Kanał RSS
Subskrybuj kanał - Doxa Przemysław Słomski
Subskrybuj
Sponsored Links
Kontakt z autorem …
... jest bardzo prosty ... przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us
Liczniki długów
Dług publiczny Polski
 PLN

USA - Gross National Debt

Archiwum kategorii ‘Ekonomia’

Zawód

Wednesday, 16 May 2012

Niedawno pewna osoba zapytała mnie jaki zawód wykonuje. Okazuje się, że gdy się dobrze zastanowić, to odpowiedz na to pytanie jest trudna. Po chwili doszedłem do wniosku, że tak naprawdę zajmuję się surwiwalem ekonomicznym. Przygotowuję ludzi do sytuacji SHTF, na wypadek gdyby jakieś zawirowania po raz kolejny dotknęły Polskę i waluta oparta na ustawowym przymusie (papierowa złotówka) przestała po raz kolejny być przyjmowana w zamian za towary i usługi

Gdy wpisze się słowo ‘survival’ na ebay.com to na tą chwilę na pierwszej stronie wyników wyszukiwania mamy takie oto przedmioty:

Pozycja 1 – kołowrotek:

Pozycja 4 – kubek:

Pozycja 8 – pasek z linki:

 

Przypomnijmy sobie wprowadzenie stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 r. Który z tych przedmiotów byłby w takiej sytuacji najbardziej potrzebny? Żaden. Tamtej zimy przydatne były złote monety, banknoty RFN lub USA, a najlepiej paszport kraju neutralnego.

Cofnijmy się jeszcze dalej w czasie, do roku 1939. Dnia 31 sierpnia za 1 złotówkę można było kupić 2 marki Rzeszy, a obligacje RP o nominale 100 zł można było sprzedać za 95 zł. Miesiąc później za 1 złotówkę można było kupić tylko 0,5 marki, a za obligacje o nominale 100 zł dostawało się 10 marek, o ile oczywiście nie było się Żydem, bo wtedy konta bankowe były blokowane, a maksymalny majątek w gotówce nie mógł przekraczać 500 zł.

Prosta kalkulacja pozwala wyliczyć, że posiadacze papierowych złotówek teoretycznie stracili 75% siły nabywczej, a posiadacze obligacji gwarantowanych przez państwo, typu ‘zysk bez ryzyka, nominowany w złocie’ stracili 95%. W praktyce nawet więcej, bo ceny pofrunęły w górę, a wiele towarów było dostępnych tylko na czarnym rynku, za jeszcze wyższą cenę. Tutaj można znaleźć nieco informacji, jak proces wymiany złotówki II RP wyglądał w praktyce.

Historia uczy, że oprócz paszportu najbardziej opłacalne było posiadanie złota lub walut państw neutralnych. Złoto było jedynym pieniądzem za który kupowało się wolność, żywność czy dach nad głową. Zawsze.

Zabawki sprzedawane w sklepach z surwiwalem są dobre do leśnych zabaw w harcerzy. Rozpalić ognisko przy pomocy jakiegoś fikuśnego gadżetu zamiast zwykłej zapalniczki za ułamek wydanych pieniędzy, zagotować wodę w manierce, okopcając ją tak, że nadaje się do wyrzucenia, oto podniecająca zabawa w przeżycie. A prawdziwy surwiwal polega na tym, jak dać sobie radę wraz z rodziną, gdy papierowa waluta traci całkowicie wartość, którą przypisuje jej tłuszcza i jak przeżyć w takich warunkach kilka lat nie głodując.

Skoro złoto już tyle razy sprawdziło się w historii ratując ludzi przed głodem, to można wnioskować, że sprawdzi się znowu.

Skoro każda generacja Polaków w ostatnich kilkuset latach miała przynajmniej raz do czynienia z powstaniem czy wojną, to można wnioskować, że kolejne pokolenie też to może spotkać.

To wszystko nie są wyłącznie teoretyczne rozważania. W ciągu ostatniego tygodnia euro pofrunęło z 4,18 na 4,37 złotego. To jest 5% spadku wartości lokalnej waluty, obligacji, akcji i wszystkiego co jest nominowane w złotówkach, a przecież nie jest to nawet wyjście jakiegoś kraju z euro czy oficjalny default któregoś kraju grupy PIIGS. Polska złotówka była, jest i będzie walutą na miarę bananowej republiki i z niewiadomych przyczyn drukowana jest na papierze a nie na kartoflanych liściach (ekologia? wymóg UE?). Strach pomyśleć co się z nią stanie, gdy dojdzie do któregoś ze wspomnianych zdarzeń.

