Monthly Archives: December 2012

Arbitraż na bitcoin (BTC)

Stare powiedzenie traderów mówi, że dwie różne ceny tego samego towaru na dwóch różnych rynkach oznaczają darmowe pieniądze. Obserwując rynek bitcoin nie sposób nie zauważyć, że występują dość znaczne różnice kursowe pomiędzy poszczególnymi platformami wymiany.W chwili pisania tej notatki kurs BTC/EUR wynosi 9,65-9,70, na drugim 10,16-10,28. Kupić za 9,70, sprzedać za 10,16, wziąć 5%. Po prostu pieniądze leżą na ulicy.

Głębokość tych rynków jest znikoma w stosunku do foreksu, ale na foreksie trudniej zarobić niż w kasynie. Na BTC nie można obracać milionami, ale w wolnej chwili można nieco dorobić.

Share This Post

Zabawy matematyką

Jestem zwolennikiem złota jako formy zachowania kapitału z jednego prostego powodu – matematyki nie oszukasz. Z tego powodu politycy tak bardzo nie lubią matematyki, która obnaża przykry fakt, że wszystkie państwa zachodnie (posiadające deficyt budżetowy) skazane są na nieuchronne bankructwo.

Warto zwrócić uwagę na fakt, jak bardzo Polska jest pod wodą w porównaniu z USA. Facet mówi o sytuacji, w której podatki od osób fizycznych mogą być w całości wydawane na obsługę długu – w Polsce tak jest już od dawna. Nie mówi o ZUS vs SSA – w Polsce system jest o wiele bliżej załamaniu i bankructwa niż w Stanach.

HT Arek

Share This Post

Skup złota w NBP

Od wielu lat NBP był aktywnym graczem na rynku złota w Polsce. Od zakończenia wojny bank prowadził skup złota monetarnego, kontynuując zresztą praktyki przedwojennego Banku Polski. Logika tego była prosta – po zerowych kosztach drukowano papierki, które ludzie przyjmowali w zamian za prawdziwe złoto. Potem skupione złoto można było wymienić za granicą na twardą walutę i kupić za to dowolne towary. Nie było chyba lepszego interesu niż skupowanie złota za łże-złotówki.

Choć nie ma oficjalnych danych dochodziły mnie wieści, że NBP ma coraz mniej klientów. Wydaje się, że z upływem czasu zaczyna brakować głupków, albo głupkom skończyły się złote monety. Zostają inteligentni inwestorzy, którzy w ostatnich latach woleli zajść na przykład do naszej firmy, w ramach której prowadzimy skup monet złotych, szczególnie że płacimy więcej niż płacił NBP.

Nie bez znaczenia jest fakt, w jaki sposób NBP obsługiwał klientów. To obrzydliwa, postkomunistyczna instytucja, z nadętymi strażnikami przy wejściach i ponurymi biurwami w gabinetach. Osobiście wolałbym sprzedać ‘prywaciarzowi’, niż mieć do czynienia z NBP.

W efekcie NBP choć skupował niewiele to posiadał garb w postaci personelu, który musiał być gotowy do prowadzenia skupu. Dla takiej dużej organizacji to kłopot – trzeba szkolić pracowników, trzymać się pewnych procedur, generować sprawozdania i raporty, i to niezależnie od tego, czy skupuje się 1 monetę dziennie w skali kraju czy 1000. Kto prowadził dużą firmę ten potrafi zrozumieć na czym polega ten problem.

Wygląda na to, że ktoś wyliczył sobie, że skórka nie jest warta wyprawki i NBP podjęło decyzję o wycofaniu się ze skupu monet złotych. To dobra wiadomość – na rynku jest o jednego dinozaura mniej.

Share This Post

Underwater Demolition Team we franciszku

Święta, święta i po świętach. Ludzie siedzą po domach, jedzą, nudzi im się, więc piszą. Wpis gościnny Sebastania:

Tak. Tekst będzie o kredytach hipotecznych. W dzisiejszym wpisie pogadamy o osobach znajdujących się „pod wodą” czyli takich, które mają więcej długu niż jest warta „ich” (na pewno ich?) nieruchomość.

Zanim jednak przejdziemy do głównej treści, uskutecznimy solidną rozgrzewkę. Poznajmy „głos ulicy”, czyli reprezentatywne komentarze zebrane (większość) w grudniu 2012.

~Lucjan Dylemat z mieszkaniami i kredytami przypomina mi moja chorobę: wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Mieć sraczkę i brać prochy uszkadzające nerki, wątrobę i układ odpornościowy, czy zamontować sobie stomię czyli zaszyć odbyt, wyciąć 1,05 metra kich i zamontować worek na kupska. Jak by nie patrzał przesrane.

~abc Byłem kiedyś pracownikiem jednego z największych banków w polsce i udzielałem kredyty hipoteczne , to ludzie sami decydowali sie na kredyt we frankach.Zrobiło sie symulacje we wszystkich walutach, a ten jak zobaczył ile wynosi rata we franku to nie docierało do niego że istnieje coś takiego jak ryzyko. Ma być we franku i koniecA teraz ponoszą tego konsekwencje

~matka Mnie w banku nikt nie tłumaczył ,a nawet śmiali sie ,że chce w złotym ,a nie we franku . W końcu przekonali i wziąłem we franku

~pepe Większość piszących tu opluwaczy nie ma pojęcia co to stopa procentowa i wali frazesy o nabitych frankowcach. Wy wasze złote macie wyjściowo oprocentowane na dziś po ok 4,6 % w skali roku plus marża banku a frankowcy 0,1 % stopa procentowa (w moim przypadku 1,5%) marża banku. Teraz kalkulatory i policzyć sobie tumany

~siux mam kredyt we franku w Nordei wziety w kwietniu 2012roku […] Spie spokojnie bo zmienilem kredyt z Geinn Banku i ucieklem do Nordei na franka kiedy byl po 3,40.

~MAMA MAM KREDYTI I -JESTEM SZCZĘSLIWA […] KAŻDĄ RATĘ SPŁACAM ŚWIADOMIE I ROBIĘ TO DLA MOICH DZIECI […] ZAWSZE COŚ KIEDYŚ BĘDĄ MIAŁY PO MNIE W PRZYSZŁOŚCI.

~Jasio Gdzie ten dziad (jakiś analityk) co kilka dni temu nawijał, że frank poszybuje w kosmos w przeciągu kilku lat i zaleca szybkie przewalutowanie by nie stracić… Konkluzja nie chcesz stracić, olewaj analityków.Bbowiem przy stosowaniu się do ich rad to strata pewna i zaczną wymyślać jakieś śmieszne przyczyny…

~MMM Przynajmniej nie mieszkam baranie pokątnie u mamusi jak w twojej sytuacji.

