Monthly Archives: August 2013

Info z Hong Kongu

Wpis gościnny.

——————–

Witam.

Mam nadzieje, że mój wpis z przygodą pewnej lokaty na Ukrainie, który był na blogu wiosną tego roku skłonił by zastanowić się nad bezpieczeństwem własnych oszczędności w banku. Na Ukrainie teraz się żartuje, że najlepiej trzymać pieniądze w dolarach i w “bankach”, najlepiej w 3 litrowych, bo więcej się zmieści. (Po ukraińsku “banka” to słoik, a jeszcze właśnie teraz zauważyłem podobieństwo słów bank i bańka). Z czasem przekonamy się że jak już trzymać w słoikach to prawdziwy pieniądz, którego nie podjada inflacja.

Dziś proponuje zajrzeć na inny, oddalony koniec świata. Poprosiłem koleżankę z Hong Kongu o odpowiedzi na kilka pytań przygotowanych przez autora blogu. Dość ciekawie, że Chińczycy maja swoją mapę świata, gdzie w centrum są Chiny, i na tej mapie to Europa j Stany są oddalonymi końcami świata. Stąd właśnie Państwo Środka.

Jess, która podzieliła się odpowiedziami, znam od 7 lat, poznałem ją w Polsce, przyjechała na wymianę studencką tak jak i ja, tylko z tą różnicą, że ja w Polsce zostałem a ona nie. Wróciła po zakończeniu 1 rocznej wymiany do Hong Kongu.

Całość została przetłumaczona z języka angielskiego, ale podejrzewam, że kiedyś jak nie my to nasze dzieci będą czytać swobodnie po chińsku.

Jess zaznaczyła, że nie jest obeznana z kwestiami ekonomicznymi, ale spodziewa się, że jej skromna wiedza pomoże ukazać co myśli średnio-statystyczny obywatel.

– Słyszałem, że książka ‘wojny walutowe’ jest bestsellerem w tej chwili. Czy ludzi zdają sobie sprawę, że subsydiują konsumpcje w Stanach Zjednoczonych? Mam na myśli, że Chiny kupują obligacje rządu Stanów, które nigdy nie będą spłacone.

J: Przede wszystkim, przejrzałam informacje o wojnach walutowych, aby się upewnić, że się rozumiemy i rozmawiamy o tym samym co mamy na myśli.

Wojna Walutowa

Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Currency_war

Wojna walutowa, znana jako konkurencyjna dewaluacja, jest sytuacją w stosunkach międzynarodowych, kiedy kraje konkurują przeciwko sobie, aby uzyskać relatywnie niski kurs wymiany własnej waluty. Jeżeli cena kupna pewnej waluty spada to również spada realna cena eksportu z takiego kraju. Import staje się droższy. Więc rynek lokalny a z nim i siła robocza zyskuje od wzrostu popytu z własnego i międzynarodowych rynków. Ale wzrost poziomu cen na importowane usługi i towary redukuje silę nabywczą obywateli. Taka polityka może spowodować podobną odpowiedz innych państw, co prowadzi do ogólnego zmniejszenia międzynarodowego handlu, niekorzystnie wpływając na każdy kraj.

Stany prowadza politykę konkurencyjnej dewaluacji od 2010 roku, wykorzystując różne instrumenty polityki, w tym państwowe interwencje, kontrola kapitału i niebezpośrednio luzowanie ilościowe (QE).

Dewaluacja może być atrakcyjnym rozwiązaniem na bezrobocie, kiedy inne opcji, takie jak zwiększone wydatki publiczne już nie dają efektów przez wysoki dług publiczny, lub kiedy kraj ma deficyt balansu płatności, który może być właśnie poprawiony przez dewaluacje.

Przyczyną dla preferencyjnej dewaluacji jest popularna wśród krajów, które się rozwijają ponieważ mając relatywnie niski kurs wymian waluty, pozwala im budować swoje walutowe rezerwy, które w przyszłości mogą chronić ich w przypadku finansowych kryzysów

Więc moim zdaniem, kiedy Stany Zjednoczone dewaluują swoja walutę przez luzowanie ilościowe, to my możemy wykorzystywać indeks dolara. (Indeks USD mierzy kurs dolara do koszyka walut EUR, JPY, GBP, CAD, CHF i SEK)

Odpowiedz proszę na pytanie: …”że obligacji rządu Stanów, nigdy nie będą spłacone”.