Ostatnio cena złota w złotówkach spadła o około 15%, licząc od szczytu cen. Pamiętajmy, że złoto to ubezpieczanie, a nie winda do nieba. Nie ma co liczyć na to, że zakup paru złotych monet zrobi z nas milionerów. Złoto może odnotować spadki i wzloty, ale zawsze będzie wymienne na aktualną walutę i potrzebne dobra. Teraz spadło o 15%, ale wcześniej czy później wzrośnie. Złotówki i obligacje II RP i PRL straciły całą swoją wartość i nigdy jej nie odzyskają. Jest tylko kwestią czasu, aż złotówki i obligacje III RP będą wyłącznie ciekawostkami numizmatycznymi.

Dzięki fenomenalnej podzielności złota można stworzyć własne portfolio i posiadać różne produkty na różne okazje, na przykład:

- Krugerrand, o zawartości złota 31,1 g (1 uncja), gdy trzeba będzie kupić wolność czy nieruchomość – tu w tzw. slabie, dla porównania z wielkością kolejnej monety:

- 25 złotych, o zawartość złota 0,9 grama, jedna z wielu drobnych monet złotych doskonałych do dokonywania drobnych płatności, tu również opakowana w tzw. slab:

Posiadając przed wojną 10 uncji złota, można było przeżyć z rodziną całą 5 letnią zawieruchę na znośnym poziomie, sprzedając po 1 uncji co pół roku. Koszt zakupu takiej ‘rolki’ wynosił wtedy nieco ponad 2100 ówczesnych złotówek, równowartość motoru Sokół. Ze sprzedaży takiej ilości złota uzyskałoby się dziś nieco ponad 53 000 aktualnych złotówek, o ile ktoś byłby na tyle mądry, by nie kupić dwóch takich obligacji:

Share This Post

Filmik

Thursday, 10 May 2012

Zbliża się kolejny weekend, warto zakupić popcorn i obejrzeć taki film:

Watch Money, Power and Wall Street: Part One on PBS. See more from FRONTLINE.

Całość jest tu.

To o czym mówi ten filmik wałkuję na tym blogu od co 4 czy 5 lat. Niemniej jednak warto spojrzeć na rzeczywistość oczyma dziennikarza amerykańskiego.

Share This Post

Ekonomia

Friday, 4 May 2012

Od dłuższego czasu nie było na blogu ani słowa o ekonomii. Same skwary ocierające się o filozofie, a po co komu dziś filozofia. Wynika to z mojej wrodzonej skromności i niechęci do konkurowania ze ‘znanymi blogerami ekonomicznymi’ jak Trystero czy Wojciech Białek. W końcu nie wytrzymałem i postanowiłem napisać parę słów. Oczywiście skorzystają z tego inwestorzy najbardziej inteligentni, traktując ten wpis jako wskaźnik kontrariański i postępując dokładnie odwrotnie niż rekomenduję.

Ciekawa sytuacja ma miejsce na giełdzie w USA. Dla mojego niewprawnego oka wygląda to jakby indeks oscylował w kanale spadkowym i obecnie dotknął linii oporu. Interesujące, co stanie się dalej. Osobiście obstawiam odbicie się od tej linii, ale na przykład prezydent Obama trzyma kciuki za przebicie linii oporu, co dałoby w konsekwencji zmianę trendu na wzrostowy, a to z kolei ucieszyło by jego wyborców.

Do teorii o mocnym wpływie grawitacji na indeks DOW skłania również obserwacja trendu dla wskaźnika DOW/złoto. Jeszcze przez wiele lat będzie opłacało się siedzieć w złocie niż w akcjach. Skoro już mowa o tym co się opłaca, wiele wskazuje, że nieruchomości w USA są w idealnym momencie, aby się w nie zapatrzeć. Wskazuje na to ten wykresik:

Poziom cen zbliża się do mocnego wsparcia, historia pokazuje, że trudno będzie go pokonać. Do decyzji o zakupie skłaniają również oprocentowania kredytów hipotecznych – dla przypomnienia w Ameryce oprocentowanie kredytów hipotecznych jest zwykle stałe. Przy prawdziwej inflacji na poziomie co najmniej 8% taki kredyt to prawie całkowicie darmowy szmal – jedyna okazja w życiu, aby poczuć się jak prawdziwy bankster z kasą spadającą z nieba:

A co tam w Polsce, spyta wiele osób. Na to pytanie najlepiej odpowie poniższa piosenka:

Andrzej Rybiński "Pogoda dla bogaczy"

Poziom artystyczny jest żenujący, dużo niższy niż w rosyjskiej muzyce pop, ale gdy podstawi się za bogacza kraje rozwinięte, a za niebogacza Polskę, sprawa szybko się wyjaśnia. Nie spodziewałbym się niczego dobrego ani dla złotówki, ale dla polskich akcji. W szczególności dla cen nieruchomości w Polsce najbliższe lata będą upływać pod znakiem szukania kolejnych dołków, przeplatane z medialnymi doniesieniami, że to już koniec przecen i nieruchomości będą wyłącznie drożeć.

