Monthly Archives: January 2018

Jak działają cybertituszki

Polskie blogi, wpisy na forach, fejsie i twitterze są bacznie obserwowane przez agentów Moskwy. Niektórzy wpływowi blogerzy są zwyczajni przekupywani, aby pisali treści zamówione przez Rosję. Tak jest w przypadku jednego z najstarszych polskich blogów ekonomicznych, regularnie wrzucający zamówione treści antyamerykańskie i anty-UE. A gdy autora danego serwisu nie da się przekupić, internetowe odmiany tituszek publikują różnego rodzaje komentarzy, mających wpłynąć na opinię publiczną.

Dziś przyjrzymy się dokładnie, jak to wygląda na przykładzie komentatora działającej u mnie na blogu pod różnymi nickami – plop, gucio, Alek, arek. Są też inne nicki powiązane z innymi numerami IP. Oto ostatni komentarz – dla rozróżnienia tekst oryginalny kursywą:

Drogi Droxo,
Pan Jacek, który reprezentuję Jerozolimę, mówi bardzo ładnie, gdyż takie dostał zadanie.

Rosjanie od wieków doskonale wiedzą o antysemityzmie Polaków. Umiejętnie go podsycają w celu odwrócenia uwagi od spraw, którymi według Moskwy Polacy nie powinni się interesować. Carat był w tym doskonały. Przesiedlono specjalnie Żydów do Polski i dano im przywileje (samorząd), aby frustrację narodu polskiego przesunąć z Rosjan na Żydów. Sfabrykowano też “Protokoły mędrców Syjonu” – w Wiki jest wszystko doskonale opisane. Zachęcam do zapoznania się zalinkowanym artykułem, to fascynująca historia.

Moskwa nadal funkcjonuje dokładnie w taki sam sposób. Polakom bardzo niewygodnym dla Moskwy zarzuca się bycie Żydem lub sprzyjanie interesom żydowskim, aby wzbudzić nienawiść części Polaków.

Dodatkowo Polacy nienawidzą zdrady i pracy na rzecz obcego państwa – zarzucając patriotom zdradę podrywa się do niej zaufanie społeczne.

(Co ciekawe, w amerykańskim internecie chwyt antysemicki nie działa. Osobom niewygodnym Rosji zarzuca się sprzyjanie Rosji, a z osób skorumpowanym przez Rosję robi się ‘wrogów Rosji’. Czyli ‘obraca się kota ogonem’. Dodatkowo wywleka się rzekomy rasizm i rzekome molestowanie seksualne. W ten sposób poparcie społeczne tracą osoby niebezpieczne dla Rosji, a zyskują rosyjscy agenci.)

Wszystko jest już dogadane, a my mamy posłużyć jako pionek w kolejnej grze.
Słyszałeś o czymś takim jak City, jak nie to warto zgłębić ten temat.

Kolejnym chwytem jest wymyślanie najróżniejszych teorii spiskowych. Na przykład takich, że krajem kieruje jakaś tajemnicza osoba lub organizacja. Ma to na celu wzbudzenie frustracji i poderwanie zaufania ludności – każdy może być agentem, więc nikomu nie wolno ufać. Ludzie mają myśleć, że nasz rząd nie kontroluje sytuacji bo jest pod czyjąś kontrolą. Nic tylko prosić Putina, żeby nam tu wysłał wojsko w celu usunięcia różnych tajnych sił (takich jak agenci City), kontrolujących Polskę.

Pan Miedwiediew jest członkiem Parlamentu, a ich głosem jest Pan Staś zwany Michalkiewiczem ze swoimi mądrościami.

Osobiście nie jestem zwolennikiem p. Michałkiewicza i uważam, że jest groźnym oszołomem. Ale jest on również groźny dla Moskwy. Dlatego przy okazji warto go zdezawuować, choć we wpisie nie padło ani słowo o nim.

Powiem Ci ciekawostkę. Zwróć uwagę na kolory paszportów. Wszystkie kraje kolonialne mają czerwone, zaś poważne granatowe.
Zanim zaczniesz pisać fantastykę o jakiejś wymyślonej strategii, to lepiej jest sobie pograć w Wiedźmina jak się nie zna podstaw geopolityki.

