Category Archives: Ekonomia

Krótka historia ekonomii – recenzja

W moje ręce wpadła książka, której autorem jest Niall Kishtainy. Jak sam tytuł wskazuje, książka miała być przeglądem koncepcji ekonomicznych w dziejach świata. To mogłoby być ciekawe.

Stałem się bardzo podejrzliwy już na stronie 10, gdzie autor stawia tezę “różnica dochodów między bogatymi i biednymi jest po prostu niesprawiedliwa”. Otóż stoję na stanowisku dokładnie przeciwnym. Uważam, że sprawiedliwość polega dokładnie na tym, że ludzie mają różne dochody. Ci mniej pracowici są biedniejsi od tych bardziej zaradnych i wykształconych. Niesprawiedliwe jest tylko to, gdy ludzie nie mogą się rozwijać (bo są zawody zamknięte) i pracować (bo jest drakońskie prawo podatkowe). Bez różnic w dochodach nie miałoby sensu wykonywać żadnej pracy, nie byłoby sensu się wysilać. Nawet Sowieci zdali sobie sprawę z tego bardzo szybko po rewolucji i zróżnicowali dochody pracownikom.

We wspomnianej książce jest wyraźny dryf w lewo. Dużo pisze się o wszelkiej maści lewakach, przewijających się w historii świata, mało mówi się o wolności, krótko wspomina się o Szkole Austriackiej. To chyba jest ostatnio bardzo modne, interesować się czyrakami Marksa i deklarować nienawiść do burżujów oraz kamieniczników.

Z tego co dowiedziałem się o autorze wynika, że interesują go powiązania teorii ekonomii z realnymi wydarzeniami, na przykład krachem roku 2007. I w jego książce można zobaczyć jak słabo radzi sobie z opisywaniem świata – dotyka tylko kwestii stricte ekonomicznych. Zresztą historycy mają taki sam problem, nie potrafią dostrzec aspektów poza dane wydarzenia polityczne.

Aby zrozumieć przeszłe wydarzenia i przewidzieć przyszłość trzeba poruszać się po wszystkich dziedzinach nauk społecznych i nie tylko. Podstawą jest zawsze zasób energetyczny danej społeczności, wynikające z tego zasoby surowcowe, żywnościowe i produkcyjne. Tymi zasobami zarządzają ekonomiści, co również ma wpływ na politykę. Politycy piszą historię. No i jest jeszcze aspekt niezwykle często pomijany, czyli filozofia rozumiana jako szereg wierzeń i wartości wyznawanych przez daną społeczność w danym czasie.

Bez takiej wiedzy nie da się dobrze napisać historii czegokolwiek, czy ma to być książka o rewolucjach we Francji, czy o powstaniu liberalizmu w Anglii, czy też przekrojowo o całej historii ekonomii.

Share This Post

Kaczonomika

W Stanach tworzy się nazwy dla pomysłów kolejnych ekip na gospodarkę zlepiając nazwisko aktualnego prezydenta z ‘nomics’, na przykład ‘reaganomics‘.

W Polsce wycinek ogólnej filozofii Kaczyzmu dotyczącej gospodarki można nazwać Kaczonomika. To taka gierkonomia na sterydach, widać wyraźne podobieństwa:

  • Propaganda sukcesu, ciągle musimy doganiać inne gospodarki świata i podobno już jesteśmy całkiem blisko.
  • Mała stabilizacja i socjalizm – wtedy w postaci małego fiata i wolnych sobót, dziś w postaci 10latka z niemieckiego szrotu i 500+.
  • Powrót do gospodarki centralnie planowanej w postaci tzw. repolonizacji.
  • Zadłużanie kraju, które wtedy rosło dynamicznie, rośnie i dziś.
  • Opieranie się na przestarzałym modelu gospodarczym – wtedy na hutach i kopalniach, dziś na tamach, kopalniach i nadal węglu.

Kaczonomika tworzona jest przez januszy 50+. Za Gierka były ich ‘złote czasy’, wtedy janusze mogli wypić dużo wódki i nie mieli jeszcze problemów z erekcją. Nic dziwnego, że chcą powrotu tamtych czasów. Im bardziej prosty człowiek, tym bardziej kieruje się instynktem i sentymentem, który zastępuje mu inteligencję i kreatywność.

