Monthly Archives: April 2014

Fałszywe sztabki złota a tajemnica jubilerska

Od pewnego czasu ktoś wprowadza do obrotu w Polsce fałszywe sztabki złota. Proceder polega na zalaniu wolframu w złocie próby 585 a następnie sprzedawaniu ich w lombardach w całym kraju. W moje ręce trafiła jedna z nich.

Ciąg dalszy dla zarejestrowanych czytelników.

Dodaj do koszyka

A skoro już mowa o przekrętach i stopach metali. Do mediów wyciekły ostatnio informacje o wynalezieniu koncepcji ‘tajemnicy jubilerskiej’ przez firmę jubilerską Kruk.

Dalsza część znowu ukryta, żeby nie powtórzyła się sytuacja z tatarem.

Dodaj do koszyka
Share This Post

Broń finansowa

Dużo mówi się o stosowaniu nacisku ekonomicznego jako narzędzia walki między państwami. Historia podaje szereg przykładów, jak choćby wyprzedaż funta brytyjskiego w czasie kryzysu sueskiego w 1956 roku. De Gaule rzucił Amerykę na kolana egzekwując prawo do wymiany papierowych dolarów na prawdziwe złoto na przełomie lat 60tych i 70tych. Francuski mąż stanu doprowadził do bankructwa USA, jako że obietnica wymiany papierowych banknotów na metal okazała się bez pokrycia. To był początek końca Stanów jako mocarstwa.

Dziś widać wyraźnie, że USA jest tylko cieniem dawnego imperium. Cały świat zdaje sobie sprawę, że Ameryka podzieli los ZSRR. Wygląda na to, że dzięki wolności gospodarczej i światłym rządom (co za paradoks!) nowym imperium będą Chiny. A jako że nowe imperium jest wierzycielem dawnego mocarstwa wiele mówi się o sytuacji, w której Chiny doprowadzają Amerykę do bankructwa na sposób francuski, pozbywając się gotówki oraz długu wyemitowanych przez Skarb USA.

Pojawia się pytanie: dlaczego Chiny nie zadadzą ostatecznego ciosu Stanom. Najczęściej padającym wytłumaczenie sprowadza się do argumentu, że Chiny potrzebują Ameryki jako rynku zbytu. Inny argument odwołuje się do chińskiej filozofii, by szanować swego wroga, ponieważ jest to wróg, którego się już zna i jego wyeliminowanie może zrobić miejsce dla nowego, nieznanego i groźniejszego przeciwnika.

Te argumenty są jednak mało przekonujące.  Chiny mają ogromną i szybko bogacącą się populację. Popyt ze strony USA można szybko zastąpić popytem wewnętrznym. Lepiej skonsumować wyprodukowane dobra w kraju, niż wysłać je do Stanów, gdzie zostaną skonsumowane, przy czym zakup zostanie dokonany na kredyt, o którym już dziś z całą pewnością wiadomo, że jest niespłacalny.

Pewne światło na ten problem rzuca jeden prosty wykres, pokazujący udział poszczególnych podmiotów w długu Ameryki.

Tax-Day-2014-To-Whom-Does-US-Govt-Owe-MoneyWydaje się, że mamy odpowiedz. Chiny nie są posiadaczami większości długu, jak mogłoby się wydawać słysząc nieustające doniesienia o tym jak bardzo ‘wykupili Amerykę’. Japonia, która zasypała Stany swoimi produktami w latach 80tych ma niewiele mniejszy udział w długu.

Akcja wyprzedaży długu USA i odejścia od dolara jako waluty rozliczeniowo-rezerwowej spowodowałaby gwałtowną reakcję USA. FED zorganizowałby skup obligacji i podniósłby ich oprocentowanie. Na fali patriotyzmu do akcji włączyłyby się rzesze Amerykanów, również kupując obligację. Również banki centralne krajów sojuszniczych (Saudowie, Brytyjczycy) oraz krajów-wasali (Polska) przyłączyłyby się do akcji ratunkowej.

Być może zdają sobie z tego sprawę ekonomiści związani z grupą trzymającą władzę w Chinach. Niewykluczone, że zapadła decyzja żeby zostawić sprawy własnemu biegowi – niech olbrzym sam się wykrwawi w akcie szaleńczego zadłużenia i hiperinflacji. A potem po prostu usunie się truchło.

Share This Post

Lista wyborcza Europa Plus Twój Ruch

Do wyborów do Parlamentu Europejskiego został tylko miesiąc czasu. Najwyższy czas zastanowić się na kogo odda się głos. Co prawda wiadomo, że wybory są dalekie od wolnych (jedynki mają fory z racji pozycji na liście i mają wysokie limity wydatków wyborczych), ale mimo wszystko są obywatele chcący oddać swój głos.

