Monthly Archives: February 2016

Jednolity Plik Kontrolny

Bez większego echa odbywa się ogromna zmiana w zasadach przeprowadzania kontroli skarbowej. W połowie roku ma być wprowadzony Jednolity Plik Kontrolny, najpierw dla dużych firm, potem stopniowo obowiązek ten będzie rozszerzany na szerszą grupę przedsiębiorców.

JPK jest plikiem zawierającym wszystkie dane podatkowe przedsiębiorcy, w tym informacje o płatnościach gotówkowych i przelewach, transakcjach handlowych i rozliczeniu CIT / VAT, a nawet o stanach magazynowych. Klasyczna kontrola skarbowa przestanie istnieć – fiskus będzie miał dostęp do wszystkich danych księgowych na bieżąco. Urzędnik pojawi się dopiero wtedy, gdy system wykryje nieprawidłowości.

Niedługo później uruchomiona zostanie również Centralna Baza Faktur. Ma ona zawierać szczegółowe dane o wszystkich wystawianych fakturach. Podobnie jak w przypadku JPK system będzie obejmował kolejno od największych do najmniejszych przedsiębiorców. CBF ma na celu eliminowanie przekrętów związanych z wystawianiem faktur z fikcyjnymi kosztami oraz oszustw z nieodprowadzonym VATem. Zastąpi ona prowadzone przez Fiskusa ‘kontrole krzyżowe’, czyli weryfikowanie poprawnego zaksięgowania i opodatkowania obu stron transakcji. Teraz na bieżąco kontroli krzyżowej będą podlegać wszyscy zobowiązani do przesyłania danych do CBF. Będzie to coś podobnego do działającego dziś systemu kontroli transakcji wewnątrzwspólnotowych, tylko dużo bardziej skuteczne.

Te propozycje są tak samo kontrowersyjne jak wprowadzanie systemu kamer przemysłowych do miast. Tracimy prywatność, ale z drugiej strony zwiększa się wyłapywanie chuliganów. Zmiany podatkowe niosą podobne zmiany – fiskus będzie wiedział o nas wszystko, także tajemnice handlowe, które pewnie często będą sprzedawane konkurencji. Z drugiej strony z obrotu gospodarczego wyeliminowani zostaną kryminaliści. W branży metali szlachetnych była to istna plaga. Uczciwi przedsiębiorcy byli wypierani przez przestępców (kruszec sprzedawany w ramach wyłudzenia VAT był tańszy niż kruszec sprzedawany przez uczciwych podatników) i co gorsza ci uczciwi podatnicy byli szykanowani kontrolami UKS (dla których przedsiębiorca sprzedającego kruszec od razu kojarzył się w przestępcą wyłudzającym VAT).

Jest też pewna zmiana wybitnie niekorzystna – obniżenie limitu transakcji gotówkowej między przedsiębiorcami z 66 000 zł do 15 000 zł. Od miesięcy trwał spór pomiędzy Ministerstwem Gospodarki (było przeciw) a Ministerstwem Skarbu (było za), a ponieważ w Polsce doraźne potrzeby budżetu są ważniejsze niż stan gospodarki, to do obniżenia najpewniej dojdzie. Będzie przewrotna sankcja za złamanie takiego zakazu – faktura zapłacona gotówką nie będzie kosztem uzyskania przychodu.

Szkodliwość tego typu regulacji sprowadza się do utrudnienia obrotu gospodarczego w państwie o ograniczonym zaufaniu społecznym. Załóżmy, że firma A jest sprzedawcą komputerów, a firma B jest hurtownią komputerową. Firmy te mają dokonać pierwszej transakcji. Firma B nie wyda firmie A towaru do momentu otrzymania pełnej płatności (przelewu) za sprzęt, natomiast firma A nie zapłaci obawiając się, że zniknięcia firmy B wraz z pieniędzmi. Statystycznie dochodzi do mniejszej ilości transakcji, zmniejsza się wzrost gospodarczy, zmniejszają się przychody budżetowe.