J: Nie zgadzam się. Obligacje Stanów Zjednoczonych będą spłacone dolarem amerykańskim. Z drugiej strony dolar amerykański nie będzie zawsze dewaluowany do innych walut, bo to nie jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Możesz zobaczyc że ostatnio dolar amerykański umacnia się przez ostatnie kilka lat… No i QE będzie zaprzestane w Polowie 2014…

– Czy myślisz że w Chinach jest bańka na rynku nieruchomości jak w wielu państwach przedtem? Jeżeli tak, to czy w przyszłości może być z tym problem, w postaci zbankrutowania banków i recesja?

J: Tak, słyszałam że w Chinach jest bańka spekulacyjna na nieruchomościach, ale nie mam swojego zdania na ten temat, musze przeanalizowac sytuacje aby moc powiedzieć własne zdanie.

– Czy macie więcej wolności w Hong Kongu niż ludność na kontynentalnej części?

J: Myślę że tak…. Słyszałam, że obywatele w PRC [Chińska Republika Ludowa] nie mogą wykorzystywać facebook. W HK my jesteśmy wolni na glos mówić własne opinie o rządzie, o społeczeństwie …

–  Czy zauważasz/słyszysz o emigracji z Europy/Stanów do Chin? Słyszałem, że to jest pomysłem aby uniknąć ryzyka bezrobocia w tych krajach.

J: Tak słyszałam o tym, ale raczej się z tym nie zgodzę. Moim zdaniem nie jest to liczba, która mogła by mieć jakieś znaczenie.

– Czy inwestowanie w złoto/srebro jest rozpowszechnione?

J: Większość banków w HK oferują rachunki papierowego złota dla klientów do inwestowania. Srebro jest mniej popularne niż złoto. BOC [Bank of China] rozpoczął oferować rachunki papierowego srebra.

W przeszłości, inwestorzy myśleli, że cena złota powinna rosnąc z upływem czasu. Ale w 2012 roku, cena złota spadla i ludzi zrozumieli, że złoto jest produktem inwestycyjnym, czyli może przynosić straty.

p.s. Wspominam sobie Polskę, wspominam sobie stąd naprawdę niezapomniane chwile.

Z poważaniem,

Czytelnik bloga.

Share This Post

Futurologia

Zdecydowanie moim najbardziej ulubionym futurologiem jest Orlov. Wynika to z faktu, że mamy podobne doświadczenia życiowe – najpierw byliśmy świadkami upadku kraju komunistycznego, a potem mieszkając w Stanach mogliśmy obserwować tamtą rzeczywistość. Analogie upadku nasuwają się same. Ponadto obaj jesteśmy dociekliwi i dogrzebaliśmy się do informacji bagatelizowanych przez ogromną większość społeczeństwa – jak kruche są podstawy współczesnej gospodarki i jak bardzo zagraża nam kryzys surowcowo-energetyczny.

Warto zapoznać się z arcyciekawym wywiadem. Tak jak wczoraj muszę przyznać, że tekst napisany dużo lepiej niż ja byłbym w stanie napisać. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że nie mam tu do wtrącenia paru groszy.

Przede wszystkim Orlov nie dostrzega rysy w społeczeństwie amerykańskim, która przebiega wzdłuż podziału rasowego. To jest potencjalna beczka prochu. Zauważa, że kraj żyje wyłącznie dzięki drukowi dolarów. Ale gdy dolary czy kartki żywnościowe przestaną być wymienialne na żywność ludzie skoczą sobie do gardeł właśnie na linii podziałów rasowych. Wiadomo przecież, że za wszystko odpowiedzialni są murzyni, Latynosi, biali, Żydzi, Polacy, Cyganie (niepotrzebne skreślić).

Z drugiej strony Orlov niepotrzebnie dramatyzuje. ZSRR jako imperium upadło, ale Rosja gospodarczo całkiem nieźle sobie radzi. Wielka Brytania jest cieniem dawnego imperium, ale nadal jest całkiem fajnym krajem do mieszkania. Z Ameryką będzie podobnie. Osunie się nieco i znajdzie nowy, stabilny poziom rozwoju społeczno-ekonomicznego.

