Monthly Archives: April 2016

Bank ziemski

Przyszło nam żyć w okolicy niestabilnie politycznej. Systemy walutowe potrafią się zmieniać jak pory roku, oczywiście za każdym razem zerując dorobek rodaków. Ci mądrzejsi wyciągnęli wnioski z obrabowania rodziców i dziadków przez różne reżimy. Teraz lokują w ‘banku ziemskim’, czyli nie ufają polskiej złotówce, nie ufają bankom, tylko zakopują twardą walutę za stodołą.

dolceOto efekty: 10 000 dolarów zamienionych na obrośnięte pleśnią resztki banknotów, które rozsypują się w rękach. Do uratowania większość z nich, które za drobną opłatą wymienię klientowi w banku w USA. A klient może się nauczy, że złoto tym różni się od papieru, że jest odporne na ogień, wilgoć, robaki oraz polityków.

Przy tej okazji miałem zabawną rozmowę z kierowniczką w NBP. Zaczęło się od przyjmowania banknotów innych krajów do wymiany, a skończyło na powodach do oszczędzania w walutach obcych. Rozmówczyni postawiła tezę, że to anachronizm, który nie ma już sensu, ponieważ żyjemy w poważnym kraju ze stabilną walutą. Nieźle się uśmiałem i to bardzo tanio, za jedyne 0,1 zł / minutę rozmowy. Nie do wiary, jak pracownicy systemu sami wierzą we własną propagandę. Miła pani nie chce pamiętać o wydatkach budżetowych (500+, frankowicze, wczesne emerytury, górnicy), które zwyczajnie nie mają zapewnionego finansowania. To skończy się dodrukiem pieniądza, czyli erozją siły nabywczej złotówki, zniszczenia oszczędności w złotówce. Być może lepiej mieć zgniłe dolary w ogródku niż lokatę/obligację złotówkową.

Share This Post

Szmacenie złotówki

Obserwujemy falę gwałtownego zeszmacenia złotówki, która osłabia się nie tylko wobec dolara czy euro, ale również wobec funta (gdy istnieje ryzyko Brexitu), srebra, złota i bitcoina. Jak zauważa Wyborcza, złoty osłabił się nawet wobec forinta.  A ja pójdę o krok dalej w moich obserwacjach – złotówka zeszmaciła się również wobec:

  • rubla rosyjskiego, czyli waluty kraju objętego międzynarodowym kordonem sanitarnym, z 5 do 6 PLN za 100 RUB
  • hrywny, czyli waluty kraju objętego wojną, z 14 do 15,5 PLN za 100 UAH
  • rubla białoruskiego, czyli waluty kraju rządzonego przez dyktaturę, mający wysoką inflację, z 1,7 na 2,0 PLN za 10 000 BYR

Oczywiście, nie można rysować tak czarnych scenariuszy, są pewne sukcesy. Na przykład złotówka umocniła się wobec wenezuelskiego boliwiara i angolskiej kwanzy.

Spadek wartości złotówki bije w każdego obywatela kupującego produkty z importu, od pomarańczy do benzyny. Tracą również osoby posiadające umowy wyrażone w walutach obcych, frankowicze ale także najemcy galerii handlowych. Traci prawie całe społeczeństwo, może oprócz emigrantów utrzymujących rodziny w Polsce. Na spadku wartości złotówki zyskują natomiast eksporterzy, czyli głównie duże koncerny zagraniczne, od montowni po centra księgowe.

Trudno zrzucać winę na PiS i stopniowe wdrażanie gnojenia obywateli i gospodarki. To nie jest wyłącznie wina PO/PSL, które to partie prowadziły politykę nienaruszania status quo, aby nie przeszkadzać sobie w pasieniu się przy korycie. To skumulowane wysiłki głupich obywateli, którzy nie potrafią wybrać skutecznych przywódców, a kierują się  przy urnie tym, czy dany polityk ładnie kłamie i czy ma poparcie kleru. No i mamy złodziei, kłamców i hipokrytów, którzy nam destabilizują walutę bardziej niż kacykowie w byłym Sojuzie.