W obecnej sytuacji polityczno – ekonomicznej najważniejsze znaczenie dla Polski ma realizm. Należy stawiać na fakty i działania, mniejsze znaczenie ma wiara w duszki, aniołki czy diabełki. Polsce potrzebna jest sekularyzacja. Odcięcie Kościoła od budżetowego cyca oraz ograniczenie mieszania ludziom w głowach są warunkiem jakiegokolwiek rozwoju Polski.

Pierwszym wyborem jaki się nasuwa w tej sytuacji to Twój Ruch. Pociągające są również hasła wyborcze obiecujące wolność osobistą i gospodarczą. W Polsce żadna partia nie ma wolności na sztandarach. Nawet partie prawicowe, w normalnych krajach liberalne w kwestiach gospodarczych, w Polsce są socjalistyczne. Zakładają wysoką redystrybucję w ramach obrony biednych, nie rozumiejąc, że wspieranie rozwoju gospodarczego jest jedyną drogą do walki z nędzą. Rozdawnictwo nic nie pomoże – ludziom trzeba dać możliwość pracowania.

Polskie partie prawicowe są całkowicie skompromitowane stopniem uległości wobec kleru. Ma się wrażenie, że władzę w tych partiach dzierży Rydzyk. Widać to wyraźnie porównując programy i zachowania w Polsce do partii politycznych w innych krajach, na przykład do amerykańskich Republikanów, niemieckiego CDU/CSU czy szwajcarskiego CVP.

Polscy politycy od zawsze czuli się w obowiązku by klęczeć, ale nie przed Polskim wyborcą. Niedawno klęczeli w Moskwie, dziś klęczą w Watykanie.

Na stronach Państwowej Komisji Wyborczej można zapoznać się z listami wyborczymi o nazwie Koalicyjny Komitet Wyborczy Europa Plus Twój Ruch. Nazwiska na tej liście przerażają bardziej niż majaczenia Maciarewicza. Ma się wrażenie, że wróciło się do roku 1982 i czyta się listę wyborczą ułożoną przez PZPR.

KALISZ Ryszard Roman – od 1978 w PZPR. Charakteryzuje się lekceważeniem porządku prawnego w RP, choćby przepisami ruchu drogowego. Budzi zawiść męskiego elektoratu posuwaniem atrakcyjnych panienek, mimo jakże skromnego wyglądu.

NOWICKA Wanda Hanna – co prawda nie była w PZPR, ale zasłynęła chciwością w kwestii nagród.

SIWIEC Marek – w PZPR od 1977, zamieszany w sprawę ArtB.

PENKALSKI Wojciech Adam – siedział w kiciu 2 lata za bandyterkę. Osobiście wolę posłów ruchaczy niż posłów gangsterów, nawet jeżeli są w stanie spoczynku.

KUTZ Kazimierz Julian (przed zmianą nazwiska: KUC Kazimierz), odpowiedzialny za szykanowanie wybitnego reżysera Stanisława Barei, któremu miał za złe krytykowanie Polski Ludowej.

KWIATKOWSKI Robert Artur, członek PZPR od 1985, przez dwa lata członek znienawidzonej przez Polaków KRRiTv, stojącej nie tylko na straży ‘wartości chrześcijańskich’ w mediach, ale również na takim manipulowaniem mediami, by tylko dotychczasowa, skompromitowana grupa polityków była pokazywana Polakom.

Asem w rękawie są KWAŚNIEWSKA Jolanta i KWAŚNIEWSKI Jacek Łukasz. To smutne, ale wyborcy są jak cielęta. Głosują na cokolwiek co ma w nazwisku Tusk, Kaczyński czy Kwaśniewski. Zupełnie jest bez znaczenie, czy dana osoba jest ‘z tych’ Tusków, Kaczyńskich, Kwaśniewskich.

PISKORSKI Paweł Bartłomiej – jeden z bardziej skompromitowanych, ‘zgranych’ polityków w Polsce. Członek niesłynnej ‘Konfederacji Aferałów’. W czasie prezydentowania Warszawie był podejrzewany o liczne nadużycia, a ponieważ nie jest to sprawa złapanego studenta z 0,02 grama marychy, więc prokuratura jak zwykle była bezsilna.

