Monthly Archives: January 2012

Make life harder

Na fejsie widzę, że chłopaki z Make life harder świętują swój sukces – nabijanie się z początkujących snobek ma większą popularność, niż same snobki:

Jak widać, młodych plebejuszy lubi 54 726 osób, gdy na przykład Adama Dudę lubi tylko tylko 315. Wynika z tego, że jedna osoba interesująca się czymś konkretnym i przydatnym przypada na 173 debili interesujących się niczym.

Często zastanawiamy się, jak to możliwe, że nie tylko Polska, ale również UE i USA stoją na skraju ekonomicznej zagłady, zarówno jeżeli chodzi o gospodarowanie domowymi finansami, jak i finansami poszczególnych krajów. Głowimy się, jak to możliwe, że demokracja się nie sprawdza, i do władzy wciąż dochodzą populistyczni debile. Czy może demokracja ma jakąś wadę fabryczną, która zawsze prowadzi system do wypaczeń?

Odpowiedz jest bardzo prosta – w teorii, demokracja polega na wybieraniu przez całe społeczeństwo ludzi reprezentujących członków tego społeczeństwa. Tej teorii zarzuca się, że się nie sprawdza, i wybierani są osobnicy nikogo innego nie reprezentujący, jak siebie i własne rodziny. Okazuje się jednak, że teoria opisuje trafnie praktykę – debile, których jest w społeczeństwie według różnych szacunków 95-99%, wybierają takich samych debili jak oni, ponieważ nie potrafią odróżnić debila od nie-debila. Ponadto, ponieważ są debilami, nie rozumieją jakie krytyczne znaczenie ma to, aby społeczeństwem nie rządzili im podobni debile.

Za komuny mówiło się, że komunizm to system idealny, tylko ludzie zawiedli. Dokładnie to samo można powiedzieć o demokracji – ludzie zawodzą na całej linii.

Share This Post

Allegro

W cieniu przepychanki o ACTA trwa znacznie ważniejsze, aczkolwiek mniej medialne, zamieszanie związane z Allegro (czyli QXL). Fiskus chce jeszcze mocniej przycisnąć sprzedawców na Allegro dzięki mechanizacji procesu wyszukiwania sprzedawców, którzy nie zgłosili działalności gospodarczej i nie płacą podatków. Do tej pory Allegro nie widziała nic złego we współpracy z fiskusem. Ale najwyraźniej prowadzone są jakieś badania satysfakcji użytkowników, które wskazują na to, że nawet legalni sprzedawcy wolą ograniczyć sprzedaż przez Allegro niż wystawić się na ryzyko styczności z fiskusem. A to uderza spółkę po kieszeni.

Stąd właśnie wynika niedawna decyzja zarządu, aby iść na spór z fiskusem. Są tylko dwie przeszkody – po pierwsze nie wiadomo, jak dalece spółka polskiego prawa handlowego może opierać się żądaniom polskiego wymiaru tak zwanej sprawiedliwości oraz po drugie, czy inne spółki mogą tak sprawnie gromadzić informacje o sprzedażach, ze współpraca ze strony Allegro nie jest nawet potrzebna.

Z całą pewnością Allegro jest skuteczną maszyną do zarabiania pieniędzy i sprawnie opanowuje kolejne lokalne rynki handlu internetowego. To bardzo chwalebne.  Natomiast podejmowane są nie do końca trafne decyzje dotyczące podatkowego planowania strategicznego. Z kolei wybór właściwego miejsca i formy opodatkowania ma znaczenie dla współpracy z lokalnymi fiskusami.

Ebay i PayPal nie przez przypadek ma swoją europejską siedzibę w Luksemburgu, gdzie VAT wynosi 15%, a CIT 20%. W Polsce stawki te wynoszą odpowiednio 23% i 19%. Allegro w roku 2010 osiągnęło przychód w wysokości 660 mln zł, domyślać się można, że nie ma zbyt wiele VATu do odliczenia. Kalkulacja na odwrocie koperty wskazuje, że spółka może płacić  nawet 129 mln złotych rocznie, podczas gdy w Luksemburgu byłoby to 84 mln. Z kolei przy zyskach na poziomie 200 mln podatku dochodowego w Polsce jest 38 mln, gdy w Luksemburgu byłoby to 40 mln. Wygląda na to, że oszczędność z wyprowadzki z Polski może oscylować wokół 43 mln złotych rocznie, przy czym niewykluczone, że oferta przeprowadzki dałaby jakąś dodatkową zniżkę od rządu Luksemburga.

Przy projektach IT (o których według niektórych przemądrzałych komentatorów podobno nie mam pojęcia) lokalizacja pracowników nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Easy Jet ma swój call center w Poznaniu, a programiści siedzą gdzieś w Indiach. I to działa. W przypadku Allegro może być zupełnie podobnie, pracownicy mogą być rozsiani po świecie, tak jak w przypadku każdej innej tak zwanej ‘nowoczesnej korporacji’.