Prawda jest taka, że jakość życia obywateli rośnie od wzrostu gospodarczego, który jest wynikiem codziennego wysiłku milionów ludzi, opartym na wolności gospodarczej, światopoglądowej, seksualnej i religijnej. Regulacje, nowe podatki, rozdawnictwo, kontrolowanie obiegu gotówki, korespondencji i przeglądanych stron pogarszają jakość życia. Ale niestety, tego nie zrozumie ani rządzący kurdupel, ani jego sługusy, ani wspierający ich wyborcy.

Share This Post

Liberator

Wszystkie zbrodnie hitlerowskie i stalinowskie były możliwe dzięki jednej podstawowej rzeczy – wcześniej społeczeństwo zostało całkowicie rozbrojone. W efekcie ułamek procenta populacji, uzbrojony i ubrany w mundury, skutecznie zastraszał całe społeczeństwo i mordował jednostki (czy grupy) nie poddające się terrorowi.

Dokładnie tak jest dziś. Paru arabusów może sobie spokojnie biegać po paryskich ulicach i strzelać do wszystkich, jak do tarcz na strzelnicy. Ludzie nie mogą im odpowiedzieć ogniem, mogą co najwyżej robić im fotki.

Podobno systemowe umożliwienie mordowania nas przez terrorystów i dyktatorów jest wdrożone dla naszego dobra. Politycy uznali, że groźniejsze jest parę trupów rocznie wynikających z waśni pijanych posiadaczy broni, niż przeciwdziałanie zagrożeniu stworzonego przez terrorystów / dyktatorów.

W tej wizji rzeczywistości durnych polityków utwierdzają doniesienia medialne z murzyńskich gett, gdzie trup ściele się gęsto. Nie rozumieją, że to lokalna specyfika, która wynika ze zmieszania tamtejszego umiłowania do przemocy z niskim szacunkiem do ludzkiego życia. Polityków nie przekonują ani zagrożenia wynikające z faktów historycznych, ani to że w Polsce można mieć legalnie broń palną czarnoprochową i jakoś trup się nie ścieli, ani to że w białych krajach z dużą ilością broni śmierć od broni nie jest powszechnym sposobem zakończenia życia.

W czasie II WŚ praktyczni Amerykanie wynaleźli sposób na poradzenie sobie z problem w swoim stylu. Wyprodukowali milion prostych pistolecików w zestawie z 10 nabojami. Niestety, względy logistyczne spowodowały, że żaden z nich nie został zrzucony na wyrzynaną Europę. Szkoda, Niemcy i Rosjanie mieliby dużo więcej problemów.

Czy zrzucenie tej broni mogłoby spowodować więcej ofiar wśród ludności cywilnej? Wydaje się, że agresorzy nie mieli oporów przed mordowaniem cywilów, ograniczały ich tylko względy logistyczne (skąd wziąć odpowiednią ilość amunicji i co zrobić z ogromną ilością ciał). Niezależnie od tego, czy mieszkańcy żydowskich gett odpowiadali ogniem czy grzecznie szli do komór gazowych, to i tak byli zabijani. Innymi słowy – agresor nie powstrzymuje się przed zabijaniem dlatego, że ofiara się nie broni. Agresor nie będzie zabijał więcej, bo ofiary się bronią. Przeciwnie, agresor zabija dlatego, że ofiara są bezbronne. Niestety – albo ktoś rozumie tą logikę, albo jest pod wpływem propagandy. A próba wytłumaczenia tych prostych faktów osobnikom ogłupionym propagandą jest tylko stratą nerwów i czasu.

Share This Post

Kariera

Przez media przewala się fala hejtu przeciwko zmianom kadrowym dokonywanym przez nowy reżim. Zarzuca się, że poważne stanowiska obejmują ludzie bez doświadczenia w tym kierunku.

To przypomina mi przypadek Władysława Bartoszewskiego. Dla mnie bohater narodowy, ale przez niektórych krytykowany, między innymi za to, że nie był ‘prawdziwym profesorem’. A jakim miał być? To był człowiek, który całe życie walczył z oboma okupantami. Czy reżim komunistyczny miał zezwalać na to, by robił karierę naukową?