Niestety, kraju nie da się rozwijać i modernizować starymi metodami. Nie da się budować autostrad z bruku, nie da się budować szybkiego transportu dodając kolejnych par koni do zaprzęgu.

Szczególnie bulwersujący jest ostatni punkt gierkonomii/kaczonomiki. Górnictwo węgla jest rakiem na polskiej gospodarce, stanowiącym totalnie wadliwe alokowanie zasobów kapitałowych i ludzkich. Gospodarka, które nadal rozwija się wbrew obecnemu reżimowi potrzebuje kapitału i ludzi. Budując energetykę jądrową zyskujemy tanią energię dla kraju i ludzi, którzy mogą produktywnie pracować tam, gdzie są potrzebni. Kompletną głupotą jest Narodowe Lotnisko Międzynarodowe. W świecie kończącej się ropy potrzebujemy szybkiej komunikacji kolejowej.

Niestety, skończy się to jak za Gierka. Będzie ostre spotkanie ze ścianą, problem ze sfinansowaniem obsługi długu, całą resztę już znamy.

Share This Post

Nóż w masło, czyli państwo z kartonu

Niestety znowu miałem wątpliwą przyjemność skorzystania z państwowej ratunkowej służby zdrowia. Państwowe placówki obnażają wszystkie słabe strony systemu. Jest to miks niedofinansowania, kiepskiej organizacji państwowej (z natury niskosprawnej) z tym, że my jesteśmy tradycyjnie kiepscy w organizowaniu się. Nie piszę tego w ramach hejtu, tylko w celu zdiagnozowania problemu i zaproponowaniu leczenia.

Wyobrażam sobie co się musiało dziać we Wrześniu 39. Oficerowie wyciągani z łóżek jakiś dziwek, na kacu, pewnie ‘absolutna niemożność’ wydania broni i amunicji z powodu braku jakiś pieczątek i podpisów, chaos i brak pomysłów. I na to nacierające niemieckie wojsko, doskonale wyposażone, z komunikacją, sprawnym zaopatrzeniem, szpitalami i wysokim morale. Niemcy wchodzili jak nóż w masło. Dziś jak i wtedy państwo polskie jest jak z tektury. Hitler lubił mawiać, że wystarczy kopnąć w drzwi, a dom się rozpadnie.

Ratownictwo ratunkowe wywodzi się z ratownictwa wojskowego. Jest nawał potrzebujących i ograniczone zasoby. Trzeba nadawać priorytety, wdrożyć i stosować procedury. Miałem możliwość porównania działania systemu w Polsce i USA, tam gdzie wymyślono współczesne ratownictwo wojskowe. W Stanach wstępną “obróbką” zajmują się pielęgniarki. Postrzał, bóle w klatce piersiowej, dzieci – oni zaopatrzeni są w pierwszej kolejności. Pielęgniarki robią pierwszą diagnostykę, pytają o objawy, określają ciśnienia, itp itd. Lekarz dostaje do łapy pacjenta i komplet informacji. To działa jak fabryka. To było fascynujące móc to obserwować.

A w Polsce syfoza i 19 wiek. Ludzie mdleją pozostawieni sami sobie w poczekalni. Dzieci leją się przez ręce. Siedzi pielęgniarka i się nudzi, lekarka prowadzi wywiad i jednym palcem wstukuje dane do komputera. Wczorajsze statystyki z przyjęć oddziału pediatrycznego: 1 pacjent na 50 minut! I wzajemne wskazywanie palcami powodów, dla których się “nie da”. Pielęgniarka siedzi, nudzi się i radzi by pisać do NFZ!

Nie jestem zwolennikiem działań Mateusza Krzywoustego, ale trzeba przyznać, że wziął aparat finansowy ostro za pysk. Kwestionuję rozmiar luki podatkowej, ta kwota jest wzięta z Księżyca. Ale faktem jest, że urzędy skarbowe wypłacały ogromne kwoty nienależnych zwrotów VAT, jednocześnie ścigając podatników starających się o zwrot kilku tysięcy. Jak to było możliwe? Bardzo prosto. Urzędnicy skarbowi na niskich stanowiskach byli leniwi, a naczelnicy skorumpowani. Morawiecki położył temu kres.

