Monthly Archives: June 2014

Konspira

Wyobraźmy sobie sytuację, że każdy człowiek może zabić innego człowieka całkowicie anonimowo i darmowo. Taki mechanizm działał w czasach stalinizmu, a narzędziem takiej zbrodni doskonałej był donos. Co się wtedy dzieje? Historia pokazuje, że ludzie bardzo chętnie się nawzajem zabijają.

W normalnym (zdrowym politycznie i ekonomicznie) społeczeństwie przemoc występuje rzadko. Trzeba biedy (Brazylia) lub zbrojnej opresji (Generalna Gubernia) by dotychczas spokojni ludzie tworzyli podziemie i posuwali się do odbierania innym życia.

Internet u swego zarania był instytucją działającą na zasadzie zaufania. Nie znano jeszcze konieczności autoryzacji dwuetapowej – do zmiany hasła wystarczyło zadzwonić do administratora serwera, podać login i poprosić o nowe hasło.

Dziś powoli uświadamiamy sobie, że jesteśmy w zupełnie innych realiach. Mamy PGP i TOR, bitcoina i złoto. Ich używanie to efekt terrorystycznych działań większości rządów na świecie. Skoro wszystkie mejle są czytane, skoro każde wejście na stronę w sieci jest raportowane , skoro każdy przelew bankowy jest podstawą do sprawy karno-skarbowej, skoro odsetki w banku nie rekompensują ukrytej inflacji – ludzie muszą sobie radzić.

Da się zauważyć istnienie cyklu: patologiczna władza – krzywda wyrządzana obywatelom – wzrost skłonności do socjopatycznych i kryminogennych zachowań u mas – i przyciśnięcie śruby żeby rząd mógł nad tym jakoś zapanować. Z czasem wypaczenie władzy pogłębia się coraz bardziej a skrajne patologie władzy rodzą skrajne zachowania – rewolucje – i wtedy bywają miejsca, gdzie krew płynie całą szerokością jezdni.

Niegodziwości dokonywane dziś przez rzekomo demokratyczne rządy zachodnie (wygórowane podatki, inwigilacja obywateli, samowładza urzędnicza, niesprawiedliwe i zbyt skomplikowane prawo) prowadzą do pojawienia się podziemia, drugiego obiegu, oraz narastającej akceptacji do życia poza systemem podatkowo – prawnym.

Proces posuwa się powoli i niezauważalnie. Dziś w społeczeństwie całkowicie akceptowalne jest bycie zatrudnionym na czarno, skoro wiadomo, że emerytur nie będzie, a składki rabowane są przez ZUS na taką skalę, jakbyśmy wszyscy mieli starość spędzić na Seszelach. Akceptowane jest niepłacenie podatków jako że są one zbyt wysokie, wprost opresyjne. Przykłady można mnożyć.

Dla wielu osób trudno jest połączyć w logiczny sposób patologie władzy z ludźmi wyrzuconymi ze społeczeństwa. To właśnie łączy w przedziwny sposób Polskę i Amerykę, dwa kraje, które przodują w statystykach % bezrobocia, % obywateli w więzieniach i % obywateli na emigracji. Niestety, w obu przypadkach system działa na rzecz grupy trzymającej władzę polityczną i władzę nad kapitałem, a poszkodowani obywatele najpierw lądują na bezrobociu, a potem w więzieniu lub za granicą.

Martwi to, że droga na której się znajdujemy wydaje się być jednokierunkową. Władcy świata zachodniego będą potrzebować jeszcze więcej władzy i pieniędzy, a obie te rzeczy muszą zostać odebrane obywatelom. Zdaje się, że dopiero rewolucja przyniesie im otrzeźwienie.

Share This Post

100 potwornych opowieści o pieniądzach – recenzja

Wydawnictwo Agora przysłało mi do recenzji książkę, której autorem jest Maciej Samcik.

Dzieło zaczyna się wyliczeniami autora – ile trzeba oszczędzać pieniędzy, przez jaki okres czasu i jaki zwrot z inwestycji należy osiągnąć, by zostać milionerem. Ale jakoś po 25 latach tak zwanej ‘wolności’ nie widzimy wokół zbyt dużo rentierów żyjących z pieniędzy zaoszczędzonych w tym czasie. Dlaczego?

Pan Samcik nie rozumie dwóch zasadniczych kwestii:

Inflacja jest zawsze niedoszacowana. Jej wyliczenie w Polsce dokonuje GUS, czyli agenda rządowa, a rządowi niesamowicie zależy na niskiej inflacji. Dokonuje się więc różnych zabiegów, z których może na przykład wynikać, że co prawda rzecz nazywana ‘inflacja’ wyniosła 2%, to przeciętna rodzina po roku wydaje o 7% więcej. Ciągnąc ten przykład dalej łatwo zrozumieć, że oszczędzanie w takiej sytuacji traci sens, bo choć 5% dawane przez bank teoretycznie daje 3% procentowe ponad inflację, a w rzeczywistości przynosi 2% straty. Podatek od zysków kapitałowych całą tą sprawę jeszcze bardziej pogarsza.