~Pawcio U mamusi ??? Mieszka BARAN pod mostem albo co jakis czas w noclegowni… jak wytrzeźwieje oczywiście BARAN

~michał asman Frank szwajcarski skazany jest, ale na osłabienie!!!! […] Jak Szwajcarzy osłabiają kurs franka do Euro do swojego stałego poziomu 1, 5 CHF za Euro, tak Polska na odwrót musi umocnić Kurs złotego do Euro poniżej 4 zł, gdyż przy obecnym kursie nie spełniamy wymogów do przyjęcia euro […]

~eerbank wartość franka bedzie spadac,jego nominalna wartość to 2 zł,reszta to spekulacje

~ekonom vip Przez tak wysoki kurs franka godpdarka szwajcari nie przetrzyma […]

~połódnie Prawda jest taka, że szwajcaria powoli sie sypie a nie rośnie. […]franek niedługo zacznie opadać więc trzeba drzeć co sie da bo na spredzie już nie da się zarobić tyle co kiedyś. Zobaczcie jaki jest zysk banku kiedy spałacacie kredyt we franku 0,8-1,5% bo nie moga sterować liborem […]

~Franek nieprawda – jesli Europa zacznie sie wygrzebywać z kryzysu to i franek będzie spadał. Najgorsze za nami.

~dziki_kraj …jasne, wynajmuj , rób opłaty od wynajętego mieszkania, jeszcze odkładaj tyle żeby za kilka lat zebrać ponad 50% ceny mieszkania (ty jesteś lepsza pisząc o budowie domu) i nie zapomnij przeżyć za to co zostanie. Kobieto, gdzie ty się chowałaś ?!

~sly Płacisz za wynajem 600-800 zł,czyli uśrednijmy to na 700 zł.Rocznie wychodzi 8400zł,wynajmujesz przez np.5 lat czyli zapłacisz 42 tys zł,i nadal nie masz mieszkania.Brawo za rozumowanie!.

~DobraRada Ja spłaciłam około różnych 30 kredytów i uważam, że to jest doskonała droga do urządzenia się […]jeśli mamy już jedno mieszkanie czyli gdy mamy gdzie mieszkać i mamy zdolność kredytową możemy kupować następne mieszkania bo spłacą się same z najmu […]kredyt RnS był doskonały,nie wiem czemu tak mało młodych ludzi z niego skorzystało, to najlepszy produkt od 30 lat[…]RnS jest do końca roku co oznacza,że wystarczy podpisać umowę kredytową w tym czasie.

~lola jaki sposób na własny M jak nie kredyt?

~kryst czuje się dyskryminowany mam partnerkię mamy dziecko płacimy podatki a tylko dlatego że nie rejestrujemy się w urzędzie nie możemy dostać dopłaty […]sprawa dopłat tylko dla zarejestrowanych narusza konstytucyjną zasadę równości obywateli.

~Mieszkanie kupiłem mieszkanie, wziełem kredyt […]Zate 28 lat moje dzieci będą miały gdzie mieszkać. Pozdrawiam

~emeryt Kredyt kiedyś spłacę i dom będzie mój a w przyszłości moich dzieci. Wy blokersi pomimo że żyjecie jak świnie w klatkach i tak musicie płacić pasibrzuchom w spółdzielniach do końca świata i jeden dzień. Jak braknie kasy na czynsz to wylecicie z hukiem na bruk pomimo rzekomego prawa własności. I kto tu jest debeściakiem?????????????????????.

~yuuppi Dom jest TWOJ, mozesz zrobic z nim co ci sie podoba – pomalowac, zburzyc, wysadzic w powietrze, podpalic, co tylko chcesz. Jedyne co do banku nalezy to kasa ktora ci pozyczyl, nic wiecej, a to w jakiej postaci zwrocisz mu kase to go nie obchodzi moze byc w sztabkach zota […]

~hehehe mój dom, mogę w nim nasr..ć zrobić imprezę i biegać bez gaci, a raty jak raty, każdy dług trzeba spłacać, tak postępują ludzie honorowi

~MMM Miałem do wyboru: płacić wynajem 1200 i do tego wszystkie media, a do tego nie znałem dnia ani godziny albo wziąć kredyt we franku na 30 lat i płacić 1600 i oczywiście media, a do tego spać spokojnie wiedząc, że nikt mi jutro nie powie szukaj nowego lokum! Wybrałem to drugie! A mój syn już nie będzie się musiał sam martwić!

~MMM Należę do tych co mierzą siły na zamiary i specjalnie nie rozbuchałem się w myśl zasady “zastaw się a postaw się”! Liczy się to, że nie miałem uskładane 200 tys. na mieszkanie, a ban mi pożyczył! Ważne dla mnie jest to, że mam dach nad głową i będzie go miał mój syn i mam nadzieję też wnuk! I tak naprawdę tylko to się liczy!

~Normalny Oboje z żoną pochodzimy z rodzin w których się nie przelewało jak braliśmy pierwscy kredy na mieszkanie ( stare ) całe rodziny pokazywały sobie nas jako dziwolongi. Potem kupilismy działkęm, wybudowaliśmy dom teraz wynajołem mieszkanie aby nie stało puste. Po tym wszystkim kupiłem sobie samochód. Wszystko przy pomocy baku i tego nieszczęsnego franka. Kryzys finasowy dał nam w kość szczególnie rok 2008 kiedy waluty rosły a stopy nie spadały, ale jakoś przeżyłem.Jakoś to jest tak, że pensje rosną czynsze także a rata stoi w miejscu. Oczywiście nie polecam mojej drogi bo pełna wyżeczeń ale jak jesteś biedny nie wygrzebiesz się z biedy bez tego kredytu. Mam nadzieję, że za jakieś dwa trzy lata waluty znów zaczną spadać mieszania trochę podrożeją i jakoś dokończę plany które przerwał kryzys. Ale jednego jestem pewien moje dzieci będą miały kożde swój pokój moje mażenie z dzieciństwa. A ja jakoś wyjdę na prostą. Jedno mnie dziwi tabuny ludzi chodzących na spacer po mojej dzielnicy i pokazujących swoim dziecią jak mieszkaja bogaci ludzie.

~MMM I to właśnie tacy jak my stanowimy od wieków siłę tego kraju! Cieszę się, że nie jestem sam!

~MMM za 22 lat przestanę [spłacać kredyt] i będę miał wszystko gdzieś! A gdzie Ty będziesz w tym czasie?

~Liliii Kredyt cały czas maleje!! i za 30(już za 25) lat będzie spłacony!! Kredyt się nie zwiększył tylko przeliczając [z franka] na złotówkę wygląda nieciekawie. Tylko po co przeliczać skoro spłacam i nie zamierzam sprzedawać? Nie wiem komu i po co służy to ciągle przeliczanie?? Dla mnie najistotniejsza jest niska rata!!!

~Punisher No cóż Każdy kto brał kredyt na pewno dobrze to rozważał Dostali ci co mieli zdolności kredytowe przez pana rafafała zapewne przemawia zazdrość bo sam by chciałm dostać kredyt i pewno mu nie dali Dają kredyty ludziom wiarygodnym

~:) Mam mieszkanie i spłacam. W 2008 nikt nie przewidział krachu. Konia z rzędem temu kto przewidzi kurs franka za np. 7 lat.( jak odpowiednio spadnie spłacę sobie cały kredycik) Na 100% i tak bardziej się opłaca niż w PLN.