Share This Post

Volkssturm

Thursday, 3 May 2012

Mechanizmy rządzące społeczeństwami są specyficzne i charakteryzują się tym, że tłum nie jest ani racjonalny ani inteligentny. Warto przypomnieć sobie to wideo, na którym stado ludzi zachowuje się jak stado spanikowanych jeleni:

Totalitaryzmy są efektem tego samego mechanizmu stada. W pewnym momencie w Niemczech zaostrzył się kryzys finansowy i Hitler, polityk wcześniej totalnie wyśmiewany i odbierany jako niepoważny, wskazał przyczynę zła (Żydzi) i z czasem po prostu przejął władzę nad stadem. I jeżeli nawet spory odsetek stada był refleksyjny, wykształcony i inteligentny, to i tak całe stado karnie maszerowało w jednakowych mundurkach, co najwyżej niektóre zbyt pyskate jednostki były rozwalane pod murem.

Taki proces obserwuje się teraz w Holandii. Jest kryzys, są winni (Polacy i Rumuni), jest stopniowy proces przejmowania władzy przez populistów. Zamiast rozbijania witryn żydowskich sklepów są podpalenia polskich hoteli i samochodów na polskich numerach. Tak jak za Hitlera proces ten jest lekceważony i tolerowany przez władze i społeczeństwo. Sytuacja skończy się tak samo jak poprzednio z Żydami skarżącymi się na zdemolowany sklep – Polak skarżący się na pobicie przez ‘nieznanych sprawców’ zostanie jeszcze pobity przez policje, a potem skazany na obóz przez niezawisły holenderski sąd.

Brak emerytur dla pokolenia 30 latków wcale nie jest czarnym scenariuszem. Trzeba to raczej nazwać scenariuszem najprawdopodobniejszym i wcale nie najgorszym. Czarny scenariusz to udział w kolejnej europejskiej wojnie i zapędzenie w kamasze zamiast na emeryturę:

Jakoś nikt z osób wymyślonych na potrzeby artykułu nie wypowiada się w taki powyższy sposób. Powtarzają się banały o podróżowaniu po świecie czy zaangażowaniu w projekty artystyczne (sic). Ani słowa o kopaniu okopów, ale to przecież oczywiste dla wszystkich Europejczyków, że żadnej wojny już nigdy nie będzie.

Share This Post

Italia

Wednesday, 2 May 2012

Lukratywna kariera dilera kruszców rzuca mnie po rozmaitych krajach Europy. Tym razem wpis miał być o Włochach, kraju w Polsce słynącym z drożyzny, ale przed publicznym ośmieszeniem uratował mnie polski taryfiarz. Chciałem drwić z Italiańców, na przykład z z tego, że w porze obiadowej zamykają restauracje i sami idą na obiad, to tak jakby sieci telefoniczne i energetyczne przestawały działać w godzinach południowych, bo ich pracownicy idą coś zjeść. Skupić jednak chciałem się na cenach tam obowiązujących, parę przykładowych prezentuję poniżej:

- bilet autobusowy – 2 EUR
- kawa – 3 EUR
- miska makaronu – 12 EUR
- fryzjer – 30 EUR
- nocleg w hotelu – 120 EUR

Nadal, po 23 latach od upadku komuny, przeciętny przybysz z Polski czuje się jak żebrak, czyli tak samo, jak za komuny, gdy na podstawie książeczki walutowej mógł sobie kupić na podróż kilkanaście dolarów po kursie urzędowym.

Tymczasem na sprawę trzeba spojrzeć z właściwej perspektywy, nie tylko mnożąc ich ceny przez 4,20. Poznany na miejscu tubylec (ze Sri Lanki) zwierzył się, że pracując w hotelu zarabiał 8 EUR na godzinę. Wszystko zaczęło się układać w spójną całość… Gdyby tak zrobić następującą listę cen w Polsce – czy nie wyglądałyby prawdopodobnie?

- bilet autobusowy – 2 PLN
- kawa – 3 PLN
- godzina pracy w hotelu – 8 PLN
- miska makaronu – 12 PLN
- fryzjer – 30 PLN
- nocleg w hotelu – 120 PLN

Oczywiście jest mnóstwo przykładów rozbieżności. Nominalnie paliwo we Włoszech jest droższe, ale samochody tańsze. Wino jest tańsze, ale ogólnie żywność jest droższa. Chodzi jednak o to, że siła nabywcza wynagrodzenia jest mniej więcej porównywalna. Ogólnie poziom cen i wynagrodzeń jest podobny do tego co w Polsce, z tym że literki EUR zastępują PLN.