Samcik całkowicie nie dostrzega ryzyka systemowego, na przykład takiego, że p. Belka postawowi zasypać dziurę budżetową świeżo wydrukowanymi banknotami. W takim scenariuszu po pewnym czasie 100 złotówki z Jagiełłą będą tej samej, zerowej wartości co 100 złotówki z Waryńskim. Aby zostać milionerem trzeba by oszczędzać 20-40 lat, a w takim okresie czasu, w takim kraju jak Polska, tego typu epizod jest mocno prawdopodobny.

Książka Samcika jest zwyczajnie naiwna. Być może dowiesz się z niej jakich dzielnych interwencji autor dokonał czytelników Gazety i jakie są najpopularniejsze wałki dokonywane przez banksterów, ale nie dowiesz się nic o zjawiskach występujących rzadko, ale mających katastrofalne skutki dla oszczędzającego (ang. low-probability, high-impact events).

Co więcej wcale nie chodzi o to, żeby wygrać jedną potyczkę z bankami, ale żeby wygrać wojnę z całą bankowością. P. Samcik ma olbrzymią moc jaką daje mu 4 władza, ale umożliwia to uratowanie kilkuset ofiar bankowości, gdy pozostałe miliony idą na rzeź (lub, mówiąc kolokwialnie, do wydojenia z kasy). Z bankowością jest tak, że oni zawsze wygrywają, jak kasyna. Cokolwiek klient zrobi – i tak zostanie odcedzony z pieniędzy, mniej lub bardziej. Ale można z banków prawie wcale nie korzystać, choćby stosując finansowanie społecznościowe czy płatność bitcoinem – i to jest dla banków najsilniejszy cios.

Najbardziej dochodowe dla banków są kredyty i to te najbardziej szkodliwe dla obywateli – konsumenckie. W ogóle należałoby się ich wyrzec. Jedyny sensowy rodzaj zadłużenia to kredyt inwestycyjny bądź leasing.

Konta osobiste są tanie i przydają się w codziennym życiu. Natomiast wspomniane konta oszczędnościowe to mechanizm szybkiego zdewaluowania oszczędności. P. Samcik nadmienił kilka razy o złotych monetach – szkoda, że nie napisał jak fantastycznie bronią one oszczędności przed zakusami banków czy kolejnych rządów.

Share This Post

Rent to Own

Ewidentnie najbardziej brakującym schematem finansowania zakupu nieruchomości na polskim rynku jest Rent to Own. Można w dużym uproszczeniu powiedzieć, że jest to leasing nieruchomości przeznaczony dla osób fizycznych.

Koncepcja jest genialna w swojej prostocie. Skoro spłata kredytu jest w zbliżonej wysokości co czynsz, a ludzie i tak muszą gdzieś mieszkać i ten czynsz płacić, to może warto iść im na rękę i traktować płacony czynsz jako spłatę kredytu? Niech się wprowadzą bez przechodzenia całego szaleństwa związanego ze sprawdzaniem historii kredytowej i wizytą u notariusza, a jak przemieszkają 20 czy 30 lat płacąc czynsz, to mieszkanie im się odda za złotówkę. Z kolei spłacający wchodzi w rolę faktycznego posiadacza mieszkania, prowadzi naprawy czy remonty i udziela się we wspólnocie mieszkańców. Dla podmiotu finansującego transakcję jest to pozbycie się części obowiązków.

Rozwiązanie takie jest korzystne dla wszystkich podmiotów obecnych na rynku:

– Klient nie musi przejmować się wykazywaniem dochodów, co w czasach umów śmieciowych i ZUSu wrzucającego miliony Polaków do szarej strefy często jest problematyczne. Dodatkowo mieszkanie nie podlega zajęciu komorniczemu, nawet jak jest spłacone w 99%. Dla przedsiębiorców to ogromny plus, bowiem nie ma dziś prywaciarza bez winy, są tylko ci, co nie znają jeszcze swojego paragrafu.

– Deweloperzy mogą więcej wybudować i więcej zarobić, jako że da się oddać do użytku więcej nieruchomości. Pośrednicy zarobią więcej pieniędzy, a rząd uzyskuje więcej podatków.

– Dla banków jest to ogromna szansa na dotarcie do nowej grupy potencjalnych klientów, do tej pory ignorowanych jako nie posiadających zdolności kredytowej. Umowa Rent to Own nie jest umową kredytową, wobec czego nie dotyczą jej rekomendacje KNFu. To możliwość osiągnięcia większej penetracji rynku.

Oczywiście jest też druga strona medalu. Dla banków wymówka jest ciągle taka sama ‘my tu panie jesteśmy poważny bank, nie bawimy się w wynajem’. Moja odpowiedz jest zawsze taka sama – skoro nie bawicie się w wynajem, to może w ogóle w nic się nie bawcie, zamknijcie oddziały i niech konkurencja trochę się pobawi.