Typowe jest też nieodnoszenie się do meritum wpisu. Cyber-tituszka nie ma czasu na czytanie całego wpisu, nie ma nawet aparatu pojęciowego do jego zrozumienia i merytorycznej odpowiedzi. Kto wie, może nie ma nawet żadnego żywego Tituszki i całą robotę wykonują programy? W każdym razie nie chodzi o odniesienie się do treści wpisu – w całym komentarzu nie ma ani jednego merytorycznego odniesienia. Chodzi o podważanie treści wpisu i mówiąc wprost – robienie Polakom wody z mózgu.

Zarówno Niemcy jak i Rosjanie zrozumieli, że przynajmniej początkowo lepiej używać innych metod niż artyleria. Niemcy poszli w stronę podbojów ekonomicznych. Zamiast najeżdżać Lebensraum czołgami po prostu kolonizują dany obszar ekonomicznie. Nie ma zaganiania ludzi do roboty bagnetami, po prostu im się coś tam płaci i sami idą do roboty, a zyski płyną do Raichu.

A ponieważ Rosjanie nie są w stanie stworzyć gospodarki innej niż rabunkowe wydobywanie surowców, pozostaje im stosowanie natarczywej propagandy. Próbuje się rozbijać śmiertelnie niebezpieczny dla Rosji sojusz Polski z USA (protesty przeciwko wizytom prezydentów i działań zbrojnych Ameryki). Do tego próbuje się rozbijać EU  (Polakom, Brytyjczykom i wszystkim innym nacjom wmawia się, że unia jest dla nich niekorzystna). Przykłady można mnożyć.

Jest potrzeba zaistnienia parasola kontrwywiadowczego nad polskim internetem. Należy poznać metody i cele Moskwy. Trzeba infiltrować agentów werbujących i nadzorujących cyber-tituszki i poznać metody ich opłacania. A potem wystarczy stosować art 190 KK, napisany na tyle ogólnie, że cyber-dywersja się pod niego kwalifikuje.

A Rosji można zrobić takie samo kuku, jakie oni próbują zrobić nam. Niech nasze cyber-tituszki wspierają Союз Комитетов Солдатских Матерей России, bo to obniża walory bojowe Armii Rosyjskiej. Rosjanie mają kompleks Zachodu – trzeba im opowiadać, że będą mieli jak w Германии, tylko muszą wprowadzić demokrację i obalić Putina. Dalej, trzeba osłabiać państwo rosyjskie zachęcając Rosjan do ujawniania korupcji lokalnych władz i bogactwo zgromadzone przez polityków. Warto też wprowadzać chaos gospodarczy, podważając zaufanie do rubla i do inwestowanie w rosyjskie instrumenty finansowe.

Share This Post

Geostrategia Polski

Zachęcam do obejrzenia kapitalnego wykładu. O sytuacji strategicznej Polski mówi dr Jacek Bartosiak.

Interesujące i kluczowe znaczenie ma to, co myślą generałowie w sztabie Rosji. Z moich obserwacji wynika, że oni po prostu dobrze robią swoją robotę. Przygotowują armie do sytuacji, w której będzie potrzebna. Ćwiczą na Ukrainie i w Syrii. Modernizują sprzęt na tyle, na ile pozwalają fundusze. Jeżeli rosyjscy politycy dojdą do wniosku, że trzeba uderzyć na Europę, to mają ku temu odpowiednie narzędzia. Rosjanie starają się przygotowywać do ewentualnej wojny jak inne sprawne państwa, takie jak Szwajcaria, Wlk. Brytania czy Niemcy. Jest znana anegdota: Gdy do śp. Helmuta Karola hr. von Moltkego wpadł nad ranem ordynans z wiadomością: „Wojna z Francją!”, feldmarszałek powiedział: „Plan wojny z Francją – druga szuflada od góry”. Odwrócił się na drugi bok i poszedł spać. I tak działa Rosja.

