utrzymywać. I oczywiście fakt ewentualnego posiadania majątku może być kontrolowany nawet 10 lat przed przejściem na emeryturę.

Ludzie w średnim wieku teoretycznie wiedzą, że emerytur dla ich pokolenia nie będzie. To jednak tylko wiedza teoretyczna, osłabiona wiarą, że jakoś to będzie. Otóż właśnie zaczyna się krystalizować sytuacja, że jednak nie będzie. I nie liczyłbym na to, że uda się oszukać system poprzez posiadanie pasywnego dochodu z nieruchomości.

Share This Post

Drożejący funt

Każdy bank centralny działający w reżimie waluty papierowej musi pogodzić ze sobą dwa sprzeczne interesy – z jednej strony utrzymywać niskie stopy procentowe, by tanie kredyty napędzały wzrost gospodarczy, ale jednocześnie na tyle wysokie, by kapitał nie uciekał z danego kraju, czyli by lokalna waluta nie taniała, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu cen wszystkich importowanych dóbr.

Bank Anglii znalazł się w parszywym położeniu. Brexit spowodował wyprzedaż funta przez inwestorów i spadek jego siły nabywczej w odniesieniu do innych walut. To spowodowało gwałtowny wzrost wszystkich produktów w sklepach, a to jest bardzo źle przyjmowane przez wyborców. Wobec tego BA postanowił poświęcić wzrost gospodarczy zapowiadając podnoszenie stóp procentowych.

W ten sposób kończy się dotychczasowa propaganda rządu UK: “nic się nie dzieje z cenami”, “wzrost cen to wina Tesco oraz jego europejskich dostawców” oraz “to nawet dobrze, że funt spada na ryj, to nam stymuluje eksport i naszą produkcję”.

I tak oto BA znalazł się w “elitarnym” gronie takich państw jak Rosja czy Ukraina, które musiały gwałtownie i znacząco podnosić stopy procentowe by ratować swoje waluty przed całkowitym zeszmaceniem.

Drożyzna, zeszmacone oszczędności, znalezienie się poza strefą wspólnego rynku, nałożenie ceł i vat na towary wysyłane na kontynent, ucieczka firm z UK, wzrost bezrobocia i ogólna marginalizacja UK – to tylko część ceny, jaką zapłacą obywatele brytyjscy za głupotę jaką jest Brexit.

Share This Post

Białe plamy na monetach

Takie sytuacje miały miejsce wcześniej i później, ale w roku 2008/9 istną plagą były białe plamy na monetach Maple Leaf. Przez okres wielu miesięcy kolejne dostawy monet okazywały się fabrycznie wadliwe. Co gorsza, takie plamy potrafiły się ujawniać po wielu miesiącach lub latach. Monety nie pokrywały się jednolitą patyną, tylko ‘wyłaziły’ na nie plamy.

Wygląda na to, że problem znów powrócił:

Jak być może pamiętacie z poprzednich wpisów, problem dotyczy też monet złotych, które przychodzą fabrycznie uszkodzone. Są na nich delikatne ryski i uszkodzenia rantów.

Wiele wyjaśniający filmik na ten temat jest tu:

Mam nieco inne wyjaśnienie, które znalazłem w raporcie Mennicy Kanadyjskiej za rok 2016:

Nie mam nic przeciwko osobom chorym psychicznie i nie odmawiam im prawa do pracy. Niestety, najwyraźniej kontrolą jakości zajmuje się osoba z jakimiś zaburzeniami. Skoro inne mennice potrafią sobie z tym poradzić, nie jest to problem występujący wszędzie na świecie, z każdym rodzajem srebrnej monety. Po prostu Kanadyjczycy robią coś źle i nie potrafią tego naprawić.

Równie żenujące jest wytłumaczenie, że sprzedają monety inwestycyjne a nie kolekcjonerskie. W takim razie producent samochodów mógłby twierdzić, że może sprzedawać zardzewiałe samochody, bo one mają jeździć a nie błyszczeć, a zresztą i tak by zardzewiały. Całkowicie niepoważne.

Tak więc co zrobić, jak żyć? To proste. Nie należy kupować monet wyprodukowanych w Kanadzie. Jest mnóstwo innych możliwości, jak produkty z Austrii czy Australii.