Schemat Rent to Own jest doskonałym rozwiązaniem w sytuacji flaczejącej bańki spekulacyjnej, jak to mamy dziś w Polsce. Skoro drogich mieszkań nikt nie chce kupić, to może warto je zutylizować właśnie w ten sposób. Inwestycja jest i tak sfinansowana przez bank, pewnego rodzaju gwarantem jest deweloper, niech więc ludzie się wprowadzają i spłacają.

Osobną kwestią jest sprawa przedterminowego opuszczenia lokalu. To zagadnienie powinna regulować umowa podobna do tych obowiązujących w TBSach, gdzie wynajmujący otrzymuje przy opuszczeniu lokalu pewne środki finansowe. Podobnie w przypadku Rent to Own – jeżeli mieszkanie jest warte więcej niż przed zawarciem umowy, to lokator powinien otrzymać część wpłacanych czynszów.

W każdym kraju istnieją różnice w procedurach pozbywania się nierzetelnego najemcy. W krajach rozwiniętych zwykle to osoba biorąca kredyt jest bardziej chroniona niż najemca. W Polsce jak wiadomo neoniewolnicy nie mają żadnych praw. To banksterzy tak napisali w ustawach na wszelki wypadek, żeby się nam w głowach nie poprzewracało. W przypadku usuwania niepłacących lokatorów nie ma większego znaczenia, czy była to umowa kredytowa i wpis do księgi wieczystej, czy umowa najmu Rent to Own. W pierwszym przypadku bank wystawia bankowy tytuł egzekucyjny i rozpoczyna właściwą procedurę eksmisji, która byłaby dokładnie taka sama jak w przypadku Rent to Own.

Share This Post

Belka i afera taśmowa

Rok temu pisałem o zmianach w ustawie o NBP umożliwiających finansowanie deficytu państwa przez bank centralny, nazywany potocznie ‘dodrukiem pieniądza’.

Podobnie jak czytelnicy tego bloga Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że Polska jest na drodze do bankructwa. Co rok wydawanych jest więcej środków niż udaje się zebrać w podatkach, przez co rośnie garb długu, który wymaga coraz więcej środków na wypłatę odsetek. Nie trzeba być noblistą, aby domyśleć się, że przyjdzie dzień, gdy na wydatki nie będzie nie tylko z podatków, ale i z pożyczek. Nieodwracalnie dojdzie do momentu, gdy trzeba będzie drukować, tak samo jak robił to Gierek i Jaruzelski, sprowadzając na Polskę bankructwo i hiperinflację.

Dziś, dzięki najnowszej aferze taśmowej, wiemy już jakie były okoliczności zalegalizowania dodruku pieniędzy. Oto przyszedł minister Tuska do Belki i rozpoczęli negocjacje. Belka zażądał wywalenia ministra finansów w zamian za obietnice dostarczenia gotówki. Zabezpieczył się również w tych działaniach nowelizacją Ustawy o NBP. Warto spojrzeć z dzisiejszej perspektywy, co pisano o tej nowelizacji rok temu.

W oczywisty sposób działania obu stron są złamaniem konstytucji. Zapis o niemożności finansowania państwa przez NBP jest owocem doświadczeń historycznych, wiedzy, że dodruk to pierwszy i zwykle nieodwracalny krok do hiperinflacji. Co więcej, tego typu ustalenia łamią zasadę rozdziału rządu od banku centralnego. Tego typu ustalenia to spisek podobny to zmowy cementowni co do cen w Polsce. Rząd i NBP mają się wzajemnie nadzorować, a nie ustalać jak obchodzić konstytucje.

Największym zagrożeniem dla każdego państwa są rządowi terroryści. Politycy to kasta, która sprowadza nieszczęścia większe niż wojny i epidemie. Wszystkie ich rozmowy telefoniczne powinny być nagrywane i analizowane. Tą metodę prowadzi się zresztą w USA. Gubernator stanu Illinois odsiaduje 15 lat więzienia za to, że po wyborach Obamy na prezydenta wykonywał telefony starając się sprzedać miejsce w Senacie po Obamie.

Specjalnie oglądałem wszystkie sobotnie wiadomości telewizyjne. Podczas gdy wszystkie portale trąbiły o aferze, telewizja milczała. Najwyraźniej władza nie wie jakie mają być wytyczne dla mediów, musi panować kompletny chaos na najwyższych szczeblach Grupy Trzymającej Władzę. Coś jak nieudany start z kosmodromu Bajkonur w czasach ZSRR – zamiast takiej jakże niefajnej informacji daje się newsa o konkursie zespołów ludowych. Może dowiemy się czegoś jutro, podczas wystąpienia premiera.

Jedynym rozwiązaniem powinna być dymisja rządu i szefa NBP. To jedyne honorowe rozwiązanie. Po tylu latach rządów premiera, gdy już parę razy mogliśmy skonfrontować jego obietnice z ich realizacją, można różne rzeczy o nim opowiadać, ale nie to, że jest honorowy.

