Category Archives: Ekonomia

Kedyw

Tak się przypadkiem złożyło, że niedawna rocznica Powstania zbiegła się z lekturą książki pt. “Kedyw Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w latach 1943-44”, którą zupełnie przypadkowo znalazłem w hotelowej biblioteczce, zaraz obok książki pt. “Katyń”. Ciekawa pozycja, wydana w 1985 roku, a więc w okresie ‘odwilży’ reżimu Jaruzelskiego, gdzie można było już mówić o AK, ale jeszcze z użyciem eufemizmów. Na przykład tereny okupowane przez Sowietów nazywa się ‘terenami wschodnimi’.

Wnioski płynące z lektury są takie, że dużo większe znaczenie od zakupów nowoczesnego sprzętu wojskowego jest stworzenie zaplecza dla przyszłego ruchu oporu. To jest wyraźnie napisane w tym dokumencie – pierwszym zadaniem ruchu oporu na terenach okupowanych w latach 1939-40, było stworzenie struktur, do których w latach późniejszych byli werbowani szeregowi ‘bojownicy’. Szkoda, że nie zrobiono tego jeszcze przed wybuchem wojny. Wydano dziesiątki milionów ówczesnych złotych na budowę okrętów marynarki wojennej, a w podziemiu brakowało zwykłych karabinów i zwykłych granatów, które zamiast zostać rozdane obywatelom, zostały przejęte przez wkraczających okupantów.

Próby stworzenia ruchu oporu jeszcze w czasie istnienia tworzącego go państwa mogą się różnie skończyć. W 1943 roku Himmler zaplanował stworzenie hitlerowskiego ruchu oporu, znany jako Werwolf. Szczegółami zajmował się Gehlen, który próbował skopiować rozwiązania AK, szczegółowo badane przez Gestapo i Abwerę w czasie Powstania. Jak wiemy z historii, Werwolf na terenach Polski sprawdził się słabo, dokładnie z tego samego powodu z jakiego zawiodły wysiłki UPA, i dokładnie z tego samego powodu z jakiego nie mamy islamskich zamachów terrorystycznych w Polsce. Otóż ruch oporu jest możliwy tylko wtedy, gdy ma oparcie w lokalnej ludności tej samej narodowości. Skoro wysiedlono Niemców i Ukraińców nie miał kto wspierać Werwolf oraz UPA. Skoro nie mamy jeszcze w Polsce tzw. uchodźców i mniejszości islamskiej, to nie ma komu wspierać ISIS.

Po wojnie obrona terytorium Polski nigdy nie była celem istnienia sił zbrojnych. W okresie PRL celem istnienia LWP było działanie w ramach Północnej Grupy Wojsk Układu Warszawskiego, jako element sił sowieckich. Po 1993 roku kontynuowano funkcjonowanie WP w takiej formie jak w czasach LWP, co było bezsensowne z racji nieobecności Sowietów. Rekrutów kierowano do służby wojskowej z dala od miejsca zamieszkania. Tak więc chłopaków z Zakopanego wysyłano do służby w marynarce w Świnoujściu. W razie szybkiego działania agresora nie byłoby czasu na przeprowadzenie mobilizacji. W 2010 roku pobór został zawieszony i armia została uzawodowiona.

Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że na naszą armię nie mamy co liczyć. W razie poważnego konfliktu zbrojnego stanie się to co zawsze. Okaże się, że fajnie jest być wojakiem w czasie pokoju, jak się wali ze ślepaków i regularnie pobiera żołd, ale w czasie wojny frajda jest dużo mniejsza, bo zaczynają latać kulki. Jak zawsze zawodowi żołnierze będą pryskać do Rumunii, a walka spadnie na barki cywilów.

Od lat postulowałem tworzenie silnej obrony terytorialnej, opartej na ludziach, którym się chce. Pomijając wszystkie oszołomstwa czy wręcz przestępstwa jakich dopuszcza się reżim Kaczyńskiego, jest to pierwsza władza, która rozumie problem. A sprawa jest prosta, należy utworzyć grupę charyzmatycznych wojskowych, przeszkolić ich w zakresie konspiracji i dywersji, i przygotować dla nich “zestawy startowe”, składające się z ciężarówki załadowanej bronią, amunicją, środkami łączności, etc. W godzinie W następowałby odbiór sprzętu i przystępowanie do działania.