Podejrzewam, że natura będzie musiała sobie jakoś z tym poradzić. Albo pojawią się rozwiązania umożliwiające błyskawiczną płatność między rachunkami firm (coś jak BlueCash) i przedsiębiorcy będą robić przelew od razu podczas transakcji handlowej, albo zostanie opracowane naginanie prawa. Mówi się o płatnością za towar wekslem i jego wykupienie za gotówkę 10 minut później.

Smutne jest to, że przeważa prowadzenie działań utrudniających rozwój gospodarczy kraju. Trwa biegunka ustawodawcza, czyli tworzenie ogromnej ilości regulacji, które wymusza na przedsiębiorcach porzucenie głównej działalności z której powstaje dochód narodowy i analizowanie / wdrażanie kolejnych aktów prawnych. Do tego nowy katolicko-socjalistyczny rząd ma mnóstwo pomysłów na opodatkowanie przedsiębiorstw i wybitnie mało koncepcji jak pomóc wzrostowi gospodarczemu. Teraz sytuacja nie jest zła, nasza gospodarka idzie siłą rozpędu, ale jeżeli dojdzie do kolejnej globalnej recesji, to wpływy podatkowe mogą się szybko i bardzo mocno skurczyć.

Share This Post

Zęby

Interesująca i zarazem niepokojąca sytuacja na rynku złota. Poniżej wykres dla GLD, czyli ETFa którego używam do śledzenia rynku złota.zebyWidać dużą zmienność, wręcz ‘zęby’ na wykresie. Gracze najwyraźniej nie wiedzą jak wycenić złoto, albo widzą silne przesłanki zarówno do sprzedaży jak i do kupna. Jednego dnia dominuje wyrzucanie kruszcu za burtę, kolejnego złoto jest kupowane za wszelką cenę. Dzienne zmiany cenowe sięgają kilku procent, obroty na rynku są bardzo duże.

Nie przypominam sobie takiej sytuacji na rynku. Cały rynek akcji i obligacji funkcjonuje normalnie, natomiast rynek złota działa w stanie najwyższej paniki, jakby jutro miał się zawalić świat. Nie wiadomo jak interpretować te wydarzenia, czego można się spodziewać w najbliższej przyszłości. Być może gracze na rynku wiedzą lub podejrzewają rzeczy, o których reszta z nas dowie się dopiero za jakiś czas.

Share This Post

Nieważne papierki

List z wczoraj, który przyszedł do naszego serwisu Stara Gotówka, którego cel to skup wycofanych banknotów.

Witam Państwa. Chciałam dzisiaj sprzedać w kantorze w moim mieście korony duńskie (Prudnik, woj. opolskie), ale jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że są one od zeszłego roku wycofane z obiegu. Dlatego chciałam zapytać czy jest możliwość ewentualnej wyceny i następnie sprzedaży wyceny koron duńskich, które posiadam. Jest to jeden banknot o wartości 1000 koron duńskich, nad hologramem gwiazdy jest numer 460308A, na brązowym tle jest też drugi numer B2061A, a na odwrocie odczytałam też napis: serie 1997, stan bardzo dobry. Bardzo proszę o wycenę.

Wielu Polaków posiada w domu oszczędności w walutach obcych. Wcale mnie to nie dziwi, ponieważ polska złotówka to waluta sezonowa, można śmiało powiedzieć – bękart wśród walut europejskich. Widać co się dzieje ze złotówką w razie jakichkolwiek zawirowań na świecie – wartość złotówki natychmiast pikuje, a kursy złota i dolara lecą w stratosferę. Oszczędzanie w złotówce ma taki sam sens jak zbieranie liści w parku z nadzieją na korzystną sprzedaż na wiosnę. Co mądrzejsi ludzie zdają sobie z tego sprawę i posiadają waluty obce.