Nie wiem na kogo liczy Palikot i Kwaśniewski. Na ubeków? Na budowniczych Polski Ludowej? Ci tych z roku na rok ubywa. Może na młodzież, która ma dość panoszenia się kleru i nie pamięta czołgów na ulicach zafundowanych nam przez juntę Jaruzelskiego? To pytanie powinno paść przy okazji wywiadu z Palikotem.

W Polsce brakuje partii w rodzaju Ruchu Pięciu Gwiazd. Mamy dość tych samych mord, od dekad przy korycie. Jedyne rozwiązanie to stosowanie w jak najszerszym zakresie demokracji bezpośredniej. Nie wiem tylko, czy taka propozycja nie jest popełnieniem przestępstwa, w końcu jest to postulat zmiany ustroju państwa, a na jego straży jest przecież ABW. No i politycy, dla których demokracja bezpośrednia jest równoznaczna z asteroidą niszczącą naszą cywilizacje – w końcu w obu tych przypadkach stają się dinozaurami…

Share This Post

Śladami złotego, czyli parszywa propaganda NBP

NBP słynie ze sponsorowania działalności edukacyjnej związanej z ekonomią. Oczywiście wspiera się takie projekty, które są politycznie poprawne i zgodne z jedynie słuszną ‘linią partii’. Nie można liczyć na to, że NBP będzie trąbił, że rezerwy walutowe ulokowane są w obligacjach państw-bankrutów, jak USA, lub o tym, że polskie złoto jest nie wiadomo gdzie, zmalwersowane przez Brytyjczyków, oraz o tym, że jedyny uczciwy system pieniężny oparty jest na parytecie złota. Stąd właśnie taki politycznie poprawny filmik opisujący historię naszej waluty.

Kilka moich uwag:

12:55 – Nie dość, że Chińczycy pierwsi wynaleźli banknoty, to jako pierwsi zdali sobie sprawę, że waluta papierowa zawsze prowadzi do hiperinflacji. Uznano papier za nieudany eksperyment i aż do 1934 roku Chiny posiadały system walutowy oparty na parytecie srebra.

13:10 – W 17 wieku złoża srebra wcale się nie wyczerpywały. Wystarczy spojrzeć na tą grafikę, by zobaczyć, że od 15 do początków 18 wieku produkcja kruszcu była w miarę stabilna. Nie potrzeba było żadnego ‘nowego pieniądza’. Kruszec był jedynym poważnie traktowanym pieniądzem aż 1914 roku, gdy zbankrutowała cała Europa.

global bullion production13:20 Rudolf II żył w latach 1552 – 1612 roku. Rewolucja przemysłowa umownie rozpoczyna się od roku 1760. Zadziwia sposób w jaki narratorowi udało się połączyć te dwa fakty historyczne, odległe o 200 lat.

25:15  Trudno zgodzić się z tezą, że Bank Handlowy istnieje ‘nieprzerwanie od 1870’. W czasie wojny Bank znajdował się pod kontrolą Niemców, a po wojnie akcje banku zostały przejęte przez komunistów i faktycznie go znacjonalizowano. Po oryginalnej spółce pozostała sama nazwa, jak po Wedlu. To była wydmuszka, nazwa mająca legitymizować działania podejmowane przez ludzi z nadania Moskwy. A potem ‘w wolnej i liberalnej Polsce’ dokonano aktu paserstwa i skradzione dobro sprzedano, ostatecznie Citibankowi.

31:00 Deflacja wcale nie jest gorsza niż inflacja. Jest naturalnym procesem spadku cen wynikającym z postępu technicznego. Inflacja natomiast jest ukrytym podatkiem uderzającym w oszczędności ludzi. Inflacja jest po stokroć gorsza od deflacji. To w inflacji ludzie ulegają szybkiemu zubożeniu i realnie zarabiają coraz mniej. Podwyżki cen żywności i energii zwykle przewyższają wzrost zarobków.

32:00 Działania podejmowane przez Bena Bernanke były wielkim eksperymentem, którego wynik jest nadal nieznany. Istnieje obawa, że długofalowym efektem będzie globalna fala hiperinflacji i w efekcie odejście od walut papierowych.  Warto przypomnieć, że nie tylko Ben Bernanke został człowiekiem roku według Time. W 1938 laury te zdobył Adolf Hitler, a rok później Józef Stalin. Osobiście nie chciałbym zostać w ten sposób uznany i wolałbym nie znaleźć się w tym gronie.

32:15 W bankach nie trzymamy żadnych pieniędzy. Po wpłacie środków do kasy banku są one natychmiast pożyczane. Przez pojęcie ‘trzymania’ środków w banku rozumie się roszczenie jakie mamy wobec danego banku.