O większym znaczeniu takich ‘amatorów’ nad ‘zawodowcami’ możemy się przekonać w czasie konfliktu na Ukrainie, o którym mówi się, że jest laboratorium współczesnej wojny hybrydowej. Widzieliśmy jak cała ukraińska armia zawodowa poddaje się na Krymie, widzimy też jak sprawnie działają ochotnicy z pułku Azow. Zwykłe karabiny i samochód terenowy obłożony płytami pancernymi bywa skuteczniejszy niż naddźwiękowe lotnictwo i flota, o ile ludzie obsługujący ten sprzęt mają wyższe morale.

Warto pamiętać o tym, że potencjał naszych sił zbrojnych jest na bieżąco analizowany przez naszych tradycyjnych wrogów, czyli Rosję i Niemców. Wiedza, że czeka na nich nie tylko 1256 czołgów, ale również struktura, która nie pozwoli im wychylić nosa po zmroku z garnizonu.

Share This Post

Rekwizycja złota czy … mieszkań

Ludzie są z natury kiepscy w ocenianiu prawdopodobieństwa. Stresują się możliwością śmierci w katastrofie lotniczej nie rozumiejąc, że większą szanse śmierci mają w wypadku samochodowym w drodze na lotnisko. Ba, jest większa szansa śmierci w wypadku drogowym jadąc kupić los lotto, niż wygrania w tą grę.

Od kilkunastu lat słyszę, że złoto monetarne mogą skonfiskować. Pewnie, że mogą. Może też jutro meteor spaść albo wojna z Białorusią wybuchnąć. Ale jakie są na to szanse? Niemalże zerowe.

Wyciąganie ręki po złoto jest trudne. Polacy mają mało złota i pewnie nie będą go chcieli po dobroci oddać. Wygląda to nie PRowo i wymaga poniesienia kosztów na aparat przymusu. To się rządowi nie opłaca, duże koszty – mały zysk. Gdyby się opłacało, już dawno by to zrobili.

Kasę się skubie tam, gdzie rządowi jest to łatwo zrobić i kasy jest dużo. O, takie OFE. Nikt specjalnie nie protestował, pieniądze się szybko zrabowało, prawie nikt już nie pamięta o sprawie.

Jest ogromnie dużo łatwej kasy w nieruchomościach. Od lat powtarzam, że podatek katastralny jest nieunikniony i pewny jak bycie głodnym na zusowskiej emeryturze. Jedyne co powstrzymuje władzę to sprzeciw społeczny. Na szczęście dla rządu, ludzie sprzeciwiają się opodatkowaniu biednych ludzi, ale nienawidzą ludzi bogatych. Tak więc krok w kierunku katastru robi się przykręcając śrubę na wynajmie nieruchomości znacznej wartości. Traci się prawo do ryczałtu od przychodów ponad 8300 zł/miesięcznie. I już inflacja zaczyna działać na rzecz rządu. Z każdym kolejnym rokiem 8300 zł będzie realnie mniejszą kwotą i coraz więcej najmów będzie wskakiwać w zasady ogólne opodatkowania.

Muszę się przyznać, że popieram kataster i czekam nań z niecierpliwością. Wielu komuchów uwłaszczyło się w okresie okrągłostołowym. Będzie fajnie, jak przynajmniej zapłacą jakiś podatek za te kamieniczki w rynkach polskich miast, z których teraz mają po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie w czynszach. Jest też wielu spekulantów, dzięki którym nie sposób kupić działki w przyzwoitej cenie. Oni też zapłacą każdego roku za przyjemność posiadania ziemi, co to podobno “może leżeć, jeść nie woła”.

Share This Post

Regulacja aptek

Jestem trochę nietypowym człowiekiem, bo nie cieszy mnie krzywda innych ludzi. Ale nie dziś! Dziś jestem bardzo zadowolony z tego, że komuś się bardzo pogorszyło.