A teraz czas na tradycyjne naganianie na złoto. Oto moja prognoza – kto trzyma oszczędności w złotówce, ten już niedługo przekona się, że Polska jest krajem wysokiego ryzyka kursowego.

Share This Post

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku węgla

Inne moje artykuły o zbliżonej tematyce:

Fałszywki Andrzeja Szczęśniaka – polski bilans handlowy

Fałszywka spadku ilości kilometrów przemierzanych przez Polaków

Andrzej “Kompromitująca niewiedza” Szczęśniak – ropa

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku i paliw

Sytuacja na światowym rynku paliw

Dziś ciąg dalszy demaskowania kampanii dezinformacyjnych prowadzonych przez Andrzeja Szczęśniaka na jego blogach http://www.prawica.net i http://www.szczesniak.pl .

Po przyjrzeniu się jego kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji na rynku ropy i kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji gospodarczej Polski czas przyjrzeć się szczęśniakowej kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji na rynkach węgla.

Jak wielu się już pewnie domyśla przyjrzenie się szczęśniakowym wpisom dotyczącym węgla ukazuje przerażający poziom nieuctwa. Podstawą dużej części szczęśniakowych bredni w tym zakresie jest mylenie przez naszego fałszywego eksperta dwóch pojęć – pojęcia “rezerw” i pojęcia “zasobów”. Poniżej definicje:

Resrevdef[Źródło]

W skrócie zatem: rezerwy to to, co można wydobyć z zyskiem, a reszta która co prawda jest pod ziemią, ale z zyskiem wydobyta być nie może, to zasoby.

Szczęśniak ma ogromny problem z odróżnianiem jednych od drugich – najbardziej jaskrawy przykład to dwa artykuły prawie o tym samym – ten i ten, gdzie w pierwszym rezerwy nazywa rezerwami a w drugim dokładnie te same rezerwy nazywa zasobami. Generalnie w swoich wpisach Szczęśniak używa tych dwóch terminów tak jakby były synonimami – w wielu artykułach rezerwy nazywane są naprzemiennie “rezerwami” i “zasobami” (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10), w innych nazywane są tylko zasobami (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10) – wszystkie te artykuły w rzeczywistości traktują o rezerwach, a ani jeden z nich nie jest o zasobach.

Mylenie rezerw z zasobami to swoją drogą kompromitacja owego “eksperta” na niewyobrażalną skalę, gdyż to mniej więcej tak, jakby człowiek podający się za eksperta w dziedzinie sadownictwa mylił jabłka z jabłoniami. To świetna moim zdaniem analogia, bo jabłka to konsumowalna część jabłoni a rezerwy to konsumowalna część zasobów (jeśli ktoś tu zauważy, że można skonsumować i zasoby, tylko nie odniesie się się z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, to odpowiem mu, że gałęzie, liście czy korzenie jabłoni też można zjeść, tyle że też nie odniesie się z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie).

Węgiel w Europie jest ciekawym przypadkiem pod tym względem, pod terytorium Europy (liczonej bez państw byłego ZSRR) znajdują się bowiem duże zasoby węgla kamiennego, ale bardzo małe jego rezerwy:

resrevquant[Źródło]

Nie zawsze jednak tak było – wielkość rezerw zależy bowiem od różnych czynników ekonomicznych (cena wydobywanego surowca na rynkach, koszty pracy robotników, koszty sprzętu i materiałów używanych przy wydobyciu, dostępne technologie, wysokość podatków od wydobycia i ewentualnych dotacji itd.) i zmienia się wraz z ich zmianami.

Najlepiej widać to na przykładzie Wielkiej Brytanii, której rezerwy węgla stopniały w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat o 99.85% – z ponad 170 mld ton do około ćwierć mld ton.

UKCoalReserveHistory[Adnotacja: dane liczbowe, z których powstał wykres są autorstwa World Energy Council, ale można znaleźć je także w corocznie od roku 1951 publikowanych przez BP Statistical Review of World Energy]

Po prostu w wyniku zmian czynników ekonomicznych ok. 170 mld ton brytyjskiego węgla przestało być rezerwami i teraz są to już tylko zasoby.

Podobny los z tych samych powodów spotkał prawie wszystkie dawne rezerwy węgla w Polsce – teraz są one już tylko zasobami:

PolandCoalReserveHistory[Adnotacja: dane liczbowe, z których powstał wykres są autorstwa World Energy Council, ale można znaleźć je także w corocznie od roku 1951 publikowanych przez BP Statistical Review of World Energy]

…a prawie wszystko z tego co zostało kwalifikuje się do rezerw wyłącznie dzięki temu, że budżet naszego kraju dotuje wydobycie węgla finansując z płaconych przez Polaków podatków emerytury górnicze, gdyby nie one ze względu na niemożliwość wydobycia z zyskiem trzeba by z rezerw do zasobów przekwalifikować te resztki węgla kamiennego, które w tej kategorii jeszcze zostały (w dalszej części tekstu więcej szczegółów na ten temat).