34:00 Waluty papierowe to nie efekt wyczerpywania się złóż kruszców w 17 wieku tylko efekt I Wojny Światowej, gdy wymienialność banknotów została ‘tymczasowo’ zawieszona, a wycofane z obiegu złote monety zostały przeznaczone na pokrycie kosztów prowadzenia wojny.

39:00 Ochrona przed inflacją nie sprowadza się do funkcjonowania banku centralnego. Znamy cały szereg zdarzeń historycznych, w których w państwie z bankiem centralnym dochodziło do inflacji na ogromną skalę. Przed inflacją chroni wyłącznie ograniczenie ilościowe waluty w obiegu, poprzez jej wymienialność na złoto lub srebro, czyli funkcjonowanie parytetu złota/srebra. Tylko gospodarka z pieniądzem kruszcowym jest oporna na destrukcyjne konsekwencje inflacji, a bank centralny może w ogóle nie istnieć.

40:20 Właśnie wydatki bez pokrycia budżetów państwa są przyczyną inflacji. Niezrównoważone budżety państw zachodnich i zadłużenie które narosło do gigantycznych rozmiarów są tykającą bombą.

40:50 Reforma Grabskiego opiera się na przywróceniu pieniądza opartego na złocie. Jej sukces jest dowodem, że tylko system kruszcowy jest odporny na inflację.

45:20 Bilans II Wojny Światowej to przede wszystkim utrata niepodległości i sowiecka okupacja, co spowodowało powszechną nędzę Polaków, masową emigrację najcenniejszych obywateli oraz demoralizację tych, którzy pozostali. Zburzenie mostów i fabryk nie ma znaczenia. Niemcy mieli kraj o wiele bardziej zniszczony, ale wolność gospodarcza i polityczna, sprawiedliwy ustrój i stabilna waluta doprowadziły do tego, że przeciętny Niemiec ma kilka razy wyższą siłę nabywczą swoich zarobków niż przeciętny Polak.

47:20 Każda waluta papierowa w pewnym momencie staje się niewymienialna na srebro czy złoto, a zaraz potem na cokolwiek wartościowego. Ten sam los dotknie euro, dolara i obecnie istniejącą złotówkę. Wcześniej czy później będą one bezwartościowe i zastąpione nową walutą. Na tym polega cykliczna natura każdej waluty papierowej.

47:30 Obecnie Polska nadal nie jest w stanie spłacać swoich zobowiązań. Odsetki są w dużej mierze pokrywane sprzedażą nowych obligacji, a o spłacie zasadniczego zadłużenia nie może być mowy. Dług Polski nigdy nie zostanie spłacony, jedyną możliwością jest bankructwo. Pytanie tylko, jak długo będzie trwać gra w rolowanie długu.

47:40 No to się w końcu zgadzamy, że pieniądz bez pokrycia prowadzi do katastrofy.

48:25 Oczywiście, że pieniądze straciły na wartości i nadal tracą siłę nabywczą w szybkim tempie. W momencie wymiany 10 000 PLZ czyli 1 PLN kupował 1 000 ml (1 litr) benzyny. Obecnie 1 PLN kupuje 180 mililitrów tego paliwa. Denominacja nie zatrzymała inflacji lecz tylko ją nieco spowolniła.

49:20 Nie. Jesteśmy wyjątkowo głupim narodem. Ogromna większość ludzi nie potrafi zrozumieć konsekwencji tego, że żyją w systemie waluty papierowej, której siła nabywcza jest umowna i może zniknąć w przeciągu jednej nocy. Mądrym narodem są Niemcy, wymieniający papierowe euro na złoto na ogromną skalę.

Można się zgodzić z ukrytym przesłaniem filmu, mówiącym, że podstawą sprawnego państwa z obywatelami żyjącymi w dostatku jest uczciwy system walutowy i sprawna bankowość. Niestety Polska jest daleka od ideału w tym zakresie. Waluta Polski nie jest oparta na fundamencie kruszcowym, przez co utrudniona jest akumulacja kapitału, który niezbędny jest do budowy przedsiębiorstw i zakupu ich środków produkcji. A prawie cała bankowość w Polsce została sprzedana za grosze za granice i obecnie jest narzędziem drenażu finansowego na ogromną skalę. Polska jest krajem neokolonialnym, którego obywatele służą jako tania siła robocza, jako rynek zbytu oraz jako miejsce, gdzie udziela się wysokooprocentowanych, niezwykle dochodowych pożyczek.