Dumny jestem z tego, jak zachowała się moja rodzina w czasach PRL. Mój ojciec odmówił wstąpienia do partii, co było warunkiem objęcia stołka dyrektorskiego. Zrezygnował z napisania doktoratu, ponieważ warunkiem było ukończenie kursu marksizmu-leninizmu.

Tak wyglądają losy milionów Polaków – na emigracji żyją ludzie, których wygnano z kraju za poglądy patriotyczne, w kraju natomiast jest mnóstwo rodzin, którym zniszczono kariery zawodowe za poglądy. Z drugiej strony są też tysiące jak najbardziej prawdziwych profesorów, którzy porobili kariery i majątki za wyznawanie komunistycznych poglądów i za donoszenie. Jest nawet specjalny blog na ten temat.

Tradycyjnie stanowiska w Polsce są obejmowane przez ludzi miernych, ale wiernych. Upadek komunizmu nic nie zmienił. Teraz obowiązuje uległość wobec kleru (zawsze) oraz partii (tej, która ma obecnie władzę). Ludzie od lat na stanowiskach dzięki PO, posiadający już duże doświadczenie w swoim fachu, są stopniowo zrzucani i zastępowani ludźmi, którzy nie mogli zrobić kariery, więc pracowali jako stolarz, sprzątaczka, etc. Teraz to oni nabywają doświadczenia. Za parę lat ich też zastąpią nowi ludzie i cykl się zamknie.

Dla kraju paradoksalnie może to mieć dobre strony i przyczyniać się do wzrostu gospodarczego. Skoro były szef stadniny jest doskonałym fachowcem, niech skrzyknie paru inwestorów, uruchomi swoje oszczędności i niech otworzy własną stadninę.

W podobny sposób powstaje sporo firm przy okazji kryzysu gospodarczego, gdy korporacje wyrzucają z pracy setki tysięcy ludzi. Większość z nich to banalne pomysły, ponieważ większość pracowników korporacji to beztalencia niezdolne do pracy na własny rachunek i biedacy bez żadnego kapitału do otwarcia firmy, ale czasem powstaje firma, która sama z czasem staje się dużym sukcesem.

Share This Post

Manipulacje kruszcami

W gronie inwestorów i ekonomistów spoza mainstreamu od lat dyskutowało o rzekomych manipulacjach cenami kruszców. To była taka teoria spiskowa, która miała swoich wyznawców i przeciwników. I jak pisze Money, teoria spiskowa okazała się być spiskowym faktem. Autor wszystko drobiazgowo wyjaśnia, kto i jak kręcił pierdolnikiem, zachęcam do lektury.

Cały ten wałek miał za zadanie przynoszenie ogromnych dochodów banksterom, co także ubocznie skutkowało zbijaniem cen kruszców. Odkąd spisek został ujawniony, jest spalony, i można się spodziewać stałych wzrostów cen złota i srebra. Oczywiście, zwała może przyjść w każdym momencie, ale wydaje się, że kierunek na wzrosty jest już wyraźnie wytyczony. Można powiedzieć, że niestety, bo wiele osób wstrzymuje się z zakupami, czekając na mało realistyczne poziomy 1000 USD / oz Au.

Na rynku nadal panuje ogromna zmienność. Prawie nikt nie pamięta o tym, że cena złota jest relacją dwóch dóbr – dolara (lub innej papierowej waluty) do złota. Uncja złota jest uncją złota, nic się nie zmienia w zależności od dnia tygodnia. Natomiast bardzo dynamicznie zmienia się wartość nabywcza walut papierowych. Jednego dnia uncja złota jest wymieniana na 1050 USD, a w dwa miesiące później siła nabywcza dolara spada o 20% i za uncję złota trzeba zapłacić 1250 USD. Oznacza to bardzo dużą, globalną niestabilność systemu walutowego. Waluty zmieniają również bardzo mocno wartość względem siebie, względem akcji czy wszystkich surowców.