~JJ tym co mieszkają u mamusi i złotówkowcom nie przetłumaczysz – po co przeliczać? brałem w frankach i we frankach spłacę […]czekam, aż Polska zacznie poważne starania o wejście do strefy euro i na podwyżki stóp procentowych NBP – wtedy sobie poprzeliczamy 😉

~po a co ty wróżka jesteś? skąd wiesz czy za 5 lat frank nie spadnie poniżej 2 ? […]ryzyko jest zawsze i wszedzie, ci odwazniejsi ponosza je, czasem na tym zyskuja czasem tracą, I tak się to wszystko kręci.

~Punisher Kredyt dostają ludzie którzy mają dobrą pracę. To z reguły są osoby mające dobry zawód i woedzę a więc zaradność życiową Miernotom nic nie umiejącym a więc nie mającym stałej pracy nikt ne daje kredytu Tak więc co kredyt dostają na pewno sbie potadzą

~kredyciarz A co będzie jak frank spadnie przecierz wszyscy wiemy że umocnił się że względu na kryzys finansowy pomyśl za nim napiszesz

~kredyciarz Głąbie frank kosztuje 3,40 bo jest kryzys i jest przewartościowany a jak wrzystko wróci do sytuacji sprzed kryzysu to będzie kosztował 2,3 zł pozdrawiam

~wf Trzeba być skończonym deklem, żeby nie skorzystać z kredytu, a tylko biadolić […]

~asdasdasd Szkoda czytać tych głupot … I co z tego że frank jest po 3 zł skora oprocentowanie kredytu jest bardzo niskie. […]

~Franek Ch. Młodych i niemłodych. Ale przede wszystkim samodzielnych i odpowiedzialnych za siebie. To są ludzie, którzy chcieli żyć godnie i zapewnić swoim dzieciom normalne warunki za własne pieniądze. Mądrzą się i wyśmiewają kredytobiorców pasożyty […]zdecydowana większość tych, którzy zaciągnęli kredyt we frankach, to żadni naiwniacy, tylko ludzie, którzy na tamten czas podjęli przemyślane i uzasadnione decyzje. Mało kto potrafi przewidzieć kryzys ekonomiczny w takiej skali, tak jak i nie można przewidzieć klęski żywiołowej, kataklizmu czy wybuchu wojny. Nie ma prognoz na kilka lat na przód.[…]

~kredyciarz w CHF Ta sytuacja będzie trwała tylko do przyjęcia przez Polskę EURO. W/g najnowszych zapowiedzi Min.Fin i Prezydenta RP Polska będzie gotowa do przyjęcia EURO od 2015 roku, tzn przyjęcie EURO nastąpi w latach 2015-2020. Niedługo.[…] za nasze w przyszłości zarabiane 1 EURO będziemy mogli kupić więcej CHF i szybciej spłacić nasze kredyty w CHF. Tak więc kredyciarze walutowi w CHF , głowa do góry !!!! Z biegiem lat dobre czasy nadejdą !!! A kredyciarzom złotowym radzę czym prędzej się przewalutować na CHF, póki złotówa jest do franka osłabiona, bo pózniej będzie już za późno.

~MMM Nie chciałbym usłyszeć od mojego dziecka, że jestem głupi, bo harowałem na mieszkanie dla niego przez 30 lat! A po to między innymi brałem kredyt hipoteczny! Dla niego, dla mojego dziecka, żeby on nie musiał brać!

~mks trzeba mu było odkładać w złocie, a tak odziedziczy stare mieszkanie, niewiadomo czy w miejscu gdzie warto będzie mieszkać za 30 lat, i być może ciągle obciążone kredytem.. a ludzi będzie w kraju znacznie mniej, więc wartość mieszkania też pewnie nie wzrośnie. I czy to jest warte 30 lat sznurka na karku?

~MMM Ale w razie czego sprzeda i będzie miał gotówkę na coś innego, a ja zejdę z tego łez padołu wiedząc, że zrobiłem to co trzeba! Takie jest życie!

~MMM I cały czas te bzdury! Pismaki i pseudoekonomiści od dawna nie mają już nic sensownego do powiedzenie! Ogromna większość “więźniów hipoteki” wzięła kredyt, żeby mieć SWOJE mieszkanie dla SWOICH dzieci! I nie ma znaczenia jaka waluta, bo najważniejsze jest, że mają wreszcie COŚ WŁASNEGO!!!

~frankowa brałam kredyt w 2006r., od 2007r mieszkam na moich własnych 56 m2. Mam CHF- zarówno w 2006r. jak i teraz moja rata w PLN byłaby dramatycznie wysoka, ani mnie nie byłoby na to stać […]Jeśli ktoś chce- pewnie, niech się gnieździ w 50 metrach […]tylko gratulować- BO DARMOZJADOM BANKOM ZAROBIĆ NIE DAM :0 to nie dawaj i słodkiego życia 🙂

~leon za wynajem to bym przepłacał, a tak co miesiąc jestem blizej, jeszcze 25 lat i mieszkanie będzie moje, zawsze moge je wynająć i będę miał na rate kredytu opłaty w tym wypadku też będzie moje za 25 lat.

 ~mm mam kredyt we frankach i w porównaniu z tym co bym płacił w zł. jestem do przodu.

~normalny Mam kredyt w frankach i nadal rata jest niższa niż gdybym wziął tę samą kwotę kredytu w złotówkach :D:D:D Dopiero jak frank przeskoczy 4 zł to ew rata się wyrówna :D:D Więc kogo oni tak straszą ?????

~kredyciarz Hej myślący inaczej zobaczcie ile czasu już minęło od momentu kiedy frank posxedł do góry co wy myślicie że ta sytuacja będzie trwała w nieskończoność powiem jedno ci co mają choćby krztę wiedzy ekonomicznej to wiedzą że teraz jest początek mozolny powracania kursu franka do realnej wartości za półtorej roku sami zobaczycie pozdrawiam

~nina moja rata jest na dobrym poziomie, bo kredyt pomagal mi zalatwic doradca i rate mam dopasowana do zarobkow

~franek Mam w CHF i nie zamieniłbym na PLN nigdy w życiu. CHF jest pewny i przewidywalny, poza tym kredyty w CHF są tak nisko oprocentowane, że te w PLN nigdy nie będą aż tak atrakcyjne […]

~xxx […]obecnie jest super czas na zaciąganie w kredytach w CHF (kurs strzeżony przez Bank Szwajcarii z obawy przed deflacją i oprocentowanie na poziomie 0% marża), ale Banki nie dają kredytów nie z powodu martwienia się o szczęście klientów, tylko dlatego, że prawdopodobnie za 3-5 lat kurs znów spadnie […]Zatem jak ktoś mi da ofertę na kredyt w CHF – to BIORĘ!

~bebebr Mam frankowy kredyt, place ok 1800 PLN/mc ok 150 PLN roznych ubezpieczen do niego. Wartosc mieszkania jest nizsza niz kredyt wiec do tego jeszcze co 3 lata place kolejne ubezpieczenie od niskiego wkladu. Wiem, ze przeplacam, ale mnie na to stac. I bedzie mnie stac jesli bank nie wymysli czegos idiotycznego. Wiec proponuje redaktorom i bankowcom zajac sie prawdziwymi problemami, bo ja zadnego z moim kredytem nie mam.

