Monthly Archives: September 2012

Sowieci

Właśnie mija kolejna rocznica wkroczenia wojsk sowieckich na teren II RP. Nie ma sensu zbyt wiele się na ten temat rozpisywać, aby nie sprowokować lawiny dziecinnych analiz strategicznych z cyklu ‘Jak wygrałbym II Wojnę Światową gdybym był wtedy marszałkiem Polski z wiedzą AD 2012’.

Warto podkreślić, że za wschodnią granicą ludzie nadal uczeni są w szkołach, że wtedy wkroczono na ‘teren byłej Polski’ by ‘wyzwolić lud Ukrainy Zachodniej i Białorusi’. No a wojna nie zaczęła się według nich nie 1 września 1939 ale 22 czerwca 1941 roku, nie nazywała się II Wojna Światowa tylko Великая Отечественная война, jest jeszcze parę innych różnic – dla przykładu można porównać sobie co pisze o Ribbentropie rosyjska wiki i polska.

Dla uczczenia tej rocznicy piosenka, choć dotycząca późniejszego okresu. W 1939 Константин Рокоссовский był w bity w sowieckich kazamatach i niestety cudem przeżył.

Jest też instrukcja wykonania flagi sojuszniczej – francuskiej – naszego alianta, który miał zaatakować Niemców, gdyby tylko Niemcy zaatakowali Polskę:

Share This Post

Izrael

Od dłuższego czasu w mediach porusza się temat rosnącego napięcia na styku Izrael – Iran. Można mieć wrażenie, że przygotowuje się opinię publiczną na sytuację kolejnej wojny. To co się dzieje w mediach przypomina mi stopniowanie napięcia jak przed najazdem na Irak czy Serbię.

Warto nadmienić przy tej okazji, że z perspektywy czasu obalenie Saddama było politycznym i strategicznym. Źle zdefiniowano najgroźniejszego wroga i źle alokowano siły zbrojne, ograniczone przecież ilościowo. Owszem, Saddam był krwawym dyktatorem winnym śmierci setek tysięcy ludzi i każdy myślący człowiek powinien odczuć satysfakcję oglądając jak zawisł na szubienicy. Ale z drugiej strony takich satrapów na świecie są dziesiątki, a zlikwidowano akurat tego. Myśląc jak szef sztabu trzeba dojść do wniosku, że dużo lepiej byłoby najechać Iran, którego społeczeństwo w dużej mierze, w odróżnieniu od irackiego, ma nastawienie prozachodnie. Po Saddamie wiadomo było, czego można się spodziewać, gdy tymczasem Iranem rządzą nieracjonalni i nieprzewidywalni religijni szaleńcy. Po zniszczeniu irackiego programu atomowego w ramach Operacji Opera wiadomo było, że nie będzie irackiej broni atomowej, gdy tymczasem program irański rozwija się bardzo szybko. Samo położenie przysłowiowej ‘łapy’ na ropie też nie tłumaczy ataku na Irak – w Iranie też jest co zagrabić.

Jestem przekonany, że bardzo prawdopodobna czy wręcz konieczna jest izraelska interwencja zbrojna w Iranie. Być może jedyną rzeczą powstrzymującą Izrael są zbliżające się wybory prezydenckie w USA – generałowie nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za wpłynięcie na wynik wyborczy. Moje przekonanie wynika z tego, że Izrael jest zwyczajnie postawiony pod ścianą i nie ma żadnego wyboru oprócz ataku. Dopuszczenie do posiadania przez ajatollahów broni atomowej oznaczałby początek końca Izraela. Te malutkie państewko zamieszkuje tylko 7,5 miliona ludzi. Aby zetrzeć je z powierzchni Ziemi wystarczyłyby 3-4 atomówki. Pokusa dla Iranu by zniszczyć ‘Szatana’ jest duża i na takie ryzyko rząd Izraela nie może sobie pozwolić.