Imigranci są w stanie żyć lepiej tam, ponieważ są w stanie wycisnąć więcej z socjału i potrafią więcej zaoszczędzić na codziennym życiu (żywność z własnego kraju, mniej wystawne życie niż tubylcy, skromniejsze/współdzielone lokum itp). Dlatego tak pchają się właśnie tam Ukraińcy, podczas gdy do Polski jakoś im niespieszno.

Warto zastanowić się jaki jest powód takiej zabawnej sytuacji, jakie jest wytłumaczenie. Mylne jest tłumaczenie neoliberalne, że wyższe wynagrodzenie wynika z wyższej wydajności pracy lokalesów. To bzdura, którą potrafi obalić całkiem małe dziecko – w Grecji zarabia się podobnie jak we Włoszech, a nikt mnie nie przekona, że pracuje się tam produktywniej niż w Polsce lub że gospodarka jako całość jest wydajniejsza.

Skąd więc mamy do czynienia z sytuacją, że Włoch przylatuje do Polski, sprzedaje swoje euro i może za to kupić przeciętnie 4 razy więcej niż w swojej ojczyźnie? Pierwszy powód jest taki, że euro ma wzięcie wśród inwestorów, podobnie jak dolar. Są na świecie ludzie skłonni wymieniać na nie swoje dobra i lokalne waluty, co winduje wartość walut rezerwowych.W krajach jeszcze dzikszych niż Polska (np. Gruzja czy Ukraina) lokalna waluta jest jeszcze mniej poważna i posiadacza euro stać na więcej.

Drugi powód tłumaczy również wysokie ceny w stolicy dowolnego kraju i niskie na jego prowincji. Otóż ceny wynikają z relacji ilości towarów i usług na rynku do ilości dostępnej gotówki i kredytu. W dużych miastach ekspansja kredytowa jest większa niż na prowincji, mieszkańcy mają (pożyczoną) wysoką siłę nabywczą i swoimi zakupami windują ceny. Tak właśnie jest w krajach PIIGS – do gospodarek ‘przeciekają’ pieniądze ze sprzedaży obligacji, wlane tam potem przez rządy na przykład na różne programy socjalne. W konsekwencji PIIGSowianie dysponują większymi środkami niż Polacy.

Po powrocie na łono ojczyzny nadrabiałem zaległe lektury. Najbardziej podobał mi się wpis Xsiora. Autor podnosi argumenty, o których nie myśli większość społeczeństwa, a które są boleśnie prawdziwe. Pójście na jakikolwiek układ i zaufanie jakiejkolwiek władzy oznaczać musi finansową ruinę. Wiara, że przyszłe rządy zapewnią nam dostatnią emeryturę jest po prostu śmieszna. Każdy kolejny rząd będzie się starał tak dużo ukraść, jak tylko będzie to możliwe, taka jest już natura rządzenia. A posiadacze IKE przekonają się o tym tak szybko, jak tylko ilość kapitału w systemie IKE spowoduje opłacalność takiego zabiegu.

Doskonałe jest też odwoływanie się przez Xsiora do długiego horyzontu czasu. W moim przypadku na emeryturę powinienem przejść za jakieś trzydzieści lat. Odgadnąć, jakie realia będą obowiązywać w roku 2042 uda się tylko temu człowiekowi, który w roku 1982 trafnie odgadł dzisiejsze realia zjednoczonych Niemiec, Polski w UE i NATO, itp.

Jeżeli ktoś jeszcze nie widział, to warto zapoznać się z debatą Paul vs Krugman w prasie reżimowej. Zabawne jest, że jedynym komentatorem jest ‘Znany bloger gospodarczy Trystero’. Wyborcza obudziła się po latach i zaczęła doceniać blogosferę, niestety trafiła kulą w płot odwołując się do ‘znanego blogera’ Trystera, ponieważ zwyczajnie ma on mierne kwalifikacje. W dyskusjach dotyczących standardu złota wiele razy był ustawiany do pionu przez innych blogerów i wykazywano mu brak wiedzy. W tym świetle próba wykazywania Paulowi braku wiedzy jest zwyczajnie śmieszna. Ale cóż, Wybiórcza jak zwykle wie lepiej.

Share This Post

Ciekawostki

Tuesday, 24 April 2012

Chyba w końcu przyszedł czas na koniec utyskiwań o stanie polskich finansów publicznych. Min Rostowski zadeklarował, że deficyt budżetowy spadnie w najbliższych latach i będziemy mieli z nadwyżką budżetową. Co więcej, rzad chce również ‘stworzyć przestrzeń dla obniżki podatków’.

Oto udaje się w Polsce dokonać rzeczy uchodzącej dotąd za niemożliwą – zmniejszyć deficyt przy okazji zmniejszając podatki. Krok podobny, zastosowany przez administracje Busha młodszego, doprowadził do tego, że Ameryka jest dziś bankrutem.