Podstawowy problem armii rosyjskiej to brak rekruta i jego niskie morale.  Do przeszłości należy słynny pogląd rosyjskich oficerów: “żołnierza nie żałować, baby nowych urodzą”. To widać na poniższej grafice. Co prawda dzietność odbiła się od dna już kilka lat temu, ale nadal nie ma zbyt wielu młodych ludzi, których można brać w walonki. W pokoleniu 15-19 jest wyraźna luka:

W tej sytuacji duży sens geostrategiczny ma przyłączenie do Rosji tych terenów Ukrainy i krajów nadbałtyckich, gdzie dominuje ludność rosyjskojęzyczna. Zasoby ludzkie to w 21 wieku bardzo cenna zdobycz (oczywiście pomijając bezwartościowych czy wręcz szkodliwych ‘uchodźców’). Poniższa mapka tłumaczy zajęcie Krymu oraz możliwy zakres zainteresowania Armii Rosyjskiej:

W wykładzie dra Bartosiaka brakowało mi wytłumaczenia, dlaczego Rosjanie nie odnieśli w Donbasie takiego samego sukcesu jak na Krymie. Inny skład etniczny wszystkiego nie tłumaczy. Z taką przewagą rozstrzygnięcie powinno mieć miejsce w ciągu tygodnia, a tymczasem praktycznie mieliśmy typową wojnę pozycyjną.

Trzeba pamiętać, że Rosja to olbrzymi kraj. Przypomnę, że Rosja graniczy z Norwegią (196 km), Finlandią (1313 km), Estonią (290 km), Łotwą (292 km), Białorusią (959 km), Ukrainą (1576 km), Gruzją (723 km), Azerbejdżanem (284 km), Kazachstanem (6846 km), Chinami (3645 km), Mongolią (3441 km), Koreą Północną (17,5 km) oraz Litwą (227 km) i Polską (210 km). Do Japonii i USA jest z Rosji tylko 4 km przez morze. Dla Polski istnieje w tej chwili jeden groźny wróg – Rosja. Dla Rosji jest mnóstwo miejsc zapalnych na granicach, a armia ma ograniczone zasoby ludzkie, surowcowe i logistyczne.

Porównajmy jak wygląda nasze widzenie świata i jak wygląda świat z perspektywy rosyjskiej (fajna sowiecka mapa):

Rosja jest w dużo gorszej sytuacji niż Polska, jest samotna i otoczona wrogimi krajami. Tak możliwe zagrożenia widzi sztab w Rosji:

W sytuacji dramatycznego wzrostu temperatur na Bliskim Wschodzie, uniemożliwiających bytowanie w takich warunkach, Rosja może obawiać się zalewu migrantów. Podobnie gdy dojdzie do czarnego scenariusza Peak Oil, w którym cena żywności idzie drastycznie w górę wraz z cenami paliw i biedni mieszkańcy Bliskiego Wschodu zaczynają umierać z głodu. Przypomnę, że populacja Rosji to tylko 144 miliony, a populacja mieszkańców Bliskiego Wschodu to 450 milionów (wliczając: Arabię Saudyjską, Bahrajn, Cypr, Egipt, Irak, Iran, Izrael z Palestyną, Jemen, Jordanię, Katar, Kuwejt, Liban, Oman, Syrię, Turcję i Zjednoczone Emiraty Arabskie) i jeszcze 96 milionów w Egipcie. Mogą zadeptać Rosję, wystarczy tylko przejść przez Gruzję i Turcję. Na miejscu rosyjskich przywódców przede wszystkim tam kierowałbym swoją uwagę. Oczywiście dla nas to bardzo optymistyczny scenariusz, dużo lepszy niż forsowanie Morza Śródziemnego przez migrantów.

Ciekawe jest też to, co myślą w sztabie NATO. Pewnie utyskują nad decyzją polityków o rozszerzeniu sojuszu na wschód. NATO nie ma zasobów na obronę swoich nowych członków. I tradycyjnie żołnierze tych krajów nie będą chcieli umierać za Gdańsk, a politycy nie będą chcieli ich tam wysyłać – w końcu pod Gdańskiem nie ma złóż nafty. Generałowie NATO muszą jakoś pić piwo nawarzone przez durnych polityków – muszą jakoś sprawiać wrażenie, że wywiązują się ze swoich zobowiązań sojuszniczych, na przykład trzymając 3500 żołnierzy w Polsce. Przypomnę, że Sowieci mieli w Polsce w 1989 roku 59000 żołnierzy, czyli 17 x więcej, i to miało znaczenie militarne. Przypomnę też, co min. Sikorski mówił przy wódce – nie ma nadziei na wywiązanie się z zobowiązań sojuszniczych przez USA, poza notami dyplomatycznymi i zrzutem ulotek. W/g doktryny Ogarkowa Rosjanie nie będą atakować amerykańskiego kontyngentu, a ten szybko się wycofa.