Niestety, każda waluta ma w sobie tą samą wadę – wszystkie są papierową obietnicą. Dlatego co jakiś czas, gdy dany rząd naprodukuje za dużo obietnic finansowych przychodzi moment, w którym realizowanie tych obietnic przestaje być możliwe. Wtedy robi się numer z całkowitym wycofywaniem danych banknotów z obiegu lub koniecznością ich wymiany na nowe serie, z różnymi obostrzeniami i utrudnieniami. W efekcie posiadaczy waluty włoskiej czy greckiej zostali z kolorowymi papierkami o dotychczasowej wartości idącej w miliardy euro. Te banknoty, które otrzymali za swoją mniej lub bardziej ciężką pracę są dziś bezwartościowe. Zostali zwyczajnie przekręceni w majestacie prawa, mają teraz coś w rodzaju czeku bez pokrycia.

Nawet tak cywilizowany bank centralny jak angielski robi podobne przekręty. Wycofuje serie banknotów wydanych całkiem niedawno, z całkiem współczesnymi zabezpieczeniami. Bank liczy, że część posiadaczy funtów nie będzie się chciała fatygować wymianą i po prostu wyrzuci walutę do śmieci. Dla upartych jest uchylona furtka, wystarczy się pojawić w banku centralnym w Londynie w określonych godzinach, udowodnić, że nie jest się terrorystą ani gangsterem (jak posiadanie wycofanych funtów miałoby świadczyć o łamaniu prawa?) i otrzyma w drodze łaski nowe papierki, które być może jakiś czas będą ważne.

Przy okazji modernizacji polskich banknotów NBP przesyła nam śmieszny przekaz. W reklamach mówi się o tym, że ‘polski pieniądz jest ważny bezterminowo’. Otóż złotówki wcale nie są ważne ‘bezterminowo’ tylko ‘do odwołania przez NBP lub do utraty wartości poprzez inflację’. Banknot 100 złotowy dziś jest, a jutro może być ogłoszonym nieważnym, lub konieczne będzie wymienienie go na nowe 1 zł (i na przykład z limitem 3 sztuki na osobę). Poza tym złotówka to nie pieniądz, lecz waluta. Dla nieodróżniających tych dwóch pojęć (to problem 99,99% populacji) wytłumaczenie można znaleźć w filmiku poniżej.

Interesujące jest to, że podobne numery próbowano robić ze złotem. W przeszłości zdarzało się, że władcy nakazywali wymianę pieniądza, która polegała na zebraniu monet od ludności w zamian za nowo wybite monety o mniejszej zawartości kruszcu. Tyranie nowożytne próbowały oszukać obywateli dużo prościej, po prostu ‘delegalizowano’ złoto i nakazywano jego zwrot do banku centralnego, czasem nawet płacąc jakieś niewielkie kwoty w walucie papierowej. Głupi ludzie dawali się zastraszyć i oddawali oszczędności, ci mądrzejsi chowali kruszec pod tynkiem lub klepkami podłogowymi. Prawie wszystkie dawne złote monety (na przykład 10 / 20 dolarów, 5 / 10 rubli, 10 / 20 marek, 10 / 20 franków fr.) pojawiają się w moim sklepie dlatego, że mnóstwo ludzi złamało bandyckie “prawo” nakazujące zwrot tych monet do najbliższego banku.

W Rosji też mają podobne problemy, nie od dziś, raczej od setek lat. I dają sobie jakoś radę:

Nie tylko biedni ludzie żyją w stresie, na przykład gdzie będą mieszkać i co jeść. Ludzie ze średniej i wyższej klasy społecznej też są zestresowani – w jaki sposób nie dać się okraść ze swoich oszczędności, zarówno przez nielegalnych złodziei jak i tych całkiem legalnych – państwowych.