Zapewne uważny czytelnik zapyta w tym momencie:

“Cóż takiego się zmieniło, że setki miliardów ton europejskiego węgla z rezerw stały się jedynie zasobami?”

Parafrazując tak mu odpowiem:

“Jedno słowo, powiem Ci tylko jedno słowo: Odkrywki

Do Europy coraz szerszym strumieniem napływał węgiel kamienny z pozaeuropejskich kopalni odkrywkowych. Państwa posiadające odkrywkowe kopalnie węgla kamiennego praktycznie zmonopolizowały międzynarodowy handel tym surowcem, a zrobiły to oferując go po cenach nieosiągalnych przy wydobyciu podziemnym. Stopień zmonopolizowania międzynarodowego rynku węgla kamiennego w porównaniu z np. rynkiem ropy jest ogromny – poniżej tabelka z listami największych eksporterów i eksporterów netto węgla oraz największych eksporterów ropy w roku 2012, w milionach ton:

coal&oil[Źródła tabelek: lewej górnej, prawej górnej, lewej dolnej]

Jak widać powyżej międzynarodowy rynek węgla kamiennego jest szczelnie obstawiony przez widoczne powyżej 10 krajów, trzy pierwsze z nich kontrolują łącznie 65.1% światowego eksportu a cała 10-tka kontroluje 95.3% (patrz tabelka u góry z lewej). Dla porównania na międzynarodowym rynku ropy trójka największych eksporterów kontroluje zaledwie 35.5% światowego eksportu, a pierwsza 10-tka dopiero 69.1% (patrz tabelka z prawej).

Źródło tego zmonopolizowania staje się nader oczywiste po przyjrzeniu się metodom jakimi w omawianych 10 krajach wydobywa się węgiel:

Kraj Wydobycie węgla Eksport węgla kamiennego Przybliżony odsetek węgla wydobywany Źródło infor-
macji o
sposo-
bie wy-
dobycia
bru-
nat-
nego
w Mt
ka-
mien-
nego w Mt
Eksport netto Eksport
w Mt jako % wydo-
bycia
w Mt jako % wydo-
bycia
od-
kryw-
kowo
pod-
ziem-
nie
Indonezja 0,0 440,8 383 86,9% 384,0 87,1% 99% 1% str. 4
Australia 69,0 374,1 302 80,7% 315,5 84,3% 74% 26% str. 4
USA 71,3 850,7 106 12,5% 114,1 13,4% 69% 31% str. 4
Rosja 77,9 276,1 103 37,3% 125,2 45,3% 65% 35% str. 3
Kolumbia 0,0 89,2 82 91,9% 83,3 93,4% 92% 8% str. 6
RPA 0,0 260,0 72 27,7% 75,9 29,2% 53% 47% str. 4
Kazachstan 7,7 112,8 32 28,4% 32,8 29,1% 69% 31% str. 3
Kanada 9,5 57,0 25 43,9% 34,6 60,7% 97% 3% str. 3
Mongolia 7,5 23,6 22 93,2% 22,1 93,6% 99% 1% str. 4
Wietnam 0,0 42,4 18 42,5% 19,8 46,7% 50% 50% str. 3
Łącznie w 10-ciu ww. 242,9 2526,7 1145 45,3% 1207,3 47,8% 77% 23% wyliczo-
ne z ww
Łącznie na świecie 1105,8 6835,0 1168 17,1% 1267,0 18,5% 40% 60% wiki

[Źródła pozostałe: produkcja węgla kamiennego, produkcja węgla brunatnego]

Tabelka wyjaśnia wszystko – kraje które zmonopolizowały międzynarodowy rynek węgla, to kraje, mające duże ilości węgla kamiennego położonego płytko pod ziemią – i eksploatujące go metodą odkrywkową.

Koszt wydobycia takiego węgla jest najczęściej na poziomie kilkunastu dolarów za tonę (choć są i miejsca, gdzie węgiel kamienny wydobywany jest odkrywkowo kosztem zaledwie kilku dolarów za tonę, jak na przykład na złożach Powder River Basin ).

Wydobyty w tych krajach odkrywkowo węgiel kamienny dostarcza się potem do odpowiedniego przystosowanego do przeładunku portu (albo do terminalu kolejowego) gdzie można go sprzedać – węgiel znajdujący się w takich portach i terminalach jest bowiem notowany na giełdach, a dziś w dobie Internetu każdy w zasadzie na bieżąco może śledzić ceny po jakich w tych miejscach handluje się węglem – u wielkich eksporterów mamy więc notowany:

węgiel w Indonezji

węgiel w Australii, port Newcastle

węgiel na Wschodzie USA

węgiel na Północy USA w na Illinois Basin

węgiel na Środkowym Zachodzie USA na Powder River Basin

węgiel w RPA, port w Richards Bay

… jak widać w portach u wielkich eksporterów węgiel można kupić/sprzedać obecnie po ok. $60 za tonę fob (free on board, tj. ze wszystkimi należnymi daninami, podatkami i opłatami już opłaconymi przez dostawcę).