Nie przesadzałbym co do utożsamiania końca ropy z końcem świata. Ameryka i świat ma jeszcze całkiem sporo węgla, szczyt wydobycia (peak coal) przypadnie za około 10 czy 15 lat. Węgiel da się bardzo łatwo zgazować i przerobić na paliwa silnikowe. A to, że emisja CO2 jest ogromna nikogo nie będzie wzruszać, gdy alternatywą będzie kolaps cywilizacji. Ponadto można wiązać duże nadzieje z reaktorami opartymi na torze. Przy odpowiedniej porcji samozaparcia da się produkować na nich paliwa płynne.

Trudno zgodzić się z utożsamianiem upadku Ameryki z końcem świata. Kto wie, może świat będzie miał się lepiej po upadku Stanów, o ile tylko nie spowoduje to nadmiaru latających głowic nuklearnych. Państwa do tej pory eksportujące do USA w zamian za obligacje na pewno na tym zyskają. Obecnie Azja działa trochę jak w czasie wojny (gdy społeczeństwo ciężko pracuje, ale nie konsumuje wyprodukowanych dóbr). Koniec Ameryki to przestawienie się na konsumpcję we własnym kraju – i tu uwaga: taki proces pociąga za sobą bolesną recesję, gdy trzeba zredukować pracowników produkujących zbędne rzeczy (niech to będą śpiewające święte mikołaje lub pociski do czołgów), co skutkuje zmniejszeniem się popytu wewnętrznego na którym ma być przecież oparty nowy model konsumpcji.

Nie liczyłbym na koniec świata. Owszem, czeka nas detronizacja Ameryki i załamanie gospodarek opartych na długu i walutach papierowych. Przyszłość należy do Azji, z ich bazą produkcyjną i  pieniądzem kruszcowym.

Share This Post

Prezio

{odzyskane po małym padzie systemu}

Przeczytałem wywiad z oligarchą Marianem Owerką. Chciałem się do tego odnieść, ale dobrze, że tego nie zrobiłem. Dokonał tego znacznie lepiej bloger ‘ezekiel‘. Zgadzam się całkowicie ze słowami jego krytyki. Ten prezes, jak to prezes, jest całkowicie oderwany od rzeczywistości. Wydaje mu się, że jest tak jak dawniej, tylko ma większe dzieci. Otóż wiele się zmieniło.

Dla tych za leniwych na klikanie w linki i żeby wpis nie był za krótki – parę cytatów:

[…] w połowie lat 90-tych, kiedy mój starszy o 10 lat brat zaczynał pracę w korpo bez żadnego doświadczenia dostał na start telefon, samochód, pracodawca opłacał mu studia (był chyba na drugim, czy trzecim roku), a wypłata na dzień dobry sięgała około 2 tys. na rękę, co prawie 20 lat temu było naprawdę niemałą sumą. Dzisiaj na start w korpo dostaje się bezpłatny staż. Jak się ma szczęście to po jakimś czasie dostaje się śmieciówkę albo i idzie się na kolejny staż.

Wystarczyło choć trochę znać język, mieć nieco zaparcia i można było w krótkim czasie dorobić się naprawdę niezłych pieniędzy. Problem w tym, że maszyna zwolniła, a prawie wszystkie miejsca w niej są zajęte. To się jednak nie mieści w głowach japiszonów, dzisiejszych 40-latków, którzy spędzili w korpach całe zawodowe życie. Im się wydaje, że tak jak kiedyś wystarczy się po prostu zebrać w sobie i konsekwentnie dążyć do celu.

Ci jednak, którzy nie przeszli tej ścieżki, ci którzy nigdy nie wypadli myślą, że ciągle jest tak jak było kiedyś. Mało tego, myślą, że jeżeli wygrali oni, to wygrać może każdy. Wystarczy zakasać rękawy i takie tam. W końcu cały ich świat to oni i ich sukcesy. I z tej pozycji pouczają. […] Wygrany odgradza się od reszty murem. Jeśli on mógł, to może każdy inny, a jeśli się komuś nie udaje, to znaczy, że coś z nim jest nie tak. Zapewne jest leniwy, głupi, niezdyscyplinowany. Koniec końców każdy, kto nie odniósł sukcesu winien jest sam sobie. To jedna z pułapek sukcesu – arogancja. I właśnie taką arogancję prezentują prezesi w swoich radach i sądach o rzeczywistości. Nie ma w nich zrozumienia, ani głębszej analizy. Jest narcystyczne „Ja” i mitomania.