Sam atak jest niezwykle skomplikowany, co widać gdy popatrzy się na mapę Bliskiego Wschodu. Aby zaatakować Irak z Izraela trzeba przelecieć przez Arabię Saudyjską lub Syrię. W przypadku zaatakowania Iranu trzeba przelecieć nad Arabią Saudyjską lub Syrią oraz następnie nad Irakiem, w efekcie czego podróż robi się dwa razy dłuższa. Korzystanie z przestrzeni powietrznej kontrolowanej przez USA pociąga konsekwencje dyplomatyczne – Iran może uznać taki atak za rozpoczęcie wojny przez sojusz Izraelsko – Amerykański.

Izraelscy wojskowi nie są głupcami. Wiedzą dobrze, że dotarcie do obiektów irańskich jest trudne, tym bardziej że Irańczycy nie opalają się na leżakach, tylko zagrzebali się kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią, oraz nie będą czekać z kwiatami, tylko z rakietami przeciwlotniczymi. Być może dojdzie do rozwiązania alternatywnego, mówi się na przykład o zniszczeniu sieci energetycznej. Wirówki zużywają ogromne ilości prądu i taki atak miałby sens.

Wyspiański był uprzejmy skompromitować się stwierdzeniem Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Już od kilkuset lat trudno zachować spokój w Polsce, gdy na świecie wojna, a wszelkie próby kończyły się wizytą obcych wojsk. W przypadku konfliktu o którym tutaj mowa konsekwencje dla Polaków będą bardzo poważne. Można sobie poczytać nieco danych które publikuje CIA. Wynika z nich, że Iran jest trzecim eksporterem ropy na świecie, dostarczając światu 2 523 000 baryłek dziennie. Gdyby zlikwidować system zaopatrzenia w energię elektryczną eksport spadłby do zera. Dla świata oznaczałoby to koszmarny kryzys energetyczny – nie ma takich zapasów mocy produkcyjnych u innych eksporterów, które pozwoliłyby na zastąpienie dostaw irańskich.

Cena paliw w Polsce zależy głównie od cen ropy razy kurs USD/PLN. Wiemy już, że kichnięcie w Barcelonie powoduje, że złotówka osłabia się o 5 %. Co stanie się, gdy dojdzie do poważnej zawieruchy? Jeżeli cena ropy wzrośnie 2-3 razy a złotówka zeszmaci się o kilkadziesiąt procent, ile będzie kosztować litr benzyny na stacjach? Być może to nie złoto jest najlepszą inwestycją roku 2012, tylko kilka karnistów w garażu.

Share This Post

Ukryte preferencje

Jakoś tak już jest na świecie, że największy problem z utrzymaniem swojego narządu płciowego w spodniach mają członkowie partii politycznych mających na sztandarach propagowanie wstrzemięźliwości płciowej. Działa to zarówno w Polsce jak i w Stanach. Jakoś nie słyszy się za często o wybrykach polityków Demokratów, natomiast zdarza się to Republikanom wycierającymi sobie pyski Jezusem. Trafnie zauważyła to redakcja The Onion:


Disklejmer. Nie popieram Demokratów ani tym bardziej Republikanów, to dwie głowy tej samej oligarchicznej hydry:

Share This Post

Takie tam

Jest sukces. Polscy paraolimpijczycy czyszczą Londyn ze złotych krążków. Niewykluczone, że w jakiś sposób udowadnia to tezy, które stawiałem w poprzednich wpisach – polscy sportowcy to kosztowni acz bezużyteczni celebryci. Sukcesy robią ludzie spoza głównego nurtu, działający poza światłem jupiterów. Może sport jest w pewien sposób podobny do mediów – główny nurt dziennikarstwa to erupcja głupoty i służalstwa, gdy podziemie blogowe to dużo pewniejsze źródło obiektywnych informacji.

