Monthly Archives: January 2013

Gruba kreska

Termin ‘grubej kreski’ pojawił się w exposee rządu Tadeusza Mazowieckiego, zaraz po stworzeniu pierwszego postPRLowskiego rządu. Chodziło o to, że opozycja dogadała się władzą i w zamian za dopuszczenie do koryta zobowiązała się do swego rodzaju ‘amnestii’. Zbrodniarze komunistyczni mieli nie być ścigani za popełnione czyny, przeciwnie, byli pierwsi w kolejce do uwłaszczenia się.

Słynne zdjęcie Wałęsy, Michnika oraz Kiszczaka oblewających ‘deal’:

Czasy szybko się zmieniają. Osoby uważające, że zbrodnie komunistyczne należy ścigać, należą dziś do mniejszości. Ba, wypowiadając takie sądy w gronie innych ludzi należy liczyć się z przypięciem łatki ‘oszołoma’ albo ‘ekstremisty’. Wszystkie znane mi osoby, urodzone po 1980 roku, uważają, że nie ma potrzeby wracania do tak prehistorycznych czasów. Było – minęło.

Niestety, konsekwencje lat 1945-89 są tu z nami przez cały czas. Polska jako kraj i Polacy jako naród zostali zniszczeni przez sowiecką okupację i zbrodniczy ustrój przyniesiony do nas na bagnetach.

To, że Polska jest dziś biedna i zacofana względem reszty Europy wynika właśnie z działań sowieckich kolaborantów. Nie wiem jakie dzisiejsza młodzież ma poczucie sprawiedliwości, ale moim zdaniem kolaborowanie z okupantem i zniszczenie własnego kraju zasługuje na karę, nawet mimo upływu dziesiątek lat. I nie zmienię zdania, nawet jeżeli zostanę uznany za Naczelnego Oszołoma RP.

Najbardziej oburzający jest aspekt społeczny sowieckiej okupacji. Oto patrioci są w w PRL początkowo zwyczajnie zabijani, w późniejszych latach albo zmuszani do emigracji, albo niszczeni biedą i bezrobociem, czyli starą carską taktyką wilczego biletu. Premiowane było gnojstwo – w PRL jedyną szansą dojścia do czegoś w strukturze społecznej było donoszenie. SB interesowała się przede wszystkim inteligencją, więc wszyscy znaczący księża, dyrektorzy czy wykładowcy, każdy kto chciał robić karierę, był tak czy inaczej uwikłany.

Kto nie wierzy, niech poczyta sobie jak podpierdalał Arcybiskup Stanisław Wielgus, tu teczka jego świątobliwości. Takich ludzi było w PRL setki tysięcy.

Mija przykładowe 30 lat i co mamy? Dawne ofiary znajdują się na emigracji lub są starymi, zniszczonymi, biednymi dziadami. Ich dzieci są obywatelami kraju, do którego los rzucił ich rodziców, a dzieci zgnojonych, pozostałych w Polsce starają się jakoś związać koniec z końcem. A dawni kolaboranci i donosiciele? O, tu sprawa jest zupełnie inna. Dziś są uwłaszczeni, mają firmy i nieruchomości na wynajem, są prawnikami, adwokatami, przedsiębiorcami, opiniotwórczymi dziennikarzami. Elyta.

Dzisiejsza polska elita trochę przypomina pieczarki – w całości została wyhodowana na gnoju.

Na szczęście nie wszyscy Polacy mają pamięć sięgającą 15 minut temu. Pojawiają się pytania o ‘pochodzenie klasowe’ ludzi, którzy dziś zajmują ważne pozycje społeczne w kraju. Okazuje się, że sporo z nich wywodzi się nie z rodzin katyńskich, ale z rodzin stalinowskich. I rodziny stalinowskie zaczynają się mocno denerwować zadawanymi pytaniami …

W tym miejscu pojawia się genialne zagranie ze strony postkomuchów. Głosy nawołujące do elementarnej sprawiedliwości nazywa się ‘prawicowym oszołomstwem’, ‘niegodziwością’, ‘wynikiem bezsilności i frustracji’, ba, porównuje się obecną sytuację do antysemickiej nagonki roku 1968! Z ofiar robi się oprawców a z oprawców ofiary.

Dawno straciłem wiarę w jakąkolwiek sprawiedliwość. Jedyna nauka, jaką można z tego wynieść jest taka, że przy okazji najbliższej wojny czy okupacji należy szukać pracy w najbliższej placówce Gestapo, czy jak to się będzie nazywać. Patrioci to frajerzy, których będzie można bezkarnie mordować, okradać, i jeżeli są w odpowiednim wieku i odpowiedniej płci – gwałcić. A potem, za zrabowany szmal ustawi się fajnie swoje dzieci, kupi się im parę mieszkań, trochę akcji spółek giełdowych i kilkaset hektarów, niech mają. A komu to będzie nie pasować, to się go nazwie ekstremistą lub terrorystą.