Z tego miejsca tylko kawałek do tak absurdalnych wizji świata jak ta, która wydaje się opisywać problemy rynku pracy w kontekście lenistwa i roszczeniowych postaw. Taka perspektywa sugeruje, że ludzie nie pracują bo nie chcą, bo nie są wystarczająco zdeterminowani, bo wolą czekać aż coś im spadnie z nieba. W ten sposób skomplikowany mechanizm jakim jest rynek pracy jest zredukowany do poszczególnych jego cegiełek – pracowników, którzy nie pracują, bo są zwykłymi leniami. W ten sposób dystrybuuje się też poczucie odpowiedzialności i koniec końców poczucie winy. Jeśli przegrałeś, to dlatego, że się za mało starałeś. Nie ma czegoś takiego jak rynek pracy. Są tylko pracownicy, a ci dzielą się na zaradnych i niebojących się wysiłku, albo na roszczeniowych, agresywnych leni.

Autor każdym akapitem trafia dokładnie w sedno problemu. Opisuje to, co ja od wielu lat niezdarnie próbuje przekazać moim czytelnikom.

Na rynku pracy nikt nie jest lepszy od innych i niezastępowalny. Każdemu grozi utrata pracy i niemożność znalezienia nowej, czy jest to 30 latek rozpoczynający ‘karierę’ czy 50 latek zbliżający się do emerytury (o ile 17 letnią perspektywę nędznego zasiłku można nazwać zbliżaniem się do emerytury). Jest tak nawet w moim osobistym przypadku. Moja praca to prowadzenie niszowej firmy na obrzeżach systemu. Gdybym chciał szukać pracy to zdaję sobie sprawę, że jestem całkowicie niezatrudnialny. Na szczęście pochlebiam sobie, że pracowałem już w tylu fachach, że mógłbym utrzymywać się z fuch, nadal na obrzeżach systemu.

W obficie cytowanym materiale brakuje dwóch podstawowych informacji. Po pierwsze skok gospodarczy po roku 1989 był efektem renty zapóźnienia. Dzięki temu od razu pojawiły się w Polsce ogromne firmy sprzedające Polakom co tylko się da. Niestety zabrakło zrównoważonego rozwoju. Do Polski ściągnęły wszystkie koncerny aby sprzedawać, ale bardzo niewiele by produkować. W Polsce przede wszystkim brakuje zaplecza produkcyjnego, dającego realną prace ludziom. Nie trzeba nam pracy polegającej na wysyłaniu mejli do Chin pod tytułem ‘send us more stuff’.

Po drugie brakuje optymistycznej puenty. W 1989 doszło do resetu, w efekcie uwłaszczyło się wiele tysięcy przypadkowych ludzi. Obecnie zbliżamy się do kolejnego resetu, który umożliwi ustawienie się kolejnym tysiącom Polaków. W horyzoncie kilku lat mamy bankructwo całego systemu finansowego świata. Oczywiste jest, że obecnych długów państwowych nie da się spłacić i jedyny możliwy scenariusz to maksymalne wydrenowanie kredytodawców a potem bankructwa. Przy tej okazji dojdzie do transferu bogactwa. Trzeba być tego świadomym i jak surfer utrzymać się na fali. Ostrzegam – zadanie nie będzie łatwe, będzie mocno bujać.

 

Share This Post

Konstytucja – srucja

Miesiąc temu napisałem materiał o zbliżającym się bankructwie Polski. Użyłem w nim określenia ‘konstytucja-srucja’ jako argumentu któregoś z kolejnych ministrów finansów.

Nie musieliśmy czekać na kolejnego ministra by słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami. Konstytucja RP zabrania finansowania deficytu państwa przez bank centralny, co oznacza, że NBP nie może kupować obligacji skarbu państwa. Ale co tam Konstytucja ! Jeb@ł ją pies ! Trzeba szmalu do przepalenia ! Tu i teraz !

Już za momencik, już za chwileczkę NBP będzie kupował tony obligacji. Oczywiście na początku bardzo delikatnie, w białych rękawiczkach, od banków. A potem metodą drobnych kroczków dojdzie się do docelowego modelu zakupu bezpośrednio od rządu.