Smutne jest to, że dziś atmosfera wokół ludzi zamożnych jest wyjątkowo niemiła. Z jednej strony mówi się o konieczności oszczędzania na emeryturę, a z drugiej media trąbią non-stop o konieczności przeciwdziałania praniu pieniędzy i unikaniu opodatkowania. Publika ma wrażenie, że każdy zamożny człowiek to kryminalista, który na koncie w Szwajcarii ma miliony pochodzące z przekrętów podatkowych, a każdy przedsiębiorca to złodziej i oszust. Takie nastawienie podważa budowanie naszej gospodarki – a zamożność i jakość życia każdego z nas to pochodna ilości dóbr i usług wytworzonych przez gospodarkę narodową.

Share This Post

Evac Inc

Wszelkie sprzedawane ubezpieczenia zawierają klauzulę, że nie obowiązują w sytuacjach ekstremalnych typu wojna, zamach stany, atak terrorystyczny czy najazd Marsjan. Nie można się ubezpieczyć od końca świata, a szkoda, bo właśnie przy okazji końca świata przydałoby się ubezpieczenie.

Można się przygotować samodzielnie. W krajach bogatych, gdzie mieszkają inteligentni i przewidujący ludzie, funkcjonuje ogromny rynek dla preppersów. Można nie tylko kupić złote monety, liofilizowaną żywność czy broń z amunicją. W samych Niemczech jest kilkadziesiąt firm zajmujących się budowaniem schronów, od wersji najprostszych (ziemianka), po wypasione systemy z niezależnym zasilaniem i umową o okresowej wymianie zapasów żywności.

W pewnym sensie preppersami są wszystkie rządy, w mniejszym czy większym stopniu. W razie komplikacji najważniejsze osoby są ewakuowane do zapasowego centrum dowodzenia czy nawet za granicę. Właśnie tak zadział rząd II RP – został wywieziony w miarę bezpieczne miejsce, co nie przypadek, z zapasami złota.

Gdybym miał prowadzić biznes w zakresie usług dla preppersów, to moja oferta polegałaby na ewakuacji za granicę w pewnych sytuacjach precyzyjnie określonych umową. Abonament roczny ustaliłbym na $1000 za pierwszą osobę i $200 za każdego kolejnego członka rodziny. Dodatkowo klient musiałby zdeponować w bezpiecznym kraju złoto, którego sprzedaż pokrywałaby koszt wykonania samej usługi – 50 oz za pierwszą osobę i 10 oz za każdego następnego członka rodziny.

Niewątpliwą przeszkodą w prowadzeniu takiego przedsięwzięcia jest to, że skoro ktoś wymaga ewakuacji, to znaczy, że nie może wyjechać sam. Zwykle takim ograniczeniem jest wprowadzenie stanu wojennego/wyjątkowego i prawne ograniczenie wolności obywateli. Wobec tego ewakuacja byłaby złamaniem tego prawa, które co zabawne same może być nielegalne, ale poparte jest przez dużą grupę panów z karabinami. Prowadzenie takiego biznesu wymagałoby dużej odwagi cywilnej.

Nie wiadomo co przyniesie przyszłość, czy nie skończymy jak dinozaury starte z powierzchni planety przez asteroidę. Jednak analiza dotychczasowej historii wskazuje na to, że przyczyną problemów zawsze są wydarzenia polityczne i że zmiana kraju zamieszkania jest najprostszą formą surwiwalu, lepszą niż budowanie szałasów w lesie i picia wody ze strumienia. Jeżeli weźmiemy jako przykład sytuację Polski pod okupacją hitlerowską, to wielu mądrych Żydów uciekło jeszcze przed wojną za granice (choćby pod pretekstem wystawy światowej w Nowym Jorku) albo przedarło się przez granicę Generalnej Guberni i ZSRR (co kończyło się zwykle Syberią ale i tak było lepsze niż Treblinka). Podobnie w czasach junty Jaruzelskiego ludzie robili co mogli by tylko prysnąć za granicę. Młodzież może sobie uświadomić jak te czasy wyglądały oglądając film “Ostatni Prom”.