~paw śmieszy mnie stwierdzenie;”bierz kredyt w walucie w której zarabiasz”. Kto jest w stanie przewidzieć na przestrzeni np 30 lat przewidzieć w jakiej walucie będzie zarabiał. Wyjezdzając z Polski nawet kredyt złotowy staje się automatycznie kredytem walutowym

~BOSS gospodarka zawsze idzie jak wykres sinusoidy- góra, dół, góra,dół…. teraz jest góra dla PLN a dół dla CHF (jeśli chodzi o walutę kredytu). Kwestia czasu kiedy tendencja się obróci. I niech nikt nie mówi:”nie możliwe!” […]

~Kajka Bez kredytu w tym kraju nie ma szans na godne warunki mieszkaniowe. […]

~Oloo Jestem właścicielem kredytu we Frankach […]Jeżeli podsumujemy kredyt w zł wraz z odsetkami, jakie należy spłacić i “duży” kapitał w CHF wraz z małymi odsetkami to wynik zaskoczyłby wielu. Jedno jest jasne – nie opłaca się sprzedawać takiej nieruchomości, opłaca się spłacać raty.

~Kumaty;) Jak tak czytam, co po niektóre wypowiedzi to się normalnie płakać chce […]ja mam kredyt w frankach i na dzień dzisiejszy place o 400 zł mniej jak bym miał w złotówkach, a przede wszystkim mogę go w każdej chwili przewalutować i nie widzę tu żeby mnie bank czy kto kolie nabił w franka […]Ja z franka jestem zadowolony;)

~A_C odnoszę wrażenie, że Szanowny Autor artykułu ma jakieś kompleksy. Chyba ma kredyt w złotówkach i próbuje zaklinać rzeczywistość, żeby samego siebie przekonać, że kredyt w złotówkach lepszy niż we frankach.[…] Nie jest też prawdą, że jestem “więźniem” hipoteki. Mam doświadczenie w sprzedawaniu nieruchomości “ohiptekowanej” – nabywca po prostu wpłaca część należności na konto banku a pozostałe – na moje konto. Nie jest też prawdą, że wzrost franka obniżył wartość nieruchomości.[…]

~blabla Synku…ktoś kto ma stracić na mieszkaniu prędzej je wynajmie, aniżeli pozwoli ustrzelić okazję jakiemuś Apaczowi […]Spadki cen dotyczą GŁÓWNIE kiepskich lokalizacji w blokach sprzed kilku dekad

~blabla […]mieszkajcie sobie nadal z rodzicami i czekajcie na cud, wynajmujcie mieszkania albo klitki i dzielcie z 15 osobami, taki nowoczesny sposób na życie…póki nie ma rodziny. Jednak najbardziej bawią mnie Ci, którzy za wszelką cenę chcą się pozbyć kredytu spłacając go wcześniej, […]Pewnego dnia, kupicie sobie wymarzone mieszkanie w wielkiej płycie, jak będą kosztować te wymarzone 10% obecnej wartości… Pozdr dla maminsynków :)))

~Tom Dzieci drogie czekające na obniżki…czekajcie, pocieszajcie się, wszak może za 2, a może za 5, a może za 10 lat, mieszkania będą tańsze o te Wasze “poparte analizami” 50%, a może będą droższe? Wówczas może kupicie sobie te tanie mieszkania gdzieś na peryferiach, totalnych izolatkach, z wielkiej płyty (wszak głównie starych mieszkań dotyczy spadek- mieszkanie z alkoholikami czy starcami- full comfort) o ile dostaniecie kredyt, wszak coraz ciężej o niego […]W życiu nie ma czasu na czekanie, jak się chce założyć rodzinę, to należy zacisnąć zęby i znaleźć sposób na godziwe życie.

~półTUSK dla niektórych to za trudne:) wiesz krwiożerczy deweloperzy, wygórowane ceny mieszkań, niskie zarobki… tylko płakać:)

~znajomy Ceny mieszkań za pół roku odbiją i powoli ale systematycznie będą rosły jesteśmy krajem w środkowej europie i co wrzystko stanie produkcja usługi hande niezdecydowanym na zakup mieszkania radzę kupować bo to naprawdę ostatni dzwonek żeby kupić mieszkanie dom jednorodzinny za tak niskie psie pieniądze.Za pół roku wspomnicie moje słowa

~f od 4 lat tylko zamierzasz kupić, więc gdzie mieszkasz, nadal u mamusi………. z kotem?

~8000 zl tO NIE MIESZKANIA SA ZA DROGIE TYLKO LUDZIE ZA MALO ZARABIAJA!

~Prof. dr hab. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny, dyrektor Instytutu Zarządzania Uniwersytetu Jagiellońskiego [komentując decyzje młodych ludzi o przyspieszaniu ślubów ze względu na ich nieodpartą chęć wzięcia kredytu oraz zmiany w programie „Rodzina na Swoim”]

Jeśli rzeczywiście planowane zmiany mogą ograniczyć możliwość posiadania swojego mieszkania, to z punktu widzenia psychologiczno-społecznego ci młodzi ludzie mają u mnie piątkę. Podziwiam ich bystrość umysłu i przedsiębiorczość.

dr Paweł Grząbka,  15 stycznia 2008 (patrz także: nagroda Grząbki)

Ceny nieruchomości będą iść w górę nawet o 10-15 proc. rocznie. Oznacza to, że za 5 lat średnie ceny metra kwadratowego będą na poziomie 14-15 tys. zł, czyli takie jak np. w Madrycie.

Cóż… Na AWF uczą, że zbyt długie przebywanie „pod wodą” (np. u poławiaczy pereł) nie pozostaje bez wpływu na sprawność umysłu. Chyba do spraw ekonomiczno-społecznych też to się przekłada… Zauważy każdy, kto przestudiował zebrane powyżej komentarze (jeśli nie teraz – to za kilka lat). Ale pisząc bardziej serio, mamy tu raczej do czynienia z mechanizmami obronnymi osobowości, szczególnie racjonalizacją i wyparciem.

Przechodzimy do spraw bieżących. Popracujemy dziś na poniższych źródłach

  1. Raport o stabilności systemu finansowego. Grudzień 2012 r. (PDF), (XLS)
  2. Raport AMRON-SARFiN 3/2012 (PDF)
  3. Informacja o cenach mieszkań i sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce – III kwartał 2012 (PDF)

Generalnie sytuacja na polu walki wygląda tak:

Źródło: Amron SARFiN [za NBP], 3/2012, s. 7

 Jak widać ludzie nadal dzielnie walczą ze spadkiem cen nieruchomości, oczywiście za pomocą kredytu. Na rok 2012 szacowana liczba nowych umów to ok. 200 tys. Chcą przepłacać – ich sprawa. Okazuje się jednak, że niektórzy z tych, którzy „walczyli” wcześniej (do 2008: o wzrost cen, od 2008: jak wyżej) mają spory problem:

 Źródło: Raport o stabilności systemu finansowego. Grudzień 2012, NBP, s. 53

Pula osób zahipotekowanych rośnie. Wskaźnik kredytów zagrożonych (z półrocza na półrocze) także.  W arkuszu kalkulacyjnym podano, iż jest to 2,7%. Z raportu AMRON-SARFiN 3/2012 wiemy, że liczba „aktualnie czynnych umów kredytowych” [2, s. 3] wynosi 1,704 mln. Zatem 2,7% z tego daje 46008. Możemy zatem napisać, iż wg oficjalnych danych, ze stanu na wrzesień 2012, liczba hipotek subprime w PL wynosi 46 tysięcy. I niektórzy dodadzą, że to nie jest jeszcze ostatnie słowo.