Potem węgiel płynie do portów odbiorców, a jego ceny u największych z nich też są notowane na giełdach, mamy tu więc notowany:

węgiel w Europie na ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia)

węgiel w Chinach, porty w Guangzhou-Guangxi-Fujian

… gdzie jest o kilka do kilkunastu dolarów drożej niż w portach producentów, bo jak łatwo się domyślić – cena rośnie o koszty transportu (uwaga! – różnic cen nie należy liczyć prostym odejmowaniem, bo węgiel notowany w poszczególnych portach i terminalach różni się wartością energetyczną, zawartością siarki i innych substancji oraz jednostką wagi: tona metryczna bądź tona amerykańska).

W kontekscie powyższego widać już chyba, model biznesowy według którego działają państwa – duzi eksporterzy węgla: wydobywają one węgiel kamienny ze swoich odkrywek kosztem najczęściej kilkunastu dolarów za tonę, kosztem kolejnych kilkunastu dowożą go do portów w Europie lub Azji Południowo-Wschodniej i tam sprzedają w chwili obecnej po ok. $70 za tonę – mniej więcej 2-, 3-krotność poniesionych kosztów (a mówię, o modelu biznesowym państw, bo z tych zysków rzędu 100-200% większość najczęściej trafia do kieszeni państwa-producenta w postaci regaliów, podatków i opłat eksportowych).

W takich oto warunkach na scenę wchodzi – Andrzej “Kompromitująca Niewiedza” Szczęśniak – i zaczyna pleść dyrdymały o tym, że Polska powinna eksportować jak najwięcej swojego węgla kamiennego na rynki międzynarodowe i zaczyna drzeć szaty, że tego (już) nie robi (1, 2, 3, 4, 5, 6). To co Szczęśniak proponuje to nic innego jak namawianie do tego, by kopać się z koniem (a właściwe z dziesięcioma końmi).

Polska nie ma bowiem odkrywkowych kopalni węgla kamiennego, mamy węgiel kamienny położony około kilometra pod ziemią i głębiej, a średnie koszty wydobycia tony węgla kamiennego w roku 2013 wyniosły 302,89 zł za tonę – czyli równe $100 (po średnim kursie z ostatniego tygodnia) w kopalniach, a to jeszcze nie wszystkie koszty – skarb państwa dopłaca bowiem ok. $20 do każdej tony węgla kamiennego finansując wcześniejsze emerytury górnicze z podatków płaconych przez Polaków (każdy łatwo to sobie może wyliczyć, jako, że ZUS publikuje szczegółowe dane o emeryturach górniczych – albo “na szybko” oszacować z informacji, że koszty płacowe wyniosły 51.2% kosztów wydobycia węgla i z ZUSowskiej informacji, że statystyczny górnik pobierał emeryturę przez 21 lat, a emerytura przysługuje mu po 25 latach pracy).

Na ARA czy w podobnym miejscu w Europie sprzedawalibyśmy ten wydobyty kosztem $120 węgiel po zaledwie nieco ponad $70 za tonę, czyli za 60% kosztu wydobycia, a tak naprawdę za mniej, bo musielibyśmy w większości przypadków pokryć jeszcze przynajmniej część kosztów transportu do odbiorców.

Dopłacalibyśmy więc do tego eksportowanego węgla potworne kwoty nie mając z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, bo eksportując zwiększymy podaż węgla w Europie, co będzie zmniejszać jego cenę i sprawi, że tańszy węgiel będą miały gospodarki tych krajów, które opierają się na węglu importowanym (niemiecka, francuska, holenderska. brytyjska, włoska, hiszpańska, węgierska, rumuńska, turecka), a tym samym niższe koszty energii będą miały firmy działające w tych krajach, a tym samym z kolei będą miały niższe koszty wytworzenia prawie wszystkiego, co prowadzić będzie do ułatwionej konkurencji na rynku europejskim i światowym produktów z tych krajów z produktami wytwarzanymi w Polsce.

Do tego należy pamiętać, że płytko położony węgiel kiedyś się wyczerpie (tak jak wyczerpała się płytko położona ropa) i wtedy światowe ceny węgla osiągną poziom pozwalający wydobywać z zyskiem głębiej położone jego złoża – czy nie lepiej wydobyć polski węgiel wtedy – z zyskiem zamiast dziś wydobywać go ze stratą (a zauważmy, że wtedy można będzie wydobyć tylko to, od czego wydobycia powstrzymamy się dziś – dziś wydobytego węgla nie można będzie przecież w przyszłości wydobyć ponownie) w dodatku nie na własne potrzeby, a po to aby go wyeksportować, czyli ułatwić życie nie Polakom, ale kosztem Polaków mieszkańcom krajów, do których zostanie wyeksportowany? Niech czytelnik sobie na powyższe pytanie odpowie sam.

