Monthly Archives: December 2017

Wysiękowe zapalenie ucha środkowego

Co do zasady jestem stanowczym przeciwnikiem wszelkich altmedów czy stop-nopów. W większości kręcą się tam ludzie, którzy nie mają wyrobionego aparatu poznawczego i nie są w stanie zweryfikować prezentowanych im informacji, czyli zwyczajnie odróżnić prawdę od kłamstwa. Są ludzie nauczeni myślenia magicznego i nie nauczeni myślenia naukowego. Jest też dużo desperatów, którym nie jest w stanie pomóc medycyna. Na tym wszystkim, jak muchy na końskim nawozie, żerują cyniczni oszuści oraz ludzie chorzy psychicznie “widzący kolory i przekazujący energię”.

Mamy 21 wiek, a wciąż niestety jest wiele przypadków, w których medycyna rozczarowuje. Wiele chorób ma “niejasną etiologie”, czyli nie wiadomo skąd się biorą, jak choćby schizofrenia.  Artykuł z wiki może być przykładem jak napisać bełkotliwy materiał, który może wytłumaczyć wszystkie empiryczne obserwacje. Oto dowiadujemy się, że “czynniki genetyczne w połączeniu ze środowiskowymi są ważnymi czynnikami etiologicznymi schizofrenii”. Ale jakie konkretnie czynniki genetyczne i jakie czynniki środowiskowe? Można napisać, że “przyczyną większości zgonów są czynniki genetyczne w połączeniu ze środowiskowymi” i mielibyśmy całkowitą rację. To czynniki genetyczne sprawiają, że nie żyjemy 200 lat jak żółwie, a prawie każdy Polak umiera wcześniej ze względu na smog w powietrzu i zanieczyszczenie jedzenia i wody. Prawda jest taka, że współczesna medycyna nie ma wiele większego pojęcia o schizofrenii niż 100 lat temu.

Przykłady można mnożyć.

Pamiętacie Barrego Marshalla? Postawił tezę, że choroba wrzodowa jest spowodowana infekcją bakteryjną, był wyśmiewany, bo przecież w tak kwaśnym środowisku bakterie nie mogą żyć. Nie-mo-żli-we. W końcu sam siebie specjalnie zakaził Helicobacter pylori i udowodnił swoją rację.

A Augusto i Michaela Odone? Ich dziecku zdiagnozowano chorobę generyczną o nazwie adrenoleukodystrofia. Lekarze upierali się, że na tą chorobę nie ma lekarstwa. Tymczasem okazało się, że rodzice stworzyli preparat ratujący życie, znacząco je przedłużający. Dziś Olej Lorenza to uznany lek.

Tu jest fenomenalny wpis o problemach z łękotkami. Autor musiał sam odkryć przyczynę swoich problemów, ponieważ nie był w stanie uzyskać takiej informacji u żadnego z lekarzy. Facet spoza branży medycznej musiał sam stać się medykiem, żeby zrozumieć co się dzieje z jego kolanami.

Okazało się, że sam znalazłem się w takiej sytuacji. Nabawiłem się bowiem dość rzadkiej w moim wieku choroby o nazwie wysiękowe zapalenie ucha środkowego. W uchu środkowym, za błoną bębenkową, zebrał się płyn, który z powodu dużej lepkości (potocznie: kleistości) nie mógł się wydostać przez trąbkę Eustachiusza do gardła. Zabawne są objawy – przy poruszaniu głową na boki ma się wrażenie, że w uchu jest woda. I jest – tylko, że w środku.

Leczenie polega na podaniu całego koktajlu leków. Podaje się środki zmniejszające obrzęk błony śluzowej, leki wykrztuśne, mukolityczne (dla obniżenia produkcji śluzu) oraz przeciwhistaminowe. Gdy to nie pomaga to kolejnym krokiem jest interwencja chirurgiczna. Robi się otwór w błonie bębenkowej, w który zakłada się dren. Nie jest to ani miłe, ani tanie, ani obojętne dla zdrowia. A nieleczona choroba prowadzi do uszkodzenia ucha i problemów ze słuchem.