Share This Post

Nauka to potęgi klucz

Wielu z czytelników pamięta szalone lata 90te i początki puchnięcia bańki edukacyjnej. Jeszcze kilka lat po upadku komuny bezrobocie wśród magistrów wynosiło parę procent, gdy reszta populacji powoli poznawała smak beznadziejnego 20% czy 30% bezrobocia. Mówiło się wtedy skończ dowolną wyższą uczelnię, a o pracę nie będziesz musiał się martwić. Spotykałem się też z ciekawym powiedzeniem ucz się, a nie będziesz musiał pracować. W domyśle – przy łopacie lub na roli, jak tatko – takim ludziom siedzenie za biurkiem nie kojarzy się z ciężką pracą, tylko z wakacjami.

Całkowite szaleństwo nastało kilka lat później, gdy na rynek pracy zaczynały wchodzić roczniki wyżu demograficznego, a granice nie były jeszcze szeroko otwarte. Edukacja wydawała się jedyną formą ucieczki przed bezrobociem, a że nie każda głowa wytrzymywała nadmiar wiedzy technicznej, powodzeniem cieszyły się kierunki ‘humanistyczne’. Powstawały Wyższe Szkoły Tego i Owego, Akademie Lansu i Bounce’u, czy Podyplomowe Szkoły Ogrodnictwa i Naleśnictwa.

Zresztą gdyby nawet kadra naukowa była w stanie przerobić 100% maturzystów na inżynierów i tak by niczego to nie zmieniło. Rachityczna polska gospodarka nie była i nie jest w stanie wchłonąć wystarczająco dużo chętnych do pracy. I nie ma tu co wierzyć w bajki o braku wykwalifikowanych rąk do pracy. Byłem zaangażowany w wystarczającą ilość rekrutacji, by wiedzieć, że oferując przyzwoite wynagrodzenie da się znaleźć dowolnego pracownika. Płacz słychać wtedy, gdy chce się ‘oszczędzać’ i szuka się frajera na odpowiedzialne miejsce pracy. Niestety, wykwalifikowani pracownicy rzadko są frajerami i jeszcze rzadziej będą pracować za minimalne wynagrodzenie.

Najgorsze jest to, jak bardzo egoistycznie podeszła do tego problemu młodzież. Skoro zagrożenie bezrobociem jest zauważane masowo, to na tym fundamencie dałoby się zbudować ruch społeczny, który tak nacisnąłby na polityków i ich szefów, że podjęto by w końcu jakieś kroki zaradcze. Zamiast tego każdy stara się przepchać się jak najbliżej koryta, bez zważania na resztę. Aby dobrze to zrozumieć wyobraźmy sobie jakieś dobro, występujące w handlu w ilości niewystarczającej, jak na przykład kiełbasa w PRL. Można zrobić strajk czy dążyć do obalenia ustroju, a można się przepychać łokciami przed wejściem do sklepu mięsnego. Tylko ta pierwsza strategia może być skuteczna, druga absolutnie się nie sprawdza, niezależnie czy chodzi o deficytową wędlinę czy o deficytowe miejsca pracy. Winą w obu przypadkach jest chory system.

Widać pewne wyraźne podobieństwa amerykańskiego i polskiego rynku pracy. Najwyraźniej pewne procesy występują globalnie – niezależnie czy rozpatrujemy je jaki procesy społeczne czy zjawiska ekonomiczne. W Ameryce widać ten sam owczy pęd do ‘wiedzy’, jako efekt świadomości realiów i lęku przed bezrobociem.Widać te same absurdy ślepych uliczek edukacji – wypuszcza się absolwentów totalnie niezdatnych do jakiejkolwiek pracy (słynny kierunek studiów communication – bynajmniej nie telecommunication). Wypuszcza się też absolwentów w ilościach totalnie nieadekwatnych do potrzeb rynku pracy – można tu przytoczyć słynną masową produkcję bezrobotnych prawników.

Wszystko to podlane jest sosem konsumpcjonizmu i zadłużania się. Hollywood rocznie wypuszcza dziesiątki filmów pokazujących wyidealizowane życie studenta. Pokaże się trochę cycka, trochę pijackich imprez, życie w bractwach … Wszystkie te American pie, Legally blonde … to nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem. Jakoś żaden reżyser nie potrafi pokazać w śmieszny sposób, jak bardzo zadłużeni są absolwenci oraz jak się mają koszty edukacji na tle inflacji czy wynagrodzeń:

Może nie jestem na bieżąco z polskimi mediami, ale jakoś nie trafiłem na krytyczną ocenę tego stanu rzeczy w polskim Youtube. Jest za to sporo fajnych treści w amerykańskim Internecie, na przykład Peter Schiff pytający pracowników dzielnicy uciech Nowego Orleanu o posiadane wykształcenie wyższe:

Tak, to już koniec marzeń o wysokiej konsumpcji i życiu opartym na karierze w korpo. Nie ma przyszłości dla schematu liceum – studia – korpo – emerytura. Korpo nie przyjmuje już absolwentów jak w latach 70 w USA, to nie ten sam świat. Nie będzie też emerytur – korpo nie oferuje już emerytalnych programów pracowniczych, państwowe systemy rzężą ostatkiem sił, a obywatele zamiast oszczędzać na własną starość wydają kasę na podatki i odsetki od kredytów.