Te dynamiczne ruchy to poważne zagrożenie dla światowej gospodarki (czyli dla nas wszystkich, pracodawców i pracowników), dla której stabilność środka płatniczego ma fundamentalne znaczenie. Weźmy oszczędności i kredyty, których realna wartość nagle się zmienia. Idąc dalej, wyobraźmy sobie producenta podkładów kolejowych, albo szyb samochodowych, który sprzedaje swoje produkty, ze świadomością, że otrzyma płatność dopiero za jakiś czas. Nie zawsze jest możliwość zabezpieczenia się na zmiany kursów walutowych (opcja walutowa) czy poprzez zakontraktowanie przyszłej dostawy towarów. Zabezpieczenie kosztuje, do tego producenci muszą podnosić ceny, żeby mieć zapas marży dla pokrycia strat wynikających ze zmiany cen i kursów. Te koszty ponoszą konsumenci. A jeżeli producent bagatelizuje te ryzyko, to może zwyczajnie zbankrutować, co uderza w inwestorów i pracowników, którzy mogą stracić pracę.

Stan w której się znajdujemy, to czysty obłęd, czyli normalna sytuacja jakim jest przekręt o nazwie ‘system waluty papierowej’. Jeżeli amplituda tych ruchów będzie się wzmagać, to możemy się obudzić któregoś dnia w sytuacji z jaką mieliśmy do czynienia, gdy frank został uwolniony z pega do euro. Handel stanął, bo rynek nie był w stanie wycenić franka. Pojawia się ryzyko, że może się to powtórzyć na większą skalę globalnie – ceny będą skakać coraz bardziej, aż w końcu nie będziemy wiedzieć ile ma kosztować cena każdej waluty, surowca czy akcji. Handel na poszczególnych rynkach będzie zatrzymany, i to będzie większa odmiana krachu z 1929.

Share This Post

Zazdrość

Pod koniec lat 40tych dużych prywatnych przedsiębiorstw w Polsce już nie było. Nadal trwała walka komunistycznego reżimu z drobnymi przedsiębiorcami, takimi jak szewcy, cukiernicy czy stolarze. Dlaczego państwu satelickiemu rzekomo najpotężniejszego imperium na świecie tak bardzo przeszkadzali drobni przedsiębiorcy? Czy piekarz  naprawdę był śmiertelnym wrogiem ludu, okrutnie ciemiężącym terminujących u niego czeladników? Czy byli oni wrogami ustroju, podtrzymujący podział klasowy, i stanowiący oparcie dla potencjalnej kontrrewolucji?

Odpowiedz na to pytanie pada w wywiadzie z Virginie Despentes, francuską lewacką pisarką:

– Co konkretnie budziło w pani gniew? 

– To, że nie jestem nic warta, że mi się nie udało. To ma związek z chrześcijaństwem, w którym gniew i wstyd idą ramię w ramię. Te zjawiska dotyczą nas wszystkich. No i kapitalizm: rywalizacja, wykluczenie też nie pomagają ułożyć sobie życia. Jesteśmy nauczeni, że jeśli nam się nie uda, to powinniśmy się wstydzić. Dlatego tak wielu ludzi odczuwa gniew.

Lewacy = nieudacznicy i pasożyty, często wywodzący się z rodzin chrześcijańskich.

Społeczeństwo składa się z różnych ludzi. Część jest pracowita, próbuje brać sprawy w swoje ręce, ciężko pracuje na zapewnienie bytu sobie i swojej rodzinie. Część to nieudacznicy i pasożyty, którzy nie potrafią wykonywać niczego co byłoby społecznie przydatne. Nie chcą lub nie są w stanie wstawać co rano i ciężko pracować. Tacy ludzie są zawistni i nienawidzą tych, którzy odnieśli sukces. Wydaje się im, że otaczający ich bogaci ludzie stworzyli swój dobrobyt na kradzieży i wyzysku.

W społecznościach prokapitalistycznych poszczególni ludzie doceniają trud piekarza, który wstaje o 4 rano, aby wszyscy mieli na śniadanie świeże pieczywo. Natomiast lewacy wolą, żeby nikt nie miał skoro oni nie mogą sobie na coś pozwolić. Komuniści nie zwalczali przedsiębiorców z powodów ideologicznych, tylko z czystej nienawiści i zawiści.