Problemem Polski jest to, że brakuje sprawnych ludzi w zarządzaniu aparatem państwowym. Każda rzeczowe źródło z czasów sanacyjnych wspomina o “leśnych dziadkach”, wywodzących się z kadry oficerskiej CK armii, blokujących wiele kluczowych stanowisk. Dziś jest identycznie. Potrzeba miotły, która usunie tych ludzi.

Stawia się zarzut, że nie mamy pieniędzy, żeby opłacać kompetentnych ludzi tak jak strefa prywatna. To bzdura. Każdy student pierwszego roku zarządzania już wie, że pieniądze są przereklamowanie. Ludzi nie motywuje wyłącznie kwota na pasku wypłaty. Można zrobić jak we Francji, gdzie ludzie wypruwają sobie żyły dla Francji, widząc na horyzoncie Legię Honorową.

W przypadku służby zdrowia kolejne rządy szły kompletnie błędną drogą. Na stanowiska ministerialne wstawiano zasłużonych profesorów, gdy tymczasem profesura jest największym przeciwnikiem zmian w służbie zdrowia! Im jest doskonale tak, jak jest! To tak jakby reformy wspomnianego aparatu skarbowego mieli dokonywać naczelnicy urzędów skarbowych.

Trzeba zrobić dokładnie odwrotnie. Należy wziąć ludzi znających funkcjonowanie sprawnych acz porównywalnych systemów, na przykład z Czech. Do tego muszą mieć do pomocy kadrę zwerbowaną z sprawnych instytucji prywatnych, którzy w oparciu o ich wiedze postawią diagnozę i będą wdrażać leczenie systemu ochrony zdrowia. Trzeba im dać pełnię władzy, żadnych założeń apriori, że czegoś nie zrobimy ze względów politycznych. I pełnie władzy do zwalniania ludzi – hamulcowych “tego się nie da zrobić” natychmiast z hukiem i dla przykładu wywalać.

Potrzeba nam również szybkiego przyrostu pracowników służby zdrowia. Należy uruchomić awaryjną i doraźną edukację lekarzy i pielęgniarek. Zrobić akcję medialną, nabór spośród kilku roczników, powiększyć skalę edukacji o kilka-kilkanaście tysięcy studentów. Od pierwszego roku zajęcia praktyczne, rano nauka a po południu praca w szpitalach, jak w Afryce.

Do tego usuwanie wąskich gardeł. Koniec z emerytami czekającymi na przepisanie tego samego leku. Nie ma zmian stanu zdrowia – lek przepisuje student medycyny na recepcji.

I przełom byłby w czasie liczonym w miesiącach.

Oczywiście największy opór byłby ze strony profesury. Wszystkiego by się nie dało. Nie dałoby się uczyć studentów, no bo gdzie, kim i za co. I tu trzeba by ich krótko chwycić za twarz. Postawię dolary przeciwko orzechom, że nie ma takiego ordynatora w Polsce, który jest w stanie pokazać papiery na majątek swój i rodziny. Ziobro ma już odpowiednie narzędzia w postaci konfiskaty rozszerzonej, tym bardziej, że wystarczy przestraszyć tylko kilku największych krzykaczy.

Nie może być litości dla ludzi, przez których Polacy umierają w oczekiwaniu na lekarza. Nie możemy pozwolić, żeby w Polsce ludzie nie mieli zapewnionych najprostszych serwisów ze strony państwa: wody, powietrza, transportu, wymiaru sprawiedliwości i służby zdrowia. Cała reszta może być ogarnięta w dalszej kolejności.

Share This Post

Ambergold vs Policja

Dziś mieliśmy możliwość zapoznania się z zeznaniami policjantki, która prowadziła czynności operacyjne w sprawie Ambergold.