Struktura zagrożonych kredytów pod względem przedziałów opóźnienia w spłacie przedstawia się następująco:

Źródło: Opracowanie własne na podstawie rsf122012.xlsx, zakładka 3.28

Nie odnalazłem nigdzie danych liczbowych o tym ile kredytów udzielono singlom, a ile małżeństwom. Zaryzykuję jednak, iż owe 46 tysięcy przekłada się na 70 – 80 tysięcy indywidualnych, ludzkich zgryzot lub nieszczęść.

Przypomnijmy, że w przypadku Amber Gold liczbę osób pozbawionych oszczędności szacowano na ok. 10 tysięcy. Na hipotekach mamy już czterokrotnie większą grupę ludzi, którzy zgodnie z aktualnym stanem prawnym (trwają prace nad nowelizacją) mogą być wydrenowani z całego dorobku życia, a jeśli i to nie wystarczy – pozostawieni z długami na kolejne lata. Jeżeli dodatkowo uwzględnimy też tych „opóźnionych w spłacie do 30 dni” – to jest ich nawet 8-krotnie więcej.

Popatrzmy na kilka cytatów z raportu:

Najszybciej pogarsza się jakość portfela z 2008 r.(zob. wykres 3.29). Większość tego portfela stanowią kredyty nominowane we franku szwajcarskim (82% udział w portfelu rocznika 2008 r. według stanu na koniec czerwca 2012 r.), udzielone w warunkach łagodnej polityki kredytowej, mocnego złotego i wysokich cen nieruchomości. Jakość kredytów zaciągniętych w latach 2009–2011 pogarsza się szybciej niż jakość roczników 2005–2007, mimo silnego zaostrzenia przez banki polityki kredytowej po rozpoczęciu globalnego kryzysu finansowego. [s. 52]

Przyrost kredytów z utratą wartości, odpisy netto z tytułu utraty wartości oraz ich relacja do wartości kredytów były jednak niższe niż w okresie objętym poprzednią edycją Raportu (zob. wykres 3.24, 3.25 i 3.27). Wpłynęły na to czynniki niezwiązane z poprawą zdolności gospodarstw domowych do obsługi kredytów, tj. zmiany w metodzie szacowania utraty wartości kredytów wprowadzone przez dwa banki. [s. 51-52]

Obserwowany obecnie wzrost opóźnień w spłacie w przedziale 31-90 dni może przyczyniać się do zwiększenia przyrostów kredytów z utratą wartości i wzrostu strat kredytowych w nadchodzących kwartałach. Dla kredytów o tym przedziale opóźnień w spłacie banki nie rozpoznają bowiem w większości przypadków utraty wartości kredytów i nie tworzą na nie odpisów. [s. 52]

Sielanka po prostu. Ale dla kontrastu nieco pozytywnych wiadomości dostarczono w drugim raporcie NBP:

Obserwujemy także coraz większe kwartalne spadki stanu należności od gospodarstw domowych z tytułu kredytu mieszkaniowego w walutach obcych (po korekcie kursowej), co świadczyć może o spłatach bądź przewalutowaniu kredytów walutowych. [3, s. 1]

Co w tłumaczeniu z bankierskiego na nasze może oznaczać: „ok., popełniłem błąd, przegrałem sporo forsy, godzę się ze stratą i wychodzę z tego kasyna”. Męska decyzja.

Przejdźmy jednak do spraw „podwodnych”. W Polsce udzielono bodaj ok. 700 tysięcy kredytów hipotecznych w CHF i ponad milion „złotówkowych”. W dostępie publicznym nie ma „twardych” danych liczbowych o tym ile przekracza swą wysokością wartość zabezpieczającego je mieszkania. W mediach (odnosząc się tylko do „ofrankowanych”) pojawiały się liczby z przedziału od 150 do 250 tysięcy. Oczywiście nie jest to specjalnie wiarygodne, szczególnie, że w miarę spadku cen nieruchomości (o ryzyku osłabienia złotówki nie wspominając) ilość osób znajdujących się „pod wodą” rośnie. Ale biorąc owe 250 tys. na dzisiejsze rozważania i zakładając, iż 75% z tego dotyczy małżeństw to… Spokojnie można napisać, że nasze rodzime „Underwater Demolition Team we franciszku” stanowi gdzieś ze 30 dywizji 😉 I to o całkiem niezłym potencjale rażenia zdolnym wysadzić w powietrze „to i owo”.

W związku z obecnym stanem prawnym wytworzyła się bardzo niezdrowa sytuacja, w której kredytobiorcy muszą obsługiwać dług za wszelką cenę. Rodzice, którzy dorzucają się do „miniratki” (bo spóźnienie to utrata RnS) także są kuriozum w skali światowej. W cywilizowanych standardach, gdzie człowiek nie jest przyspawany do bankiera, może zrobić prostą kalkulację i powiedzieć sobie w pewnym momencie: „Po co mam spłacać pół bańki (lub więcej) długu w czasie gdy frank jest ryzykowny, a mieszkania tanieją?”. Rozpoczęcie wszystkiego od nowa wychodzi znacznie taniej.

W obliczu powyższych faktów interesująco przedstawia się omówiona już przez Przemysława próba nowelizacji prawa upadłościowego. Przykre, że to co na zachodzie jest standardem (możliwość bezwarunkowego defaultu) w Polsce stanowi dopiero „przedmiot dyskusji”. I przykre, że w projekcie zmian można od razu wyczuć pokrętną logikę (o żenadzie ze spłatą jeszcze przez 3 lata nie wspominając). Jeden cytat:

[…]nie ma mowy o automatyzmie. Decyzję o tego typu oddłużeniu miałby podjąć sąd, który sprawdziłby m.in. rzetelność kredytobiorcy (np. czy nie zaciągnął on kredytu, zakładając, że go nie spłaci). Ponadto warunkiem oddłużenia byłoby spłacanie kredytu jeszcze przez trzy lata. Sąd określiłby, na jaką spłatę stać jest danego kredytobiorcę, jego wydatki zaś byłyby pod kontrolą syndyka.

Od razu nasuwa się pytanie czy po takich „zmianach” sędzia będzie mógł wydać wyrok w stylu: „niech płaci – bo zarabia i go stać”, a oddłużenie ogłosić tylko w przypadku ludzi bez środków do życia ?