Co więcej, w łże-demokracji ekipy zajmujące w danej chwili koryto zrobią wszystko, aby przerobić nadwyżkę budżetową na kiełbaski wyborcze. Po co spłacać jakiś tam nudny dług, skoro mamy tak wiele potrzeb. Zbyt wiele dzieci chodzi głodnych, by ich biedni rodzice musieli ze swoich podatków spłacać bogatych rodziców, nieprawdaż?

W międzyczasie przez media przewalił się temat rzekomego nieprzygotowania absolwentów studiów do wykonywania jakiejkolwiek pracy. Z moich obserwacji sytuacja wygląda diametralnie inaczej – to rynek pracy jest całkowicie nieprzygotowany na przyjęcie nowych magistrów i inżynierów. Widzę, jak przebiegają poszukiwania pracy osób które znam. Nie jest tak, że są zapraszani na rozmowę o pracę, gdzie pracodawca załamuje ręce nad ich poziomem wykształcenia – po prostu nikt im nawet nie proponuje możliwości zaprezentowania swoich umiejętności.

Niemniej jednak wierzę temu, co mówią prezesi wielkich spółek. Otóż prezes nie zajmuje się naborem pracowników do swojej firmy, robią to pracownicy odpowiednich działów. I tu jest sedno problemu ! Prezes styka się z ludźmi wybranymi totalnie nepotycznie, bo to jest norma w każdej polskiej dużej firmie ! Nowi pracownicy są pracownikami bo mamusia lub tatuś mają odpowiednie znajomości bądź kuzyna na odpowiednim stołku. Zatrudnia się debili, ale właściwych debili. A prezesowi załamującemu ręce mówi się potem ‘szefie, oni wszyscy teraz tacy są’.

Share This Post

Małpa z brzytwą

Sunday, 22 April 2012

Bywa tak, że posiadana władza przewyższają możliwość posługiwania się nią przez danego osobnika. Tak na przykład było z Jaruzelskim, który mógł z Polski zrobić drugi Tajwan czy z Tuskiem, który podobnie zmarnotrawił posiadaną władzę. Ci panowie zapisali się w historii jak przysłowiowa małpa z brzytwą, czyli narzędziem którego potęga dalece przekracza ich małpie zdolności intelektualne.

W biznesie spotyka się takich osobników równie często jak w polityce. Politycy, by dostać się do koryta, muszą zamydlić oczy wyborcom. W biznesie wygląda to całkiem podobnie – pomniejsi menadżerowie mydlą oczy HRowcom, prezesi zostają prezesami przez mydlenie oczu posiadaczom pakietów kontrolnych. Czasem mydlenie nie jest konieczne, wystarczy gra w golfa w odpowiednim towarzystwie. Konsekwencje są podobne – po pewnym czasie ‘wychodzi szydło z worka’ i okazuje się, że prezio w garniturku za 10 patoli jest dobry jedynie w swoim własnym PR.

Na tym blogu od lat utyskuję nad debilizmem polityków. W polityce obowiązuje jednak kadencyjność więc i pewna kontrola społeczna. Na polityka skompromitowanego ludzie po prostu nie chcą głosować, nie ważne jak wiele kasy oligarchowie wydadzą na lansowanie go w mediach. Tymczasem prezesi są nierozliczalni i potrafią mieć za sobą długą ścieżkę zniszczonych firm.

Do tego wpisu skłonił mnie wywiad w reżimówce. Prezes Radziwiłł wpisuje się właśnie w schemat faceta bez pojęcia o biznesie, który objął swoją synekurę ze względu na właściwe nazwisko. Spójrzmy na ten wywiad:

Tomasz Prusek: Co takiego stało się w Poldimie, że firma upada?

Maciej Radziwiłł: Strata Poldimu na kontrakcie A1, na odcinku Sójki-Kotliska wartym 240 mln zł, wyniosłaby ok. 70 mln zł. Wynika to głównie ze wzrostu cen materiałów.

Przemysław Słomski: Spółka Poldim upada, ponieważ nieprawidłowo wyceniła koszty przedsięwzięcia, którego się podjęła. Odpowiedzialny jest zarząd, który dopuścił do złożenia oferty i podpisania niekorzystnej umowy.

Maciej Radziwiłł: Na przykład kluczowe złoże kruszywa mieliśmy kilka kilometrów od placu budowy. Właściciel tego złoża otrzymał koncesję na wydobycie w grudniu zamiast w marcu. W rezultacie musieliśmy przewieźć 2 mln ton żwiru z innego złoża aż przez 50 kilometrów.

Przemysław Słomski: W życiu nie ma przygód – jest tylko złe planowanie. Wiadomo, że w Polsce biurokracja działa jak za cara i każdy plan biznesowy musi to uwzględniać.

Tomasz Prusek: Skąd takie problemy budowniczych autostrad? Dopiero co z hukiem upadł DSS pracujący na A2.