W niedalekiej przyszłości w wielkim stylu powrócą rodziny trzypokoleniowe. Jeżeli emerytury są niskie to dziadkowie nie są w stanie utrzymać samodzielnie nieruchomości. Z kolei zadłużeni rodzice nie mogą sobie pozwolić na finansowanie przedszkoli i jedzenie ‘na mieście’, skoro ledwo dopinają budżet domowy – tymi usługami tradycyjnie zajmowali się seniorzy. Najmłodsze pokolenie nawet po osiągnięciu dorosłości musi zostać z rodzicami – 50% bezrobocie młodzieży, staże czy prace za stawki minimalne nie dają możliwości usamodzielnienia się. To już widzimy na świecie, a jest to dopiero początek nadciągającej fali powrotu do przetrenowanego modeli rodziny.

Skoro nie da się za wiele zmienić, można się chociaż trochę pośmiać:

Share This Post

Jak umrzeć w ciekawy sposób

Swego czasu Polacy zmonopolizowali rynek zrywek azbestu w USA. Wynikało to z typowego dla naszej nacji braku wyobraźni. Jak to, to te płyty elewacyjne mogą powodować raka, i to nawet za 20 lat? Niemożliwe! Nic mi nie będzie! Uderzenie młotkiem w kciuk boli natychmiast. Gdyby bolało po 10 latach, ludzie tłukli by się po palcach bez ograniczeń.

Podobnie jest z dymami w powietrzu i chemią w jedzeniu. Ekspozycja na toksyny powoduje choroby i śmierć, to jest fakt. Nie upada się na chodniku w agonii ponieważ na śniadanie zjadło się ‘parówki’ i nieopatrznie otworzyło się okno. Umiera się po kilkunastu latach i to umiera tylko pewien odsetek ludności. Tego Polacy nie potrafią skumać i nigdy nie skumają. Tak bardzo oddalonych w czasie faktów nikt nie potrafi połączyć.

Z racji kontaktu z metalami szlachetnymi trafiam czasem na różne ciekawostki. Ostatnio trafiłem na ślad jubilera-zabójcy. Jak wiadomo, srebro w jubilerstwie ma zwykle próbę 925, co oznacza, że w stopie powinno znajdować się co najmniej 92,5% srebra, a resztę powinny stanowić metale domieszkowe, zwykle miedź. W pewnymi wyjątkami każdy wyrób powinien być ocechowany przez Okręgowy Urząd Probierczy, który sprawdzi, czy srebra jest co najmniej tyle, ile przewiduje norma. Prawo nie narzuca tego, czym ma być dodatek stopowy, więc OUP tego nie sprawdza. I oto filmik z badania spektrometrem:

Cd to kadm. Skąd kadm w biżuterii? Ano stąd, że chciwy jubiler wziął styki elektryczne, wykonane ze srebra i kadmu, przetopił je i sprawdził w OUP, czy stop ‘trzyma próbę’. A skoro ‘trzyma’, to wykonał z niego biżuterię. A powinien zrafinować srebro do czystej postaci, dodać miedź i dopiero użyć takiego stopu. Zaoszczędził może ze 100 zł/kg produktu.

Wikipedia trąbi na temat tego pierwiastka: Kadm jest pierwiastkiem niezwykle toksycznym (wielokrotnie bardziej niż arsen). Uszkadza nerki – niszczy kłębuszki i kanaliki nerkowe, powoduje anemię, choroby kostne (osteoporozę), zaburzenia powonienia, białkomocz. Zmniejsza wydzielanie insuliny, zwiększa utlenianie lipidów (co prowadzi do zwiększonego wytwarzania wolnych rodników). Oddziałuje też niekorzystnie na układ krążenia. Kobiety, tradycyjne użytkowniczki biżuterii, może zainteresować taka informacja: Podawanie związków kadmu ciężarnym samicom szczurów powodowało ciężkie wady u potomstwa, takie jak brak oczu, wodogłowie, przepuklinę mózgową, brak kości śródstopia.

Ludzie, którzy noszą biżuterię od tego mordercy prawdopodobnie codziennie jej dotykają. Jony kadmu przenikają przez ich skórę i od środka ich zatruwają – a metal jest tak toksyczny, że ilość przenikająca tą drogą jest wystarczająca do zatrucia. W efekcie zaoszczędzenia drobnej sumy pieniędzy ktoś zachoruje, ktoś inny umrze. A potem ktoś się zastanowi: dlaczego nas dotknęło to nieszczęście?

Jedyne pocieszenie jest takie, że przy przetopieniu tego świństwa wydzielają się duże ilości oparów kadmu. Mam nadzieję, że ów jubiler złapie jedną z ciekawych chorób wymienionych powyżej.

Share This Post

Radary

Przez Polskę przewala się dyskusja dotycząca szerszego wprowadzenia radarów celem drenowania kieszeni kierowców. Rząd ubiera to w miłe słowa walki ze śmiercią, która w Polsce rzeczywiście zbiera ogromne żniwo na drogach.

Wyobraźmy sobie, że każdy kierowca będzie otrzymywał punkty karne, bez kary finansowej, i tak zwani piraci drogowi będą tracić prawo jazdy. Taka propozycja nie padła ze strony rządu, mówi się raczej o karach finansowych. Czyli tak naprawdę nie chodzi o bezpieczeństwo, tylko o wydojenie kierowców. I z tego zaczyna sobie zdawać sprawę lud, demolując skrzynki radarów oraz nawet publicyści w rodzaju Lisa, nawołujący do protestów.