Zacząłem myśleć jakie są możliwe metody rozwiązania problemu. Wyobraziłem sobie ucho wewnętrzne wypełnione gazem i cieczą. Zdałem sobie sprawę, że gaz ma tą cechę, że rozszerza się wraz ze spadkiem ciśnienia (a ciecz nie). Gdy gaz w uchu zmienia objętość to ciśnienie wyrównuje się przez trąbkę Eustachiusza, która właśnie po to jest. Taka sytuacja ma miejsce w windzie, w samolocie, w czasie zmiany pogody, w komorze hiperbarycznej, etc.

Wyobraziłem sobie taką sytuację, że znajduję się w środowisku o spadającym ciśnieniu, na przykład w samolocie. Pęcherzyk powietrza zwiększy swoją objętość i wypchnie znajdujący się pod nim płyn przez trąbkę Eustachiusza. Można powiedzieć, że ciśnienie pokona lepkość cieczy. Działa to trochę jak syfon do wody sodowej, w którym też gaz wypycha ciecz.

Po tygodniu słuchania przelewającej się “wody” wsiadłem do samolotu by empirycznie przetestować przyjęte założenia. Przechyliłem głowę do takiej pozycji, w jakiej wyobrażałem sobie, że ujście do trąbki Eustachiusza będzie w najniższym miejscu, aby cała ciecz została wypchnięta. I gdy samolot osiągnął wysokość przelotową i ciśnienie osiągnęło wartość odpowiadającą wysokość 2500 mnp – okazało się, że ciecz została usunięta z ucha.

Tak oto w prosty sposób udało mi się uniknąć spożycia ze stu tabletek lub/i robienia dziury w błonie bębenkowej, nie mówiąc o wydaniu okrągłej sumki. Szkoda, że żaden lekarz mi tego nie podpowiedział i nie znalazłem w necie tego rozwiązania. I zacząłem się zastanawiać, ile jeszcze chorób da się wyleczyć w tak prosty sposób, nieznany szerokiej publice.

Share This Post

Parowanie giełdy

Podczas krachów giełdowych media i prości ludzie lubią emocjonować się wyliczaniem, jaki to ogromna kwota “wyparowała”. Z okazji mocnego zjazdu bitcoina i dużego ryzyka zjazdów na rynkach akcji warto się pochylić na tym zagadnieniem.

Jak nazwać proces odwrotny do owego “wyparowywania pieniędzy”? Znajomość terminów fizycznych podsuwa pierwsze skojarzenie: “skraplanie pieniędzy”. Wspomniane media i prości ludzie raczej użyją terminu “mnożenie pieniędzy”. Oba te terminy są błędne.

Do lamusa historii przeszły inwestycje polegające na zakupie akcji w celu osiągania udziału w dywidendzie. Współcześnie wszystkie rynki (giełdy) mają przeznaczenie spekulacyjne, założenie jest następujące: tanio kupić by drożej sprzedać. Obowiązuje strategia “większego głupka”. Jakiś cwaniak sprzedał nam dany walor za 100, naszym celem jest moment, gdy cena wzrośnie do 200, wtedy sprzedajemy ten walor jakiemuś głupkowi. My byliśmy głupkami kupując za 100 coś, co kiedyś kosztowało 50, a teraz szukamy jeszcze większego głupka. Być może się zdarzyć, że jesteśmy największym głupkiem w całej okolicy, i gdy tylko dokonamy zakupu, cena spada do 50.

Większość ludzi przegrywa pieniądze na giełdach i forexach, ponieważ ma do czynienia z większymi cwaniakami niż oni. Ci cwaniacy mają do dyspozycji lepszy dostęp do informacji i lepsze jej przetwarzanie. Dlatego każdy drobny inwestor jest w 9 przypadkach na 10 “frajerem”, niczym innym niż dostarczycielem kapitału. A głupota to między innymi nadmierna wiara w swoje siły.

Wyobraźmy sobie uproszczoną giełdę, na której mają miejsce tylko trzy zdarzenia:

  1. Osoba A sprzedaje osobie B akcję za 50. Spółka zmienia nazwę z “Wysypisko Śmieci” na “Blockchain Ventures” i cena rośnie do 100.
  2. Osoba B sprzedaje osobie C ten sam walor za 100. Okazuje się, że technologia blockchain ma małe zastosowanie w biznesie składowania śmieci i cena spada z powrotem do 50.
  3. Osoba C sprzedaje osobie D akcję za 50.