Share This Post

Kedyw

Tak się przypadkiem złożyło, że niedawna rocznica Powstania zbiegła się z lekturą książki pt. “Kedyw Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w latach 1943-44”, którą zupełnie przypadkowo znalazłem w hotelowej biblioteczce, zaraz obok książki pt. “Katyń”. Ciekawa pozycja, wydana w 1985 roku, a więc w okresie ‘odwilży’ reżimu Jaruzelskiego, gdzie można było już mówić o AK, ale jeszcze z użyciem eufemizmów. Na przykład tereny okupowane przez Sowietów nazywa się ‘terenami wschodnimi’.

Wnioski płynące z lektury są takie, że dużo większe znaczenie od zakupów nowoczesnego sprzętu wojskowego jest stworzenie zaplecza dla przyszłego ruchu oporu. To jest wyraźnie napisane w tym dokumencie – pierwszym zadaniem ruchu oporu na terenach okupowanych w latach 1939-40, było stworzenie struktur, do których w latach późniejszych byli werbowani szeregowi ‘bojownicy’. Szkoda, że nie zrobiono tego jeszcze przed wybuchem wojny. Wydano dziesiątki milionów ówczesnych złotych na budowę okrętów marynarki wojennej, a w podziemiu brakowało zwykłych karabinów i zwykłych granatów, które zamiast zostać rozdane obywatelom, zostały przejęte przez wkraczających okupantów.

Próby stworzenia ruchu oporu jeszcze w czasie istnienia tworzącego go państwa mogą się różnie skończyć. W 1943 roku Himmler zaplanował stworzenie hitlerowskiego ruchu oporu, znany jako Werwolf. Szczegółami zajmował się Gehlen, który próbował skopiować rozwiązania AK, szczegółowo badane przez Gestapo i Abwerę w czasie Powstania. Jak wiemy z historii, Werwolf na terenach Polski sprawdził się słabo, dokładnie z tego samego powodu z jakiego zawiodły wysiłki UPA, i dokładnie z tego samego powodu z jakiego nie mamy islamskich zamachów terrorystycznych w Polsce. Otóż ruch oporu jest możliwy tylko wtedy, gdy ma oparcie w lokalnej ludności tej samej narodowości. Skoro wysiedlono Niemców i Ukraińców nie miał kto wspierać Werwolf oraz UPA. Skoro nie mamy jeszcze w Polsce tzw. uchodźców i mniejszości islamskiej, to nie ma komu wspierać ISIS.

Po wojnie obrona terytorium Polski nigdy nie była celem istnienia sił zbrojnych. W okresie PRL celem istnienia LWP było działanie w ramach Północnej Grupy Wojsk Układu Warszawskiego, jako element sił sowieckich. Po 1993 roku kontynuowano funkcjonowanie WP w takiej formie jak w czasach LWP, co było bezsensowne z racji nieobecności Sowietów. Rekrutów kierowano do służby wojskowej z dala od miejsca zamieszkania. Tak więc chłopaków z Zakopanego wysyłano do służby w marynarce w Świnoujściu. W razie szybkiego działania agresora nie byłoby czasu na przeprowadzenie mobilizacji. W 2010 roku pobór został zawieszony i armia została uzawodowiona.

Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że na naszą armię nie mamy co liczyć. W razie poważnego konfliktu zbrojnego stanie się to co zawsze. Okaże się, że fajnie jest być wojakiem w czasie pokoju, jak się wali ze ślepaków i regularnie pobiera żołd, ale w czasie wojny frajda jest dużo mniejsza, bo zaczynają latać kulki. Jak zawsze zawodowi żołnierze będą pryskać do Rumunii, a walka spadnie na barki cywilów.

Od lat postulowałem tworzenie silnej obrony terytorialnej, opartej na ludziach, którym się chce. Pomijając wszystkie oszołomstwa czy wręcz przestępstwa jakich dopuszcza się reżim Kaczyńskiego, jest to pierwsza władza, która rozumie problem. A sprawa jest prosta, należy utworzyć grupę charyzmatycznych wojskowych, przeszkolić ich w zakresie konspiracji i dywersji, i przygotować dla nich “zestawy startowe”, składające się z ciężarówki załadowanej bronią, amunicją, środkami łączności, etc. W godzinie W następowałby odbiór sprzętu i przystępowanie do działania.

O większym znaczeniu takich ‘amatorów’ nad ‘zawodowcami’ możemy się przekonać w czasie konfliktu na Ukrainie, o którym mówi się, że jest laboratorium współczesnej wojny hybrydowej. Widzieliśmy jak cała ukraińska armia zawodowa poddaje się na Krymie, widzimy też jak sprawnie działają ochotnicy z pułku Azow. Zwykłe karabiny i samochód terenowy obłożony płytami pancernymi bywa skuteczniejszy niż naddźwiękowe lotnictwo i flota, o ile ludzie obsługujący ten sprzęt mają wyższe morale.