Share This Post

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku i paliw

Uwaga – wpis gościnny. Inne moje artykuły o zbliżonej tematyce:

Fałszywki Andrzeja Szczęśniaka – polski bilans handlowy

Fałszywka spadku ilości kilometrów przemierzanych przez Polaków

Andrzej “Kompromitująca niewiedza” Szczęśniak – ropa

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku węgla

Sytuacja na światowym rynku paliw

Ostatni mój artykuł ukazał się w dwóch częściach jako wpis gościnny na blogu Trystero i w dużej części dotyczył kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez wiele lat przez Andrzeja Szczęśniaka na swoich blogach (tj. www.szczesniak.pl i www.prawica.net ) i w polskich mediach na temat kosztów wydobycia ropy naftowej na świecie.

Tym razem wpis tego samego rodzaju, w którym zajmę się inną kampanią dezinformacyjną powyższego autora – tym razem dotyczącą finansów Polski.

A. Szczęśniak bardzo ułatwił mi tu zadanie, ponieważ sam sporządził listę swoich artykułów, które się na tę kampanię złożyły.

W prawie wszystkich artykułach z powyższej listy ich autor prezentuje fascynującą mieszankę nieuctwa, wyznawania absurdalnych teorii spiskowych oraz czegoś co w Internecie nazywane jest “troll economics”, a oprócz tego w komentarzach pod artykułami autor prezentuje swoje chamstwo i buractwo, bo jacyś desperaci w kilku przypadkach próbowali szczęśniakowe brednie ekonomiczne korygować, w wyniku czego zostali przez naszego fałszywego eksperta obrzuceni wyzwiskami (a ich komentarze skasowano).

W powyższej grupie artykułów w mniej więcej co czwartym nasz fałszywy ekspert głosi w mniej lub bardziej otwartym stwierdzeniu, że zysk bądź strata w firmie (lub rodzinie) to różnica pomiędzy zakupami a sprzedażą (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20) lub że saldo bilansu płatniczego w państwie to odpowiednik wyniku finansowego (zysku bądź straty) w firmie, po czym z tych absurdalnych twierdzeń wysnuwa różnorakie (najczęściej jeszcze bardziej absurdalne) wnioski na temat sytuacji finansowej Polski. Te absurdalne wnioski tym razem pominę, bo zająć chcę się jedynie brednią, z której zostały wysnute [że zysk bądź strata w firmie (lub rodzinie) to różnica między zakupami a sprzedażą]. Poniżej krótka historyjka, która lepiej tę sprawę wyjaśni niż przydługie wywody.

Grzybobranie

Mąż z żoną postanowili poświęcić sobotę na zbieranie grzybów w lesie – z samego rana zabrali kosze, trochę gotówki i na piechotę poszli z nimi do lasu, w którym spodziewali się znaleźć grzyby.

Szybko okazało się, że decyzja była słuszna: w lesie było grzybów “od zatrzęsienia” i już w godzinach popołudniowych mieli 4 wielkie kosze pełne prawdziwków. A w związku z tym, że aż tylu grzybów nie potrzebowali zamiast z lasu wrócić do domu poszli na miejski targ, gdzie dzięki dobrej cenie wszystkie zebrane grzyby sprzedali w sumie za 950 zł. Po sprzedaniu grzybów – wracając z targu do domu w drodze powrotnej mijali sklep jubilera, gdzie żona zauważyła złoty pierścionek, który bardzo jej się spodobał, mąż (między innymi dzięki zauważeniu że pierścionek kosztuje niewiele więcej niż wartość giełdowa złota w nim zawartego) uznał że go kupią – i tak też zrobili kupili go za 990 zł .

Teraz kluczowe pytanie do powyższej historyjki:

Czy we wspomnianą sobotę wspomniana rodzina zyskała czy straciła (nadmienię, że żadne zmiany majątkowe poza wymienionymi w historyjce w tej rodzinie w tę sobotę nie zaszły).

Nasz fałszywy ekspert (albo podobny ekonomiczny nieuk) odpowie:

Zysk bądź strata to różnica między zakupami a sprzedażą. Rodzina sprzedała w tę sobotę tylko jedną rzecz: grzyby za 950 zł i tylko jedną rzecz kupiła: złoty pierścionek za 990 zł, czyli we wspomnianą sobotę rodzina straciła, a strata wyniosła 40 zł.

Ktoś jednak choć odrobinę inteligentny powie coś innego:

Zysk to po prostu przyrost majątku, a strata to jego ubytek. Rano rodzina miała pewien majątek X, a wieczorem miała majątek X minus 40 zł plus złoty pierścionek wart 990, majątek rodziny wieczorem był zatem o 950 zł większy niż rano, a zatem rodzina zyskała, a zysk wyniósł 950 zł

i będzie miał rację, bo zysk i starta to właśnie zmiana majątku i nie ma żadnego związku z wielkością różnicy między zakupami a sprzedażą.