Maciej Radziwiłł: Państwo stworzyło warunki do zabójczej wojny cenowej dla wykonawców.

Przemysław Słomski: Państwo stara się dbać o interes obywateli. W specyfikacji określony jest zakres prac i inne dane, jak na przykład jakość wykonania i na tej podstawie firma ma sobie wyliczyć ile całą fucha będzie kosztować. Czy dopuszczanie do przetargu tylko odpowiednio dużych firm ma sens? Niekoniecznie, zbankrutować może równie dobrze wielki koncern, za to drogi będą jeszcze droższe.

Tomasz Prusek: Rzeczywiście można zbankrutować tylko z powodu wzrostu cen materiałów?

Maciej Radziwiłł: Kruszywa, asfalt, paliwa, cement i stal stanowią 50-60 proc. wartości kontraktów drogowych. W 2010 i 2011 r. sam tylko asfalt podrożał w sumie o 45 proc. Można powiedzieć: jacy głupi ci wykonawcy, że tego nie przewidzieli. Tylko że gdyby ktoś przewidział taki scenariusz, to dałby takie ceny w kontraktach, że na pewno byłby ostatni w przetargach i nie miałby nic do roboty.

Przemysław Słomski: Lepiej nie brać roboty, niż zbankrutować, czy to tak trudno zrozumieć?

Maciej Radziwiłł: Jeśli ma się firmę, zatrudnionych ludzi i koszty stałe, to trzeba coś robić. Jak się stale składa oferty z bezpiecznymi cenami i przegrywa przetargi, to w końcu trzeba wejść w bardziej ryzykowne przedsięwzięcia, bo alternatywą jest zamknięcie firmy.

Przemysław Słomski: Jest mnóstwo innych opcji niż branie niekorzystnych zleceń. Można zmienić branżę, można zwolnić ludzi. W ostateczności, jeżeli się nie potrafi zdobywać intratnych zleceń, to należy sprzedać koparkę i oddać pieniądze udziałowcom, a nie brnąć w sytuację ‘a może się uda jakoś wyjść na zero’.

Charakterystyczne jest, że nie pada ani słowo o zarządzaniu firmą. Może to nie kwota kontraktu jest problemem, tylko złe zarządzanie? Za wysokie koszty zarządu? Brak umiejętności zarządzania, dzięki czemu firma zostaje bez kruszywa, bo jak sam prezes przyznaje nie potrafi zabezpieczyć na czas dostaw?

Sam prowadzę spore przedsiębiorstwo. Nie mogę kupować drogo i sprzedawać ze stratą tylko ponieważ chce zostać na rynku i mam pracowników. To co prezes próbuje nam wcisnąć to największa demagogia jaką można sobie wyobrazić.

Tomasz Prusek: Nie można się zabezpieczyć przed wzrostami cen materiałów np. kontraktami terminowymi?

Maciej Radziwiłł: Owszem, można np. kupić kontrakty na miedź. Ale zabezpieczenie cen innych materiałów jest trudniejsze. [...] Poza tym pojawia się pytanie, czy firma budowlana ma zajmować się budowaniem, czy też zamienić się w firmę finansową, która zajmuje się spekulowaniem surowcami na rynkach?

Przemysław Słomski: Znowu głupota pomieszana z demagogią. Jeżeli moja firma dokona sprzedaży złota klientowi i natychmiast go nie odkupi u mojego dostawcy, to dokonuje spekulacji, że cena złota spadnie. Jeżeli Radziwiłł umawia się, że na budowie za rok zużyje tonę stali i nie zakontraktuje jej dziś, po dzisiejszych cenach, to dokładnie dokonuje spekulacji, że cena spadnie. Każda duża firma musi posiadać dział zajmujący się kontraktowaniem surowców. Niepojęte jest, że można o tym nie wiedzieć zajmując tak wysoki stołek.

Tomasz Prusek: Warto się było tak śpieszyć z budowami przed Euro 2012? Z perspektywy czasu widać, że cały plan był nierealny.

Maciej Radziwiłł: Euro 2012 potraktowaliśmy w kategoriach religii. Wierzyliśmy, że wszystko za wszelką cenę musi się skończyć na mistrzostwa, choć przecież buduje się na pokolenia. Narzuciło to krótkie terminy wykonania, byle przed Euro 2012, i drakońskie kary. Firmy pracujące pod taką presją nie wytrzymują.

Przemysław Słomski: Podstawowym powodem niepowodzeń w Polsce jest kadra o niskiej jakości. Radziwiłł jest równie beznadziejnym przedsiębiorcą jak Tusk premierem. Czy gdyby Jobs wziął się za polskie drogi też mielibyśmy kompromitację? A gdyby Radziwiłł miał zaprojektować Iphona? Ten projekt był o niebo trudniejszy niż wylanie kawałka asfaltu – Steve musiał zmusić Chińczyków do wyprodukowania produktu nieziemsko skomplikowanego, w ogromnej ilości w krótkim czasie, w oparciu na nierzetelnych podwykonawcach i ograniczonych zasobach surowcowych, po drugiej stronie świata, gdzie jest inna strefa czasowa, inny język i kultura, inne prawo, inna waluta … I im się udało dostarczyć SPRAWNY produkt NA CZAS do sklepów, a Radziwiłłowi wysypać trochę żwiru i polać to asfaltem już nie.