Znów zatem nieuctwo A. Szczęśniaka połączone ze skłonnością do wypowiadania się na tematy, o których nie ma on bladego pojęcia sprawiło, że nasz fałszywy ekspert nie marnuje okazji by robić z siebie pajaca postulując absurdalną politykę, będącą w istocie gospodarczym sabotażem, tym razem w zakresie wydobywania węgla kamiennego w Polsce.

Share This Post

Ujemne stopy procentowe

Prawo podaży i popytu nadal działa – obniżenie ceny powoduje wzrost popytu. Dzięki przecenom kruszców mam co robić, ale nie mam kiedy pisać. Ciekawe, co będzie dalej. Jeżeli cena nadal będzie spadać, to popyt nadal będzie rosnąć. Kto wie, może zobaczymy puste haki, jak wielokrotnie ostrzegałem.

Dość już tego ordynarnego naganiania na złoto, są przecież na świecie inne sprawy. Na przykład ECB, który wprowadził ujemne stopy procentowe. Wiele osób przeżywa ten fakt, a ja tymczasem nie. Płacę prawie 100 zł miesięcznie za to, że łaskawy bank-dobrodziej obraca pieniędzmi moimi oraz moich klientów. Taki FED emituje papiery dłużne, które dadzą całe 0,06 % rocznie, gdy nawet oficjalna propagandowa inflacja jest wyższa. Oznacza to, że posiadanie obligacji USA da czystą stratę,  a depozytariusz zapłaci za przywilej oddania własnych pieniędzy do dyspozycji FED. W tej sytuacji decyzja EBC zupełnie mnie nie dziwi, po prostu jawnie robi to, co inni robią w sposób ukryty.

Inflacja jest obecnie najbardziej kluczowym zagadnieniem ekonomii. Mamy kilka ciekawych zjawisk – wysokie ukryte bezrobocie, wolny obrót pieniądza, niskie oczekiwania inflacyjne oraz import towarów z krajów dysponujących tanią siłą roboczą – które są presją na utrzymywanie się niskich cen nie tylko w Stanach, ale również w Europie.

Wraz z puchnięciem długów poszczególnych państw rośnie ich wrażliwość na wyższą inflację. Wzrost inflacji to wzrost oprocentowania pożyczanych środków na rolowanie długu państwa, ale nawet niewielki wzrost oznacza gwałtownie zwiększenie środków, które trzeba przeznaczyć na odsetki (jest to zjawisko nieliniowe).

W pewnym momencie budżet zaczyna uginać się pod tym ciężarem i pieniędzy z podatków nie starcza na wydatki budżetowe i odsetki. Wtedy państwo zaczyna pożyczać środki nie tylko na rolowanie wygasających obligacji, ale również na odsetki. To początek końca – państwo staje się bankrutem w błyskawicznym czasie. Ogromna większość wydatków zaczyna być pokrywana drukiem pieniądza, a na rynek trafia potężna fala pieniędzy z wyprzedawanych obligacji. Inflacja staje się hiperinflacją i waluta ulega śmierci.

Dwóch głównych rozgrywających (FED & ECB) balansują na cienkiej linie. Gdyby nie doszło do luzowania ilościowego przy niskich stopach procentowych, to kryzys miałby przebieg podobny do tego z 1929 roku, deflacyjny, z przeceną wszystkiego o 80%. Z kolei luzowanie i niskie stopy pchają nas w tą samą chorobę, która spowodowała kryzys – wysokie zadłużenie. Obecna polityka finansowa powoduje ryzyko powstania inflacji niszczycielskiej jak tsunami.

Wszystko wskazuje na to, że najlepszych ekonomistów na świecie mają Rosjanie i to oni są najlepiej przygotowani do zbliżających się wydarzeń. Ale o tym kiedy indziej.

Share This Post

Niewydolność opieki społecznej

Można by popełnić wpis o jutrzejszych urodzinach Bronka czy o dzisiejszej wizycie Baraka. Nie mam siły na bicie piany z wody, tak ja to robią w prasie pisząc, że “jego przyjazd jest dowodem na to, że USA dotrzymują zobowiązań dotyczących bezpieczeństwa”. Nie wiadomo nawet jak skomentować takie bzdury – czy w razie wojny kolejny prezydent przyjedzie osobiście walczyć w polskiej armii? Jaką to gwarancją czegokolwiek jest wizyta w Polsce jakiegoś figuranta oligarchów?

Zamiast tego warto zastanowić się nad artykułem o problemie z bezdomnym.

Obecnie każdy rozwinięty kraj na świecie ma już całkiem sporą armię niepełnosprawnych oraz ludzi w podeszłym wieku. Istnieją urzędy oraz procedury pozwalające rozwiązywać problemy nastręczane przez tych obywateli. I to działa.

A w Polsce? Jak to w Polsce – nie da się i już. Tak jak kiedyś tzw. ‘obiektywne  trudności’ były przedstawiane podczas kolejnych zjazdów PZPR, tak dziś istnieją już bez tej partii.