Ela prowadziła sobie aptekę w Poznaniu. Ale nie tylko Krakusi słyną z chytrości, Poznaniacy nie są lepsi. No więc Ela udając do pracy mijała konkurencyjne apteki i je przeklinała “dziady, mam przez nich mniej pinindzy, szlag by ich trafił”. Nudząc się w pracy pomyślała “gdybym to ja prowadziła jedyną aptekę w tym mieście, to miałabym dużo piniendzy“.  No więc zaczęła pisać gdzie się da, że nadmiar aptek to straszna sytuacja zagrażająca bytowi narodu polskiego i jak to potrwa dłużej, to ludzie będą umierać na ulicy.

Pismo to trafiło do PiS. Akurat ta partia jest wrażliwa na ‘naród polski’ oraz ‘umierający na ulicy’, więc dała się nabrać, że Ela pisze to z troski o nasz lud, a nie z chytrości. I szybko przyklepała ustawę.

Jeżeli Bóg istnieje, to ma poczucie humoru. Tak bowiem potoczyły się losy, że umowa została Eli wypowiedziana i została ona wyrzucona z lokalu na zbitą twarz. I nie może sobie otworzyć nowej apteki, bo przepisy które sama stworzyła to uniemożliwiają.

Eli radzimy przekwalifikowanie. Są teraz podobno dotacje na przeszkolenie na fryzjera dla psów – i nie ma na razie żadnych ustaw ograniczających ilość tego typu przybytków.

A dla innych przedsiębiorców niech będzie to przestroga, że naleganie na uregulowanie rynku może skończyć się boleśnie również dla nich.

Share This Post

Resortowe dzieci, studium przypadku

Często jestem pytany, dlaczego jestem zażartym przeciwnikiem komunistów. Powód tego jest taki, że ludzie ci są odpowiedzialni za zgnojenie Polaków i doprowadzenie całego kraju do nędzy. Sami czerpali z tego profity za komuny, a gdy przyszedł czas przemian ustrojowych, to natychmiast stali się liberałami i uwłaszczyli się, często na mieniu zrabowanym jeszcze w 1945 r, albo wypracowanym przez cały naród w latach 45-89. A teraz dorabiamy się następnego pokolenia “elity”, czyli dzieci tych sprzedawczyków.

Chciałbym przypomnieć osobę Marka Belki, który według Wikipedii działał w komunistycznych młodzieżówkach typu ZSMP, a potem został sekretarzem uczelnianego PZPR. Trzask prask, przyszedł rok 1990, Marek przestawił wajhę i rozpoczął karierę jako konsultant w szeregu wolnorynkowych instytucji, był ministrem finansów, aby w końcu zostać szefem NBP. W USA robi się podobno “karierę o pucybuta do milionera”, a w Polsce “od komunistycznego politruka do eksperta od wolnego rynku”. I jestem pewien, że gdyby znów Rosja nas najechała, to wszyscy ci ludzie znowu byliby ministrami w “rządzie wyzwolenia narodowego”, sponsorowanym przez Moskwę.

Marek na córkę, która nazywa się Maria Belka. Jest to typowe “resortowe dziecko”. Tata wysłał ją na najlepsze uczelnie, studiowała w Genewie i Birmingham, odbywała wiele stażów, od banku centalnego Kazachstanu do ONZ. Była w zarządzie czterech spółek, obecnie wprowadziła na New Connect swoją spółkę Bit Evil.

Miliony uczciwych Polaków nie sprzedało się okupantowi, w konsekwencji czego musiało emigrować lub żyć w biednym, komunistycznym kraju. Przez to są dziś biednymi emerytami, a ich dzieci musiały życiowo ustawiać się od zera. Tymczasem sprzedawczyki dokonywały zakupów w Peweksie, jeździli na staże Fulbrighta, z czasem położyli łapę na większość atrakcyjnych nieruchomości w Polsce. Co najważniejsze, doskonale ustawili dzieci, które są obecne w medich, w polityce i w biznesie.  Uczciwość nie popłaca.