Istnieje też opcja takiego rozwiązania, które pozwala zmniejszyć płacenie podatków w Polsce do wielkiego wypasionego zera. Allegro może ze swojego polskiego oddziału wydzielić spółkę zależną np. QXL Poland sp z oo, natomiast Allegro może przenieść się do wspomnianego Luksemburga. Spółka QXL Poland będzie wystawiać raz na miesiąc fakturę za usługi swojej spółce-matce na kwotę kosztów, jakie poniosła, z VAT 0% (faktura eksportowa). W ten QXL Poland sposób zapłaci 0 zł CIT i 0 zł VAT – cały VAT w otrzymanych fakturach zostanie zwrócony w zębach przez fiskusa.

Dodatkowo całkowicie za darmo uzyskuje się daleko idącą niezależność od polskiego fiskusa. Mówiąc wprost pokazuje się im wyprostowany palec środkowy, rzecz którą zwykle fiskus pokazuje podatnikowi. No i utrata 167 mln podatków rocznie powinno dać do myślenia zarówno fiskusowi jak jego mocodawcom na Wiejskiej. Cały proces powinien być oczywiście sprawnie odegrany przez dział PR – najpierw powinna być skierowana petycja do rządu, aby zabrał swoje lepkie złodziejskie ręce od Internetu, a w razie odmowy należy trzymać się wersji ‘sami nas do tego zmuszacie’.

W efekcie zmiany przez Allegro jurysdykcji podatkowej zyskaliby również klienci. Mniejsze podatki dawałyby miejsce na obniżki pobieranych prowizji, a przez to obniżki produktów – te 167 mln złotych płacą przecież kupujący na Allegro w cenach towarów.

Share This Post

Pierd dnia

Lubie czytać Wyborczą. To przypomina słuchanie Radia Ma Ryja. Obie te krynice wiedzy czasem jak coś walną, to czytelnikiem wstrząsa gorzki śmiech. Przykład:

Stacja telewizyjna “Russia Today” emituje programy w języku angielskim, a w wybranych sieciach kablowych także po arabsku i hiszpańsku. Stacja jest finansowana przez rząd Rosji i uchodzi za instrument propagandy polityki Kremla.

Można na przykład napisać:

Gazeta Wyborcza jest popularnym dziennikiem ogólnopolskim, który usilnie stara się uchodzić za gazetę opiniotwórczą klasy średniej. Gazeta jest finansowana między innymi z reklam piramidy finansowej Amber Gold i jest uznawana za instrument propagandy polityki Waszyngtonu w Polsce. 

Jest to bardzo smutne, że obiektywnego źródła prawdy trzeba w Polsce szukać aż na kanale 387 dekodera telewizji N. Kiedyś do Wolnej Europy uciekł Józef Światło i opisał słuchaczom działania UB. Teraz do RT poszedł Julian Assange i ujawnia podłe działania reżimu USA. Nie do wiary, jak potrafi się zmienić świat za życia jednego człowieka.

Share This Post

Przewrót

Światem rządzi wąska grupka najbogatszych grubych kotów. Prawo, jakie stanowią ich ludzie w parlamentach świata, mają na celu chronić ich władzę, przywileje oraz źródła przychodów. Przykładem są przepychane właśnie akty pomagające ‘walczyć z piractwem’. Piractwo i terroryzm to każdy akt polegający na próbie odebrania czegokolwiek oligarchom, tak już dziś można przedefiniować te pojęcia w Wiki.

Nieważne, ile trwać będą protesty. Ograniczanie wolności i tak się dokona, tyle że nieco później. Taka jest konieczność dziejowa, że pewna grupa ludzi musi zagarnąć wszystko, po to, aby reszta społeczeństwa została pozbawiona wszystkiego. Aż nie dojdzie to przewrotu.

Z tego zdają sobie już sprawę niektórzy najbardziej inteligentni członkowie społeczeństwa, co widzę czytając moje ulubione polskie blogi. Nastroje eskalują się coraz bardziej, polskie społeczeństwo ewidentnie zmierza coraz bardziej w stronę Arabskiej Wiosny.

Aby zrozumieć dalszy bieg wydarzeń trzeba zastanowić się przez chwilę nad wydarzeniami poprzedzającymi Stan Wojenny i przejęcie władzy przez juntę Jaruzelskiego. To pozwoli zrozumieć sposób działania i myślenia reagowania mas. Mieliśmy wtedy do czynienia ze społeczeństwem, w którym najbardziej brakowało wolności – politycznej jak i ekonomicznej. Czy do przewrotu doszło dlatego, że ludziom brakowało wolności politycznej? Nie, stoczniowcy i górnicy chcieli cofnięcia podwyżek cen żywności, wolnych sobót i ‘socjalizmu z ludzką twarzą’. Żądania wolności były tylko skromnym kwiatkiem u kożucha i nie dlatego obalano ustrój. To cena szynki i (nie)dostępność bananów skończyły PRL, a nie Michnik i KOR.