Ciapczyńska: – Większość bezdomnych nie ma dowodu. Wyrobienie trwa półtora miesiąca. […] Wniosek o umieszczenie w placówce opiekuńczej składa opieka społeczna. Na rozprawę czeka się miesiąc, półtora. Sprawa pana Mirka była już na wokandzie 10 kwietnia. Ale się nie odbyła. Biegły nie zabrał ze sobą dokumentów. Kolejny termin: 29 maja. Jeśli nie będzie żadnego problemu i zapadnie orzeczenie, trzeba będzie jeszcze czekać 21 dni na uprawomocnienie.

Dlaczego czeka się półtora miesiąca na dowód? W Chicago na dowód czeka się 15 minut. Dlaczego na pieczątkę jakiegoś przeklętego sędziny czeka się miesiącami? Przybicie pieczątki powinno trwać tyle co w sprawie o areszt tymczasowy – 15 minut.

Działalność ministerstwa cyfryzacji to farsa. Tysiące urzędasów pobierają tłuste ministerialne wypłaty naradzając się nad kawą jak by tu zmienić rzecz A na B, do czego nigdy nie dochodzi, bo kolejna nasiadówa zmienia plan zmiany B na A.

W Polsce brak jest przywództwa, pracowitych i uczciwych ludzi. Pomijam naczelne organy państwa, ale mam na myśli sprawne funkcjonowanie każdego urzędu państwowego. Liczą się łapówki, kariera, premie, emerytura, klepanie sekretarek po tyłkach, wakacje, kawa, a na samym końcu to, żeby wykonać ten przeklęty obowiązek wydania dowodu osobistego w krótkim czasie. Ludzie wartościowi dawno zostali zgnojeni, czy tu przez Gierka, Jaruzelskiego czy przez Tuska i są dziś w większości na emigracji.

A na koniec filmik:

Share This Post

Dochód pasywny

Osiągnięcie dochodu pasywnego jest Świętym Graalem inwestorów. Rzesze marzą o dniu, w którym zamoczą stopy w ciepłym morzu, a potem włączą komputer i na koncie bankowym zobaczą nowo zaksięgowane środki. Sprzedawcy produktów inwestycyjnych i autorzy poradników ekonomicznych mamią ludzi taką wizją. Tymczasem porównanie dochodu pasywnego do Świętego Graala jest o tyle trafne, że osiągnięcie zysków bez pracy jest tak trudne, jak odnalezienie Kielicha. Dla większości osób będzie to zupełnie nieosiągalne.

Jakoś nie widzimy wokół siebie zbyt wielu rentierów. Czy wynika to z krótkiego istnienia kapitalizmu w Polsce? Niekoniecznie. W krajach, gdzie w ogóle nie było sowieckiej okupacji, rentierów też nie jest zbyt dużo. Dlaczego?

Pomińmy na chwilę rozrzutność czy niskie zarobki, skupmy się na ludziach, są w stanie akumulować kapitał. Powodem trudności w osiągnięciu satysfakcjonującego dochodu pasywnego jest to, że jest tylko kilka możliwych dróg dojścia do tego celu, a każda z nich jest zawodna, może prowadzić do utraty kapitału i konieczności powrotu do pracy zarobkowej. Oto krótki przegląd istniejących możliwości.

1. Posiadanie złota w ogóle nie prowadzi do osiągnięcia dochodu, ponieważ złoto jest inwestycją, tylko bezodsetkową lokatą. Liczenie na dorobienie się na gwałtownym wzroście jego wartości to ryzykowna spekulacja. Owszem, złoto daje maksymalne zabezpieczenie – kapitał jest nie do ruszenia przez podatek inflacyjny, komorników, byłe czy aktualne żony – natomiast nie przynosi dochodu (odsetek). Zawsze można złoto wymieniać na aktualnie obowiązującą walutę i pokrywać koszty życia, ale wcześniej czy później wyda się całość posiadanego kruszcu.

2. Odsetki z lokat bankowych i obligacji nie pokrywają rzeczywistej skali inflacji. Po naliczeniu odsetek (i to jeszcze pomniejszonych o podatek kapitałowy) pieniądze mają mniejszą mniejszą siłę nabywczą niż przed założeniem lokaty. Dodatkowo posiadacze tego typu instrumentów ponoszą ryzyko upadku emitenta. Przypadek Cypru uczy, że takie zdarzenia są możliwe i w przyszłości będą się zdarzać. W mojej ocenie, na tą chwilę otrzymywane odsetki absolutnie nie kompensują ryzyka krachu systemowego, nie mówiąc już o kompensowaniu wspomnianej utraty siły nabywczej.

3. Akcje w obrocie publicznym rzadko wypłacają jakiekolwiek dywidendy, a jeżeli już są, to w skromnej wysokości. Giełda jest współcześnie nastawiona na dostarczanie zysku instytucjom finansowym, a nie drobnym ciułaczom.

Ciąg dalszy dla zarejestrowanych czytelników.

Dodaj do koszyka
Share This Post