To “wyparowanie pieniędzy” jest dostrzegane jako mające miejsce w punkcie 2. Ale pojęcie to opisuje tylko połowę równania, ponieważ “wyparowanie pieniędzy” jest elementem transferu kapitału od chciwego głupka do sprytnego cwaniaka. Gdy media informują o mającym właśnie krachu na danym rynku, w wyniku czegoś ileś tam miliardów rzekomo “wyparowało”, to oznacza to, że już wcześniej dokonał się transfer bogactwa, a przy okazji spadku cen głupki (i media) zdały sobie z tego sprawę.

Trzeba też pamiętać, że w tej grze zawsze wygrywa operator danego rynku (np. dom maklerski), pobierający prowizję od transakcji, oraz Fiskus, pobierający podatek od zysku osoby B.

Przy okazji Świąt nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć czytelnikom, by nie dali się odcedzić z pieniędzy, a wręcz przeciwnie.

Share This Post

Wałęsa vs Kaczyński

W czasach prezydentury Wałęsy pojawił się pomysł, żeby rozdać każdemu po 100 000 000 PLZ. (To na dzisiejsze pieniądze 10 000 PLN, po kolejnej wymianie za kilkanaście lat będzie to 1 ‘nowy’ złoty.) Ktoś mądrzejszy od Wałęsy wyjaśnił mu, że bogactwo nie bierze się z drukowania pieniędzy, bo dodruk i rozdawnictwo prowadzi wyłącznie do inflacji. Na otarcie łez wprowadzono Program Powszechnej Prywatyzacji, która dała obywatelom po stówce, a tłustym kotom obfite koryto, która wystarczyło im na kilka lat, aż do czasów skoku na naszą kasę w postaci słynnego przekrętu z OFE.

Co ciekawe, wiedzę, którą był w stanie przyswoić sobie prosty elektryk Wałęsa, nie jest w stanie przyswoić sobie Kaczyński, posiadający stopień doktora. I tak wprowadzono program 500+, który obecny reżim reklamuje jako ogromny sukces. Nie wiadomo, czy udało się zatrzymać katastrofę demograficzną, wiadomo za to, że kupiono w tej sposób miliony głosów ludzi i być może dzięki temu kato-socjaliści wygrają kolejne wybory.

Dodatkowo mamy potężny wzrost inflacji. Tak jak wspomniałem, dobrobyt nie bierze się z rzucenia do obiegu dużej ilości gotówki, ale z tego, że gospodarka coraz więcej produkuje towarów i usług. Gorzka prawda, której nienawidzą Polacy: bogactwo nie bierze się z konsumpcji pieniędzy odebranych innym – bogactwo bierze się z tego, że ciężko się pracuje i nie są obierane owoce pracy osobie, która je wypracowała.

Wygląda na to, że Polacy to naród gapowiczy – wiele osób chce się przejechać za darmo na czyimś garbie. Nie do wiary, mamy 21 wiek, niedawno mieliśmy pół wieku socrealizmu, a ludziom nadal trzeba takie proste rzeczy tłumaczyć. Ludzie nadal chcą socjalizmu, rozdawnictwa i regulacji, nadal nie chcą wolności, niskich podatków i pracowania na swój własny dobrobyt.

I dlatego mam pewność, że będzie jak zawsze, bo zawsze w końcu lud wynosi do władzy takich obiecywaczy i rozdawaczy, że suweren pewnego dnia budzi się w jakiejś odmianie Wenezueli.

Share This Post

Wieści z amerykańskiego rynku nieruchomości

Uważnie śledzę rynek nieruchomości w USA w poszukiwaniu oznak kolejnej bańki spekulacyjnej. Dużo elementów temu sprzyja, jak choćby krótka pamięć obywateli, którzy powoli zaczynają zapominać o krachu roku 2007, a może jeden na 10 000 wie jakiś dawnych bańkach, jak choćby o tej z lat 192x na Florydzie. Do tego są inne sprzyjające czynniki – niskie stopy procentowe i kredyty o stałym oprocentowaniu, dające możliwości ogromnego zlewarowania.

Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że taka bańka już rośnie. Ceny nominalne powoli zaczynają się zbliżać do poziomów ze szczytu bańki. Trzeba jednak pamiętać, że te ceny wyrażone są w łże-dolarze, czyli walucie szybko tracącej siłę nabywczą. Wiedząc, że w 1967 nowy dom w USA kosztował (mediana) $23 000, a w 2017 $320 000 można mieć mylne wrażenie, że mamy jakąś obłędną bańkę. Ale to po prostu cecha waluty papierowej, nie sposób w niej oszczędzać ani wyrażać cen w dłuższym przeciągu czasu.

Poniżej mamy wykres zmiany cen nieruchomości w USA od roku 2000.

Widać bańkę, jej sflaczenie i ponowne pęcznienie, ale jak widać jest to tylko wzrost nominalny i inflacja kompensuje sporą część wzrostu cen. Dodatkowo pamiętać trzeba, że jest to oficjalna stopa inflacji, sporo zaniżona przez rząd, który ją szacuje i któremu zależy, aby była niedoszacowana.

Prawdziwy obraz sytuacji mamy wyrażając ceny domów w złocie, czyli pieniądzu niewrażliwym na rządowe czary, masowanie statów i inne mumbo-jumbo.

Widać wyraźnie, że realne ceny są niskie. Ostatnio tak tanio było w czasach przewlekłej recesji czasów Reagana lat 198x. Dla osób mieszkających w USA i posiadających tam zdolność kredytową, wzięcie kredytu ze stałym oprocentowaniem jest dobrym pomysłem. Szczególnie teraz, gdy będą rosnąć stopy procentowe, a wraz z nimi oprocentowania kredytów.

Share This Post

Krótka historia ekonomii – recenzja

W moje ręce wpadła książka, której autorem jest Niall Kishtainy. Jak sam tytuł wskazuje, książka miała być przeglądem koncepcji ekonomicznych w dziejach świata. To mogłoby być ciekawe.

Stałem się bardzo podejrzliwy już na stronie 10, gdzie autor stawia tezę “różnica dochodów między bogatymi i biednymi jest po prostu niesprawiedliwa”. Otóż stoję na stanowisku dokładnie przeciwnym. Uważam, że sprawiedliwość polega dokładnie na tym, że ludzie mają różne dochody. Ci mniej pracowici są biedniejsi od tych bardziej zaradnych i wykształconych. Niesprawiedliwe jest tylko to, gdy ludzie nie mogą się rozwijać (bo są zawody zamknięte) i pracować (bo jest drakońskie prawo podatkowe). Bez różnic w dochodach nie miałoby sensu wykonywać żadnej pracy, nie byłoby sensu się wysilać. Nawet Sowieci zdali sobie sprawę z tego bardzo szybko po rewolucji i zróżnicowali dochody pracownikom.

We wspomnianej książce jest wyraźny dryf w lewo. Dużo pisze się o wszelkiej maści lewakach, przewijających się w historii świata, mało mówi się o wolności, krótko wspomina się o Szkole Austriackiej. To chyba jest ostatnio bardzo modne, interesować się czyrakami Marksa i deklarować nienawiść do burżujów oraz kamieniczników.

Z tego co dowiedziałem się o autorze wynika, że interesują go powiązania teorii ekonomii z realnymi wydarzeniami, na przykład krachem roku 2007. I w jego książce można zobaczyć jak słabo radzi sobie z opisywaniem świata – dotyka tylko kwestii stricte ekonomicznych. Zresztą historycy mają taki sam problem, nie potrafią dostrzec aspektów poza dane wydarzenia polityczne.

Aby zrozumieć przeszłe wydarzenia i przewidzieć przyszłość trzeba poruszać się po wszystkich dziedzinach nauk społecznych i nie tylko. Podstawą jest zawsze zasób energetyczny danej społeczności, wynikające z tego zasoby surowcowe, żywnościowe i produkcyjne. Tymi zasobami zarządzają ekonomiści, co również ma wpływ na politykę. Politycy piszą historię. No i jest jeszcze aspekt niezwykle często pomijany, czyli filozofia rozumiana jako szereg wierzeń i wartości wyznawanych przez daną społeczność w danym czasie.

Bez takiej wiedzy nie da się dobrze napisać historii czegokolwiek, czy ma to być książka o rewolucjach we Francji, czy o powstaniu liberalizmu w Anglii, czy też przekrojowo o całej historii ekonomii.

Share This Post

Kaczonomika – post scriptum

W poprzednim poście napisałem, że postępu nie da się zrobić opierając się na dawnych technologiach. Podałem przykład zaprzęgu konnego, którego nie da się znacząco polepszyć dodając kolejne pary koni.