Polscy przywódcy powinni zaprzestać domagania się zwiększenia obecności wojsk NATO w Polsce. Politycy państw zachodnich nie wyrażą na to zgody, a generałowie NATO uznają to za nadmierne rozciągnięcie sił i stacjonowanie w miejscu, którego i tak nie chce się bronić. Zamiast tego Polacy powinni zaproponować deal taki sam jaki zaproponowali Francuzom w roku 1920 – dajcie nam broń, a my już sobie poradzimy.  I tym razem może pójść nawet lepiej, Niemcy przepuszczą transport przez swoje terytorium. To jest właśnie realpolitik – wiemy, że w razie wojny z Rosją żołnierze ‘sojuszniczy’ zostaną w domach, wiec gramy z takimi kartami jakie mamy. Jedyne co możemy ugrać to sprzęt, który jest nam potrzebny. I to trzeba załatwiać już dziś. Odpuścić nadmierne, nierealne roszczenia wobec NATO, dogadać się i szkolić naszych ludzi na ich sprzęcie.

I tu należy odnieść się do tezy dra Bartosiaka, że pospolite ruszenie jest pozbawionym sensu marnowaniem życia ludzkiego. Przypomnę, że sytuacja w Donbasie temu przeczy. To właśnie ochotnicy uratowali Ukrainę przed całkowitą klęską, ponosząc przy tym ciężkie straty. Obrona terytorialna ma sens, jeżeli jest dobrze wyposażona, przeszkolona i skutecznie współdziała z regularnym wojskiem. O ile wiem, to nasz sztab główny też ma takie zdanie i nie zamierza tworzyć OT jedynie w taki sposób, że przydzieli każdemu chętnemu kałasznikowa i 100 sztuk amunicji.

Skoro NATO nie ma woli ani zasobów by bronić Polski to analogicznie Polska nie ma woli ani zasobów by bronić Bałtów. Tym bardziej, że Litwini w ogromnej większości gorąco nienawidzą Polaków. Skoro tak, to niech się bronią sami.

Unia Polsko-Litewska była strategicznym błędem. Rzeczpospolita wzięła na siebie ciężar obrony Litwy przed Rosją i Szwecją. Dziś wszelkie wchodzenie w unie z Ukrainą czy Bałtami skończyłoby się tak samo. Niech więc sobie mają te państwa tak długo jak się da, a potem niech wiążą możliwie duże siły wroga. Możemy im wysłać pomoc humanitarną.

Dr Bartosiak mało wspomniał o konsekwencjach ekonomicznych wojny z Rosją. A to jest czynnik odstraszający, nawet dla polityków z Rosji. Wojna miałaby katastrofalne skutki dla obu stron. Weźmy taki przesył gazu z Rosji do Europy. Przecięcie rurociągu jamalskiego i nordstreamu (chyba mamy jakąś tam szczątkową zdolność operacyjną na Bałtyku, żeby przeciąć choć jedną rurę?) oznaczałby straty dla Rosji, wyłączenie pewnej ilości przemysłu/energetyki na zachodzie i zimno w domach w Niemczech. A gaz to tylko jeden z setek konsekwencji konfliktu na dużą skalę.

Rosja kopiuje USA w doktrynie wojskowej, tylko robi to tanio. Zamiast wysyłać drogie bombowce, wysyła taniego drona, a bombardowanie robi artyleria. Kluczowe jest odzyskanie przewagi w powietrzu przez NATO i późniejsze zniszczenie artylerii. Trzeba szukać słabych miejsc systemów obrony i tam uderzać.