Share This Post

Bankructwo Illinois

O bankructwie USA i poszczególnych stanów ostrzegałem od wielu lat. I w końcu się to dzieje. Bankructwo dotyka stanu Illinois, dobrze znanego wielu rodakom ze względu na Chicago, zamieszkiwane przez milion Polaków. Oto co ma na ten temat do powiedzenia pani zajmująca się nadzorem nad finansami stanu.

Zwróćmy uwagę na zatrzymany obraz powyżej, jak bezradnie są rozłożone ręce i jak równie bezradnie są podniesione brwi. Amerykańska wersja “nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi”. Szmalu nie ma i nie będzie, drogi podatniku.

Warto też zwrócić uwagę, jak w 2:52 ta miła pani wyraża swą dumę (sic!) z tego, że co prawda wraz z innymi urzędnikami/politykami doprowadziła stan Illinois do bankructwa, ale starała się go jednocześnie chronić. To mi przypomina wypowiedz dyrektora niemieckiej mennicy z roku 1922, który był dumny z tego, że co prawda kraj jest w stanie hiperinflacji, ale on jako prezes mennicy daje radę na czas wprowadzać nowe nominały i drukować ich wielkie ilości.

Dodam tylko, że termin uchwalenia budżetu upłynął w piątek o północy i jak łatwo się domyślać, nie został on uchwalony.

Wytłumaczenia tragicznej sytuacji finansów Illinois podane w filmiku są oczywiście nieprawdziwe. Na prawdę chodzi o to, że władzę w lokalnym parlamencie mają ludzie mający poparcie polityczne grup wpływu. W Chicago są to zorganizowane mniejszości etniczne (czytaj: murzyni i latynosi) oraz związki zawodowe, w szczególności te skupiające pracowników stanowych (szkoły, więzienia, policja, urzędy, itp). W efekcie rozkwitł socjalizm w iście wenezuelskim stylu. Po kilkunastu latach pracy w urzędzie otrzymuje się przez resztę życia bajońskie emerytury, a pracownicy zatrudnieni przez stan mają też niezwykle obfite wypłaty wraz z mnóstwem drogich dodatków. Natomiast kolorowi cieszą się socjałem na przykład w postaci darmowych mieszkań (tzw. Section 8) i służby zdrowia.

Nikt tego nie uzdrowi, bo żeby uzyskać władzę trzeba uzyskać w wyborach poparcie grup wpływu, a żadna z tych grup nie poprze kandydata, który zechce uzdrowić sytuację obcinając przywileje. Dlatego od dekad funkcjonuje taktyka ‘kopania puszki po ulicy’. Skoro dało się przeżyć cały rok zadłużając się – uda się przeżyć i następny bez wdrażania reform.

Oprócz takiej korupcji politycznej jest też i zwykła korupcja kryminalna, czyli wykorzystanie stanu do nabicia własnych kieszeni. Chicagowscy politycy są tak skorumpowani, że są specjalne rankingi upadłych polityków i specjalne wpisy w Wiki. Warto wspomnieć choćby o dwóch kolejnych gubernatorach, którzy niedawno zostali skazani na wyroki więzienia w spektakularnych sprawach karnych. Ten wcześniejszy za zbieranie łapówek za prawa jazdy na ciężarówki na swój fundusz wyborczy, a drugi za próbę przehandlowania kogo ma wyznaczyć na miejsce w Senacie USA w miejsce Baracka Obamy w związku z jego wyborem na prezydenta.

Oczywiście aktywni pozostają pożyteczni idioci, jak zawsze w takich sytuacjach. Przy okazji każdej debaty o cięciach pojawiają się różne egzotyczne grupki, na przykład osoby jeżdżące na wózkach blokujących debatę i protestujących przeciwko cięciom wydatków na opiekę medyczną. I w świat lecą obrazki wynoszonych biednych, bezbronnych inwalidów:

Oprócz tej tragicznej (powyżej), sytuacja ma swoje zabawne konsekwencje. Na przykład stan nie wypłaca wygranych z loterii, zarówno stanowej jak i międzystanowej. W niemal całym kraju da się grać w Mega Million, a organizacją i wypłatą zajmują się poszczególne stany. Wypłaty wygranych, jak to w loterii, są tylko małym procentem wpłacanych pieniędzy, ale Illinois zawłaszcza 100% puli. Dlatego gracze jadą grać do sąsiednich stanów, na wszelki wypadek gdyby coś wygrali, co jeszcze pogarsza sytuację budżetową.