Zarządzanie firmą lub krajem polega na tym, że ma się pewną wizję gdzie się chce dojść i dzień po dniu rozwiązuje się kolejne przeszkody stojące na drodze do osiągnięcia wybranego celu. Taka właśnie płynie nauka z analizy tytanów zarządzania jak von Braun, Giuliani czy Jobs. Właśnie takiego zarządzania w Polsce brakuje, nie ma takich mózgów, dlatego nie ma tu światowych firm i jakość życia jest pod psem. Nie ma tu nad czym dyskutować i rozpisywać się w komentarzach – do Polski emigranci raczej nie walą drzwiami i oknami, a Polacy uciekają na wszystkie strony – faktem niezaprzeczalnym jest, że Polska jest źle rządzona i dlatego ludzie nie chcą tu mieszkać.

Naturalnym jest, że rząd musi zbierać podatki od ludności. Na tym polega jego podła natura. Gdy z gospodarki nie da się wycisnąć więcej (krzywa Laffera) to trzeba szukać innych dróg. I tu właśnie pojawia się kwestia prawidłowego zarządzania – pomysł z radarami jest zwyczajnie głupi. Jest problem braku kasy, który został błędnie rozwiązany. Są dziesiątki innych sposobów wyciśnięcia kasy z ludu, choćby poprzez działania na rzecz ochronę środowiska. Nikt nie zaprzeczy, że chce żyć w zdrowym środowisku. No to można dać ITD testery do spalin zamiast radarów i wyłapywać trucicieli – 500 zł grzywny. Albo urządzić grupy do patrolowania podmiejskich osiedli. Wzornik dymowy do łapy – jeżeli dym z komina leci ciemniejszy niż wzornik, to mandat 500 zł. Za drugim razem 1000 zł, za trzecim 2000 zł itd. To wymaga nieco więcej pracy niż z maszynkami samodzielnie robiącymi fotki przejeżdżającym pojazdom, ale nie powoduje oporu społecznego. Ma się mniej, ale jest dużo większa akceptacja społeczna.

Cała ta sytuacja dowodzi, że kolejne polskie rządy różnią się od okupanta tym, że mówią po polsku (z pisaniem jest już gorzej). Nie ma żadnej nadziei na to, że Polska będzie takim krajem, gdzie interesy obywateli będą na pierwszym miejscu, przez partyjniactwem, prywatą i utrzymaniem się przy żłobie za wszelką cenę. Szkoda, że inicjatywy typu Obywatele Decydują są skazane na porażkę. Polska będzie rządzona przez grupy cwaniaków, którzy wycierają sobie pyski słowem ‘demokracja’. Potraktowanie Polaków radarami jest idealnym przykładem choroby, która niszczy ten kraj.

Share This Post

Upsik

Lubie firmę UPS. To taki fajny i swojski dinozaur biznesu. Pruje fale globalnego biznesu jak transatlantyk Atlantyk. Prawie jak Titanic, z tym, że niezatapialny. Ale czyżby naprawdę niezatapialny?

Z dużym zaciekawieniem czytam ich wewnętrzną gazetkę pt. Twój Kurier. Nie wiem, czy nie łamię w ten sposób jakiegoś regulaminu i czy chwaląc się tym na blogu nie spowoduję podjęcia przez nich stanowczych kroków prawnych. W każdym razie periodyk ten jest doskonałym źródłem wiedzy o firmie. Z wywiadów można dowiedzieć się, że większość ich pracowników pochodzi z łapanki – właśnie skończyli jakąś tam szkołę, przechodzili obok UPS, zobaczyli informację o wakatach i tak zostali. Większość podkreśla, że traktowała tą pracę jako tymczasową, co nie świadczy chyba za dobrze o stawkach początkowych, lub świadczy doskonale o skali późniejszych podwyżek i umiejętności firmy w zatrzymywaniu cennych pracowników.

Godne pochwały jest to, że UPS dość dobrze radzi sobie ze złodziejstwem. To największy problem każdej firmy kurierskiej czy pocztowej na świecie. Poczta Polska zupełnie poległa na tym polu, złodziejstwo przechodzi wszelkie granice przyzwoitości:

Wygląda na to, że UPS radzi sobie z tym lepiej. W Polsce nie przyjął się amerykański zwyczaj zostawiania przesyłek pod drzwiami (zgadnij dlaczego?), wobec czego muszą skupić się wyłącznie na zabezpieczeniu wyłącznie transportu. Nie mamy szansy obejrzeć polskiej wersji takiego klipu:

Nie posiadam doktoratu z zarządzania korporacjami transgranicznymi ani nie mam 20 lat doświadczenia na stanowisku CEO takiej firmy. Mam jednak trochę praktyki w biznesie i potrafię dochodzić do swoich własnych wniosków. Z mojego punktu widzenia zarządzanie firmą jest kiepskie, nakierowane tylko i wyłącznie na utrzymywanie obecnego status quo.

Niestety świat idzie do przodku i rodzą się pomysły, które mogą zagrozić nawet UPSowi. Kroki podejmowane przez firmę, które mogą się wydawać zarządowi rewolucją – na przykład outsourcowanie kurierów w Polsce – mogą być niewystarczająco odkrywcze, by biznes mógł trwać w kolejnych latach.