W moim mniemaniu jest to nie tylko pokaz matactwa, ale wręcz szkolenie, jak należy mataczyć w czasie przesłuchania. Niektóre wypowiedzi są kuriozalne, ale przeważnie jest to ‘nie wiem, nie pamiętam, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.’  Policjantka miała mnóstwo przesłanek sugerujących, że jest to duży przekręt prowadzony przez oszusta, a tymczasem nic nie zrobiła w tej sprawie. Nic.

Pytanie tylko jest takie, czy wynika to z jej niekompetencji, czy ze względu na polecenie ‘ukręcenie łba’ sprawie. A teraz mamy 52 letnią emerytkę na sutej emeryturze, którą nie poniesie żadnej odpowiedzialności, natomiast będzie pobierać jeszcze dziesiątki lat, również z podatków tych, którzy zostali oszukani przez Ambergold.

Share This Post

Debata o btc – Max Keiser vs. Peter Schiff

Polecam ciekawa dyskusję:

Max Keiser ewidentnie powinien brać silniejsze leki niż dotychczas.

To zabawne, jak się sprawy potoczyły. Poszczególne rządy chciały zastąpienia systemu waluty papierowej przejrzystym systemem pieniądza elektronicznego. I wszystko poszło nie tak, jak planowali. Blockchain jest przejrzysty, ale dla wszystkich, a nie tylko dla naszych panów i nadzorców. Jest elektroniczny, ale reżim nie może kontrolować jego kreacji. I jest poza ich kontrolą.

Nadal zgadzam się z Peterem Schiffem i Jamiem Dimonem na temat bitcoina.

Share This Post

Szwecja

Heraklit z Efezu powiedział, że “nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki”. Wszystko się zmienia, tak jak w rzece napływają nowe wody, tak rzeczywistość wokół nas się zmienia. Nie inaczej jest ze społeczeństwem. Starsze pokolenie wymiera, do głosu dochodzi młodzież z innymi poglądami. Dodatkowo media i stojące za nimi niejawne grupy interesów wpływają na poglądy mas prowadzonymi działaniami propagandowymi.

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza Ameryka nie jest tym samym miejscem, jakim była. Używanie marihuany stało się powszechnie akceptowalne, podobnie jak związki jednopłciowe. Polska też się zmienia. Nie została drugą Ameryką, Irlandią, Japonią ani Koreą. Polska ewidentnie dryfuje w kierunku Skandynawii. I wcale nie jestem pewien, czy dobrze jest być dzisiaj Skandynawem…

Cechą państw skandynawskich jest istnienie Kościoła państwowego. Państwo i Kościół są elementami władzy nad obywatelem, wzajemnie się przenikają. Choć na północy się od tego odchodzi, to w Polsce właśnie porzuca się fikcję konstytucyjnego rozdziału Kościoła od państwa.  Od czasu ostatnich wyborów stało się jasne, że kler będzie rządził w kraju bez używania białych rękawiczek. I większości ludzi to nie przeszkadza, nawet tego nie dostrzegają. Nie ma ani jednej partii politycznej, która by postulowała laicyzację kraju. Polacy nie rozumieją nawet, że lepiej żyć w kraju oświeconym niż w teokracji.

Coraz bardziej rośnie w Polsce grupa ludzi, którzy muszą składać oświadczenia majątkowe. Z czasem może to obejmować wszystkich obywateli (oczywiście oprócz kleru). Podobnie jak na przykład w Norwegii, gdzie majątki i dochody są jawne. Znana jest również niechęć Skandynawów do gotówki. W Polsce prowadzone są obecnie nasilone kampanie zniechęcające do obrotu gotówkowego. Podnosi się argument, że druk nowych banknotów i ich obieg w gospodarce jest bardzo kosztowny, pomija się fakt, że prowizje płacone operatorom kart płatniczych są dużo większe.

Przede wszystkim jednak Polacy pokochali socjal. Taki w wydaniu szwedzkim. Opodatkować wszystko co się da wysokimi stawkami i potem łaskawie ‘rozdawać’ obywatelom ich własne pieniądze, pomniejszone o koszt działania systemu. I takiego systemu bronią wszystkie opcje polityczne w Polsce, łącznie z ‘liberałami’.