Armia rosyjska niekoniecznie musi działać jak w czasie pierwszej wojny w Czeczenii, gdzie nieudolni dowódcy po pijaku wysłali czołgi do szturmu Groznego, co skończyło się ich zlikwidowaniem z zwykłych ręcznych RPG. Tak działa system Arena, dający aktywną obronę rosyjskiego czołgu:

Tak jak dr Bartosiak można być umiarkowanym optymistą. Wojnę z Rosją da się wygrać, w końcu w XX wieku trzy razy udało się nam usunąć żołnierzy rosyjskich z naszego terytorium (1915, 1920, 1989).

Wojna jest formą gry strategicznej, tylko że plansza jest dużo większa i stawką jest ludzkie życie. Trzeba, by nasz sztab miał taką samą wysoką jakość pracy jak sztab rosyjski i wtedy damy radę wygrać w tej grze.

Share This Post

Jedni oszczędzają, bo wynieśli to z domu.

ING Bank Śląski wypuścił krótką serię reklam swoich produktów lokacyjnych. Interesująco się to ogląda. To ekranizacja wyobrażeń millenialsów o czasach późnego PRL.

Widzimy jak jeden z dwóch młodych ludzi wspomina ojca. Ciekawe zaczyna się robić szybko, bo już w 12 sekundzie, gdy dowiadujemy się, że ojciec bohatera miał samochód służbowy. Scenarzysta nie miał pojęcia, że za komuny nie było samochodów służbowych, i do głowy mu nie przyszło, by skonsultować to z kimś odpowiednio starym. Owszem, za PRL były samochody zakładowe, którym kierowca zakładowy woził wybrane osoby, ale nie było sytuacji, w której ktoś dostał do dyspozycji samochód i trzymał go w domu pod plandeką.

W 16 sekundzie dowiadujemy się, że dzięki oszczędzaniu ma się środki, które można przeznaczyć na wydatki, które są poza zakresem zwykłych codziennych wydatków. Jak dla mnie jest to pewna sprzeczność. W biednych czasach PRLu albo się oszczędzało na każdym aspekcie życia (jak na przykład powstrzymując się od zakupów kwiatów u badylarza czy szynki w Pewexie) albo nie. Facet wychodzący z kwiaciarni z circa 20 różami nie wygląda na Szafrańskiego oszczędzania. Natomiast w drugim filmie tej serii widać faceta, który nie wydaje dużej sumy na kwiaty i to jego podaje się za przykład człowieka nieoszczędnego. Twórcy filmu, którzy sami nie oszczędzają naprawę pieniędzy, nie rozumieją mechanizmu oszczędzania. Nie wydaje się zaoszczędzonych pieniędzy na wielkie bukiety kwiatów – to jest trwonienie oszczędności sprzeczne z koncepcją oszczędzania.

Aktor grającego młodego chłopaka oraz ten drugorzędny aktor będący twarzą banku kwitują wspomnienia: “Jedni oszczędzają, bo wynieśli to z domu. Inni, bo tak wybrali.” A ja podsumowałbym to inaczej: “Jedni oszczędzają, bo wynieśli to z domu. Inni, bo tak wybrali. Tak czy inaczej oszczędzający w fiacie są frajerami, bo kasy której oni nie spożytkują, spożytkuje a za nich rząd“. Tak to się kręci. Posiadacze oszczędności ponoszą straty wynikające ze spadku wartości siły nabywczej ich kapitału. To się nazywa podatkiem inflacyjnym. Beneficjentem tego podatku jest rząd, który drukuje pieniądze, co prowadzi do spadku ich wartości. System pieniądza papierowego (fiat) jest legalnym rządowym sposobem okradania obywateli z ich oszczędności.

Właśnie lata późnego PRLu były idealnym momentem, by odzwyczaić się od oszczędzania. Wtedy ludzie mieli okazję rozumieć czym jest system papierowej waluty. No chyba, że ktoś był przestępcą i oszczędzał w złocie lub walutach. Tak, tak, wtedy chronienie własnych oszczędności było przestępstwem… A kto oszczędzał w złotówkach, ten stracił całe oszczędności przy okazji hiperinflacji.