Czasem w rozmowach o pracę można usłyszeć ciekawe pytanie – co byś zmienił w tej firmie. Co podwójnie ciekawe pytanie te potrafią zadać obie strony i jest to najlepsze pytanie, jakie można zadać w takiej rozmowie. Pozwolę sobie na to odpowiedzieć::

1. Paczkomaty to ogromne zagrożenie dla UPS. Jeżeli Inpost jest w stanie pozbyć się kosztu w postaci kuriera odbierającego oraz kuriera dostarczającego i skupić się wyłącznie na tranzycie, to jest w stanie zaoferować ceny poniżej 10 zł / przesyłkę i jeszcze na tym zarabiać. UPS bierze (przez brokera) około 20 zł / przesyłkę i prawdopodobnie zarabia na przesyłce mniej niż Inpost. Jedynym racjonalnym wyjściem byłoby wyjście z taką usługą, i to globalnie. UPS oferuje zresztą coś w tym rodzaju na rynku USA, co nazywa się drop box (kolejna zagadka – dlaczego nie przyjęło się to w Polsce, szczególnie w tych miejsach gdzie ludność wie jak wykonać haczyk z drutu?). Są to po prostu ordynarne skrzynie do wrzucania przesyłek, które  trzeba zastąpić takimi podłączonymi do prądu i Internetu. Jeżeli nie zrobi tego UPS, to zrobi to jakiś inny Inpost, a będzie to rewolucja na rynku amerykańskim i rzeź UPSa. To samo zresztą spotkało staromodne wypożyczalnie filmów Blockbuster po wejściu do użycia samoobsługowych Red Boxów (choć torrenty miały tu swój udział).

2. Polityka cenowa w UE jest absurdalna. Jest paru graczy na rynku, którzy zmonopolizowali rynek i urządzili sobie żniwa. W USA najtańszy transport koperty z Chicago do Los Angeles (jakieś 3200 km) kosztuje 31 zł. Taka sama usługa z Warszawy do Lizbony, na podobny dystans (to uzmysławia rozmiary Ameryki!) to 340 zł (!) na stronie przewoźnika i 77 zł u brokera. Taka cena jest zaporowa dla normalnego człowieka i oznacza ograniczenie świadczenia usługi do korpo, której i tak wszystko jedno ile zapłacą, bo to ‘niczyje’ pieniądze. Nadmierna chciwość równa się głupocie.

3. Polityka energetyczna dotycząca floty samochodowej jest całkowicie idiotyczna. W USA po miastach krążą pojazdy przypominające czołgi, palące astronomiczne ilości paliwa, a zapełnione przesyłkami w 10-20%. W Polsce jest ciut lepiej, ale i tak mogłoby być super, gdyby flota była napędzana CNG, czyli gazem ziemnym. To byłaby oszczędność idąca w dziesiątki miliardów dolarów rocznie w skali świata. Furgonetki UPS są idealnymi pojazdami do zastosowania tego paliwa – robią po 100-200 km dziennie, czyli tankowania starcza na cały dzień, i mają dużo wolnej przestrzeni wewnątrz, w sam raz na zbiornik. A przy okazji można by zarabiać na tankowaniu pojazdów cywilnych w ciągu dnia.

4. Pojazdy UPS oprócz wożenia powietrza wożą również dużo pustej powierzchni. Boki tych pojazdów to brąz z małym logo firmy. Tymczasem inne firmy płacą sporo pieniędzy za wożenie na przyczepach billboardów. Osobiście wolę mniejszy szum informacyjny i nawet billboardy mnie drażnią, szczególnie gdy tak często jesteśmy szczuci cycem. Niestety z perspektywy zarządu taka pomysł mógłby przejść – męczenie nie jest tak duże, ponieważ szyby limuzyn są przyciemnione a kierowcy uwalniają od konieczności oglądania zewnętrznego świata. Z puntu widzenia UPS wejście w biznes reklamowy byłoby żyłą złota, tak jak w pewnym momencie stało się to z wszelakimi miejskimi firmami komunikacyjnymi.

Prowadzenie biznesu oznacza ciężki wysiłek intelektualny każdego dnia, nawet po 16, gdy urzędnicy są już w drodze w domu. Nie reagując na zmiany rynkowe, na postęp, na zmiany preferencji konsumentów, można wypaść z biznesu, niezależnie czy prowadzi się warzywniak czy globalną firmę kurierską.

Share This Post

Ekstremizm

Każdy stały czytelnik tego bloga z pewnością szybko zauważył, że autor jest ekstremistą. Choć nie przepada za tow. Stalinem to na tym blogu wielokrotnie wychwalane były metody rodem z najbardziej złowieszczych dyktatur: postawić pod sąd i rozstrzelać jeszcze tego samego dnia. Autor sugerował, że nawet za drobne kradzieże powinno się stosować surowe kary, na przykład wykorzystywanie więźniów do pracy przy budowie infrastruktury kraju, a za ciężkie przestępstwa powinna być stosowany najwyższy wymiar kary.