Przykład Chin również jest niezbędny do dalszych wywodów, pozwala zrozumieć funkcjonowanie społeczeństw. Wydawać by się mogło, że pod totalitarnym butem cały lud będzie marzyć o rewolucji. Oprócz garstki zapalczywych studentów z placu Niebiańskiego Spokoju społeczeństwo milczało. Dlaczego? Ano dlatego, że otrzymali swobodę gospodarczą, jakość życia pofrunęła w górę i nie było ani komu, ani dlaczego protestować. Po co im wolność, można sparafrazować Kazika, póki jeszcze jest to legalne i nie zamyka nas kancelaria ‘Malanowski i wspólnicy‘.

Co się będzie działo dalej nie trudno się domyśleć, o ile oczywiście zna się historię świata i potrafi się wyciągać wnioski z przeszłości. Widać ewidentnie dwa równoległe przebiegające zjawiska:

1. Ograniczanie wolności politycznej, charakteryzujące się likwidowaniem resztki wolności w Internecie, delegalizacja oprogramowania kryptograficznego (uczciwy człowiek nie ma nic do ukrycia), zmechanizowaną kontrolę korespondencji, rozmów telefonicznych i VoIP, powszechne CCTV, oraz łączenie poszczególnych baz danych, tak by na podstawie zdjęcia zrobionego przez kamerę w autobusie dało się wyodrębnić twarz terrorysty z bazy danych praw jazd, określić historię połączeń telefonicznych i ich treść, wyrysować mapę logowań do wież telefonii komórkowych, określić przychody i wydatki, IP domowego komputera i całą historię aktywności w sieci, w szczególności aktywność na portalach społecznościowych, oraz wiele innych. Dane te można pobrać z serwerów krajowych, jak również z serwerów państw należących do Interpolu. Zautomatyzowanie tych czynności pozwoli skrócić procedurę do kilku minut i z pewnością jest niezbędne, aby skutecznie walczyć z pedofilią w sieci.

Jako efekt uboczny pojawi się czarny rynek anonimowości. Będzie można nabyć specjalnie oprogramowany sprzęt wraz z dostępem do netu i instrukcją jak się nim posługiwać. Coś w stylu Małego Konspiratora, na miarę 21 wieku. Wiedza jak nielegalnie posługiwać się szczątkiem Internetu bez ściągnięcie sobie na głowę fiskusa/żandarmerii/ABW/policji/SWW będzie na wagę złota.

2. Czekające nas ograniczenie wolności gospodarczej przypominać będzie czasy końcówki NEP w Związku Radzieckim, kiedy po odwilży gospodarczej przyciśnięto śrubę i ludzie mieli możliwość zapłacenia podatku i zdechnięcia z głodu, albo niezapłacenia podatku i zdechnięcia w kazamatach NKWD.

Dzisiejsza sytuacja finansowa państw świata zachodniego wymaga podjęcia wyjątkowych i drastycznych działań dla zwiększenia przychodów budżetowych – mógłby powiedzieć rzecznik każdego rządu. Zapomina się tu o krzywej Laffera, z której wynika, że nie można podnosić w nieskończoność podatków bez spadku przychodów do budżetu. Po prostu jest pewna ilość pieniędzy, którą da się wycisnąć z danej gospodarki i ani centa więcej. Niestety, politycy są debilami i nie potrafią tego zrozumieć.

Widać to dziś po składkach na ZUS – chyba nikt nie uzna, że podniesienie tych składek o 10% spowoduje wzrost składek o 10%, prędzej wzrost bezrobocia o 10%. Podobnie jest z papierosami – obserwuje masowe rzucanie tego zgubnego nałogu. Czekam kiedy społeczeństwo pęknie z akcyzą na paliwa, obstawiam, że absolutny próg bólu znajduje się gdzieś w okolicach 8-9 zł/litr, czyli już niedługo. Czeka nas wiele nowości, jak ludzie kradnący nocą paliwo z zaparkowanych pojazdów, czy pierwsze zabójstwo pracownika stacji by zatankować samochód.