Niejeden desperat próbował zresztą Szczęśniakowi to pod niektórymi z tych ignoranckich wpisów wyjaśnić, na przykład Pogromca z dyskusji poniżej:

komprZysk_html_51e4b113[Źródło: http://szczesniak.pl/2249#comment-14117]

… co skończyło się jak widać (kliknij na linku do źródła) tym, że został zwyzywany od dronów, a jego wyjaśnienia Szczęśniak skasował.

Przy okazji zaproponuję Szczęśniakowi zrobienie nowego wpisu na blogu – na wzór wpisu (w którym o dziwo prostujących błąd komentarzy nasz fałszywy ekspert nie skasował – a jedynie ograniczył się do wyśmiewania się z ich autora) Dwadzieścia lat strat operacyjnych – co to za firma proponuję analogiczny wpis pod tytułem Sto lat strat operacyjnych – co to za firma, który Szczęśniak zrobi na podstawie tego dokumentu rządu australijskiego, a w szczególności poniższego wykresu z tego dokumentu z historią australijskiego salda na rachunku obrotów bieżących od momentu powstania tego państwa (tj. od zjednoczenia australijskich kolonii w roku 1901):

komprZysk_html_c549428[Źródło: http://archive.treasury.gov.au/documents/1643/images/QUT_chart-6.gif ]

W końcu jeśli A. Szczęśniak nie może się powstrzymać od robienia z siebie pajaca, to niech chociaż robi go z siebie porządnie pokazując jaka to biedna jest dzisiejsza Australia i dzisiejsi Australijczycy w porównaniu z tymi sprzed 100 lat.

A teraz na poważnie. Zysk ma w finansach kraju swój bliski odpowiednik, jednak nie jest nim to, co Szczęśniak twierdzi w ignoranckich wpisach, do których linki podałem na początku – tym bliskim odpowiednikiem jest komponent zwany akumulacją (przyrostem majątku). Akumulacja to wartość niezwiązana z różnicą wartości eksportu i importu, ale równie jak ona ważna, gdyż obydwa te komponenty są składnikami PKB razem z komponentem trzecim i ostatnim – konsumpcją.

Co nieco na temat tego jak wyglądały te sprawy w polskim PKB w roku 2012 “Gazeta” zaprezentowała na wykresach w artykule ABC_makroekonomii___PKB , ale ja zaprezentuję to samo odnośnie Polski i kilku innych krajów świata w roku 2013 w lepiej przystosowanej do tematyki mojego artykułu formie (gdyż na wykresie “Gazety” nie pokazano na przykład co to takiego ten szary blok opisany jako “popyt zagraniczny”, a to po prostu nadwyżka eksportu dóbr i usług nad ich importem).

Na “pierwszy ogień” Polska, która od niedawna ma przyzwoite nadwyżki eksportu:

komprZysk_html_798ccb8c[Źródło: www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/pl.html część Economy]

Jako drugie – dla odmiany – państwo z nadwyżką importu nad eksportem – Wietnam, przy okazji też po to, aby rozwiać mit, że wysoki poziom eksportu to gwarancja nadwyżek eksportowych (Wietnam eksportuje w przeliczeniu na mieszkańca mniej więcej tyle co Chiny):

komprZysk_html_4a705c36[Źródło: www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/vm.html część Economy]

I jako ostatni Hong-Kong – światowy rekordzista w wymianie handlowej:

komprZysk_html_m38f05c3a[Źródło: www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/hk.html część Economy]

Przypadek Hong Kongu przeczy kolejnej szczęśniakowej bredni systematycznie pojawiającej się w wymienionym na początku cyklu artykułów demonstrujących nieuctwo ekonomiczne autora (1, 2, 3, 4, 5), że PKB to odpowiednik wysokości sprzedaży bądź obrotu w firmie – powyższy kraj jak widać ma bowiem eksport ponaddwukrotnie wyższy niż PKB.

Na koniec ostatni, najbardziej smakowity kąsek, bowiem omówię tu przypadek, w którym naszemu fałszywemu ekspertowi “słoma wyszła z butów” w całej okazałości. Wielokrotnie bowiem w swoich wpisach (1, 2, 3) Szczęśniak mylił koszt pracy przypadający na pracownika ze wskaźnikiem ULC – “unit labour cost”, będącym kosztem pracy przypadającym na jednostkę produktu – krótko i z pominięciem szczegółów wyjaśniając – jeśli fabryka komputerowych pamięci RAM mając w ubiegłym i bieżącym roku tę samą ilość pracowników z tymi samymi zarobkami w ubiegłym roku wyprodukowała łącznie 80 mln gigabajtów pamięci, a w bieżącym łącznie 100 mln gigabajtów pamięci to znaczy, że labour unit cost w tej fabryce spadł w ciągu roku o 20% (bardziej dociekliwi mogą poczytać o tym wskaźniku w niemieckiej wikipedii).