Tymczasem prawodawca jest dużo bardziej liberalny. Co prawda ilość więźniów na 100 000 mieszkańców kraju stawia nas w czołówce Europy, ale większość Polaków ma odczucie zbieżne z moim, że przestępczość jest wysoka, a zapadające wyroki są mało dotkliwe (zawieszenie wykonania kary oznacza zerową odczuwalność kary). Ma się wrażenie, że są to jeszcze echa stalinizmu. Towarzysz Stalin wielokrotnie powtarzał, że złodzieje są przyjaciółmi ludu, a wypadli oni na margines społeczeństwa w efekcie zbrodniczych działań poprzedniego ustroju społeczno-ekonomicznego. W jego opinii carat prowadził do gromadzenia dóbr przez sfery wyższe kosztem niższych, a te, by przeżyć, musiały kraść. Dlatego w stalinowskich obozach śmierci kryminaliści byli uprzywilejowani w stosunku do więźniów politycznych, co do których nie rokowano szans powrotu na łono społeczeństwa, więc można ich było (a nawet należało) eksterminować.

Trudno się oprzeć, że obecna filozofia profesorów prawa tworzących prawo karne wynika wprost z nauk Stalina. Zresztą wiele spośród tych osób działało aktywnie w tamtych czasach, w ZSMP, PZPR, czy jako zwykli, anonimowi donosiciele UB/SB. Weźmy takiego Henryka Świątkowskiego. Ale byli też pracownicy służb niemieckich, dopiero potem zwolennicy komunizmu, na przykład Jerzy Sawicki, współautor podręcznika Prawo Karne Polski Ludowej. Jak wiadomo obecne prawo karne wyewoluowało wprost z tamtego aktu prawnego, łaskawego dla przestępców pospolitych. Tamte kadry wpoiły pewne przekonania obecnej kadrze stanowiącej i egzekwującej prawo.

Skoro mowa już o istniejącym porządku prawnym, to światło na niego rzucają przepisy o obronie koniecznej obowiązujących już w tak zwanej ‘Wolnej Polsce’. Ich filozofia mocno opiera się na koncepcji tow. Stalina i jego rozumieniu świata. Oto uciemiężony proletariusz, przyjaciel ludu, rzuca się do gardła swych ciemiężycieli, którzy zamiast oddać zrabowane dobra i grzecznie umrzeć wyciągają broń. To karygodne! Takich ludzi należy natychmiast odseparować od zdrowej, proletariackiej tkanki społecznej i zutylizować.

W 21 wieku samoobrona obywatela jest również strasznie niemedialna. Kradzież roweru przechodzi bez echa, chyba, że jego posiadacz objechał już wszystkie kraje świata i dopiero w Polsce go okradli. Ale złodziej roweru, z przestrzelonym łbem, jest strasznie niemedialny i brzydko wygląda w TV. Kogo obchodzą statystyki kradzieży rowerów w różnych krajach świata – znacznie bardziej medialne są statystyki osób z przestrzelonymi łbami, nawet jeżeli właściciel tego łba był złodziejem. To dowód, że statystyki kłamią – zamiast nieobiektywnych statystyk zabójstw powinno się prowadzić dwie inne – obywateli zabitych przez przestępców oraz przestępców zabitych przez obywateli.

Ekstremizm wynika z frustracji i bezsilności. Dlatego właśnie tak popularny jest ekstremizm religijny – fundamentalistów trafia szlag, że ktoś ośmiela się wierzyć w innego, a więc nieprawdziwego boga. Z bezradności dochodzą do wniosku, że jedynym rozwiązaniem jest opasanie się trotylem.

Mój ekstremizm jest świecki i jak sobie pochlebiam ma podłoże patriotyczne. W Polsce i innych krajach dyskusje społeczne są fikcją. Obywatele dowiadują się z mediów, że po raz kolejny zostaną potraktowani przez polityków i rządzących nimi oligarchów jak stado owiec do strzyżenia. Prawdziwa władza, ta z tylnego siedzenia, robi z obywatelami dokładnie to, co chce i tylko nieliczne jednostki są w stanie dostrzec to zjawisko i spróbować się sprzeciwiać. Tłumowi czasem uda się wykrzesać odrobinę sprzeciwu, gdy gnojenie postępuje ciut za szybko w stosunku do wytrzymałości ludzi (ACTA). Decydowanie o każdym aspekcie życia jest regulowane i stopniowo przenoszone od obywatela do urzędnika.

Każdy obserwujący to uczciwy obywatel powinien tak jak ja stanowczo przeciwstawiać się kierunkowi, w którym podąża Polska, naśladująca zresztą inne kraje zachodnie. Natomiast sam ekstremizm jest możliwy do skanalizowania wyłącznie poprzez włączenie ludzi do życia społecznego i umożliwianie im wpływania na otaczającą ich rzeczywistość. To nie my mamy być rządzeni – to jest nasz kraj i tylko my mamy prawo w nim rządzić.

Share This Post

Linijki mennicze

Do sklepu dorzuciłem uniwersalne linijki mennicze do testowania monet złotych 1 oz. Przy zakupie monety złotej 1 oz można ją mieć za jedyne 47,92 zł.