Spróbujmy jednak pogadać o tym „co by było gdyby”, zakładając przy tym dwa warunki:

a) nowelizacja (w jakiejś sensownej formie) dochodzi do skutku,

b) ludzie zaczynają chłodno kalkulować (bo w końcu jak Dziunia zbyt mocno przywiąże się do „gniazdka” to i matematyka nie pomoże – płać i płacz…)

Po dopuszczeniu możliwości „odzyskania wolności w zamian za mieszkanie” – banki będą hipotetycznie (powtarzam: hipotetycznie, przecież niektórzy z będących „pod wodą” dobrze zarabiają i lubią przepłacać) wystawione na ryzyko nawet 250 tysięcy „wypowiedzeń” (w miarę spadku cen nieruchomości liczba ta rośnie). To przekłada się na 14,7% ich portfela hipotek (oficjalne dane na grudzień 2012).

Trudno więc oczekiwać, że bez słowa sprzeciwu wystawią się na takie ryzyko. Szczególnie, że źródłem dodatkowych strat mogą być kredyty dla sektora firm budowlanych (wskaźnik kredytów zagrożonych w budownictwie wyniósł 15,5% we wrześniu 2012 [1, s.47]).

Radosna polityka kredytowania „na rympał” ma zatem nieco konsekwencji – jak na razie u kilkudziesięciu tysięcy osób (z tendencją wzrostową).

Te najbardziej przykre (i trudne do naprawy) nie są oczywiście związane z marnowaniem góry szmalu na bezproduktywnych pasożytów. Dotyczą raczej takich zjawisk jak rozpad związków czy pogorszenie stanu zdrowia (fizycznego i psychicznego). Oczywiście są jeszcze rzeczy, których „nie widać”. Człowiek z długiem na barkach rzadko wpada na pomysł podjęcia ryzyka i zostania przedsiębiorcą. Wprost masakrycznie brzmi w odniesieniu do tego artykuł: „Z kredytem łatwiej o pracę”.

Rozmawiając z różnymi ludźmi zasłyszałem opinie, że w firmach i instytucjach redukujących zatrudnienie, pracownicy którzy „muszą bo rata ciśnie” łatwiej wpadają w pracoholizm, ponadto częściej przejawiają cechy jak lizusostwo i donosicielstwo. W budżetówce uwidacznia się hurtowe produkowanie pisemek do komisji socjalnych z szantażem emocjonalnym w załączeniu. W firmach prywatnych okredytowana kadra kierownicza uwala (pod byle pretekstem) premie pracownikom niższego szczebla w taki sposób, aby dla „góry” więcej zostało do podziału.

Obraz zjawiska w mediach także stopniowo ewoluuje. Dość szybko przeszliśmy od „modelowego” (w okresie optymizmu) artykułu „Spłacam kredyt, straciłam pracę”, do reportażu „Odsetki od marzeń”. Ten drugi wygląda wprawdzie na „picowany”, ale nie o rzetelność nam chodzi, ale raczej sposób przedstawiania sprawy. Ponadto w GW można już się spotkać z takimi oto ciekawostkami:

Przez niektórych znienawidzone bloki z tzw. wielkiej płyty przetrwały 30-50 lat często w dobrym stanie. Są przedmiotem obrotu, znajdują nabywców, uzyskują niezłe ceny. Według mnie taka przyszłość niestety nie czeka obecnych projektów deweloperskich – komentuje doradca rynku nieruchomości Tomasz Błeszyński. – Już na niektórych rocznych apartamentowcach widać spływającą farbę z elewacji, odpryski, pęknięcia czy wilgoć atakującą ściany. Współczesne apartamentowce z biegiem lat będą wyglądały gorzej niż obecnie płyta – dodaje ten ekspert.

Ba – nawet sam, słynny dr Grząbka (od 15 tysi za metr w styczniu 2013) rzekł oto (20.08.12): „Prawdziwe spadki w budownictwie są dopiero przed nami […]”. A skoro on zmienił zdanie…

Wracając do spraw komentarzy – trudno jest patrzeć na poziom dyskusji z for i portali internetowych. Z reguły sprowadza się ona do wzajemnego ujadania na siebie zwolenników jednej bądź drugiej partii. Pod względem poziomu argumentacji i stosowanej socjotechniki jest to z jednej strony powielanie artykułu „Alfabet Leminga” (Uważam, Rze), a z drugiej „Alfabet prawicowego dziobaka” (Newsweek). Szkoda – bo tamci się gryzą, a tymczasem grupom odpowiedzialnym za całą sytuację (politycy, bańkierzy, deweloperzy) prawie nikt złego słowa nie powie. Zgodni to oni są co najwyżej w jechaniu po emigrantach, którym to wytykają „tchórzostwo”, albo „bycie zbyt cienkim i za mało inteligentnym na to aby się w kraju ustawić”…

W blogosferze jest znacznie spokojniej, choć wobec sprawy wytworzyły się dwa odmienne podejścia. Po jednej stronie są blogerzy podnoszący (słusznie) argument o tym, iż w wielu przypadkach kredyty hipoteczne spłacają (bez najmniejszych problemów) osoby znakomicie wykształcone i dobrze zarabiające. Z drugiej strony są i tacy (m.in. ja), bardziej „uszczypliwi”, ale to tylko z powodu dostrzegania w wielu zahipotekowanych potencjału na stanie się gospodarczą elitą. Więc zamiast ich klepać po plecach i głaskać po główce – wolimy pojechać im po ambicji. Bo przedwojenny pradziadek to by im dupsko sprał za robienie takich interesów jak owe zakupy nieruchomości w bańce i na tak „korzystnych” zasadach umowy kredytowej… Jak oni się będą kiedyś brać za biznes tak jak do tych kredytów – ja już się boje.

Trochę szkoda, bo wielu z tzw „lemingów” ma potencjał by w przyszłości własną pracą podciągnąć kraj gospodarczo. Jednak póki co – dają się doić aż świszcze. Nie wiem – może lubią…

Share This Post

Święto Roku

Zbliżają się święta, dla wielu najważniejsze w roku. Mało kto zastanawia się nad tym, skąd się te święta wzięły. Stwierdzenie ‘odwieczna tradycja’ zwykle kończy dyskusję.

Nie posiadamy żadnej wiedzy o tym, w którym dniu roku urodził się Chrystus. Hipolit Rzymski, który jest najstarszym źródłem wypowiadającym się w tej kwestii, datowany jest na rok 204. Dopiero ponad 200 lat po interesujących nas wydarzeniach są one osadzane w kalendarzu. Wiarygodność Hipolita jest zbliżona do mojej, czyli jest mniej więcej zerowa, i Chrystus mógł się urodzić w dowolnym dniu roku. Tak więc Boże Narodzenie należy rozumieć jako pamiątkę tego wydarzenia. Po prostu w początkach chrześcijaństwa trzeba było zastąpić czymś dawniejszą tradycję i urodziny boga (bo dla prostego ludu Chrystus jest po prostu bogiem) doskonale się do tego nadawały.

Od momentu, gdy ewolucja zapaliła płomień świadomości w mózgach naszych przodków, zaczęli oni obserwować otaczający ich świat. Zauważyli cykliczność, zarówno dobową jak i roczną. Odkryli zjawisko przesilenia letniego i zimowego. Szczególnie ten drugi moment miał duże znaczenie – od tego momentu społeczność ‘miała z górki’ – noce stawały się coraz krótsze, wkrótce miała przyjść wiosna, miał się skończyć ziąb i głód. Było co świętować.

