Monthly Archives: September 2017

Incredibles Kulczyka

Zakończył się pierwszy sezon polowania na dobre pomysły biznesowe. To właśnie jest największy problem ludzi z dużą kasą, szczególnie wśród drugiego i trzeciego pokolenia oligarchów – oderwanie od realiów, oderwanie od normalnego życia i wynikający z tych rzeczy brak nowych pomysłów, brak znajomości potrzeb społecznych. Organizowanie takich konkursów to wyraz rozpaczy.

Podstawowy problem z inwestowaniem w nowe pomysły w Polsce jest brak rynku. Wszystko ma swój rynek. Na Arktyce jest mały rynek pracy – mało kto szuka tam pracy, jest też mało pracowników – duży rynek pracy jest w New Delhi. Praga Południe to mały rynek na karatowe brylanty – mało kto sprzedaje i kupuje tam brylanty – dużym rynkiem jest Antwerpia. Identycznie jest z rynkiem startupów – mało kto oferuje świeże pomysły w Polsce – takie pomysły są oferowane i wdrażane w Krzemowej Dolinie.

Istnieje danego rynku jest uwarunkowane mnóstwem różnych czynników, poza istnieniem zwykłej tradycji. Na przykład w Antwerpii są bardzo korzystne przepisy dotyczące VATu na brylanty. Można je importować spoza UE i sprzedawać na rynku unijnym z zerową stawką VAT. Importując diamenty do Polski trzeba od razu zapłacić 23% VAT i sprzedając kamienie dalej wewnątrz UE trzeba użerać się z kontrolami skarbowymi by odzyskać VAT. Import kamieni surowych jest związany z procedurą Kimberly, co jest w Polsce szalenie skomplikowane i nierealne do przejścia, a jest banalnie proste i załatwiane od ręki w Belgii. W Antwerpii wysyłka brylantów na cały świat jest prosta, tania i ubezpieczona – w Polsce wszyscy przewoźnicy wyłączają z przewozu przedmioty cenne typu biżuteria. Przykłady można długo kontynuować.

Podobnie jest ze startupami. Wiele pomysłów wdrażanych w Kalifornii jest zwyczajnie nielegalnych w Europie. Na przykład realizowany projekt może naruszać polskie regulacje ochrony danych osobowych, albo pracownicy mogą zostawać dłużej w pracy niż legalne we Francji 35 godzin/tydzień, albo być wynagradzanych tylko akcjami, co jest nielegalne w Niemczech. Inny przykład to uciążliwe kontrole skarbowe już na etapie zakładania firmy. Wynajmując biuro wirtualne w Polsce trzeba liczyć się z wizytą dwóch smutnych panów, którzy stwierdzą, że firma nie istnieje i w związku z tym zostanie wykreślona z rejestru VATowców. Tak się “wspiera” przedsiębiorczość w Polsce. Business development w USA to przyjemność, w Polsce to męka, użeranie się z biurwami i notoryczne bycie branym za oszusta podatkowego.

Aby to zrozumieć, zastanówmy się jakie serwisy internetowe odniosły sukces w Polsce. Co do jednego były to klony serwisów amerykańskich. Allegro – ebay, wykop – reddit, olx – craigslist, przykładów można podawać setki. I nie działa to w drugą stronę – ani jeden polski serwis nie przyjął się w USA. Kreatywność w Polsce i kapitał gotowy do sfinansowania tych idei są za małe.

Ale wracając do prób Kulczyka zamiany pustyni w las deszczowy / zamiany polskiego rżyska w San Francisco. Już pierwsze zdanie z linkowanego na wstępie artykułu spowodowało ból zajadów, wywołany szerokim uśmiechem. Kulczyk chce zainwestować “nawet” pół miliona dolarów… Pół miliona dolarów to kosztuje dom pod Warszawą… Gentleman obracający się w sferach zbliżonych do Kulczyka wydaje pół miliona USD rocznie na ubrania, wakacje i jedzenie poza domem. 

Zaprezentowano 426 pomysłów i przedstawieni finaliści nasuwają myśl, że dla jurorów było to rzeźbienie w g****ie… Cóż bowiem mamy za finalistów? Hotailor – serwis rezerwacyjny, których w necie są już dziesiątki. Radio Net Media Ltd – budzący wątpliwości prawne (podmiana czyiś reklam swoimi) oraz sensownością (kto chce słuchać reklam, gdy są media wolne od bzdur). User Engage i Tidio – są już serwisy tego typu i nic nie wskazuje by orły Kulczyka miały jakąś przełomową technologię. Generalnie ma się wrażenie, że cały ten konkurs wygrały pomysły na magiel i pomysł na pralnie chemiczną.