Zestawy, które od dawna są w sklepie składają się z 5 różnych wag i są przeznaczone do monet 22 karatowych. Można za ich pomocą badać monety 1/10 oz – 1 oz. W przypadku tego narzędzia producent poszedł w innym kierunku – bada się monety jednej wagi (1 oz) ale za to prawie każdy ich rodzaj.

Kilka fotek:

Share This Post

Postęp polski

Z nowym rokiem dokonujemy kolejnego wielkiego kroku naprzód. Media trąbią o wielkim sukcesie polskiej informatyki – będzie można sprawdzić online, kto ma prawo do świadczeń wynikających z ubezpieczenia zdrowotnego. Śmieszne jest to, że tak naprawdę nie ma z czego korzystać, ponieważ duża część z tych usług istnieje wyłącznie teoretycznie. Chyba każdy z Polaków wie, że dostanie się do specjalisty nie jest procesem szybkim ani łatwym. Polacy są zwyczajnie okradani parapodatkiem zwanym ‘składką zdrowotną’, a te pieniądze, które ta hydra nie zużyje na własne potrzeby, podatnicy otrzymują w postaci ochłapów skromnych świadczeń zdrowotnych.

Wielu Polaków głosuje nogami, mówiąc czule ‘sajonara, Polsko, nara’ i przeprowadzając się do normalniejszych krajów. Uznaje to za przejaw zdrowej konkurencji i wykorzystywanie okienka, które w każdej chwili może zostać zamknięte. Skoro nie mam ochoty do korzystania ze złodziejskich usług banku A – idę do mniej złodziejskiego banku B. Podobnie z państwami – skoro Polska nie zapewnia obywatelom prawie niczego za ich podatki, lepiej dla Polaków i ich rodzin przenieść się do mniej złodziejskiego kraju.

Część Polaków nadal ma umysł zatruty oparami nacjonalistycznego oszołomstwa. Polsko, jak pięknie za ciebie umierać, mazali domorośli grafomani. Jest dokładnie odwrotnie – pięknie to jest zabić jak najwięcej najeźdźców i wrócić do rodziny. Głupotą jest dać się zabić i pozostawić rodzinę bez głowy rodziny i środków do życia. Przechodząc do przykładów z czasu pokoju – skrajną głupotą było tkwienie w PRLu, podobnie jak ciężką głupotą jest tkwienie w obecnym PRL bis. Mądre jest zabezpieczenie siebie, a szczególnie ‘ustawienie’ dzieci, a od pokoleń najskuteczniejszą strategią było wyemigrować, jak najszybciej i jak najdalej. Pamiętajmy, że mamy szczególne zobowiązania w stosunku do naszych dzieci – nieważne, gdzie będą mieszkać, ważne, żeby mogły żyć w miarę godnie, żeby nie musiały budować barykad, żeby mogły rozwijać się na miarę swoich możliwości i bez obawy o swoje bezpieczeństwo.

Czas na tradycyjne naganianie na złoto, w ramach czego podam przykład z ostatnich dni. Oto miła pani, zamiast żyć w normalnym kraju, zawzięła się i postanowiła żyć w PRL, przemianowanym potem na PRL bis. To był pierwszy błąd. Drugim błędem było trzymanie łże-waluty w łże-banku, zamiast kupienia u mnie paru złotych monet. I pewnego dnia przyszedł zły wilk komornik i zabrał sobie pieniądze z konta. To, że akurat wspomniana obywatelka nikomu nic nie była winna niczego nie zmienia – kasy z powrotem już nie dostanie. Komornik też nie poniesie żadnej odpowiedzialności, ponieważ nasza stara tradycja, wywodząca się jeszcze z czasów caratu, stanowi, że oprawcy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swe czyny. Co najwyżej mogą dostać promocję, premię lub podwyżkę.

Skoro jesteśmy już przy wszelakich tradycjach, warto przypomnieć stare  porzekadło ‘nie kradnij, państwo nie lubi konkurencji’. Coś w tym jest, niech o tym zaświadczy przydługi mejl, który otrzymałem od czytelnika. Jest to list od firmy w UK pomagającej w unikaniu bandyckich składek ZUS:

Mając na względzie długotrwałą współpracę, jak również koncentrując się na znalezieniu najkorzystniejszego rozwiązania dla Państwa, jako Przedsiębiorców, oraz przyjęcie właściwej postawy wobec polskich i zagranicznych instytucji, Spółka [ciach] podjęła kroki zmierzające do zakończenia świadczenia usług związanych z obecnym rozwiązaniem. Usługi w obecnym zakresie świadczone będą do końca grudnia 2012r.

W oparciu o informacje, jakie nasza Spółka uzyskała w ostatnich tygodniach z instytucji w UK odpowiedzialnych i biorących udział w procesie weryfikacji oraz wystawiania druków A1, brytyjskie HMRC w sposób bardzo znaczący podwyższyło poprzeczkę w zakresie aplikowania o wystawienie certyfikatu A1 dla Obywateli Polski, wymagając od osób ubiegających się o ten druk dokumentów/ informacji takich jak: rachunki dotyczące opłat za mieszkanie, czynsze, inne opłaty komunalne, wystawiane na imię i nazwisko danej osoby bilety podróży pomiędzy obydwoma krajami sposób i źródło uzyskania informacji o pracodawcy ze szczegółowym opisem rozmowy kwalifikacyjnej prowadzenia harmonogramu pracy ze szczególnym uwzględnieniem konkretnych dni, w których dana osoba przebywała w Polsce oraz w Anglii przyczyn zatrudnienia oraz wiele innych.