Znaleźli się oczywiście komentujący, którzy ten błąd zauważyli i próbowali skorygować, np. Jan, a później Dan, dyskusje Szczęśniaka z którymi prezentuję poniżej – w obydwu przypadkach początkowo nasz fałszywy ekspert próbował ich twierdzenia kwestionować, ale po krótkiej wymianie komentarzy stało się jasne, że tę dyskusję sromotnie przegrywa, więc (wyzywając przedtem od trolli) wszystkie ich komentarze wykasował (również te na które sam odpowiadał):

komprZysk_html_2ec31ba5[Źródło: http://szczesniak.pl/2152]komprZysk_html_m3c7dceea[Źródło: http://szczesniak.pl/2174]

Co ciekawe prawie dokładnie ten sam błąd (pomylenie płac z ULC) w podobnym czasie popełnił inny bloger – Adam Duda. Jemu też komentujący ten błąd wskazali, na co Adam Duda zareagował jak poniżej:

komprZysk_html_90cc42a[Źródło: http://www.adamduda.pl/2012/06/23/niemiecki-zysk/#comment-20908]

Wiele komentarza do tego chyba nie trzeba, może poza takim że mamy “na żywym przykładzie” pokazane, jak w sytuacji popełnienia niemal identycznego błędu zachowuje się normalny kulturalny właściciel bloga, a jak cham i burak.

Możemy w przypadku A. Szczęśniaka zaobserwować fatalne efekty nieuctwa (w tym przypadku akurat ekonomicznego) połączonego z wypowiadaniem się na tematy o których nie ma on bladego pojęcia, a wszystko to połączone z kolei z błędnym i narcystycznym postrzeganiem siebie jak osoby mądrzejszej od swoich rozmówców.

Share This Post

Certyfikaty na monety inwestycyjne

Regularnie co kilka dni otrzymuję pytanie, czy do sprzedawanych monet otrzymuje się również certyfikat autentyczności. Przyzwyczajenie klientów do otrzymywania takich ‘dowodów oryginalności’ przez niektóre firmy jest żerowaniem na naiwności niedoświadczonych inwestorów. Nie mam na myśli sprzedawania fałszywych produktów, ale dostarczania bezwartościowych i bezsensownych dokumentów.

W przypadku sztabek sprawa jest jasna. Większość producentów złota opakowuje swoje produkty w różnego rodzaju certicardy, które są jednocześnie certyfikatem informującym o numerze seryjnym, wadze produktu i jego próbie. Dodatkowy certyfikat od dilera nie ma sensu, jest powieleniem czegoś co już jest, może być co najwyżej tłumaczeniem dla osób, które nie rozumieją trudnych słów inglisz, takich jak weight czy purity.

W przypadku monet sprawa jest bardziej skomplikowana. Wiodący producenci monet (mennice) nie dostarczają certyfikatów do monet. Wynika to z prostego faktu, że moneta nie ma numeru seryjnego, więc nie da się powiązać certyfikatu z konkretną monetą. Oszust mógłby więc nabyć w mennicy monetę z certyfikatem, następnie podmienić oryginalną monetę na falsyfikat, a następnie falsyfikat sprzedać wraz z dołączonym certyfikatem. I co napisze klient w Internecie? Że mennica sprzedaje falsyfikaty, bo on przecież kupił falsa z certyfikatem wystawionym przez mennicę!

Jestem przekonany, że wcześniej czy później dojdzie do prób sprzedawania falsyfikatów z certyfikatami któregoś z polskich dilerów. Ich zachłanność obróci się przeciwko nim, gdy w społeczności inwestorów rozejdzie się plotka na ten temat. Sporo klientów nie będzie potrafiło zrozumieć, jak to możliwe, że certyfikat towarzyszy falsowi. Jedyne wytłumaczenie, jakie będą w stanie wymyślić, to oskarżenie dilera o oszustwo.

Certyfikat do monety w niczym nie pomaga – jest wręcz zagrożeniem dla klienta. Zwalnia od myślenia, zwalnia od konieczności znajomości tego, co się kupuje. Jest glejt – gra gitara, niech nam żyje cywilizacja oparta na papierze. Kwit kończy niewygodne i trudne pytania żony, czy życiowe oszczędności poszły na uncję złota czy może na uncję mosiądzu.