Charakterystyczne dla Szwedów jest drobiazgowe kontrolowanie poszczególnych członków społeczności i regulowanie każdego aspektu życia. Dokładnie w tym samym kierunku idziemy w Polsce. Od wielu lat nie przypominam sobie żadnego rozluźnienia systemu kontroli, żadnej zwiększenia zakresu wolności obywatelskich, pomijając otwarcie niektórych zawodów. Był pomysł o likwidacji meldunków, ale już się z tego wycofano.

Polaków nie interesuje wolność, Polaków interesuje otulanie pieluchą przez państwo, aby w każdym aspekcie życia były regulacje dające im (złudne) poczucie bezpieczeństwa. Nie ma ani jednego postulatu, ani jednej partii politycznej mającej na sztandarze postulat wolności. Polskie partie ‘liberalne’ wycierają sobie pyski tylko jednym aspektem walki o wolności – prawami kobiet. I to nie dlatego, że chcą zliberalizować regulacje antyaborcyjne albo zastąpić zajęcia z katolickiej indoktrynacji wychowaniem seksualnym. Robią to tylko dlatego, że chcą być anty-PISem aby zgarnąć nieco wyborców.

Eksperyment z socjalizmem zawsze źle się kończy. W Szwecji (ale nie tylko tam, na przykład w Kanadzie czy Italii również) dochodzi się już do ściany. W Grecji z tą ścianą już się zderzono. Ilość wydatków tylko rośnie i wcześniej czy później zaczyna brakować rzeczy do opodatkowania. Koniec zawsze jest ten sam – bolesne bankructwo. Choć teraz, w szczycie prosperity trudno w to uwierzyć, będzie to również udziałem Polaków.

 

 

Share This Post

Zmienne oprocentowanie całego świata

Funkcjonowanie w środowisku bardzo niskich stóp procentowych jest niezwykle wygodne. Można finansować przedsięwzięcia, które nie miałaby szansę na realizację przy wyższych odsetkach. Można łatwo finansować wysokie deficytu budżetowe.

Przez ostatnich kilka lat udało się utrzymać stan niskich stóp procentowych, który w zasadzie jest możliwy tylko w reżimie pieniądza opartego na złocie. Zwykle w realiach waluty papierowej trzeba płacić większe odsetki i trzeba się przygotować na to, że odsetki będą rosły.

Mainstream zaczyna powierzchownie podłapywać temat zagrożenia jakim jest posiadanie kredytu hipotecznego, w Polsce i wielu innych krajach zmiennoprocentowego. Ja ostrzegam o tym od 10 lat, na przykład tu.

O dziwo, prawie nikt nie rozumie pozostałych konsekwencji takiego scenariusza. Nie tylko sama publika, nie tylko dziennikarze znani przecież z nieuctwa, ale nie kumają także ekonomiści czy bankierzy.

Nie chodzi przecież tylko o wzrost miesięcznych rat kredytu, bo to jest tylko jeden z elementów układanki. Drugi element to załamanie cen nieruchomości. Kredytobiorcy z podwojoną miesięczną ratą rzucą na rynek dużą ilość nieruchomości, na które przestanie ich stać. Popyt wyschnie, ponieważ przy wysokich ratach dużo ludzi nie będzie miało zdolności kredytowej. Przesunie się równowaga podaży i popytu, czyli ceny nieruchomości spadną.

Trzeci element to problem ze sfinansowaniem deficytu budżetowego. Polska to bankrut. Każdego tygodnia trzeba spłacić zapadające obligacje – na ten cel pożycza się kasę od innych pożyczkodawców, ale z górką, żeby było na odsetki i nowe wydatki. Dług szybko przyrasta. Gdy wzrosną stopy to obsługa długu będzie pochłaniać coraz większe środki niż obecnie.

Czwarty element to recesja. Wzrost oprocentowań zmniejsza ilość pieniądza i kredytu na rynku, a to uderza w konsumpcję i powoduje spadek gospodarczy. Państwo musi wydawać więcej na tylko na obsługę długu, ale również na wydatki społeczne i otrzymuje mniej z podatków.