Urząd w Wielkiej Brytanii oraz Zakład Ubezpieczeń Społecznych zastrzegają sobie, że wymagane są wszystkie dokumenty, a przedłożenie jedynie części z nich nie jest wystarczalne. Tak trudne i nierealne wymogi stawiane przez stronę brytyjską są konsekwencją działań Zakładu Ubezpieczeń w Polsce, który to chcąc zablokować polskim przedsiębiorcom możliwość korzystania z występującego zbiegu tytułów do ubezpieczeń podjął działania, które na dzień dzisiejszy przybrały taką formę. Skutki działań Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, jako właściwej w Polsce instytucji zabezpieczenia społecznego spowodowały zmianę interpretacji przepisów.

Wprowadzenie nowej oferty i wycofanie Klientów z dotychczasowej ma na celu przede wszystkim jeszcze większe zabezpieczenie sytuacji każdego Przedsiębiorcy oraz maksymalne zwiększenie komfortu prowadzenia własnego biznesu, a także konkurencyjność względem podobnych firm i branż na polskim rynku.

Ze względu na zaawansowaną procedurę związaną w wprowadzaniem nowej oferty z dniem 1.01.2013 roku firma [ciach] zaprzestaje działalności w zakresie świadczenia dotychczasowej usługi. Fakt ten pociąga z Państwa strony konieczność zgłoszenia do ubezpieczenia z tytułu prowadzonej w Polsce działalności gospodarczej od dnia 1.01.2013 roku.

Jest to jeden z elementów ‘dociskania śruby’, którego się spodziewam i o którym wielokrotnie ostrzegałem na blogu. Proszę sobie to dobrze zapamiętać – presja ta będzie narastać wraz z malejącą ilością płatników ZUS w stosunku do pobierających świadczenia. System ubezpieczeń społecznych w Polsce jest na granicy załamania, a tak już jest, że każdy reżim będzie chronił przede wszystkim siebie, czasem brutalnie i nie zważając na konsekwencje. Mogę sobie wyobrazić sytuację, w której funkcjonariusze zajmują hipotekę mieszkania Kowalskiego i żądają wykazania odprowadzonych składek ZUS za ostatnie 10 lat. Kowalski twierdzi, że pracował i mieszkał w UK, na co ZUS, że mieszkanie to było fikcyjne, bo centrum interesów życiowych jest w PL i są na to dowody – konto w polskim banku, posiadanie mieszkania i rodziny w Polsce, transfery finansowe do Polski oraz brak obywatelstwa brytyjskiego. Dodatkowo Kowalski nie wymeldował się z Polski i nie zgłosił w Urzędzie Skarbowym przeniesienia centrum interesów życiowych do UK, a nawet gdyby to zrobił, to w świetle powyższych dowodów należy uznać to za fikcyjne. I mieszkanko ciach, na licytację, a kasa dla komornika, na wypłaty dla urzędników ZUS i na odsetki od kredytów zaciągniętych przez ZUS w bankach.

I tak postęp się dokonał. Od 2013 roku Polacy są traktowani w UK jako potencjalni oszuści, na prośbę swojej własnej agendy rządowej (ZUS), mimo, że oficjalna propaganda głosi całkowitą równość obywateli UE:

Swobodny przepływ pracowników umożliwia obywatelom UE poszukiwanie pracy w innym państwie UE, podjęcie tam pracy bez konieczności posiadania odpowiedniego pozwolenia, a także korzystanie z równego traktowania z obywatelami państwa przyjmującego, jeżeli chodzi o dostęp do zatrudnienia, warunki pracy i uprawnienia do świadczeń społecznych.

Z natury należę do bardzo naiwnych ludzi. Uważam, że ludzie z natury są prawdomówni i z góry zakładam, że należy im wierzyć. Podejrzewam, że większość ludzi tak ma – ofiary czystek Stalina pisały do niego listy z Łubianki, a Niemcy wzdychali ‘gdyby tylko Hitler o tym wiedział’. Dlatego z łatwością dałem się oszukać politykom ‘wolnej Polski’, od Balcerowicza po Tuska. Każde ‘już wkrótce będzie lepiej’ okazywało się ‘już wkrótce będzie lepiej mi i mojej rodzinie’. Z doświadczenia płynącego z 24 lat istnienia PRL bis wiadomo, że siła nabywcza i jakość życia Polaków wynoszą jakieś 20-30% poziomu niemieckiego, brytyjskiego czy amerykańskiego, i że stan taki będzie trwał z pewnością do końca mojego życia.

Jedynym racjonalnym wnioskiem płynącym z analizy kilkuset lat historii jest całkowite oderwanie się od Polski, znalezienie pracy w normalnym kraju, nieposiadanie obligacji czy nieruchomości w Polsce, a także polskiej łże-gotówki, która może być w dowolnym dniu zeszmacona, wymieniona czy skonfiskowana. Nie oszukujmy, że wyprowadzamy się do UK, wyprowadźmy się na dobre i na stałe.

Share This Post