Warto pamiętać o tym, że potencjał naszych sił zbrojnych jest na bieżąco analizowany przez naszych tradycyjnych wrogów, czyli Rosję i Niemców. Wiedza, że czeka na nich nie tylko 1256 czołgów, ale również struktura, która nie pozwoli im wychylić nosa po zmroku z garnizonu.

Share This Post

Rekwizycja złota czy … mieszkań

Ludzie są z natury kiepscy w ocenianiu prawdopodobieństwa. Stresują się możliwością śmierci w katastrofie lotniczej nie rozumiejąc, że większą szanse śmierci mają w wypadku samochodowym w drodze na lotnisko. Ba, jest większa szansa śmierci w wypadku drogowym jadąc kupić los lotto, niż wygrania w tą grę.

Od kilkunastu lat słyszę, że złoto monetarne mogą skonfiskować. Pewnie, że mogą. Może też jutro meteor spaść albo wojna z Białorusią wybuchnąć. Ale jakie są na to szanse? Niemalże zerowe.

Wyciąganie ręki po złoto jest trudne. Polacy mają mało złota i pewnie nie będą go chcieli po dobroci oddać. Wygląda to nie PRowo i wymaga poniesienia kosztów na aparat przymusu. To się rządowi nie opłaca, duże koszty – mały zysk. Gdyby się opłacało, już dawno by to zrobili.

Kasę się skubie tam, gdzie rządowi jest to łatwo zrobić i kasy jest dużo. O, takie OFE. Nikt specjalnie nie protestował, pieniądze się szybko zrabowało, prawie nikt już nie pamięta o sprawie.

Jest ogromnie dużo łatwej kasy w nieruchomościach. Od lat powtarzam, że podatek katastralny jest nieunikniony i pewny jak bycie głodnym na zusowskiej emeryturze. Jedyne co powstrzymuje władzę to sprzeciw społeczny. Na szczęście dla rządu, ludzie sprzeciwiają się opodatkowaniu biednych ludzi, ale nienawidzą ludzi bogatych. Tak więc krok w kierunku katastru robi się przykręcając śrubę na wynajmie nieruchomości znacznej wartości. Traci się prawo do ryczałtu od przychodów ponad 8300 zł/miesięcznie. I już inflacja zaczyna działać na rzecz rządu. Z każdym kolejnym rokiem 8300 zł będzie realnie mniejszą kwotą i coraz więcej najmów będzie wskakiwać w zasady ogólne opodatkowania.

Muszę się przyznać, że popieram kataster i czekam nań z niecierpliwością. Wielu komuchów uwłaszczyło się w okresie okrągłostołowym. Będzie fajnie, jak przynajmniej zapłacą jakiś podatek za te kamieniczki w rynkach polskich miast, z których teraz mają po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie w czynszach. Jest też wielu spekulantów, dzięki którym nie sposób kupić działki w przyzwoitej cenie. Oni też zapłacą każdego roku za przyjemność posiadania ziemi, co to podobno “może leżeć, jeść nie woła”.

Share This Post

Regulacja aptek

Jestem trochę nietypowym człowiekiem, bo nie cieszy mnie krzywda innych ludzi. Ale nie dziś! Dziś jestem bardzo zadowolony z tego, że komuś się bardzo pogorszyło.

Ela prowadziła sobie aptekę w Poznaniu. Ale nie tylko Krakusi słyną z chytrości, Poznaniacy nie są lepsi. No więc Ela udając do pracy mijała konkurencyjne apteki i je przeklinała “dziady, mam przez nich mniej pinindzy, szlag by ich trafił”. Nudząc się w pracy pomyślała “gdybym to ja prowadziła jedyną aptekę w tym mieście, to miałabym dużo piniendzy“.  No więc zaczęła pisać gdzie się da, że nadmiar aptek to straszna sytuacja zagrażająca bytowi narodu polskiego i jak to potrwa dłużej, to ludzie będą umierać na ulicy.

Pismo to trafiło do PiS. Akurat ta partia jest wrażliwa na ‘naród polski’ oraz ‘umierający na ulicy’, więc dała się nabrać, że Ela pisze to z troski o nasz lud, a nie z chytrości. I szybko przyklepała ustawę.

