Szikagowski deficyt

Ciemne chmury zbierają się nad Chicago, drugiej największej koncentracji Polaków na świecie, po Warszawie. O sprawie głośno jest już od jakiegoś czasu w związku z obniżeniem ratingu obligacji emitowanych przez miasto Chicago na potrzeby systemu edukacji – aktualnie mają one status śmieciowych.

Miastem rządzi człowiek od lat pracujący z Obamą – Rahm Emanuel. Jakiś czas doszło między nimi do konfliktu i przyszły burmistrz odszedł z Białego Domu spróbować swoich sił w rządzeniu Chicago. A nie jest to sprawa łatwa, połowa miasta to czarne getto, nie generujące przychodów podatkowych, dosłownie czarna dziura (nomen omen) wydatków na policję i szeroko pojęty socjal.

Chicago od lat słynęło z fatalnych polityków. Korupcja była potężna już w latach prohibicji, gdy miastem rządził Al Capone. Rząd federalny musiał przysłać swoich ludzi do rozwiązania tego problemu, ponieważ cały aparat ‘sprawiedliwości’ w mieście był w kieszeni gangsterów. Teraz też jest nie dużo lepiej, przykładem niech będzie poprzedni gubernator, który dostał 15 lat paki za próbę wymuszenia łapówki za wyznaczenie senatora, który zastąpiłby Baracka Obamę po wybraniu na prezydenta. Innym przykładem może być system kamer łapiących kierowców za przejazd na czerwonym świetle. Przetarg był ustawiony, a sam system jest tak skonstruowany, aby wlepiać mandaty kierowcom nie popełniającym żadnego wykroczenia. Ba, przez jakiś czas w ogóle nie istniała droga prawna by odwołać się od mandatu i kierowcom nikt nie wierzył, że przejechali na zielonym. Nikt z władz nie poniósł żadnych konsekwencji prawnych, cyrk jak w Polsce.

Oprócz kryminalnego, drugim aspektem rozkładu lokalnych struktur władzy jest nieodpowiedzialność finansowa. Od niepamiętnych czasów politycy rozrzutnie zarządzali finansami, szczególnie w zakresie przywilejów emerytalnych i wynagrodzeń dla pracowników zrzeszonych w uniach (związkach zawodowych). To prowadziło do ogromnego zadłużenia Chicago i do ogromnych przyszłych zobowiązań emerytalnych dla pracowników zatrudnianych przez miasto.

Wobec wyczerpania możliwości dalszego zadłużania (ranking śmieciowy) Rahm stanął przed koniecznością zbilansowania budżetu. Albo cięcie usług miejskich (zwolnienie wielu tysięcy policjantów, strażaków i śmieciarzy) albo 700 000 000 dolarów podwyżek podatków, głównie od nieruchomości.

Mieszkańcy Chicago są wzburzeni. Usługi oferowane przez miasto są kiepskie, a dziury w jezdniach obrastają już w legendy (w ramach protestu Jim Bachor wypełnia wyrwy mozaikami). Podatki są bardzo mocno odczuwane, szczególnie przez klasę średnią. Normą jest to, że miesięczne podatki za dom są wyższe od miesięcznej spłaty kredytu hipotecznego.  Wyobraźmy sobie że w Polsce płaci się przykładowo 1500 zł kredytu i 2000 zł podatku katastralnego. Do tego dochodzą inne podatki, właściwie od wszystkiego, oraz mandaty nakładane bez popełnienia wykroczenia. Wyprzedano całe mienie należące do miasta, łącznie z płatnymi mostami i autostradami. Teraz proponuje się nawet wprowadzenie podatku od korzystania z wypożyczalni filmów w internecie.

Oczywiście, cokolwiek by nie zrobił Rahm, jest to tylko odwlekanie agonii. Duża część zadłużenia zależy od stóp procentowych, jest długiem zmiennoprocentowym. W tej chwili stopy procentowe są niskie, a mimo to miasto ma problemy ze znalezieniem potężnej kwoty na obsługę długu. W sytuacji dużego wzrostu stóp procentowych musi dojść do sytuacji, gdy całe przychody nie będą wystarczać do spłaty samych odsetek. Wariant Weimarski w całej okazałości – z tym, że trzeba pamiętać, że Chicago to nie jedyna jurysdykcja w Stanach z tym problemem. To raczej norma, a nie wyjątek. W każdym razie Chicago będzie w czołówce bankrutujących miast w USA.

 

Share This Post

2 thoughts on “Szikagowski deficyt

  1. To się nie ma co dziwić, że się FED nie spieszy z podnoszeniem stóp; ale, kiedyś będzie musiał(chyba?) i będą niezłe żniwa.

  2. Amen, dobry wpis, prawda, Czikago nie bedzie mialo latwo.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *