Monthly Archives: February 2012

Przegląd prasy

Po wpadce z ACTA rządowi pilnie potrzebny jest jakiś sukces. Coś co oburza wiele osób w kraju to ilość zawodów regulowanych. Ukrócenie tej orgii przywilejów stanowi krok w stronę normalizacji stosunków społecznych i musi się pozytywnie odbić na wynikach sondaży. Naturalnie posiadacze licencji są OBURZENI. Pogdakują: no jakże to tak, to każdy może teraz zostać świętą krową? Przecież świat się od tego zawali a ciała martwych Polaków przykryją wszystkie rozmrożone psie kupy na trawnikach! Owszem, witamy w nowej rzeczywistości i zapraszamy na koniec kolejki w Powiatowym Urzędzie Pracy.

Cały porządek tego świata opiera się na spolegliwych i całkowicie dyspozycyjnych dziennikarzach. Potęgę IV władzy odkrył największy bankier Ameryki JP Morgan, który po prostu kupił wszystkie znaczące gazety w USA i kazał im drukować to, co zechciał. Rozwiązanie skuteczniejsze i tańsze niż kupowanie pyskatych kongresmenów – po prostu mówi się ludowi, co ma myśleć, a lud wpływa na kongresmenów.

Dziennikarze, ci politrukowie świata zachodniego, mają kluczowe znaczenie dla istnienia i funkcjonowania systemu. Istnieje pewien łańcuch pokarmowy. Oligarchowie posiadają gazety i przekazują naczelnym wytyczne. Z ich ust mądrości spijają właśnie dziennikarze by przekazać tą unikalną wiedzę ludowi. Ale w koła zębate tej maszyny dostał się najwyraźniej piach – oto dziennikarze Financial Times są oburzeni! Cała historia jest w gruncie rzeczy śmieszna – poszło o szmal. Ktoś zapomniał, jak ważnym elementem jest oddana kadra i potraktował ich tak samo jak każdą inna grupę społeczną, w myśl zasady: damy szmal jednemu, który trzyma was za ryje, a reszcie zapłacimy fistaszkami – komu się nie podoba niech spada na bezrobocie, a na jego miejsce zatrudnimy stażystów.

Żeby sprawa była bardziej smaczna, redakcji zamraża się zarobki i przeprowadza zwolnienia w momencie gdy wydawca odnotowuje wzrost zysków a głównemu trzymaczowi ryjów daje się dwukrotną podwyżkę. Jest to tak zwany rechot rzeczywistości – patologia kapitalizmu dotknęła największych piewców systemu. Coś jak skazywanie za szpiegostwo na rzecz Polski i rozstrzeliwanie najbardziej aktywnych politruków.

Zresztą słowo ‘oburzeni’ zrobiło ostatnio ogromną karierę – kto wie, czy część z tych dziennikarzy nie dołączy wkrótce do Oburzonych. Już jako bezrobotni Oburzeni, mający parę kredytów do spłacenia i dzieci do wykształcenia. A bycie Oburzonym może być jedynym pomysłem na życie dla dziennikarza bez pracy. Rynek pracy jest podły, są miliony absolwentów dziennikarstwa gotowych pisać co tylko się im każe, i to za stawki z McDonaldsa.

Gdy świat schodzi nieustannie na psy niezwykle cieszy mnie każdy pozytywny trend. Na przykład dobieranie się politykom do tyłków. Kto by pomyślał o powieszeniu Napoleona za zbrodnie wojenne czy postawieniu jego generałów przed sądem. Przełom nastąpił dopiero po II WŚ i dotyczył niestety tylko garstki Niemców – Rosjanie noszą medale do dziś. Ostatnio wzięto się za dyktatorów z Afryki Północnej. Kula w łeb w kanale ściekowym – i tak powinno być.

W ten trend wpisuje się trwająca na Ukrainie czystka pomarańczowych. Tak zwana ‘wolna prasa’ jest oburzona tym faktem. Ciekawe, skąd wynika przekonanie, że pomarańczowi byli tacy cacy. Wystarczy spytać każdego człowieka post-radzieckiego, jak tam jest. Można łatwo się dowiedzieć, że władza się zmienia, ale tak samo kradnie. Ba, nie trzeba po taką wiedzę jechać do Kijowa. W Polsce jest przecież identycznie – wybory nie zmieniają faktu, że władze traktują obywateli jak owce do strzyżenia i jedyną klasą czerpiącą profity są uprzywilejowane grupki – a to notariusze, a to prokuratorzy w stanie spoczynku. Jestem za stosowaniem rozwiązań ukraińskich – niech w końcu polscy premierzy zrozumieją, że zamiast zaproszeń do programów TV i rad nadzorczych mogą zostać zaproszeni do pierdla.  Albo do kanału ściekowego.

Share This Post

Juma na dziś

Blogowanie sprowadza się do jumy informacji, przetrawieniu ich przez układ poznawczy blogera i poczęstowaniu czytelników wynikiem tych przemyśleń. Jakość tych produktów może być wyższa lub niższa, w zależności od blogera i jego źródeł. Moje notatki są oczywiście najwyższej jakości, zgodne z normą ISO oraz dyrektywami UE, lecz dziś trafiłem na materiał wyższej jakości, który poddam tak zwanej jumie bezpośredniej:

Problem z emeryturami zawsze jest taki, że ich wysokość zależy głównie od pokolenia, które pracuje, a nie od poziomu oszczędności pokolenia starców. Wartość zgromadzonym oszczędnościom, nieruchomościom, kruszcom itd, nadaje pracujące pokolenie, a w zasadzie zapotrzebowanie na owe środki.

Otóż to! Dlaczego nikt tego nie kuma? Załóżmy, że Nowak oszczędza na emeryturę składając banknoty w banku oraz kupując nieruchomości. Załóżmy w ramach eksperymentu myślowego, że międzyczasie cała Polska wymarła lub wyjechała do Niemiec za pracą i Polsce nie został nikt oprócz Nowaka. Jaką on będzie mieć emeryturą? Zerową, ponieważ banknoty nie będą mieć żadnej siły nabywczej a mieszkań nie będzie komu wynająć.

Podobnie bedzie się miała sprawa z nieruchomościami w Polsce. Na rynku obecnie znajduje się około miliona niesprzedanych mieszkań i domów, a za kilka lat zacznie wymierać wchodzące obecnie w wiek emerytalny pokolenie wyżu demograficznego. Pojawiać się więc zaczną na rynku mieszkania po babci, rodzicach, kuzynach, a (ciągle rosnącej;-) wartości nieruchomościom nie nada pokolenie, które nie potrzebuje tak wielu mieszkań i domów. Oznacza to, że narastające problemy ze sprzedażą nieruchomości najprawdopodobniej będą trwały całe dziesięciolecia. Teraz znajdujemy się dopiero na początku drogi spadku ich wartości. Dość oczywistym też jest i to, że najpierw stracą na wartości najgorsze lokalizacje, a kilka procent nieruchomości może nawet zyskać na wartości. Tymczasem publice, która kupiła losy na loterii, wydaje się iż to ich czeka wielka wygrana,-) gdy tymczasem loteria jest ustawiona.-)

Lepiej bym tego nie napisał. Ten cytat trafia w samo sedno problemu, choć lemingom wydaje się zupełnie inaczej – że mieszkanko po babci jest strasznie cenne.

Share This Post

Stańczyk, a narodowa polityka energetyczna

Myślący człowiek mieszkający w Polsce przynajmniej raz w tygodniu odwala stańczyka, czyli uderza się dłonią z całej siły w czoło. Jeżeli dana osoba nie nosi  okularów, to ten gest może składać się z drugiej części, polegającej na powolnym przesunięciu dłonią po twarzy w kierunku podbródka. Jest też część trzecia, sprowadzająca się do wymamrotania ‘co za k…wy’ albo ‘co za ch…je’.

Dziś dobrą okazją do zrobienia stańczyka jest lektura Wybiórczej. Polska ma politykę energetyczna postawioną na głowie, drwiłem już z rządowych kwitów kompletnie oderwanych od rzeczywistości i opartych na wróżbach łyżeczką w fusach z kawy. A przecież rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki – wystarczy postawić 2-3 atomówki i przejść na atom jako źródło energii. Co prawda nie da się zastąpić wszystkich węglowodorów prądem, niemniej import da się zbić do takiego poziomu, że można go pokryć naszym eksportem żywności.

Dodatkowo, atom oznacza prace dziesiątek tysięcy ludzi przy inwestycjach oraz skokowe polepszenie konkurencyjności rodzimej gospodarki. Dzięki taniej elektryczności będzie bardziej opłacalne produkowanie w Polsce, co może przełożyć się na setki tysięcy miejsc pracy. Dla inwestorów tania siła robocza w Polsce to czynnik ściągający pracę nakładczą – tania energia to czynnik ściągający produkcję towarów wysokoprzetworzonych, na czym powinno nam najbardziej zależeć. Nie wierzcie rządowej propagandzie – to nie na usługach buduje się potęgę gospodarczą, lecz na wytopie stali i aluminium. Kto nie wierzy, niech jedzie do Chin samemu się przekonać.

Na pocieszenie można powiedzieć, że Niemcy też mogą sobie robić swoją wersję stańczyka, pewnie mają jakiegoś tam zbliżonego bohatera narodowego. Otóż Niemcy debileją, co wraz z rozpijaniem i wymieraniem Rosjan stanowi jedyną szansę na trwały pokój w Europie, a przy okazji przetrwanie Polski i Polaków. W ramach tego procesu debilenia zachodni sąsiedzi postanowili powyłączać swoje ekologiczne i tanie elektrownie nuklearne a w ich miejsce postawić śmierdzące węglówki. Taki krok wstecz o 50 lat. Przemysł stanowiący ich potęgę ekonomiczną będzie zlikwidowany – bezrobotni pójdą na socjologię i będą bezrobotnymi po socjologii lub też zostaną zatrudnieni do przewracania kotletów / kierowania ruchem ulicznym jak w Grecji.

Jeżeli USA uważa, że silna Europa jest zagrożeniem ich interesów, to Polska powinna być na stałe przewodniczącym UE. Greków powinno zmusić się do przyjęcia Niemców jako operatora ich budżetu, a Niemców powinno zmusić się do przejęcia przez GreenPeace funkcji ministerstwa przemysłu. Zabronić wszystkiego, jak mawiał klasyk Kononowicz, zaorać wszystkie elektrownie i huty, a Niemców przeprowadzić do jaskiń oświetlanych łuczywem. Wtedy, po raz pierwszy od setek lat, Polakom uda się w końcu zdominować a następnie spolonizować naród niemiecki.

Share This Post

Słupki

Net jest pełen archiwalnych wypowiedzi młodziutkiego Tuska, w których wypowiada prowolnościowe opinie dokładnie przeciwne do tego, co dziś robi. Należy sobie zadać brzmi: ‘co poszło źle tak, że Tusk z piewcy wolności stał się satrapą wprowadzającym faszystowskie ustawy tylnymi drzwiami?’. Czy Jack Weinberger miał rację mówiąc ‘never trust anyone over 30’ ?

Podstawowe zarzuty stawiane na tym blogu politykom we współczesnej demokracji to:

– poleganie na sondażach opinii społecznej przy podejmowaniu decyzji politycznych (populizm)

– reprezentowanie interesów podmiotów sponsorujących kampanie wyborcze (oligarchów) a nie wyborców biorących udział w wyborach

Wielu moich czytelników zarzuca mi antypolonizm. Nic bardziej błędnego, po prostu jestem obiektywny. Jedną z wielu szalenie pozytywnych cech Polaków jest ogromna zbiorowa mądrość, paradoksalnie większa niż u Niemców i porównywalna z Amerykanami.

Można zarzucać PO kierowanie się słupkami sondaży, ale przecież realizowanie postulatów ludu jest krokiem w stronę demokracji bezpośredniej ! Ba, w przypadku Polaków często naród wie lepiej od polityków, co jest dla niego dobre ! Przykłady można mnożyć:

– Polacy są wielkimi zwolennikami wolności i to w formie zbliżonej do republikanizmu, choć 99,9% populacji nie wie co oznacza ten termin. Znakomita większość populacji chce zwyczajnie być wolna, aby żadna władza nie wściubiała nosa w ich życie. Dla większości ludzi pojęcie ‘władza’ powinno sprowadzać się do policji łapiącej złodziei i rządowej budowy autostrad. Oczywiście są osobnicy o nastawieniu dokładnie przeciwnym, w większości żyjący z rządowego koryta.

– Polacy popierają kroki zmierzające do poprawy sytuacji ekonomicznej. Są za mniejszą redystrybucją (podatki), likwidacją przywilejów, mniejszymi regulacjami i mniejszym zamknięciem zawodów. To oczywiście nie obejmuje tych, którzy czerpią z tych patologii.

Teraz można wrócić do pytania zawartego na wstępie. Błędem jest brak właściwych konsultacji społecznych, czyli zapytanie społeczeństwa co właściwie chce. Dlaczego Tusk to robi? Może jest zwyczajnie skorumpowany i przy wódce coś tam obiecał kolegom-politykom? Może uważa się za tak genialnego męża stanu, że nie potrzebuje nikogo pytać o zdanie? Może sytuacja go przerosła i nie jest w stanie kontrolować sytuacji? Tego w tej chwili się nie dowiemy.

Share This Post

Nowomowa

Prowadzenie firmy jest rzeczą prostą i gruncie rzeczy sprowadza się do sprytnego zarządzania posiadanymi zasobami. Jeżeli zasoby (kapitał, know-how, kadra) są kiepskie – mamy problem. Jeżeli  stoimy na czele wielomilionowej korporacji to trudniej ją zbankrutować niż budkę z hot dogami – mamy głębsze kieszenie na dokładanie do interesu i szansę na bailout na koszt podatników.

Dlatego właśnie krawaciarze wywaleni z korpo tak słabo sobie radzą w real world. Zwykle nie maja zasobów (wiedzy, kapitału) i co gorsza nie potrafią nim samodzielnie zarządzać. W korpo obowiązki (i odpowiedzialność) są rozłożone. Samodzielne prowadzenie kwiaciarni jest trudniejsze niż stanie na czele całego departamentu z tysiącem pracowników. Przedsiębiorczości, podobnie jak inteligencji, nie da się wyuczyć ani udawać.

Obserwując kadrę średniego i wyższego szczebla przypominam sobie swoją własną edukację. Wtedy, jak i dziś, nieodmiennie bawiły mnie przejawy biznesowej nowomowy. O ile w branżach technicznych neologizmy są nieodzowne, związane z postępem technicznym, to w biznesie jest to zwykły bezużyteczny bełkot.

Weźmy taką filozofię. Wiki tak definiuje to pojęcie: ‘(gr. φιλοσοφία – umiłowanie mądrości) – rozważania na temat podstawowych problemów takich jak np. istnienie, umysł, poznanie, wartości, język.’ Filozofia to 2500 lat historii ludzkiej dociekliwości. Tymczasem geniusze od zarządzania wykreowali pojęcie ‘filozofii firmy’, która ma się tak samo do filozofii jak sprawiedliwość społeczna do sprawiedliwości. Pojęcie ‘filozofii firmy’ jest zupełnie nieostre i może oznaczać wszystko i nic. Tutaj można zapoznać się z przykładem takiego bełkotu. Serwis internetowy, z którego nie wynika dokładnie nic i który nie znaczy dokładnie nic.

Uważnego obserwatora rozwalają na łopatki pojęcia misji i wizji firmy. Czym jest misja każdej firmy? Zarobić jak najwięcej szmalu i wykończyć konkurencję. Czym jest wizja firmy? Jest to taka wizja przyszłości, w której firma zarobiła już całą kasę i wykończyła wszystkich konkurentów. Innymi słowy, misja i wizja to nie jest nic szczególnego, są w gruncie rzeczy takie same dla wszystkich przedsiębiorstw, nie ma o czym rozmawiać. Tymczasem na temat misji i wizji pisze się doktoraty i pisze się książki, konieczne i zalecane dla każdego menadżera.

Dużo bardziej istotna dla biznesu jest kwestia taktyki i strategii. Taktyka – czyli jak w obecnej chwili sobie radzić i reagować na zagrożenia i szanse, oraz strategia – czyli jaki jest długofalowy plan rozwoju firmy. Równie ważny jest model biznesowy, czyli określenie jak w danych okolicznościach biznesowych organizacja może sobie poradzić i co bardziej istotne jak będzie wyglądać przyszła rzeczywistość, tak by firma była przygotowana na to, co dopiero się zdarzy.

W życiu warto wykazywać nie tylko twórcze, ale przede wszystkim krytyczne myślenie. Warto zastanawiać się nad wszystkim, co jest nam zapodawane przez pana w krawacie, jako prawdę objawioną i niepodważalną.

Share This Post

Titonos

Postęp farmakologii uczynił życie ludzkie dłuższym. Niestety, nie oznacza to bycia sprawnym do końca życia, leki raczej prowadzą do wydłużenia okresu starczego, schorowanego. Przypomina mi to mit o Titonosie, który został obdarzony darem nieśmiertelności, ale niestety nie otrzymał daru wiecznej młodości i był nieśmiertelnym starcem. Współcześni emeryci, pokolenie 60 i 70 latków na prochach, są zbyt zdrowi by umrzeć, lecz zbyt chorzy, by pracować.

Trzeba przypomnieć, że rynek pracy w Polsce nikogo nie rozpieszcza i nie widzi się zbyt wielu staruszków w sklepach i fast foodach, jak się to widuje w USA. Nawet gdy ktoś z tej grupy wiekowej chciałby pracować, to nie ma zbyt wiele opcji. Na rynku pracy pełnej zdesperowanych ludzi w młodszym wieku pracodawcy wolą zatrudniać ludzi w pełni sił. I trudno ich za to winić – po prostu nie muszą.

Tusk ma całkowitą rację w twierdzeniu, że wydłuża się okres wypłaty świadczeń do stosunku do okresu pracy i że system nie może tego wytrzymać. Problem w tym, że zdryfował zbyt daleko od swoich ideałów, które wyniosły go do władzy. Podstawowy błąd pojęciowy polega na tym, że Tusk próbuje ściągnąć więcej środków do systemu emerytalnego poprzez składki i opóźnić wypłaty świadczeń. To prostacka metoda, która nie może się sprawdzić – większe oskładkowanie zwiększa bezrobocie, ponieważ części ludzi zaczyna się nie opłacać pracowanie.

Dużo lepiej jest działać w innych kierunkach. Przede wszystkim państwo musi być tańsze i niekoniecznie musi kontrolować każdy aspekt życia obywateli. Wtedy można dostępne środki przeznaczyć na emerytów a nie biurwy. Druga rzecz to wzrost gospodarczy, idący automatycznie wraz z rozluźnieniem zamordyzmu. Ludzie chcą pracować, o ile się im nie przeszkadza. A gdy gospodarka się rozwija i żaden palant w stylu Balcerowicza jej nie ‘chłodzi’, to zatrudnienie znajduje więcej ludzi w każdym wieku i budżet ma dość środków by wykarmić tych, którzy sami nie dają rady.

Share This Post

Rudzio

Fajnie jest oglądać tego mydłka Sokołowskiego sinego ze wściekłości. Taki stan nie zdarza się nawet w sytuacji, gdy policjanci zabijają jakiegoś gówniarza, a z drugiego robią kalekę. Tak zwany ‘niezawisły’ sąd stwierdził przecież, że nic się nie stało, wiec nie ma powodów do podniecenia. Tu jednak mamy do czynienia z sytuacją, gdy detektyw przedsiębiorca wykazuje skuteczność większą od policji w bardzo medialnej sprawie, ba, obnaża również niekompetencję i nieskuteczność elitarnej specgrupy powołanej do tej sprawy.

Kto nie był jeszcze przesłuchiwany, ten może zapoznać się z technikami stosowanymi przez policję każdego kraju świata. Taka mała przeciwwaga dla pijaru Sokołowskiego.

Oczywiście pijaczka z Pragi to nie to samo, co matka zaginionego dziecka, lecz profesjonalista powinien zorientować się, że ma do czynienia z mataczeniem. Jeżeli babka rzeczywiście odmówiła zabawy na wariografie, to od razu ląduje na #1 listy podejrzanych. I wtedy można zacząć naciskać jak na powyższym materiale. A Sokołowski nie zamydli mi oczu wysokimi standardami etycznymi polskiej policji, za wiele faktów przecieka do opinii publicznej.

Mistrzostwo świata w hipokryzji należy się Kolędzie – Zalewskiej. Pracownica TVN, stacji, która karmi się rozlaną krwią jak najprawdziwszy wampir, zarzuca brak etyki Rutkowskiemu. Trudno w taka hipokryzję uwierzyć, o ile się jej nie zobaczy na własne oczy. Prosty polski emigrant w USA powiedziałby o czymś takim ‘nie do faken wiary’.

Podobno Tusk tak przeraził się, gdy przeczytał na jakimś forum, że ktoś modli się codziennie o śmierć jego wraz z rodziną, że postanowił złagodzić stanowisko w sprawie ACTA. Ja niestety jestem agnostykiem i nie mogę się przyłączyć do tej modlitwy, ale na pewno można również znaleźć pracowników czy właścicieli stacji telewizyjnych modlących się o jakąś medialną śmierć i o to, żeby to właśnie ich wóz transmisyjny pojawił się tam pierwszy. Różnica polega na tym, że nie są na tyle głupi, by manifestować się ze swoimi modlitwami na forach.

Cała ta historia ma wymiar podwójnie tragiczny. Pokazuje jak funkcjonuje psychologia tłumu, że jedna bezsensowna śmierć porusza miliony baranów, gdy tymczasem są one całkowicie nieczułe na zbliżające się postrzyżyny, może nawet odcinanie głów i wielkie grillowanie. Polska pogrąża się w coraz większym długu publicznym każdego kolejnego dnia, co w ostateczności doprowadzi do katastrofy. O tym powinno się każdego dnia kręcić reportaże z ulic Polski, ponieważ to właśnie jest narodowa tragedia. Niestety, nie ma na asfalcie krwi, nie ma tematu.

Czas na mały disklejmer. Nie jestem fanem Rutkowskiego, uważam, że jest to śmieszny koleś na miarę kraju, w którym żyje. Niemniej jednak stanowi pewną konkurencję dla policji, instytucji z natury monopolistycznej. Jak długo te zmagania przynosić będą społeczeństwu korzyść, tak długo Rutkowski jest postacią pozytywną. Na pewno jednak istnieje w ‘służbach’ presja, żeby go ‘udupić’, i naprawdę podziwiać trzeba Rutkowskiego, że tak długo daję radę pływać w tej mętnej sadzawce wypełniającej polski grajdół.

Share This Post