Amerykański stan jest czymś prawie takim jak państwo, tylko że niektóre uprawnienia zostały przekazane rządowi federalnemu. Nie ma granic celnych, ograniczeń w przepływie ludzi i kapitału, własnej waluty i polityki zagranicznej. Ale już policja jest w gestii gminy, a część sił zbrojnych w gestii gubernatora (Gwardia Narodowa jest wojskiem stanowym). Tak więc stan nie może wydrukować waluty, aby zapłacić swoje zobowiązania. Nie ma ratunku przez wyinflacjowanie się, może tylko zbankrutować lub uzyskać pomoc od rządu federalnego. A ten nie chce tego robić, by inne stany nie zwróciły się o identyczną pomoc z identycznym problemem. Kolejka prawie-zbankrutowanych stanów jest długa.

W Europie w podobnej sytuacji jest Grecja. Też nie może wydrukować własnej waluty i też jest w stanie kompletnego paraliżu politycznego – grupy wpływów nie pozwalają przyjąć gorzkiego lekarstwa. I podobnie jak w Chicago tak i w Atenach kopie się puszkę po ulicy, licząc, że jakoś uda się przetrwać kolejny rok.

Z każdym dniem zbliżamy się też do polskiego defaultu. To nie będzie za tydzień ani za rok, ale wcześniej czy później wydatki na emerytury i wydatki na obsługę zadłużenia będą nie do udzwignięcia przez podatników i dojdzie do bankructwa.

Share This Post

Kod LEI oraz abonament RTV

Państwa, podobnie jak przedsiębiorstwa, operują w oparciu o różne modele biznesowe. Na przykład Chiny czy Singapur operują na podstawie modelu “niech ludzie sobie pracują i się bogacą, państwo bogatych obywateli jest bogatym państwem”, USA operują na modelu “drukujmy walutę, i wymieniajmy ją na produkty, które ludzie wyprodukowali w innych krajach”, a Polska działa na modelu “rabujmy tych obywateli, którzy jeszcze nie uciekli”.

Ten rabunek dotykach tych, którzy mogą mieć pieniądze, ale nie mają władzy. Na przykład Kościół ma pieniądze, ale ma potężną władzę, więc jest poza zainteresowaniem aparatu państwowego. Obywatele polscy pracujący poza RP mają pieniądze, ale są poza łatwym zasięgiem władzy (choć na przykład Białoruś czy USA się nie poddają i próbują dosięgnąć również tych, którzy prysnęli). Ale lokalni przedsiębiorcy są w zasięgu władzy, są słabi i jest szansa, że posiadają kapitał. Skoro mieszkaniec Polski traci jakieś 60% swojego dochodu w formie podatków (PIT, CIT, VAT, ZUS i inne), to dlaczego nie mógłby zapłacić 61%? Albo 65%?

Dobrą strategią jest nie tylko ukryte stosowanie podatków (21% ludzi w Polsce uważa, że w ogóle podatków nie płaci!), ale również skubanie. Czyli zamiast wprowadzić jeden podatek, stosuje się setki małych podateczków. W przypadku osób fizycznych przykładem może być tak zwany abonament RTV, czyli podatek pogłówny. Kiedyś płaciło się od posiadania komina w chacie albo posiadania brody, dziś od posiadania odbiornika RTV. Państwo mogłoby spokojnie powrzucać ten i inne podatki w jeden podatek dochodowy, ale musiałby on przekroczyć 19%, a to już wyglądałoby niemedialnie.

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby kazać ludziom zapłacić te 60% podatku w gotówce, zamiast podkradać im pieniądze po cichu z wypłaty lub doliczać do zakupów w markecie. Kamień na kamieniu by z tego kraju nie został.