Taka narracja istnieje dokładnie w tej chwili w Polsce. W komentarzach czytam mnóstwo hejtu pod moim adresem – ludzie, którzy nie mogą pozwolić sobie nawet na gram złota, bo są nieudacznikami, zarzucają mi ‘naganianie na złoto’. I to idzie dalej w tym samym kierunku – mało kto jest wdzięczny deweloperom, za to że tworzą miejsca do mieszkania, raczej słyszy się, że ‘naganiają na zakup mieszkań’. Właściciele sklepów spożywczych nie umożliwiają zakup podstawowych produktów w weekendy, ale ‘zmuszają ludzi do pracy wtedy, gdy powinni mieć możliwość odpoczynku i spędzania czasu z rodziną’. Przykłady można mnożyć, każdy rodzaj biznesu można opluć. Dla lewaków (ale także działaczy Green Peace) najlepiej jest nic nie robić, nic nie mieć, tylko siedzieć i liczyć, że może samo się zrobi albo będzie się dało coś ukraść.

Skoro już o ekologach mowa: charakterystyczne jest to, że w Polsce nikt nie głosuje na Partię Zielonych. Dla przykładu, w Bundestagu mają oni 10% mandatów. To wynika z katolickiego fundamentu polskiej kultury. Z Księgi rodzaju dowiadujemy się: “Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: >Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi<“. W Biblii nie ma nic w stylu: “Nie wysypujcie śmieci w lesie i nie palcie węglem w piecach”

Despentes ma rację w dostrzeganiu tego łącznika pomiędzy chrześcijaństwem a lewactwem. Dlatego właśnie w Polsce mamy wyłącznie partie lewicowe, mniej lub bardziej klerykalne, nie ma natomiast ani jednej partii prawicowych i liberalnych. Nie ma także w Polsce miejsca na budowanie zamożności całego społeczeństwa poprzez wzrost gospodarczy. Jak powiedział Goryszewski: “Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka.”

Wobec tego mamy w Polsce powszechne lewactwo, liberalizm w zaniku, a także potężną władzę kleru, czyli mieszankę, która sprowadza nas do kraju trzeciego świata. Skandalem jest  wywieranie nacisku przez Kościół na wprowadzenie barbarzyńskiego prawa antyaborcyjnego. Zwróćmy uwagę – katolicyzm jest w prawie każdym państwie świata, ale tylko w Polsce kler ma czelność forsować takie rozwiązania prawne. Pamiętamy pokrzykiwania klerykalnych propagandzistów, że jakiekolwiek prawa dla gejów będą wstępem do żądania wszystkich praw, łącznie z prawem do adopcji – tymczasem ‘kompromis aborcyjny’ wcale nie był dla kleru kompromisem – oni cały czas knuli jak zerwać tą umowę społeczną i wprowadzić rozwiązania rodem ze średniowiecza.

Szkoda, że kobiety w Polsce są tak strasznie ogłupione przez katolicką propagandę. Wiele z nich to ‘agentki systemu’, przekazujące głupoty wygadywane przez księży i katechetki następnym pokoleniom. Ale i one w pewnym momencie nie mogły znieść tego co nam szykują fundamentaliści, stąd akcja wychodzenia z kościołów (gdzie ich w ogóle nie powinno w ogóle być). Nie wiem, czy doczekam na jakieś oświecenie kobiet w tym kraju, na moment aż zacznie się protest przeciwko rządom, potulnie spełniającym każde roszczenie kleru, może poprzez zaprzestanie płacenia podatków, czyli to czego żaden rząd nie zniesie spokojnie.

Chrześcijaństwo nie jest żadnym smarem, dzięki któremu państwo może funkcjonować i na ulicach nie mamy ludzi masowo mordujących się siekierami. Przeciwnie, państwa wyznaniowe oferują niższą jakość życia i są źródłem emigrantów uciekających z tego ‘raju’ fundowanego przez kler.

Share This Post