Mam takie dziwne wrażenie, że mimo tego, że w Europie ludzie nie są już zjadani przez wilki, to nadal funkcjonuje dobór naturalny. Mądrzy ludzie potrafią uniknąć życia w parszywych systemach, a ci mniej cwani użyźniają swoimi kośćmi pola bitew Europy.

Share This Post

Złoty express

W ciągu ostatniego miesiąca widzimy spektakularny wzrost ceny złota. Z 4330 zł/oz w dniu 13 stycznia po miesiącu obserwujemy 4892 zł/oz, co daje wzrost o 12%.

Ceny złota były przez dłuższy czas dławione przez manipulacje na rynku. Zgodnie z moją ‘teorią sprężyny’, im mocniej wycena danego aktywa odbiega od racjonalnego poziomu, tym bardziej dynamiczny jest powrót do rzeczywistości. Działa to też w drugą stronę – po pierwszym odbiciu sprężyna drga w górę i w dół. Cena po nagłym wzroście lubi spaść, a po nagłym spadku wzrosnąć.

Interesujące są inne tłumaczenia tak dużej zmiany cen. Na pewno kapitał uciekający z chińskiej i amerykańskiej giełdy szuka ujścia. Kolejnym czynnikiem budującym panikę są niskie zapasy złota fizycznego na Comexie. Ponadto cena złota w Polsce zależy od kursu złotówki, a na to wpływ ma ‘dobra zmiana’ w wykonaniu PIS, czyli odcinanie jednych ryjów od koryta siekierą i przyspawanie na ich miejsce nowych ryjów.

Warto zwrócić uwagę, że w debacie publicznej nie ma ani jednego słowa o budowaniu silniejszej gospodarki, która mogłaby dać większą bazę podatkową czy o tworzeniu miejsc pracy, co skutkowałoby wzrostem wpływów do budżetu. Mowa jest tylko o przyciskaniu śruby fiskalnej. Za całą tą hucpę płacą wszyscy nabywcy złota i towarów z importu, a zyskują sprzedający złoto i eksporterzy.

Interesującym tłumaczeniem mocnego wzrostu cen złota jest teoria spiskowa, mówiąca że są uczestnicy rynku, którzy wiedzą coś, czego reszta rynku jeszcze nie wie. Może to być jakiś trup w szafie, w rodzaju bankrutującego Deutche Banku. Niewykluczone, że tak jest. Proszę sobie przypomnieć wszystkie głośne upadłości na giełdach. Początkowo nie mamy żadnych przesłanek mówiących o złej kondycji danej spółki, a mimo to cena zaczyna spadać, wydaje się, że bez powodu. Potem nagle dowiadujemy się z mediów o problemach czy nawet upadłości spółki, zerkamy na notowania giełdowe i okazuje się, że cena waloru jest w okolicach zera. Proszę zwrócić uwagę następnym razem, że nawet gdy w momencie ogłoszenia bankructwa słyszymy tą informację z medium biznesowego, to i tak jest już za późno by skorzystać z tej wiedzy składając odpowiednie zlecenie giełdowe – wycena danego waloru zawiera już tą informację. Frajerzy drobni inwestorzy zawsze są dymani  dowiadują się na końcu, gdy zabawa jest już zakończona. Zjawisko to nazywa się asymetrią informacji.

Najbardziej interesujące dla wszystkich jest pytanie co będzie dalej. Szmacenie Polski dobra zmiana będzie nadal trwać, co oznaczać będzie trwale słabą złotówkę więc i drogie złoto. Natomiast nie wiadomo co będzie się działo z sytuacją na rynku globalnym. Jeżeli zbliża się krach to nie dojdzie do korekty, która powinna być widoczna po tak mocnym wzroście ceny.