W przypadku firm dobrym przykładem skubania jest opłata za posiadanie numeru LEI, opisywanego na stronie KDPW jako: (Legal Entity Identifier) to 20 znakowy, alfa-numeryczny identyfikator podmiotu zgodny z normą ISO17442, nadawany przez agencje kodujące akredytowane przez Global Legal Entity Identifier Foundation (GLEIF), unikalnie identyfikujący podmioty w skali globalnej.

O ile wiem, moja firma posiada już mnóstwo numerów identyfikujących. VAT polski, VAT EU, EORI,  oraz REGON, istne szaleństwo i kompletny bareizm. Spokojnie wystarczyłby jeden numer, ale nie, ktoś wymyślił również LEI, który nie tylko trzeba posiadać (jeżeli chce się kupować waluty z wyprzedzeniem, czyli zawierać opcje walutowe), ale również za niego co rok płacić po kilkaset złotych. Koszty wygenerowania numeru oscylują wokół zera, czyli całość ‘opłaty’ jest zyskiem tego, który podatko-opłatę pobiera.

Co ciekawe, LEI jest prywatnym podatkiem. Ostatnio na szeroką skalę rozwiązanie było to stosowane w przedrewolucyjnej Francji, gdzie dzierżawiło się prawo do opodatkowywania danego obszaru. I to właśnie, oprócz nieurodzajów, było przyczyną rewolty. Obecnie prawo legalnego rabunku w zakresie LEI posiada Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych S.A., czyli spółka prawa handlowego, posiadana przez Skarb Państwa, GPW SA oraz NBP.

Powoli zbliżamy się do granic wytrzymałości ludu na kolejne obciążenia fiskalne. Wprowadzanie opłaty RTV jest swego rodzaju testem, jak daleko może się posunąć państwo, jak bardzo można zwiększyć temperaturę wody w garnku, w którym jest umieszczona żaba. Wszystko to obserwuje się bardzo ciekawie, trzeba mieć tylko zapas popcornu i liofilizowanej żywności, na wypadek rozruchów na ulicy.

Share This Post

Stany zachowania monet

Co jakiś czas spotykam się z pytaniami dotyczącymi stanów sprzedawanych monet. Przeciętnie raz na miesiąc pojawia się wątpliwość czy sprzedawane monety spełniają kryteria ‘stanu menniczego’

Wobec tego trzeba się zastanowić, co oznacza ów ‘stan menniczy’. Definicje są różne. Często spotykam się z “bez żadnych defektów, zarysowań i śladów czyszczenia”. Ale co w sytuacji, gdy moneta jest już uszkodzona na etapie produkcji? Są bowiem monety bite zapchanym stemplem:

Albo blank był nieprawidłowo ułożony w stosunku do stempla:

Obie powyższe monety są na pewno destruktami, choć prosto z mennicy.

Jeżeli jednak moneta nie jest zniszczona już na etapie produkcji to stan menniczy rozumiem jako: “monety nie będące w obiegu, w stanie nie pogorszonym niż wtedy gdy opuszczały linię produkcyjną”.

Dlatego tak naprawdę pytanie czym jest stan menniczy sprowadza się do rozważań o jakości bicia monet przez producenta. Skoro moneta jest porysowana już w momencie wyjścia z mennicy, to czy jest to stan menniczy? Moim zdaniem jak najbardziej.

Monety kolekcjonerskie różnią się tym od monet inwestycyjnych, że posiadają walor unikalności. Jest ich mało, dlatego, że do naszych czasów niewiele ich dotrwało lub dlatego, że wyprodukowano ich tylko kilkadziesiąt sztuk.

Monety inwestycyjne (zwane bulionowymi) bite są w ilościach idących w miliony sztuk. Z raportu mennicy kanadyjskiej wynika, że w roku 2016 przerobiono tam na monety 1071300 uncji złota. Tak, ponad milion uncji złota i kilka milionów monet złotych o różnych wagach. Konsekwencją takich nakładów jest fakt, że jakość monet bulionowych jest niższa niż jakość nowych monet kolekcjonerskich, które są pojedynczo delikatnie umieszczane w prasie i oglądane pod mikroskopem na każdym etapie kontroli jakości.