Naszą prawdziwą tradycją, jako Słowian czy Polaków, jest Święto Godowe, które potem zostało zagrabione przez chrześcijaństwo, podobnie jak inne święta prechrześcijańskie obchodzone w przesileniu zimowym, jak na przykład rzymskie Sol Invictus czy żydowskie Hanukkah/Chanuka. Warto cieszyć się, że zima i polska noc polarna wkrótce się skończą. Warto dopełniać słowiańskiej tradycji wspólnego spędzania czasu, biesiadowania, wymieniania się podarkami.

Tradycje chrześcijańskie mieszają się ze słowiańskimi, żydowskimi czy tymi, stworzonymi przez sowieckich okupantów. Zabawne, że ‘tradycję’ jedzenia karpia na Wigilię, ten tak bardzo (/uklęknij) prawdziwie katolicki i prawdziwie polski (/powstań z klęczek) zwyczaj, wprowadzili komuniści zaraz po wojnie. Tworzono wtedy państwowe gospodarstwa rybne, które wraz z końcem roku musiały zdążyć z odłowieniem ryb, by te nie udusiły się pod lodem. I tak stalinowski pomysł biznesowy stał się katolicką tradycją.

Czytelnikom życzę wesołych Świąt Godowych.

Share This Post

Radom vs Chicago

Prasa donosi: Kilka tysięcy osób przyszło w niedzielę na ulicę Żeromskiego w Radomiu, by wziąć udział w “Gwiazdce na deptaku”. Życzenia składali im biskup Henryk Tomasik i prezydent Andrzej Kosztowniak. […] Potem, stojąc przy długim na ponad 100 metrów stole, poświęcił opłatki. Dla wielu osób stłoczonych przy nim stało się to sygnałem, że pora rozpocząć ucztę. Chociaż organizatorzy miejskiej wieczerzy przygotowali posiłki dla około 4 tysięcy osób, to już po minucie stoły świeciły pustkami. Ludzie nie krępowali się wcale obecnością biskupa, czy setek świadków, tylko ładowali żywność jak leci do zawczasu przygotowanych toreb i siatek.

Jest nawet materiał wideo do obejrzenia:

Tak się składa, że parę razy odwiedziłem polonijną Wigilię w Chicago. Nie wszyscy emigranci w Stanach zostają milionerami, część pije, stacza się i mieszka na ulicy. Na Wigilii takie każdy jest mile widziany, domny lub bezdomny. Tu są fotki, a ta daje chyba najlepszy obraz tego, jak wyglądają te imprezy:

Pytanie do czytelników. Z czego wynika różnica między zachowaniem Polaków tu i tam?

Share This Post

Lichwa

Zdarza się, że nadmierna potęga danego podmiotu potrafi powalić go na kolana. Przykładem niech będzie Tepsa, w sposób przestępczy zagrabiona przez kolegów Kulczyka. Firma miała tak silny monopol na usługi telekomunikacyjne, że podle traktowała klientów, którzy prysnęli do operatorów GSM gdy tylko zdarzyła się taka możliwość.

Banki są tego dobrym przykładem. Jak wiadomo banksterzy pisali ustawy typu prawo bankowe, ustawę upadłościową czy ustawę o VAT. W efekcie mają tak wielkie przywileje, że sami stają się ich ofiarami. Nie płacą podatków – ani VAT, bo są z tego ustawowo zwolnieni, ani dochodowego, bo płacą za korzystanie z logo banku-matki. Przywileje widać też w dysproporcjach między przywilejami banków i ich klientów – w Polsce nie sposób ogłosić bankructwa konsumenckiego, a długi ma się do końca życia lub nawet przechodzą one na dzieci. W efekcie, jak można się dowiedzieć z prasy, jest kilka milionów osób wykluczonych z rynku finansowego.

Na ‘wykluczonych’ nie zarabiają banki, lecz tak zwani lichwiarze, co szkodzi interesom banków i samym klientom. Oczywiście pal licho klientów, mogą oni nawet zdechnąć z głodu na schodach przed bankiem i nikt płakać nad nimi nie będzie. Ale utracone zyski banków! Jak to strasznie boli! Stąd właśnie wynika akcja ‘Zanim podpiszesz’, która ma odstraszyć od korzystania z usług lichwiarzy.

Trwają prace nad nowelizacją prawa upadłościowego, które pozwoliłoby na recykling zbankrutowanych klientów, tak jak się to robi na Zachodzie. Oczywiście, tak jak w każdej grupie trzymającej władzę, nawet wśród banksterów widać tarcia. Pamiętamy to z okoliczności dogadywania obniżek opłat za obsługę kart – MC stanął okoniem i uniemożliwił ciche i polubowne rozwiązanie problemu. W przypadku bankructw będzie pewnie podobnie, część banksterów uzna, że recykling jest korzystny, a część będzie bała powiedzieć właścicielom banków, że w Polsce klienci zyskują jakieś przywileje.

Ciekawostką w nowej ustawie może być możliwość pozbycia się długu wraz z oddaniem zabezpieczenia kredytu hipotecznego. Tu walka o wyważenie otwartych drzwi będzie zażarta – w krajach cywilizowanych jest to standardowy zapis umowy kredytowej. Biorąc pod uwagę możliwe spadki wartości mieszkań kolejne dziesiątki tysięcy ludzi może znaleźć się ‘pod wodą’. Możliwość odesłania kluczy byłaby dla nich bardzo kusząca.

Warto zwrócić uwagę, że wspomniany zapis byłby bardziej korzystny dla banków. Dziś ktoś po prostu robi default, wypada z systemu i dołącza do wspomnianych kilku milionów osób wykluczonych. Bank licytuje mieszkanie i dostaje mniej, niż pożyczył. Ale  jest i haczyk. Według założeń nowej ustawy klient byłby w kieracie, płacąc raty jeszcze 3 lata po odesłaniu kluczy. Tak więc na nowym przepisie zyskiwałby bank – miałby mieszkanie, tak jak dawniej, i do tego jeszcze 36 rat, które zostałyby w kieszeni wykluczonego.

Warto zwrócić uwagę na analfabetyzm ekonomiczny Polaków, opisany w linkowanym już artykule. Jak wiadomo, Polacy nie są zbyt lotnym narodem, dlatego nie podróżują zbyt często w kosmos i nie posiadają fabryk procesorów, raczej operują miotłą i młotkiem na saksach. Z głupoty można pośmiać się nie tylko czytając książki o historii Europy, ale również to co wygadują w ankietach. Pytają Polaka, ile chciałby oddać pożyczając 200 zł a on szczerze odpowiada, że ‘200 zł albo mniej’. Oczywiście, najchętniej nic nie oddałby 😉 Po drugiej skali znajdują się jednostki, które odpowiadają ‘kasa mi potrzebna, więc oddam tyle, ile będą chcieli’.