Share This Post

Depopulacja

Sceny, które odgrywają się obecnie w Syrii zaczynają przypominać regularną depopulację kraju. Jak wiadomo, w dzisiejszym ataku chemicznym, zginęło około 1300 osób. Nie jest ważne, czy był to czyn dokonany przez rząd czy prowokacja dżihadystów. Istotne jest to, że skala przemocy jest rekordowa.

Warto zwrócić uwagę na komentarze pojawiające się pod tym tragicznym newsem. Powszechnie wątpi się w winę Assada, o prowokację oskarża się rebeliantów. Dominują ataki na Izrael i USA. Nie wiem ile jeszcze w Polsce mamy zasobów węgla, ale zasoby nienawiści do Żydów chyba nigdy się nie skończą.

Gdyby ludzkość była racjonalna, to reakcja polegałaby na akcji policyjnej przeprowadzonej przez siły międzynarodowe. Należy wkroczyć i rozbroić walczące strony. Niestety, na to się nie zanosi. Pod Syrią ropy nie ma zbyt dużo, a Ameryka nie lubi obu stron konfliktu, więc wbrew tezom wygłaszanym przez antysemitów szanse na interwencję są małe. Dużo lepszym celem byłby Iran, kraj mogący zagrozić interesom Stanów własną atomówką osadzoną na rakiecie z Korei. Ale nawet i na to trudno się zbankrutowanej Ameryce porwać.

Warto zwrócić uwagę jaką dzicz zaludnia Syrię. Historia najnowsza tego kraju dostarcza tak dużej ilości puczów i przewrotów, że trudno się ich doliczyć. Ci ludzie nie mogą stanowić o własnym kraju. Syria wygląda jak klatka z małpami, którą porzucili opiekunowie. Małpami wyposażonymi w sarin.

W świetle tych wydarzeń łatwiej można zrozumieć zarzuty o próby wprowadzania NWO. Kluczowym punktem NWO miałaby rzekomo być depopulacja świata. Takie wyludnienie nie jest zbrodniczym planem szaleńca rodem z filmów z Bondem. Chodzi tu o szereg połączonych ze sobą zjawisk, takich jak wyczerpywanie złóż energetycznych, wymieranie bogatych społeczeństw a jednocześnie eksplozja demograficzna w krajach, które eufemicznie można nazwać dzikimi.

Każde z tych zjawisk powoduje potężne problemy ekonomiczne, skutkujące niepokojami społecznymi. Wyczerpywanie złóż ropy oznacza coraz droższe paliwa i gospodarki tkwiące w marazmie. Starzejąca się Europa oznacza zapaść systemów emerytalnych i upadek gospodarek przytłoczonych podatkami na wyżywienie i leczenie starców. Nadmiar ludzi w krajach dobrze nasłonecznionych skutkuje wybuchami kolejnych bratobójczych wojen, które pewnie wcześniej czy później zawitają do Europy.

Depopulacja nie jest więc planem, lecz raczej naturalną koleją rzeczy, rozwiązującą każdy z trzech powyższych problemów dotykających współczesny świat.

Bycie depopulowanym nie jest miłe nawet dla oglądającego. W sieci znalazłem materiały pokazujące bez cenzury co tam się dzieje. Oglądanie dziecka w agonii, które zostało porażone sarinem pozostaje na długo pod powiekami. Nie polecam.

Oczywiste jest, że oligarchowie z Grupy Bilderberga nie planują kolejnego Holokaustu. Oni po prostu wiedzą, że on się zbliża i po prostu zwyczajnie się do tego szykują. Brak znaczących przecieków ze strony uczestników spotkań wskazuje na możliwość, że sama grupa może być zasłoną dymną, za którą istnieć może wewnętrzna grupa lub całkiem inna grupa spotykająca się zupełnie gdzie indziej i w innym składzie.

Swoją drogą ciekawe jest na czym polega ich plan. Domyślam się, że nie jest to posiadanie chatki z bunkrem gdzieś w Górach Skalistych – głodni murzyni z Nowego Yorku spokojnie dojdą tam na piechotę, tak jak kiedyś Mormoni przeszli pieszo z okolic Chicago do Salt Lake City. Poza tym nie uwierzę, że oligarchowie sami będą orać i polować. Nie po to pracują na nich miliony, by teraz się tego wyrzec. Stawiam na dogadanie się z wojskiem i przejęcie władzy na jakiejś wyspie (Hawaje? Karaiby?) lub wręcz całego niewielkiego państwa (Belize?).