I tu wracamy do początku wpisu – reklamacji z pytaniem jak to się dzieje, że monety mają mikrorysy już na etapie wprowadzania do sprzedaży. Ano tak to. To są monety inwestycyjne, takie przychodzą od producenta i nie ma w tym nic niezwykłego.

Krugerrandy to po prostu złota blacha wycięta w krążki i wybita stemplem, technologia do zastosowania w każdej stodole. Widzę na nich często mikrorysy, nierównomierności metali objawiające się ciemnymi plamami itp.

W przypadku Liści Klonu technologia ich przerosła. Mają nowoczesny produkt, który pakują do luźnych tub, w których monety się o siebie ocierają i obijają w czasie transportu. W efekcie widzimy mikrorysy na powierzchni. Do tego ranty są nierówne, metal jest tam wyciskany przy uderzeniu stempla.

Kilka fotek, klik dla powiekszenia:

A więc co robić, jak żyć? Są dwie możliwości. Albo inwestować w monety bulionowe, zdając sobie sprawę, jaka jest jakość ich wykonania. Z monet tego typu najwyższa jakość bicia mają australijskie kangury, zachowując niskie premium.

Można też inwestować w monety kolekcjonerskie, na przykład w polskie 200 złotówki, które są w naszym sklepie, mają niskie premium i są dużo ładniej wykonane niż monety inwestycyjne.

Share This Post

Wielka draka w Katarze

Do kolejnego zamieszania doszło właśnie w rejonie Zatoki Perskiej. Katar, mikroskopijnej wielkości państwo, zostało odcięte od świata przez Arabię Saudyjską i inne kraje. Szczególnie krucho może być z wodą, która jest produktem deficytowym, chyba, że komuś nie przeszkadza że jest słona…

Jak zwykle w takich sytuacjach ceny złota poszły w górę.

Oficjalnym powodem jest wspieranie terroryzmu. Wiadomo jednak, że wiele państw w rejonie wspiera terroryzm, na przykład tak święcie oburzona Arabia Saudyjska. Gdy nie wiadomo o co chodzi, zwykle chodzi o pieniądze. I tu pewnie leży sedno problemu. Katar jest ogromnym producentem gazu ziemnego, co może się nie podobać sąsiednim państwom, ciężko dającym sobie radę w sytuacji niskich cen węglowodorów, w świetle kończących się złóż.

W tej sytuacji doszło do sporej paniki, mieszkańcy Kataru rzucili się do zakupów spożywczych. Przekonali się o tym, o czym wie bardzo niewiele osób na świecie – półki supermarketów tylko wyglądają na nieskończenie dobrze zaopatrzone. Tak naprawdę towaru jest bardzo mało, to co na półkach, trochę na zapleczu a cała reszta w transporcie lub jeszcze nie wyprodukowana. Dobra lekcja dla każdego, kto podważa sens bycia preppersem.

Polska różni się diametralnie od Kataru. Oni mają gaz, a my prawie nie . Oni prawie nie mają żywności, a my jesteśmy jej producentem, przy czym Rosjanie, Czesi i inne narody robią nam nieprzyjemności w temacie dopuszczania naszych produktów na swoje rynki. Dlatego jeżeli są tu jacyś przedsiębiorczy ludzie to powinni czytać ten wpis czekając na lot do Dohy. Przez chwilę drzwi są uchylone, zanim inni się zorientują można bardzo łatwo wskoczyć w bardzo lukratywny rynek i posyłać tam naszą żywność.

Share This Post

Jak łatwo zarobić pieniądze

Na początku mojej kariery jako przedsiębiorca, w czasach wkrótce po upadku komuny, zastanawiałem się w jaki biznes najlepiej wejść. Doszedłem do wniosku, że pracownicy urzędów skarbowych, ich rodziny i znajomi mają ode mnie dużo łatwiej. Wystarczy bowiem wyłowić z deklaracji PIT/CIT osoby o najwiekszym dochodzie, sprawdzić czy nie wykonują zawodu zamkniętego (adwokat, notariusz, lekarz), czy nie trzeba zbyt dużego kapitału (banki, deweloperzy) i zacząć robić to samo. A w razie niepewności co do szczegółów przedsięwzięcia można było wysłać ciocię na kontrolę i skopiować sobie wszystkie potrzebne dane kontrahentów.