Interesujące są badania, jak obywatele postrzegają banki, czyli instytucje zaufania społecznego. Oczy ma otwarte już 18,6 % dorosłej populacji. Jeden na sześciu klientów został oszukany lub zdaje sobie sprawę z tego, że może zostać! Bankom idzie lepiej nawet niż ubezpieczycielom, którzy walą po rogach klientów aż dzwoni (choćby  PZU i słynny załamek Q – kto myślący ubezpieczyłby się w tej firmie). Nie wyobrażam sobie jak można operować przy takich statystykach – chyba nawet Hyath ma więcej zadowolonych klientów niż sektor bankowy.

Share This Post

Emergency food

Wiele osób kupuje produkty inwestycyjne z metali szlachetnych aby zabezpieczyć się na wypadek drastycznych zwrotów historii, klęsk żywiołowych itp. Niezbędnym elementem takich przygotowań jest taka żywność, którą można przechowywać przez wiele lat. Nie tak dawno obiecałem wprowadzenie takich produktów do oferty. Z dniem dzisiejszym wprowadzamy taką kategorię do naszego sklepu.

Osobom pytającym ‘czemu tak drogo’ odpowiadam jeszcze przed zadaniem tego pytania, że cena zawiera oprócz kosztu samego towaru i naszej marży również sale tax, opłatę spedytora za przygotowanie przesyłki, koszt cargo, cło, VAT oraz koszty agencji celnej.

Wyjaśniam również, że cena jednego zestawu ‘miesięcznego’ jest wyższa od drugiego, ponieważ różnią się zawartością. Zestaw droższy jest prawie dwa razy większy od tańszego. Niestety producent najwyraźniej pogubił się we własnej ofercie i stąd wynikło nieporozumienie z nazewnictwem.

Początkowo ilości oferowanego towaru są ograniczone i sprzedawane w myśl zasady ‘kto pierwszy ten lepszy’. Oferta jest pewnego rodzaju badaniem rynku. Gdy dany produkt zostanie wyprzedany odpowiednia adnotacja znajdzie się w jego opisie i będzie można go nabyć z dostawą w terminie 4-6 tygodni. Niestety z racji dużej wagi jedyna możliwa droga wysyłki to UPS, możliwy jest też odbiór osobisty we Wrocławiu. Kupony na darmową wysyłkę nie obowiązują.

Być może złota się nie zje, ale naszą żywność jak najbardziej.

Share This Post

Jesmeni

Obecny światowy system ekonomiczny, w których podstawową rolę odgrywają transgraniczne koncerny należące do garstki oligarchów jest zły. Korzyści z obecnego stanu rzeczy mają wspomnieni oligarchowie, kosztem całej reszty ludności zamieszkującej nasz glob. W polskiej TV właśnie wyemitowano film dokumentalny Yes-Meni naprawiają świat. Zastrzeżenia Yes Menów są zbliżone do wniosków stawianych przez Naomi Klein w książce Doktryna Szoku i warto się im bliżej przyjrzeć.

Wygląda na to, że Yes Meni błądzą, choć wiedzeni szlachetnymi pobudkami i słusznym gniewem. Za zaistniałą sytuację winą obarczają wolny rynek i brak regulacji. Tymczasem o obowiązującym systemie ekonomicznym można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest wolny i nieuregulowany. Każdy aspekt życia, również aktywność ekonomiczną, regulują tysiące ustaw i rozporządzeń. Nie można sprzedawać sznurowadeł nie spełniając szeregu warunków, a co dopiero mówić o otworzeniu banku. W tej mętnej wodzie najlepiej pływają grube ryby – oligarchowie. Oni mają na tyle środków, by pozwolić sobie na takie lobbowanie, by ustawy były pisane pod ich dyktando, mają na tyle kapitału, by zapełniać biurowce prawnikami.

Zapewnienia różnych rządów o postępach w deregulacji i uwalnianiu wolnego rynku tak samo odpowiadają prawdzie, jak zapewnienia Gierka, że PRL jest potęgą gospodarczą świata i wkrótce przegoni gospodarczo RFN. Jest dokładnie na odwrót – wolności gospodarczej na świecie jest coraz mniej.

W złej diagnozie leży sedno problemu. Yes Meni i Naomi Klein walczą z wolnym rynkiem, którego tak naprawdę nie ma. Lektura Doktryny Szoku stawia włosy na baczność. Oto receptą na niedoskonałości obecnego systemu jest wprowadzenie państwowych usług. My Polacy pamiętamy jak wyglądały państwowe sklepy spożywcze zaopatrywane z państwowych PGRów – haki i półki najczęściej były puste. Badylarze, którym władza odpuściła, byli źródłem żywności, ponieważ mieli choć odrobinę wolności. Dziś w Polsce, w 21 wieku, służba zdrowia nadzorowana przez państwowy NFZ jest kpiną, wykańczalnią ludzi. Weterynarze nie mają żadnych NFZów, przyjmują pacjentów od ręki i wykonują szereg skomplikowanych procedur w rozsądnej cenie. Idealna analogia – PGR/badylarze za PRL i lekarze/weterynarze dziś.

Gdyby to ode mnie zależało, to postawiłbym całkowicie odmienną receptę. Otóż obecnie najbardziej brak nam wolności! Najlepszym systemem był republikanizm znany z 19wiecznej Ameryki. Tamtejszy system społeczny oparty był na wolności jednostki, a system ekonomiczny na wolności gospodarczej i aktywności gospodarczej drobnych przedsiębiorców.

Wielkie systemy biurokratyczne, zatrudniające setki tysięcy urzędników, powinny być zlikwidowane, i zastąpione minimalną strukturą urzędową. Ogromne koncerny powinny być zastąpione firmami zatrudniającymi maksymalnie kilkanaście osób. Zadłużanie sektora publicznego nie może mieć miejsca. Żerowanie na biedzie krajów 3 świata, poprzez wysyłanie tam produkcji i w zamian imporcie bezrobocia, powinno być uniemożliwione. Dopiero w takich okolicznościach może być mowa o przywracaniu światu normalności.

Share This Post

Niesamowity nius

Wyborcza bezwzględnie zabija śmiechem czytelników:

Znalezienie najemcy na mieszkanie staje się równie trudne jak znalezienie na nie kupca – wynika z najnowszego badania portalu nieruchomości domy.pl. Takiego obrotu sprawy na rynku mieszkaniowym chyba mało kto się spodziewał. 

No shit. A ja myślałem, że całkiem sporo ludzi alarmowało, że puchnie bania spekulacyjna. Niejaki Słomski pisze nawet o tym bloga, i to od wielu lat. Tylko, że nikt tych ostrzeżeń nie chciał słuchać, ani cwaniacy robiący miliony na deweloperce, ani frajerzy chcący ‘żyć godnie’, od jutra, na kredyt. A dziennikarze są zbyt głupi, żeby wyłapać się naprawdę dzieje. Dla nich spekuła to był ‘boom’.

Rok 2013 będzie trudny. Na pewno pojawi się recesja na ‘zielonej wyspie’. Do tego mogą wystąpić trudności z dostępnością kredytu hipotecznego. Spowoduje to spadki cen nieruchomości, być może całkiem gwałtowne. A jeżeli dojdzie do inflacji w tej części świata, to ceny dodatkowo będą zjadane przez inflację.

Share This Post