Jeżeli Bóg istnieje, to ma poczucie humoru. Tak bowiem potoczyły się losy, że umowa została Eli wypowiedziana i została ona wyrzucona z lokalu na zbitą twarz. I nie może sobie otworzyć nowej apteki, bo przepisy które sama stworzyła to uniemożliwiają.

Eli radzimy przekwalifikowanie. Są teraz podobno dotacje na przeszkolenie na fryzjera dla psów – i nie ma na razie żadnych ustaw ograniczających ilość tego typu przybytków.

A dla innych przedsiębiorców niech będzie to przestroga, że naleganie na uregulowanie rynku może skończyć się boleśnie również dla nich.

Share This Post

Resortowe dzieci, studium przypadku

Często jestem pytany, dlaczego jestem zażartym przeciwnikiem komunistów. Powód tego jest taki, że ludzie ci są odpowiedzialni za zgnojenie Polaków i doprowadzenie całego kraju do nędzy. Sami czerpali z tego profity za komuny, a gdy przyszedł czas przemian ustrojowych, to natychmiast stali się liberałami i uwłaszczyli się, często na mieniu zrabowanym jeszcze w 1945 r, albo wypracowanym przez cały naród w latach 45-89. A teraz dorabiamy się następnego pokolenia “elity”, czyli dzieci tych sprzedawczyków.

Chciałbym przypomnieć osobę Marka Belki, który według Wikipedii działał w komunistycznych młodzieżówkach typu ZSMP, a potem został sekretarzem uczelnianego PZPR. Trzask prask, przyszedł rok 1990, Marek przestawił wajhę i rozpoczął karierę jako konsultant w szeregu wolnorynkowych instytucji, był ministrem finansów, aby w końcu zostać szefem NBP. W USA robi się podobno “karierę o pucybuta do milionera”, a w Polsce “od komunistycznego politruka do eksperta od wolnego rynku”. I jestem pewien, że gdyby znów Rosja nas najechała, to wszyscy ci ludzie znowu byliby ministrami w “rządzie wyzwolenia narodowego”, sponsorowanym przez Moskwę.

Marek na córkę, która nazywa się Maria Belka. Jest to typowe “resortowe dziecko”. Tata wysłał ją na najlepsze uczelnie, studiowała w Genewie i Birmingham, odbywała wiele stażów, od banku centalnego Kazachstanu do ONZ. Była w zarządzie czterech spółek, obecnie wprowadziła na New Connect swoją spółkę Bit Evil.

Miliony uczciwych Polaków nie sprzedało się okupantowi, w konsekwencji czego musiało emigrować lub żyć w biednym, komunistycznym kraju. Przez to są dziś biednymi emerytami, a ich dzieci musiały życiowo ustawiać się od zera. Tymczasem sprzedawczyki dokonywały zakupów w Peweksie, jeździli na staże Fulbrighta, z czasem położyli łapę na większość atrakcyjnych nieruchomości w Polsce. Co najważniejsze, doskonale ustawili dzieci, które są obecne w medich, w polityce i w biznesie.  Uczciwość nie popłaca.

Share This Post

Bankructwo Illinois

O bankructwie USA i poszczególnych stanów ostrzegałem od wielu lat. I w końcu się to dzieje. Bankructwo dotyka stanu Illinois, dobrze znanego wielu rodakom ze względu na Chicago, zamieszkiwane przez milion Polaków. Oto co ma na ten temat do powiedzenia pani zajmująca się nadzorem nad finansami stanu.

Zwróćmy uwagę na zatrzymany obraz powyżej, jak bezradnie są rozłożone ręce i jak równie bezradnie są podniesione brwi. Amerykańska wersja “nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi”. Szmalu nie ma i nie będzie, drogi podatniku.

Warto też zwrócić uwagę, jak w 2:52 ta miła pani wyraża swą dumę (sic!) z tego, że co prawda wraz z innymi urzędnikami/politykami doprowadziła stan Illinois do bankructwa, ale starała się go jednocześnie chronić. To mi przypomina wypowiedz dyrektora niemieckiej mennicy z roku 1922, który był dumny z tego, że co prawda kraj jest w stanie hiperinflacji, ale on jako prezes mennicy daje radę na czas wprowadzać nowe nominały i drukować ich wielkie ilości.

Dodam tylko, że termin uchwalenia budżetu upłynął w piątek o północy i jak łatwo się domyślać, nie został on uchwalony.