Już spieszę z pomocą Kulczykowi, co zrobić, by nie marnować czasu i nerwów na tego typu konkursy. Otóż dużo lepszym wyjściem byłoby zaangażowanie kapitałowe w Dolinie Krzemowej, czyli wejście na duży rynek, oczywiście z poważnym kapitałem. Inną opcją jest wejście w istniejące polskie spółki, które już dały radę powstać i wytworzyć unikalną technologię, na przykład LiveChat, CallPage czy choćby Inpay. No i nie słuchać przydupasów, którzy podrzucają pomysły na organizowanie takich konkursów.

Jeszcze lepszym pomysłem jest przeniesienie polskiego biznesu do USA (wreszcie!). W Stanach brakuje brokerów typu Apaczka czy Furgonetka. Nie ma też Paczkomatów. To mógłby być nasz sukces na skalę Skypa.

Share This Post

Emerytura obywatelska

Od wielu lat prognozuję, że z każdym rokiem będzie coraz trudniej ze znalezieniem pieniędzy na wypłaty emerytur i rząd będzie musiał podejmować nadzwyczajne kroki. Rabunek OFE to tylko mały kroczek. A obniżenie wieku emerytalnego przyspieszy konieczność podejmowanie drastycznych kroków przez następne rządy.

Ojca można oszukać, matkę można oszukać, ale matematyki i demografii się nie oszuka. W ZUS mamy rocznie dziurę na jakieś 70 czy 80 miliardów złotych. Tyle środków musi być przekazywanych z budżetu państwa (czytaj: kieszeni podatników) rocznie do kasy ZUS. Przypomnę, że dochody budżetowe z PIT to jakieś 50 miliardów, a koszt budowy bloku energetycznego elektrowni atomowej to jakieś 25 miliardów. Wraz ze zwiększaniem się odsetka emerytów w społeczeństwie dziura będzie gwałtownie rosnąć – ilość płatników będzie spadać, ilość świadczeniobiorców będzie rosnąć.

Obecnie mamy szczyt hossy w gospodarce, wszyscy którzy chcą pracować mają pracę. Ale kapitalizm cechuje się cyklicznością i zbliżamy się do okresu spowolnienia gospodarczego, powróci bezrobocie i spadną składki do ZUS. To pogłębi problem.

PiS oczywiście zdaje sobie sprawę z zagrożenia finansów publicznych. Jest tam kilka osób, które potrafią liczyć. A ponieważ oni oczekują, że nie oddadzą już nigdy władzy (dzięki poparciu z ambon i wydatkom socjalnym), to szykują się do zażegnania problemu. I tu zgadzam się z ludźmi PiSu – jedynym wyjściem jest emerytura obywatelska.

Kwota jaka pada przy tej okazji oscyluje wokół 1000 zł brutto, co odpowiada dzisiejszej minimalnej emeryturze. Przypomnę, że obecnie średnia emerytura wypłacana przez ZUS to 2150 zł brutto. Czyli mówimy tu o obcięciu świadczeń o połowę. Oczywiście nie będzie łatwo sprzedać taki news przyszłym emerytom. Zrobi się to w taki sposób, że w sposób symboliczny obniży się składki emerytalne. Dostaniesz więcej o 100 zł miesięcznie (część składki na ZUS przejdzie do wypłaty), ale emerytura będzie mniejsza o połowę. I ludzie to łykną jako super deal.

Ale to nie koniec. Otrzymanie emerytury będzie obłożone dodatkowymi wymogami. Na przykład brak jakiegokolwiek majątku. Masz konto bankowe lub maklerskie – najpierw zużyj własny kapitał, a potem przyjdź po emeryturę. Jeżeli ktoś będzie miał dwa mieszkania, to emerytury nie dostanie, bo może się utrzymywać z czynszu. Być może emerytury nie dostaną nawet posiadacze jednego mieszkania, w końcu zawsze można je oddać w odwróconą hipotekę i z tego się utrzymywać. I oczywiście fakt ewentualnego posiadania majątku może być kontrolowany nawet 10 lat przed przejściem na emeryturę.

Ludzie w średnim wieku teoretycznie wiedzą, że emerytur dla ich pokolenia nie będzie. To jednak tylko wiedza teoretyczna, osłabiona wiarą, że jakoś to będzie. Otóż właśnie zaczyna się krystalizować sytuacja, że jednak nie będzie. I nie liczyłbym na to, że uda się oszukać system poprzez posiadanie pasywnego dochodu z nieruchomości.