Dziś już nie trzeba będzie chodzić na żadne kontrole. Wystarczy będzie pójść do cioci i zajrzeć od razu do wszystkich danych firmy X. I można będzie od razu pisać mejle do klientów tej firmy, że sprzedamy im ciut taniej niż X i do dostawców, że potrzebujemy te same produkty co X. I od razu będziemy wiedzieć ile można od nich wynegocjować, bo będziemy znać ceny płacone przez X.

Zapewne już niedługo powstaną firmy pt ‘ciocia w skarbówce’. W ten sposób siostrzeńcy nie będą w ogóle musieli sobie brudzić rąk pracą klonując firmę X. Sprzedadzą czystą informację i niech sobie ktoś klonuje co i ile chce. Płatne wygodnie bitcoinem, po zapoznaniu się z próbką danych.

Jako przedsiębiorcę mnie  to oburza. Jako konsumenta cieszy. Tego typu konkurencja otworzy wiele rynków, na niektórych są gracze okopani jeszcze od czasów upadku komuny (przyprawy, zaprawy cementowe). Konkurencja, nawet tak parszywie nieuczciwa, prowadzi do obniżenia marż, a więc powoduje, że ja i inni konsumenci będą kupować taniej.

Czym ryzykuje ciocia? Niczym. Art 267 KK sankcjonuje nieuprawniony dostęp do danych karą do 2 lat więzienia. Potencjalnie można sprzedać takie dane za setki tysięcy złotych / firmę. Miliony versus ryzyko 2 lata w zawiasach, bo przecież ciocia do tej pory miała nieposzlakowaną opinię w miejscu pracy i bardzo sprawnie kontrolowała firmy i jest to jej pierwszy konflikt z prawem.

Oczywiście nasza władzunia kochana będzie nas zapewniać, że nic takiego nie będzie się dziać. Rząd do tego nie dopuści! Tak samo zapewniał nas ten drań Kwaśniewski, obiecując, że prokuratorzy nie będą ciągać po sądach za ‘znikomą ilość narkotyków’. Zapomniał dodać, że pod warunkiem, że będzie się synem osoby zaprzyjaźnionej z prokuratorem albo księdzem.

Oczywiście, że handel tymi danymi będzie kwitł. Może jakiś zakładzik o wódeczkę? Chętnie bym się założył z takim Morawieckim. Stawiam tezę, że w ciągu pierwszego roku od wprowadzenia obowiązku JPK dla wszystkich firm (czyli do 1 lipca 2019) będziemy mieli aferę, że ktoś kupi tego typu dane.

Od razu uprzedzam – nie będzie żadnej liberalizacji, niezależnie od tego kto wygra przyszłe wybory. Sytuacja budżetowa będzie się stawać coraz trudniejsza, pamiętajmy o milionach emerytów czychajacych tylko, by wskoczyć na utrzymanie ZUS czyli nas. Kasa będzie coraz trudniejsza do wyrwania, więc coraz agresywniejsza będzie retoryka (‘gotówki używają tylko terroryści i gwałciciele dzieci’). Powtarzam, nie będzie żadnej liberalizacji.

Im więcej będzie emerytów, tym więcej będzie społecznego poparcia dla rozkułaczania. Myślenie mas będzie następujące: “Przepracowałem całe życie, więc mam prawo do emerytury. A jeżeli rząd nie ma na to kasy, to ja go upoważniam do tego, żeby komuś zabrał. Musi być sprawiedliwość społeczna!”

Dziś JPK, jutro likwidacja gotówki i wprowadzenie podatku katastralnego. Krok za krokiem w stronę Argentyny i Wenezueli. No bo kto im zabroni?

Share This Post