 

Share This Post

Sukces

Obama jest zachwycony swoim sukcesem. Money donosi: Wyszliśmy z najgorszego od lat 30. kryzysu gospodarczego, najgorszego za mojego życia i za życia większości ludzi tutaj obecnych – powiedział Obama w trakcie swego niezapowiedzianego wcześniej wystąpienia w pokoju prasowym Białego Domu. Dodał, że w chwili, gdy obejmował w 2009 roku najwyższy urząd w państwie, stopa bezrobocia wynosiła 10 proc.

Problem polega na tym, że wcale nie jest tak dobrze, jak by chciał prezydent. Podstawowa kwestia to bezrobocie, którego wskaźnik jest tak korzystny, ponieważ jest tak samo ‘skorygowany’ przez rząd USA, jak ‘skorygowane’ są liczniki samochodów sprowadzanych do Polski z Niemiec. Bezrobocie w USA cały czas jest ‘poniżej 10% i spada’, tak jak sprowadzane auta mają przebieg ‘120 – 150 tysięcy kilometrów’, nawet gdy mają 20 lat przebiegu i tarcze hamulcowe grubości żyletki. Tak to wygląda na wykresie – masowane staty sobie, a realia sobie:

sgs-empOżywienie gospodarcze, które widzimy w USA jest pozorne. To szereg puchnących baniek, w tym na nieruchomościach i giełdzie, spowodowane wlewaniem się do gospodarki taniego pieniądza, wygenerowane w konsekwencji polityki zerowych stóp procentowych (ZIRP). To daje złudzenie boomu gospodarczego – takie same złudzenie miały ofiary bańki dot-com w roku 2000 czy bańki real estate w roku 2007.

A skoro już jesteśmy przy temacie motoryzacji – pewne światło na sprawę rzucają staty dotyczące ilości przejechanych mil przez samochody w USA, skorygowane o wzrost populacji:

miles-traveled-CNP16OV-adjustedOba kryzysy naftowe lat 70tych i recesja w czasach Reagana spowodowały kilkuletni spadek przebiegów, ale sytuacja szybko wróciła do normy. W przypadku krachu roku 2008 sytuacja nigdy nie wróciła do normy. Ilość przejazdów spadała prawie 10 lat ! Nadal w Ameryce jeździ się mniej o ponad 10% od szczytu. To nie znaczy, że Amerykanie przestali jeździć po hamburgery do maka, bo zaczęli zdrowo żyć i uprawiać jogging. Ten wykres świadczy o tym, że jeździ się mniej do pracy, produkuje się mniej i mniej się rozsyła towaru ciężarówkami po kraju. To dowód, że gospodarka USA ma się źle.

Wygląda na to, że amerykańska giełda zaczyna łapać (brutalny) styk z rzeczywistością. Indeks DOW osiągnął swoje maksimum 18351 punktów w maju 2015, od tego momentu widzimy solidną, 10% przecenę i należy się spodziewać dalszych spadków. Smart money zaczęło się ewakuować z giełdy w kierunku fizycznego złota. Warto zwrócić uwagę na poniższy, dramatyczny wykres:

Image2

W COMEXie prawie nie ma złota. Od kiedy nowojorska giełda zaczęła tracić, część pieniędzy stamtąd wycofywanych trafiła na rynek złota dosłownie go ogołacając z towaru. Rynek złota jest bardzo płytki w porównaniu do rynku akcji. Miliard dolarów jest śmieszną kwotą, która może ledwo poruszyć kurs Apple, ale może całkowicie wyczyścić rynek ze złota i znacząco zmienić jego cenę.

Zbliżają się ciekawe czasy. Obawiam się, że niskimi cenami złota można się na długo pożegnać, podobnie jak z wysokimi notowaniami na giełdach w krajach rozwiniętych. Polska giełda będzie szukać swojego dna, co w końcu musi doprowadzić do okazji inwestycyjnej.

Share This Post