Zasadniczym pytaniem jest to, gdzie nastąpi kryzys. Czy oprocentowanie wzrośnie w Polsce, strefie euro, USA, Rosji czy może Japonii? A może problem rozleje się po całym świecie?

W 2017 na odsetki od długu budżet Polski wyda 30 miliardów z 383 miliardów wszystkich wydatków. Trudno sobie wyobrazić gdzie kolejne rządy znajdą środki gdy będzie trzeba wydać na ten cel 40 czy 60 miliardów. Dużo wydatków budżetowych jest sztywnych – co by się nie działo, środki na emerytury muszą się znaleźć. Być może problem zostanie zażegnany “tymczasowym” dodrukiem złotówek, co napędzi inflację i jeszcze bardziej podniesie stopy i nakręci problem.

W USA sytuacja też jest nieciekawa. Budżet zamyka się kwotą 3800 miliardów, na obsługę długu idzie 6% czyli 228 miliardów. Również bardzo trudno będzie znaleźć środki na obsługę długu gdyby stopy podskoczyły z obecnego prawie-zera do kilkunastu procent, jak w latach 80tych. Podobnie jak w Polsce większość wydatków jest sztywnych, a nawet te ‘elastyczne’ też tak naprawdę są nieredukowalne, bo ciężko sobie wyobrazić, że państwo przestanie płacić wojsku.

Sytuacja w strefie euro jest czytelnikom znana. Krajów PIIGS nie będzie się udało uratować przed zapaścią, gdy oprocentowanie ECB wzrośnie.

W dyskusji publicznej w Polsce temat jest traktowany bardzo powierzchownie. Wysoki poziom niekumacji powoduje, że jedyne co rodakom przychodzi do głowy to wzrost rat kredytów. Posłów i ministerstwa finansów to nie obchodzi. A tak jak pisałem, temat jest dużo szerszy i znacznie poważniejszy.

Amerykanie mają większą wyobraźnie, analizują takie ryzyka płynące dla budżetu. Ale i tam scenariusz pojawienia się sytuacji z wysoką inflacją i gospodarczą stagnacją (co da tzw. stagflację) wcale nie jest wykluczony.

Share This Post

Banknoty zastępcze i zdawkowe

W mojej pracy bardzo często trafiam na najrozmaitsze ciekawostki numizmatyczne, które są interesujące dlatego, że mają związek z kontekstem historycznym. Ostatnio trafili do mnie klienci z fortuną w banknotach sprzed I Wojny Światowej. Miliony dzisiejszych złotych w pruskich i carskich walorach z początku XX wieku, które kilkanaście lat potem stały się warte dokładnie 0.

Poniżej banknot o nominale 500 rubli. Wymienialny (na żądanie, okazicielowi) w każdym oddziale Banku Rosji na 50 monet typu Imperiał o nominale 10 rubli, każda o masie 8,6 grama złota. Biorąc pod uwagę dzisiejszą wartość takiej monety 1500 zł ten kawałek papieru był wart 75 000 zł. Tak, 75 000 złotych w jednym kawałku papieru. Dzisiejsze 500 euro / 1 000 franków o wartości 4 000 zł to drobne na waciki.

Banki w Rosji zniechęcały do wymiany papieru na złoto. Wiadomo, “złoto powoduje, że kieszenie się urywają”. Po co targać 430 gram złota, skoro można mieć jeden lekki banknot, który w każdej chwili można wygodnie wymienić na to złoto. W końcu wiadomo – “to niemożliwe, żeby Imperium Rosyjskie upadło, przecież to największy i najpotężniejszy kraj świata”. No i już wtedy mówiono, że “złoto to przeżytek”.

Ludzie uczą się bardzo szybko. Dziś 99% populacji nie wie jak wygląda krugerrand, ile jest wart i jakie są przewagi posiadania oszczędności w złocie ponad posiadaniem lokaty / roszczenia w stosunku do banku. W lecie 1914 roku wymienialność banknotów na kruszec została ‘tymczasowo’ zawieszona. Ludzie szybko nauczyli się co i jak. Z obiegu zniknęły złote monety, a co gorsza również monety srebrne. Ludzie zrozumieli, że metale szlachetne, chociażby w drobnej monecie, to jedyny sposób na uratowanie siły nabywczej swojego kapitału.