Niestety, jak zwykle, zadziałał paradoks Słomskiego, który mówi, że niezależnie jak starannie będzie się wykładać tezy, to i tak dużo ludzi nie skuma. W ten sposób posypały się dziesiątki komentarzy o tym, że elektrownie atomowe są złe.

Nie ma technologii, która byłaby całkowicie neutralna dla środowiska. To wynika z prostego prawa fizyki, które mówi, że entropia układu może tylko rosnąć. Produkcja czegokolwiek powoduje, że pojawiają się odpady i szkodliwy wpływ na otoczenie. Nawet “ekologiczne” wiatraki wymagają mnóstwa surowców i lubią mielić ptaki. Na pewno prąd ze współczesnych atomówek byłby lepszy do ogrzewania polskich domów niż spalanie “wungla i śmieciów”. Setki tysięcy przedwczesnych chorób rocznie mniej.

A teraz coś ważniejszego. Otóż chodzi o to, że musimy tworzyć przełomowe technologie. To nie my kupujmy licencje na ikarusy, tylko niech od nas kupują licencje na rzeczy, które nie mają jeszcze nazwy. Nie energia z uranu, tylko energia z toru jest przyszłością. Jesteśmy na wyciągnięcie ręki od technologii, która może być przełomem w produkcji energii.

Niestety, w kraju rządzonym przez januszy, gdzie mamy taki a nie inny stosunek powołań kapłańskich do absolwentów politechniki, można liczyć wyłącznie na cud. A ponieważ ja mało wierzę w cuda, to moim zdaniem nic się nie zmieni, w Polsce był, jest i będzie syf i marazm.

Share This Post

Kaczonomika

W Stanach tworzy się nazwy dla pomysłów kolejnych ekip na gospodarkę zlepiając nazwisko aktualnego prezydenta z ‘nomics’, na przykład ‘reaganomics‘.

W Polsce wycinek ogólnej filozofii Kaczyzmu dotyczącej gospodarki można nazwać Kaczonomika. To taka gierkonomia na sterydach, widać wyraźne podobieństwa:

  • Propaganda sukcesu, ciągle musimy doganiać inne gospodarki świata i podobno już jesteśmy całkiem blisko.
  • Mała stabilizacja i socjalizm – wtedy w postaci małego fiata i wolnych sobót, dziś w postaci 10latka z niemieckiego szrotu i 500+.
  • Powrót do gospodarki centralnie planowanej w postaci tzw. repolonizacji.
  • Zadłużanie kraju, które wtedy rosło dynamicznie, rośnie i dziś.
  • Opieranie się na przestarzałym modelu gospodarczym – wtedy na hutach i kopalniach, dziś na tamach, kopalniach i nadal węglu.

Kaczonomika tworzona jest przez januszy 50+. Za Gierka były ich ‘złote czasy’, wtedy janusze mogli wypić dużo wódki i nie mieli jeszcze problemów z erekcją. Nic dziwnego, że chcą powrotu tamtych czasów. Im bardziej prosty człowiek, tym bardziej kieruje się instynktem i sentymentem, który zastępuje mu inteligencję i kreatywność.

Niestety, kraju nie da się rozwijać i modernizować starymi metodami. Nie da się budować autostrad z bruku, nie da się budować szybkiego transportu dodając kolejnych par koni do zaprzęgu.

Szczególnie bulwersujący jest ostatni punkt gierkonomii/kaczonomiki. Górnictwo węgla jest rakiem na polskiej gospodarce, stanowiącym totalnie wadliwe alokowanie zasobów kapitałowych i ludzkich. Gospodarka, które nadal rozwija się wbrew obecnemu reżimowi potrzebuje kapitału i ludzi. Budując energetykę jądrową zyskujemy tanią energię dla kraju i ludzi, którzy mogą produktywnie pracować tam, gdzie są potrzebni. Kompletną głupotą jest Narodowe Lotnisko Międzynarodowe. W świecie kończącej się ropy potrzebujemy szybkiej komunikacji kolejowej.

Niestety, skończy się to jak za Gierka. Będzie ostre spotkanie ze ścianą, problem ze sfinansowaniem obsługi długu, całą resztę już znamy.

Share This Post