Wytłumaczenia tragicznej sytuacji finansów Illinois podane w filmiku są oczywiście nieprawdziwe. Na prawdę chodzi o to, że władzę w lokalnym parlamencie mają ludzie mający poparcie polityczne grup wpływu. W Chicago są to zorganizowane mniejszości etniczne (czytaj: murzyni i latynosi) oraz związki zawodowe, w szczególności te skupiające pracowników stanowych (szkoły, więzienia, policja, urzędy, itp). W efekcie rozkwitł socjalizm w iście wenezuelskim stylu. Po kilkunastu latach pracy w urzędzie otrzymuje się przez resztę życia bajońskie emerytury, a pracownicy zatrudnieni przez stan mają też niezwykle obfite wypłaty wraz z mnóstwem drogich dodatków. Natomiast kolorowi cieszą się socjałem na przykład w postaci darmowych mieszkań (tzw. Section 8) i służby zdrowia.

Nikt tego nie uzdrowi, bo żeby uzyskać władzę trzeba uzyskać w wyborach poparcie grup wpływu, a żadna z tych grup nie poprze kandydata, który zechce uzdrowić sytuację obcinając przywileje. Dlatego od dekad funkcjonuje taktyka ‘kopania puszki po ulicy’. Skoro dało się przeżyć cały rok zadłużając się – uda się przeżyć i następny bez wdrażania reform.

Oprócz takiej korupcji politycznej jest też i zwykła korupcja kryminalna, czyli wykorzystanie stanu do nabicia własnych kieszeni. Chicagowscy politycy są tak skorumpowani, że są specjalne rankingi upadłych polityków i specjalne wpisy w Wiki. Warto wspomnieć choćby o dwóch kolejnych gubernatorach, którzy niedawno zostali skazani na wyroki więzienia w spektakularnych sprawach karnych. Ten wcześniejszy za zbieranie łapówek za prawa jazdy na ciężarówki na swój fundusz wyborczy, a drugi za próbę przehandlowania kogo ma wyznaczyć na miejsce w Senacie USA w miejsce Baracka Obamy w związku z jego wyborem na prezydenta.

Oczywiście aktywni pozostają pożyteczni idioci, jak zawsze w takich sytuacjach. Przy okazji każdej debaty o cięciach pojawiają się różne egzotyczne grupki, na przykład osoby jeżdżące na wózkach blokujących debatę i protestujących przeciwko cięciom wydatków na opiekę medyczną. I w świat lecą obrazki wynoszonych biednych, bezbronnych inwalidów:

Oprócz tej tragicznej (powyżej), sytuacja ma swoje zabawne konsekwencje. Na przykład stan nie wypłaca wygranych z loterii, zarówno stanowej jak i międzystanowej. W niemal całym kraju da się grać w Mega Million, a organizacją i wypłatą zajmują się poszczególne stany. Wypłaty wygranych, jak to w loterii, są tylko małym procentem wpłacanych pieniędzy, ale Illinois zawłaszcza 100% puli. Dlatego gracze jadą grać do sąsiednich stanów, na wszelki wypadek gdyby coś wygrali, co jeszcze pogarsza sytuację budżetową.

Amerykański stan jest czymś prawie takim jak państwo, tylko że niektóre uprawnienia zostały przekazane rządowi federalnemu. Nie ma granic celnych, ograniczeń w przepływie ludzi i kapitału, własnej waluty i polityki zagranicznej. Ale już policja jest w gestii gminy, a część sił zbrojnych w gestii gubernatora (Gwardia Narodowa jest wojskiem stanowym). Tak więc stan nie może wydrukować waluty, aby zapłacić swoje zobowiązania. Nie ma ratunku przez wyinflacjowanie się, może tylko zbankrutować lub uzyskać pomoc od rządu federalnego. A ten nie chce tego robić, by inne stany nie zwróciły się o identyczną pomoc z identycznym problemem. Kolejka prawie-zbankrutowanych stanów jest długa.

W Europie w podobnej sytuacji jest Grecja. Też nie może wydrukować własnej waluty i też jest w stanie kompletnego paraliżu politycznego – grupy wpływów nie pozwalają przyjąć gorzkiego lekarstwa. I podobnie jak w Chicago tak i w Atenach kopie się puszkę po ulicy, licząc, że jakoś uda się przetrwać kolejny rok.