Moneta o nominale 1 korony przedstawiona jest poniżej. Ważyła 5 gram i zawierała 4,175 g czystego srebra (próba 835). Dziś kruszec jest warty około 8 złotych i monety te ciągle są w obiegu jako zestawy srebra inwestycyjnego.

Z racji całkowitego zaniknięcia tych monet w handlu z chwilą wybuchu wojny zaistniał poważny problem, nie było jak wydawać reszty. (Warto dodać, że we wrześniu 1939 roku również zniknęły z obiegu wszystkie srebrne monety złotowe i do dziś są w obrocie i zachowują swoją siłę nabywczą). Początkowo problem rozwiązano drąc banknoty na mniejsze części. Szybko zareagował bank centralny, rzucając do kas bankowych rezerwy srebra, które wbrew zapewnieniom banku o normalizacji sytuacji również natychmiast zniknęły. Wobec tego wydrukowano banknoty niskich nominałach. U klientów znalazłem numizmaty o nominale 1 korony (poniżej). Nie trzeba chyba tłumaczyć, że ich wartość i siła nabywcza, w odróżnieniu od monet z epoki, są zbliżone do 0.

Warto zwrócić uwagę, że na banknocie występują wszystkie języki Cesarstwa. Dwaj pozostali zaborcy nie bawili się w takie subtelności.

Po zakończeniu wojny nastał okres względnej anarchii walutowej. Oczywiście, złote monety nadal obiegały i pełniły dużą rolę w zrujnowanej powojennej gospodarce. Po prostu niekoniecznie były legalne, nie były dostępne w bankach i w zwykłym ulicznym obrocie gospodarczym. Za złoto kupowano poważne rzeczy: grunty, nieruchomości i towary w ilościach hurtowych.

Takich informacji nie znajdzie się za wiele we wspomnieniach czy literaturze z tego okresu. Złota nie miało 99% populacji, tak jak dziś, więc w 99% materiałów źródłowych nie ma wzmianek o złocie. Ale ono było i stanowiło medium ogromnego transferu bogactwa, które wtedy miało miejsce. Ktoś tracił miliony (jak moi klienci posiadający papierowe waluty i lokaty w bankach) a posiadacz złota kupował kamienice za ułamek ceny sprzed wojny. No i złoto i srebro, w odróżnieniu od papieru, zawsze kupowało żywność.

Jak wiemy z definicji, waluta to pieniądz narzucony ustawowo. Gdy zaborcy przestali mieć możliwość zmuszenia ludzi do używania ich walut na obszarze powstającej Polski, a złotego jeszcze nie wymyślono i nie ustanowiono, to czymś trzeba było zapełnić tą lukę. Potrzeba było pieniądza zastępczego, który można było dać głodującym ludziom by mogli kupić trochę chleba na kartki. Sprawy wzięły w swoje ręce lokalne samorządy. Kolejne znaleziska – taka waluta obiegała w Bydgoszczy:

W Poznaniu władza nie zadała sobie nawet trudu przetłumaczenia na niemiecki:

I banknot z okolic Mohylewa, miasta tragicznie potraktowanego przez Bolszewików, obecnie pod zarządem białoruskim:

Historia uczy, że niczego nie uczy. Wszystkie waluty znajdujące się dziś w obiegu będą kiedyś bezwartościowe, bo taka jest ich natura – nie są ograniczone ilościowo i ludzie w poszczególnych krajach są zmuszeni do ich stosowania ustawowo. Albo w pewnym momencie zaczyna się niekontrolowany dodruk albo stojące za nimi państwo upada, i w każdym z tych przypadków waluta staje się bezwartościowa. Tymczasem złoto od tysięcy lat przechowywało siłę nabywczą kapitału i będzie to robić tak długo, jak tylko ludzie będą żyć na tej planecie.

Share This Post