Jest też kwestia ekologii – temat ochrony zasobów naturalnych w Polsce jest całkowicie ignorowany przez społeczeństwo. Jeżeli monety uncjowe bite są w ilości idące w dziesiątki milionów sztuk rocznie w skali świata, to należałoby zadrukować taką samą ilość kartek papieru. Oczywiście papier musi być odpowiednio gruby i we wszystkich kolorach tęczy, w końcu ma to być Oryginalny Certyfikat Autentyczności, a nie jakiś świstek. Dla ogłupiania ludzi należałoby wyciąć dodatkowe tysiące drzew.

Klient musi wiedzieć, że zaufanie do dilera powinno istnieć, ale musi być ograniczone. Ta zasada dotyczy nie tylko przedstawicieli tego zawodu, ale każdego człowieka, z którym mamy do czynienia. Ufać można, ale warto też wiedzieć co się kupuje i jak zweryfikować autentyczność kupionego towaru. Umiejętność i nawyk posługiwania się przyrządem o nazwie linijka mennicza w celu weryfikacji monet to absolutna podstawa.

Share This Post

Bania na NYSE

Wygląda na to, że idziemy na rekord:

20140409Co prawda przebiliśmy wsparcie w tym trendzie nieustannych wzrostów, ale to wcale nie oznacza końca zwyżek.

Powód tych wzrostów jest bardzo prosty – nienaturalnie tani pieniądz. Z punktu widzenia zarządu spółki akcyjnej, jeżeli kapitał można pozyskać taniej niż wskaźnik inflacji, to dlaczego nie wziąć pożyczki i nie wykupić swoich akcji, co podniesie wartość tych pozostających w obiegu. Dla inwestora oszczędzanie trzymanie pieniędzy w banku nie ma sensu. Lepiej kupić akcje, które przez ostatnie lata biją kolejne rekordy, a wzrosty jeszcze bardziej napędzają kolejnych inwestorów do ich zakupów. To typowe dla bańki spekulacyjnej – wzrosty napędzają kolejne wzrosty, aż nie skończą się dostępne środki finansowe zaangażowanych osób, wtedy wszystko się zawala.

Najbardziej interesujący jest mechanizm baniek spekulacyjnych w zależności od systemu walutowego. Przy pieniądzu kruszcowym jego pozyskanie jest drogie, bańki się tworzą, ale dość rzadko, raz na kilkanaście lat. W systemie waluty papierowej, z ograniczoną inflacją, bańki pęcznieją znacznie częściej. W USA mieliśmy bańkę dotcom, która pękła w 2000 r, potem bańkę nieruchomościową, która pękła w 2007 i już widzimy ponowną bańkę na giełdzie oraz ponownie dynamicznie drożejące nieruchomości.

Z kolei w systemie z duży dodrukiem pieniądza nie widać w ogóle baniek spekulacyjnych – cała ekonomia to jedna wielka puchnąca bańka. Drożeje wszystko i lepiej kupić cokolwiek, niż trzymać banknoty jeszcze jeden dzień. Warto przeczytać to co przed chwilą napisałem: wzrosty napędzają kolejne wzrosty, aż nie skończą się dostępne środki finansowe. Otóż w tej sytuacji dostępne środki nigdy się nie kończą. Przeciwnie, jest ich coraz więcej i więcej. Nie ma bańki – całe otoczenie ekonomiczne puchnie jak supernova.

Poza cenami energii doskonałym wskaźnikiem wzrostu cen jest obserwacja cen mięsa. Do jego produkcji zużywa się ogromne ilości surowców, pracy i energii. Stąd zupełnie nie dziwią mnie tego typu doniesienia prasowe o kolejnych podwyżkach cen mięsa. Jest to świadectwo tego, że Stany przechodzą ze stanu 2 do 3. Zaczyna drożeć dokładnie wszystko. Ameryka powolutku wkracza w okres wysokiej inflacji…

Finansowanie deficytu wysoką inflacją jest wygodne, do pewnego momentu. Gdy ludzie przestają używać i ufać w walutę (a w przypadku USA myśleć trzeba o całym świecie porzucającym dolara jako waluty rozliczeniowej) dochodzi do sytuacji, że straty zaczynają przeważać zyski. Odzyskanie zaufania i powstrzymanie inflacji jest ogromnie bolesnym procesem, o czym przekonali się obywatele PRL, a niedługo przekonają Amerykanie.

Share This Post