Share This Post

Nowa książka

Na półki polskich księgarni, czy właściwie na ich dyski twarde, wchodzi książka poświęcona inwestowaniu w kruszce. Na rynkach niemieckim czy amerykańskim takich pozycji są setki, gdy tymczasem w Polsce brak jest nawet podstawowej informacji. Książkę tą przejrzałem i mogę ją zarekomendować, szczególnie dla osób początkujących, chcących się dowiedzieć dlaczego warto posiadać część kapitału w złocie i jak tego dokonać. Dla czytelników bloga cena została obniżona z 47 do 39 złotych.

Share This Post

Treści premium

Na tym blogu pojawiają się różnego rodzaju wpisy. Część z nich nie ma żadnej wartości dla czytelników, a pewna część wręcz przeciwnie. Podjąłem decyzję, że dostęp do części materiałów będzie płatny. Zrobię trochę konkurencji Cynikowi, a jednocześnie będę miał większą motywację do pisania ciekawie, regularnie i na temat.

Share This Post

Egipt czyli nowa Syria

Egipt dojrzewa do tego by stać się nową Syrią. To naturalny proces mający podłoże biologiczne. Gdy biotop nie jest w stanie wykarmić osobników go zamieszkujących ci wzajemnie się wymordowują.

Warto przez chwilę postawić się w sytuacji Syryjczyka czy Egipcjanina.  To co przeżywają tamtejsi mieszkańcy to typowy WSHF. Pracy nie ma, świadczeń emerytalnych nie ma, służba zdrowia nie istnieje, ceny każdego produktu (o ile coś jest dostępne) są astronomiczne, przejścia graniczne są zamknięte i nie ma możliwości wyjechania do innego kraju. Ambasady obcych państw są ewakuowane i nie ma możliwości załatwienia wizy. Zresztą żadne państwo nie przyjmuje dziś emigrantów wystawiając po prostu wizę, a w wyjazd turystyczny z Syrii żaden konsul dziś nie uwierzy. Jedyna opcja jaka jest to przedostanie się w okolice którejś z granic i próba dostania się do obozu uchodźców. Tam sytuacja też nie jest wesoła – obiekty są przeludnione i władzę mają osobniki najbardziej bezwzględne.

Tak jak to zwykle bywa waluty obce i kruszce zostały zdelegalizowane w Syrii, a wkrótce mogą zostać zdelegalizowane w Egipcie. Oczywiście nie oznacza to, że ludzie grzecznie ustawiają się w kolejce do banku centralnego, by je zdać. Jest dokładnie odwrotnie. Nielegalne kruszce i waluty obce są coraz częściej jedynym pieniądzem za który można cokolwiek kupić. Ci co chcą być zgodni z prawem mają głodne dzieci.

Wystarczy spojrzeć na globus aby zdać sobie sprawę jaki jest najczarniejszy scenariusz. Syria leży blisko Egiptu i podłoże demograficzne konfliktu jest podobne. Wszystkie państwa regionu są jak jedna wielka beczka prochu. Jeżeli konflikt rozleje się na kolejne państwa możemy być świadkami konfliktu światowego, a to również oznacza zaburzenia w Polsce. Ryzyko jest niewielkie, tak jak niskie jak pożar domu. Niemniej mądry człowiek ubezpiecza się nawet od małego ryzyka. Są to zjawiska zwane High-impact, Low-probability Events.

Warto przygotowywać się do SHTF. Niestety wszelkiego rodzaju ruchawki stanowią duże ryzyko we współczesnym przeludnionym post-peak-oilowym świecie i są dużo bardziej prawdopodobne od upadku meteorytu czy epidemii. Przygotowanie się przez bieganie po lesie z ‘nożem Rambo’, w którym są zapałki i linka z haczykiem na ryby nikomu w Syrii nie pomogły i to bynajmniej nie dlatego, że w Syrii trudno o las. Trzeba mieć plan gdzie ewakuować się zanim granice zostaną zamknięte, kruszce za zakup żywności oraz pomysł na przeżycie w kraju objętym długotrwałymi zamieszkami.

Share This Post