Tak więc aktorzy powinni byli powiedzieć coś w stylu: “Mój ojciec oszczędzał w złocie, dzięki czemu nie jest na starość dziadem, jak jego koledzy oszczędzający w złotówkach. Ja też oszczędzam w złocie”. Albo “Mój ojciec oszczędzał i inflacja zżarła całe jego oszczędności. Wyniosłem z tego nauczkę, że nie oszczędzam w złotówkach, bo to jest waluta wysokiego ryzyka i jutro może być bez wartości”.

Oczywiście mogliby tak powiedzieć przy założeniu, że chcieliby nam coś cennego przekazać, a nie ogłupić w ramach bankowego oszustwa. Trudno nazwać inaczej tą reklamę niż próbą oszukania potencjalnych klientów. Bo to co ING Bank Śląski oferuje klientom niewiele się różni od rozmaitych niekorzystnych ofert banków z czasów PRL, wszelkich książeczek oszczędnościowych, które przyniosły ludziom ruinę finansową. Oto przez początkowe 4 miesiące klient otrzymuje od ING BŚ odsetki w wysokości 2% (w skali roku, po opodatkowaniu) bo po okresie promocji otrzymywać 0,56% (w skali roku, po opodatkowaniu). 0,56% !!! W sytuacji, gdy sam GUS przyznaje, że inflacja wynosi 2,2%, a ja do GUSu dziś mam takie same zaufanie jak do GUSu za Jaruzelskiego, i czuje w kościach, że tej inflacji mamy z 5-7%. No chyba, że ktoś kupuje dużo lokomotyw i szyn stalowych, może spadek cen tych produktów kompensuje mu wzrost cen żywności.

Tak więc konto “oszczędnościowe” to tak naprawdę konto “straceniowe”. Ma się stuprocentową gwarancję, że po roku będzie można kupić mniej za swoje oszczędności niż gdyby kupić dżem i mielonkę już dziś i trzymać je w piwnicy. Można to konto nazwać też “wysoce zyskownym”, ale dla właścicieli ING BŚ, którzy pieniądze zebrane z rynku za 0,7% pożyczają na 7 czy 9%.

Share This Post

Rejestr przestępców seksualnych

Ruszył wspomniany rejestr. Okazało się, że nie ma na nim ani jednego księdza. Oni są czyści jak łza. Albo, żeby nie popełnić głupstwa, przed wrzuceniem w net danych przestępcy sprawdza się, czy na fotce gościu nie ma koloratki.

Brak świętych mężów w tym zbiorze danych nasuwa następujące pytanie: czy prawdą jest to, co mówią prości ludzie, że “Żyd rządzi Polską”, czy może fakty raczej przemawiają za stwierdzeniem, że “Episkopat posiada na własność pół Polski, ale rządzi całym krajem”? Kiedyś podobno Żydzi mówili “Wasze ulice, nasze kamienice”. Wobec tego ogłaszam konkurs, co dziś powinien mówić kler? Moja propozycja to “wasze ulice, ale nasze setki tysięcy hektarów gruntów, dziesiątki tysięcy nieruchomości, wszystkie rządy na posyłki, dowolne ustawy przepchnięte w Sejmie, całkowita bezkarność przed sądami i możliwość dowolnego korzystania z zasobów ludzkich, szczególnie dzieci i staruszek. I nie będziemy w żadnych rejestrach zboczeńców!”.

Konkurs trwa tydzień, nagrodą jest uncja srebra z naszym logo. Dzielcie się w komentarzach.

Share This Post

Co tam słychać w Chicago

Dobry filmik szczegółowo opisujący sytuację w Chicago:

Dane są wstrząsające. Przy rocznych przychodach w wysokości 3,5 miliarda dług miasta wynosi 33 miliardy. Kwoty jakich brakuje w funduszach emerytalnych dla pracowników budżetówki to 120 miliardy. Podatki i ilość regulacji dają miejsce w czołówce USA, jakość oferowanych usług jest w ogonie kraju.

Rośnie nam kolejny wrzód w stylu Detroit. Te same mechanizmy. Coraz więcej kolorowych, coraz mniej białych. Kolorowi z racji słabego aparatu poznawczego dają się zmanipulować i głosują na populistów. Ci stopniowo dopuszczają do coraz większego zrujnowania danego obszaru. Amerykańskie miasto stopniowo zamienia się w afrykański zbankrutowany slums.

Share This Post