Share This Post

Drożejący funt

Każdy bank centralny działający w reżimie waluty papierowej musi pogodzić ze sobą dwa sprzeczne interesy – z jednej strony utrzymywać niskie stopy procentowe, by tanie kredyty napędzały wzrost gospodarczy, ale jednocześnie na tyle wysokie, by kapitał nie uciekał z danego kraju, czyli by lokalna waluta nie taniała, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu cen wszystkich importowanych dóbr.

Bank Anglii znalazł się w parszywym położeniu. Brexit spowodował wyprzedaż funta przez inwestorów i spadek jego siły nabywczej w odniesieniu do innych walut. To spowodowało gwałtowny wzrost wszystkich produktów w sklepach, a to jest bardzo źle przyjmowane przez wyborców. Wobec tego BA postanowił poświęcić wzrost gospodarczy zapowiadając podnoszenie stóp procentowych.

W ten sposób kończy się dotychczasowa propaganda rządu UK: “nic się nie dzieje z cenami”, “wzrost cen to wina Tesco oraz jego europejskich dostawców” oraz “to nawet dobrze, że funt spada na ryj, to nam stymuluje eksport i naszą produkcję”.

I tak oto BA znalazł się w “elitarnym” gronie takich państw jak Rosja czy Ukraina, które musiały gwałtownie i znacząco podnosić stopy procentowe by ratować swoje waluty przed całkowitym zeszmaceniem.

Drożyzna, zeszmacone oszczędności, znalezienie się poza strefą wspólnego rynku, nałożenie ceł i vat na towary wysyłane na kontynent, ucieczka firm z UK, wzrost bezrobocia i ogólna marginalizacja UK – to tylko część ceny, jaką zapłacą obywatele brytyjscy za głupotę jaką jest Brexit.

Share This Post

Polacy uwięzieni na Sint-Maarten

Perypetie kilkorga Polaków uwięzionych na (do niedawna) tropikalnym raju daje kilka wniosków, które wyciągną jak zwykle nieliczni. Dla tych, którzy nie potrafią, podaję informację już przeżutą:

  1. Jeżeli wiesz, że nadciąga klęska (huragan czy wojna), to zmykaj. Potem wyjechać się nie da. Nic nie lata, nic nie pływa, nic nie jeździ, jest się kompletnie uwięzionym.
  2. W pewnych sytuacjach może nie być wody i żywności. Mogą nie działać szpitale. Jeżeli jest się turystą, to oczywiście nie da się przed tym zabezpieczyć. Ale w swoim stałym miejscu zamieszkania – da się. I jeżeli ktoś się nie zabezpieczy, to może kiedyś znaleźć w sytuacji, że nie będzie miał co pić i jeść. I to będzie wyłącznie jego własna wina.
  3. Polski MSZ to jest banda kolesi, którzy wykonali skok na synekury i są ostro przyspawani do koryta. Pracują tak samo jak nasze ambasady, czyli kilka godzin w tygodniu. Załatwiają sprawy tak samo sprawnie, jak paszporty – ja na swój czekałem w USA sześć miesięcy. W przypadku zagrożenia Polaków za granicą nie pomogą. W odróżnieniu od Amerykanów, którzy natychmiast wysyłają kawalerię, polskie MSZ wysłało SMSy z adresami schronisk (przepełnionych) i szpitali (niedziałających).
  4. W sytuacji poważnego zniszczenia danego obszaru (na tej wyspie zniszczonych jest 90% zabudowy, co oddaje stan po ataku atomowym), to policja i wojsko znikają. Oni też mają rodziny i też chcą jeść. W pierwszej kolejności zajmą się zabezpieczeniem bezpieczeństwa i żywności sobie i swoim rodzinom. Reszta musi sobie radzić sama.
  5. Gdy nie ma sił porządkowych, władza przechodzi w ręce band. Nie ma znaczenia, czy są uzbrojeni w maczety czy w karabiny. Nie da się z nimi samodzielnie wygrać. Jedyna opcja to posiadanie swojej bandy – niekoniecznie takiej, która ma rabować sklepy, ale takiej, która nie pozwoli się obrabować innym bandom.
  6. Dług poszczególnych krajów cały czas narasta. Nadmierne zadłużenie – przyczyna kryzysu 2008 jest dużo większe niż wtedy. W pewnym momencie będzie musiało dojść do resetu. Można sobie poczytać w książkach historycznych, jak wygląda takie zjawisko, na przykład co się działo w latach po I wojnie światowej, na terenach nawet nie zniszczonych bezpośrednio wojną, gdy papierowe banknoty po prostu straciły wartość.

Zachęcam do przemyślenia tej sytuacji jak i różnych scenariuszy.

Share This Post