W ekonomii nie dzieje się zbyt wiele, ale jeżeli już się dzieje, to są to kroki znaczące. Dziś szef EBC ogłosił rozpoczęcie wojny totalnej, czyli nieograniczony skup śmieciowych obligacji krajów PIIGS. Gdy Hitler w 1939 roku nakazał totalną wojnę morską wiadomo było, że to może być jego początek końca. Gdy dziś rzuca się na ring ręcznik poddając euro, wiadomo, że jest to początek końca wspólnej waluty i początek końca całej Unii Europejskiej.

O walorach PIIGS wiadomo, że nigdy nie zostaną spłacone. W jaki sposób miałyby być spłacone, skoro rok w rok kraje to mogą funkcjonować tylko dlatego, że mają paru procentowy deficyt budżetowy. Jeżeli próbuje się równoważyć budżety, to dochodzi do gwałtownych protestów społecznych i ostrej recesji. Tak więc rządzący tymi krajami (oraz rządzący całą UE) mają dwie opcje – albo pozwolić teraz na gwałtowny krach, ponosząc nieprzyjemne konsekwencje, albo kupować czas, wiedząc z całkowitą pewnością, że krach będzie jeszcze większy, ale konsekwencje poniosą konkurenci polityczni. Wybór jest oczywisty.

W tym momencie do gry wchodzi podstawowa wada systemów demokratycznych. Wyobraźmy sobie, że mam cudowną kartę kredytową na okaziciela, którą mogę używać jak chcę. Mogę sobie latać po świecie by spotkać się z innymi użytkownikami takich kart kredytowych, opłacać pachołków do ochrony i kucharzy, mieszkać w pałacu, a gdy coś zostanie fundować stadiony i kościoły. Spłaca się tylko bieżące oprocentowanie, a sam dług na karcie może sobie rosnąć. Po 4 latach ta karta kredytowa przechodzi w ręce kolegów, którzy mają te same przywileje.

Tak właśnie jest z budżetami poszczególnych państw w demokracji. Aktualny reżim bawi się w wydawanie pieniędzy, których sam nigdy nie będzie musiał spłacać. Jedyne zmartwienie jest takie, aby można się było jeszcze trochę zadłużyć. Potem przyjdzie nowa ekipa i też zacznie się martwić, ile jeszcze można zadłużyć kraj i jak bardzo odsunąć spłatę.

Podejrzewam, że gdyby zaproponować któremuś z premierów europejskich władzę dyktatorską, to grzecznie by odmówił. Parę lat rządzenia wystarcza na ustawienie siebie i rodziny, zdobycie odpowiednich znajomości i zakumulowanie kapitału (vide Marcinkiewicz, Buzek, Balcerowicz). A potem niech się inni martwią. Bycie dyktatorem oznacza nie tylko ostracyzm towarzyski (vide Łukaszenko), ale troskę o kraj w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory. Po co komu ten stres.

Tak więc czeka nas terapia gruźlicy aspiryną, czyli wzrost długu tam, gdzie zadłużanie doprowadziło do problemu. Co gorsza, spodziewać się można inflacji. A nie są znane takie przypadki w historii tej planety, by rosnąca inflacja poprawiła byt jakiemukolwiek społeczeństwu. Przeciwnie, inflacja to zawsze ubożenie ludzi i nowe niepokoje społeczne.

Warto pamiętać, że jeszcze jest czas, by się zabezpieczyć. Nie mam zamiaru naganiać na złoto, choć właściwie powinienem. Jest jednak rzecz cenniejsza niż złoto – wolność. Warto pomyśleć o posiadaniu drugiego paszportu, szczególnie jeżeli jest się już czas jakiś na emigracji. Gdy UE będzie się rozpadać, posiadanie takiego dokumentu może mieć daleko idące konsekwencje. Może to być różnica między koniecznością powrotu do swojej rodzinnej pipidówki lub możliwością jako takiego życia za granicą.

Share This Post