Z każdym dniem zbliżamy się też do polskiego defaultu. To nie będzie za tydzień ani za rok, ale wcześniej czy później wydatki na emerytury i wydatki na obsługę zadłużenia będą nie do udzwignięcia przez podatników i dojdzie do bankructwa.

Share This Post

Kod LEI oraz abonament RTV

Państwa, podobnie jak przedsiębiorstwa, operują w oparciu o różne modele biznesowe. Na przykład Chiny czy Singapur operują na podstawie modelu “niech ludzie sobie pracują i się bogacą, państwo bogatych obywateli jest bogatym państwem”, USA operują na modelu “drukujmy walutę, i wymieniajmy ją na produkty, które ludzie wyprodukowali w innych krajach”, a Polska działa na modelu “rabujmy tych obywateli, którzy jeszcze nie uciekli”.

Ten rabunek dotykach tych, którzy mogą mieć pieniądze, ale nie mają władzy. Na przykład Kościół ma pieniądze, ale ma potężną władzę, więc jest poza zainteresowaniem aparatu państwowego. Obywatele polscy pracujący poza RP mają pieniądze, ale są poza łatwym zasięgiem władzy (choć na przykład Białoruś czy USA się nie poddają i próbują dosięgnąć również tych, którzy prysnęli). Ale lokalni przedsiębiorcy są w zasięgu władzy, są słabi i jest szansa, że posiadają kapitał. Skoro mieszkaniec Polski traci jakieś 60% swojego dochodu w formie podatków (PIT, CIT, VAT, ZUS i inne), to dlaczego nie mógłby zapłacić 61%? Albo 65%?

Dobrą strategią jest nie tylko ukryte stosowanie podatków (21% ludzi w Polsce uważa, że w ogóle podatków nie płaci!), ale również skubanie. Czyli zamiast wprowadzić jeden podatek, stosuje się setki małych podateczków. W przypadku osób fizycznych przykładem może być tak zwany abonament RTV, czyli podatek pogłówny. Kiedyś płaciło się od posiadania komina w chacie albo posiadania brody, dziś od posiadania odbiornika RTV. Państwo mogłoby spokojnie powrzucać ten i inne podatki w jeden podatek dochodowy, ale musiałby on przekroczyć 19%, a to już wyglądałoby niemedialnie.

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby kazać ludziom zapłacić te 60% podatku w gotówce, zamiast podkradać im pieniądze po cichu z wypłaty lub doliczać do zakupów w markecie. Kamień na kamieniu by z tego kraju nie został.

W przypadku firm dobrym przykładem skubania jest opłata za posiadanie numeru LEI, opisywanego na stronie KDPW jako: (Legal Entity Identifier) to 20 znakowy, alfa-numeryczny identyfikator podmiotu zgodny z normą ISO17442, nadawany przez agencje kodujące akredytowane przez Global Legal Entity Identifier Foundation (GLEIF), unikalnie identyfikujący podmioty w skali globalnej.

O ile wiem, moja firma posiada już mnóstwo numerów identyfikujących. VAT polski, VAT EU, EORI,  oraz REGON, istne szaleństwo i kompletny bareizm. Spokojnie wystarczyłby jeden numer, ale nie, ktoś wymyślił również LEI, który nie tylko trzeba posiadać (jeżeli chce się kupować waluty z wyprzedzeniem, czyli zawierać opcje walutowe), ale również za niego co rok płacić po kilkaset złotych. Koszty wygenerowania numeru oscylują wokół zera, czyli całość ‘opłaty’ jest zyskiem tego, który podatko-opłatę pobiera.

Co ciekawe, LEI jest prywatnym podatkiem. Ostatnio na szeroką skalę rozwiązanie było to stosowane w przedrewolucyjnej Francji, gdzie dzierżawiło się prawo do opodatkowywania danego obszaru. I to właśnie, oprócz nieurodzajów, było przyczyną rewolty. Obecnie prawo legalnego rabunku w zakresie LEI posiada Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych S.A., czyli spółka prawa handlowego, posiadana przez Skarb Państwa, GPW SA oraz NBP.

Powoli zbliżamy się do granic wytrzymałości ludu na kolejne obciążenia fiskalne. Wprowadzanie opłaty RTV jest swego rodzaju testem, jak daleko może się posunąć państwo, jak bardzo można zwiększyć temperaturę wody w garnku, w którym jest umieszczona żaba. Wszystko to obserwuje się bardzo ciekawie, trzeba mieć tylko zapas popcornu i liofilizowanej żywności, na wypadek rozruchów na ulicy.

Share This Post