Żenada i podobnie żenujące tłumaczenia.

Share This Post

Z euro do zero

Monday, 16 April 2012

Kilka dni temu Wybiórcza opublikowała spory artykuł prezentujący wady euro i wręcz konieczność zakończenia tej unii walutowej (nie mogę znaleźć linku). Wypowiadali się czołowi polscy eksperci, którzy poczuli się obrażeni faktem, że świat słucha opinii jakiegoś 10latka, a nie ich, starych dziadów, z tyloma literkami przed nazwiskiem i znajomościami wśród redaktorów.

Zresztą gówniarz nie mówi całkiem bez sensu, postulat zebrania całej gotówki (euro) Grekom i wydania im bezwartościowej makulatury (drachma) było już wiele razy trenowane w historii tej planety. Na przykład w trakcie I Wojny Światowej wszystkim Europejczykom odebrano złote monety i wydano makulaturę. Amerykanom 20 lat później. Za nieoddanie pieniędzy wprowadzano kary, dokładnie tak jak postuluje młody geniusz, z tym że on jest naiwny w sposób właściwy dzieciom i kary ustanawia dziecinne, a Hitler i Stalin wiedzieli, że czasem muszą się toczyć przestrzelone głowy. Fajnie byłoby odebrać jego rodzicom wszelkie oszczędności (o ile jakieś mają) i wydać im równowartość w banknotach do gry Monopoly. A potem niech idą zapłacić za jedzonko czy czynsz mieszkania. W szczególności niech zapłacą tymi nowymi pieniędzmi za edukację syna.

Stawiane są postulaty odwrotne, że to najsolidniejsze państwa powinny opuścić euro. Gdyby tak się stało o 12.00, to o 12.05 euro miałoby wartość drachmy lub peso… Gdy wprowadzano euro, nikt w Gazecie nie miał wątpliwości co do sensu wprowadzenia tej unii, dziś nikt nie ma wątpliwości że euro musi upaść. Zaprawdę, powiadam, geniusz ‘ekspertów’ i pracowników Gazety nie zna granic. Ale czy to znaczy, że przyjdzie czas, w którym zacznie się podważać sens istnienia strefy Schengen, idei integracji europejskiej, koncepcji oddawania władzy w ręce komisarzy unijnych? Może zacznie się poddawać w wątpliwość tak niepodważalną dziś tezę, że kolorowi przybysze z Południa powinni korzystać z tych samych praw i przywilejów co biali mieszkańcy Europy?

Najbardziej martwi to, że nikt z twórców euro nie oparł systemu na takich zasadach, które dałyby nieco większe szansę powodzenia. Nie mówię tu o standardzie złota, ponieważ historia wskazuje, że to za mało – wcześniej czy później przychodzi bandyta, który dewaluuje taki standard lub całkiem od niego odchodzi. Można sobie stworzyć syntetyczną walutę, nawet całkowicie papierową, ale bez deficytów. Łamiesz tą zasadę – wylatujesz z klubu na zbitą opaloną włoską czy portugalską twarz. Nierealne założenie, bo przecież politycy po to dochodzą do władzy, by wydawać nie tylko te pieniądze, które zedrą z podatników, ale również te, które pożyczą na wieczne oddania. Skoro tak, to koncepcja euro była równie nierealna.

A na koniec parę słów, HT Kelvin:

Share This Post

Kalkulator poglądowy

Wednesday, 11 April 2012

Każdy student powinien dojść w swoim życiu do momentu zwrotnego, w którym rządowa propaganda zaczyna być odbierana jako śmieszniejsza niż komedie ściągane z torrentów. Z moich obserwacji średniego wieku inwestorów w metale wynika, że całkiem sporo młodych ludzi myśli nad wyraz rozsądnie. Dziś w ramach dostarczania rozrywek zachęcam do zapoznania się z ‘kalkulatorem poglądowym‘. Jak dla mnie jest to wykres interaktywny i z kalkulatorem ma wspólnego nic, albo jeszcze mniej. Zobaczymy co ‘w najbliższych dniach’ zaprezentują nam spindoktorzy, a na razie pobawmy się tym, co mamy.

Zacząć wypada od założeń. Przede wszystkim inflacja. Jest rzeczą absolutnie nierealną, by inflacja w kolejnych latach utrzymywała się na średnim pułapie 2,14%. W gospodarkach opartych na walutach papierowych takie poziomy nie są możliwe do utrzymania, szczególnie w gospodarkach mających rosnąć o zakładane 2,24% rocznie. Biorąc pod uwagę zbliżający się peak oil i zapaść demograficzną kraju nie ma szans na średnie roczne wzrosty na wymarzonym poziomie. Fikcja wyssana z brudnego kciuka. Wysoka inflacja i niski przyrost gospodarczy przenoszą również w krainę fikcji literackiej poziom realnego wzrostu wynagrodzeń na poziomie 2,78%.

Biorąc pod uwagę czyhające zagrożenia, również te niewymienione powyżej bądź jeszcze nieznane, poziom konsumpcji i jakość życia w roku 2060 może być nawet niższa niż jest dziś. Fajnie byłoby zobaczyć co pokazują symulacje, gdy założy się ujemny realny wzrost (czyli spadek) wynagrodzeń i realną inflację na poziomie 6-8% rocznie. Na szczęście dla władców do dyskusji publicznej nie zostanie dopuszczony nikt, kto nawet rozważałby tak absurdalny zestaw parametrów wyjściowych do symulacji.

Nie mając (chwilowo) możliwości korzystania z prawdziwych kalkulatorów, spójrzmy na to, co prezentowane jest na wykresie. Najfajniej będą mieć ludzie pracujący do 75 roku życia. Właściwie szkoda, że nie można ciągnąć tej symulacji dalej. W jakich luksusach pławiłby się pracownik pracujący do 100 roku życia! Byłby jak sam Hugh Hefner – tego nie przewidziano nawet w pierwszych oszukańczych reklamach OFE:

Pierwsze na wykresie, na co tak naprawdę patrzy zwykły zjadacz chleba to kwota nominalna emerytury. 4685 zł miesięcznie przy 67 roku zamiast 2725 zł dla leni obijających się w kwiecie wieku lat 60. Po co tracić nerwy przy wnukach, gdy można sobie niemalże podwoić emeryturę w kilka lat!

Niestety, te magiczne liczby wynikają z czarów założonymi liczbami oraz podanie emerytury w złotówkach przyszłości o niewiadomej sile nabywczej. Przekręt zdradza już procent podawany za kwotą. Mamy tu 38% pensji 67 latka i 26% dla 60 latka. Biorąc moje ultrapesymistyczne i przecież całkowicie nierealne założenie o braku wzrostu wynagrodzeń realnych i fakt, że dominanta wynagrodzeń w Polsce to jakieś 1400 zł netto, emerytura wyniosłaby odpowiednio 532 i 364 zł, oczywiście o ile emeryci mieliby odpowiedni staż pracy. Teoretycznie jest to sytuacja, w której do emerytury minimalnej dopłaca państwo lub opieka społeczna, ale biorąc pod uwagę ilość emerytów z pokolenia ‘dzieci Jaruzela’ do ilości ich dzieci (płatników składek) gospodarka może nie uciągnąć nawet minimalnych emerytur.

Istnieje ogromne ryzyko, że emeryci osiągną poziom zdychania z głodu i karmienia kur na działce suchym chlebem znalezionym w śmietniku. Można sobie wsadzić w kieszeń dyrdymały serwowane przez polityków, że oni ‘dają słowo’, że wcale tak nie będzie. Za 30 lat nikt nie będzie pamiętał i egzekwował ich słów, lecz będzie się skupiał na określeniu miejsc gdzie są najświeższe i jeszcze nieprzebrane śmieci.

Share This Post

Złote belgijki

Tuesday, 10 April 2012

Nie tak dawno pisałem o ‘belgijkach’, czyli podrabianych monetach $20. Jak wspomniałem, w obiegu jest ich ogromna ilość, i co gorsza wykonanie i próba złota są tak bliskie oryginałom, że trudno je rozróżnić. Dochodzi do skądinąd zabawnych sytuacji, w których ludzie ze sporym doświadczeniem wnikliwie oglądają dane egzemplarze i nie są w stanie powiedzieć, czy to fals czy nie. Na szczęście pomoc jest w zasięgu ręki. Monety warto wysłać do oceny niezależnym ekspertom, którzy mają największe doświadczenie w branży. W Polsce takim miejscem jest firma ECC Grading. Tak wyglądają monety po powrocie:

Stany zachowania można zrozumieć po zapoznaniu się z tabelą na stronie ECC. Walory są zaplombowane w taki sposób, że nie da się ich podmienić na false. Korzystając ze strony ECC można zweryfikować autentyczność opakowania używając kodów paskowych. Rewelacja całkowicie ucinająca rozterki inwestorów czy moneta aby na pewno jest prawdziwa.

Disklejmer -ECC nie zapłaciła za ten wpis. Przeciwnie, to ja płacę firmie ECC za ich usługi.

Share This Post