Fiskalizm jest zjawiskiem globalnym. Grecja publikuje listy dłużników, Niemcy kupują spis obywateli posiadających konta za granicą, Amerykanie robią to metodą brutal force, przykładając Szwajcarom pistolet do głowy, Włosi delegalizują obrót gotówkowy, Polacy proponują program Nie bądź jeleń, weź paragon:

Inwencja fiskusa w dobie techniki cyfrowej jest nieograniczona. Można podłączyć się bezpośrednio do serwerów Allegro i zassać całe dane dotyczące obrotu i porównać je z deklaracjami podatkowymi. Idę o zakład, że za rok czy dwa podobny mechanizm walki z terroryzmem zostanie zaimplementowany w odniesieniu do kont bankowych, po prostu każde większe uznanie konta będzie wymagało wyjaśnienia, czy dana operacja została opodatkowana.

Pamiętać trzeba, ze można być spytanym o wszystkie transakcje sprzed 5 lat, więc jeżeli nawet system wejdzie do użycia za powiedzmy 2 lata, to rozmowa zacznie się od roku 2009. Jedno potknięcie w formie kilku powtarzających się transakcji (czyli działalności gospodarczej bez jej zgłoszenia) skutkuje wylotem poza nawias społeczeństwa, utratę oszczędności, nieruchomości, pracy (nie opłaca się pracować, gdy komornik zabiera większość wypłaty) oraz wpisaniem na listę osób karanych. A cały proces można łatwo zautomatyzować, serwer przemieli dane i wypluje listę kilkuset tysięcy nazwisk, do których wystarczy rozesłać wezwania do złożenia kilku drobnych wyjaśnień. Jeżeli nie ma ich w Polsce, z pomocą może przyjść ENA i system rozpoznawania twarzy w londyńskim metrze.

Idąc krok dalej można wyobrazić sobie system, w którym banknoty zostaną całkiem wycofane, w imię walki ze sprzedażą narkotyków młodzieży i złymi bakteriami mogącymi zainfekować posiadaczy banknotów. Każda transakcja, oprócz drobnej opłaty dla oligarchów posiadających systemy transakcyjne, będzie obłożona podatkiem obrotowym ‘solidarności międzypokoleniowej’ (to nie żart, taki podatek PCC obowiązuje we Francji). Chcesz dać dziecku 5000 zł na lody, przelej mu środki na jego kartę, ale 500 zł bierze fiskus a 200 zł Visa.

I to właśnie będzie koniec systemu. Nie będzie co włożyć do gara, jak w roku 1980, ale tym razem dlatego, że wszystko trzeba będzie oddać w formie podatków. Wtedy społeczeństwo pęknie i wyjdzie na ulicę na dobre. Game over.

Share This Post

Film na weekend

Andrew Niccol jest jakiś nienormalny. Zamiast robić filmy w stylu American Pie i starać się pobić rekord w ilości żartów o pierdzeniu/ godzinę filmu kręci jakieś pseudofilozoficzne skwary kwestionujące odwieczny porządek świata. Ewidentnie dokonuje taniej prowokacji, poruszając tematy mało interesujące normalnego i przyzwoitego człowieka. Nakręcił już film o reality show podniesionego do rangi światowego spektaklu oraz dzieło o zastąpieniu aktorki bytem wirtualnym. A o Kasi Tusk ani wzmianki.

Tym razem reżyser przeszedł samego siebie. W Wyścigu z czasem pokazuje nam świat przyszłości, w którym każdy człowiek może żyć wiecznie, o ile to sobie wykupi. Ułatwienie jest posunięte tak dalece, że nie trzeba sobie robić zastrzyków w twarz, jak robi to Ibisz czy Wojewódzki, ale wystarczy elektronicznie doładować sobie kredytu do zegarka wbudowanego w przedramię. Jedynym przykrym mankamentem tego rozwiązania jest to, że przy braku doładowanie człowiek nie zaczyna się starzeć, lecz od razu umiera.

Podstęp sprowadza się do tego, że widz często zmuszony jest do odkrywania pozornych i złudnych podobieństw między światem filmu i naszymi realiami. Można by zadać sobie pytanie, co się stanie, gdy człowiek nam współczesny straci pracę i nie będzie mógł sobie doładować portfela, naszego prymitywnego odpowiednika tego, co aktorzy mają wszczepione w przedramię. Wcześniej czy później dochodzi się do momentu, gdy kończą się oszczędności (jeżeli się je ma), potem traci się wyposażenie mieszkania a na końcu również mieszkanie, w ostateczności można umrzeć, i to wcale nie tak szybko i gładko jak przytrafia się to bohaterom filmu. W naszej współczesności można też zostać skazanym na banicję za dług, ponieważ roszczenie praktycznie nigdy w Polsce się nie przedawnia. Tak ‘załatwiony’ obywatel już do końca życia nie podejmie normalnej pracy i nie zapłaci grosza podatku dochodowego czy ZUS.

W sumie cały film sprowadza się do wniosku, że niezależnie od czasów obowiązuje stare stalinowskie powiedzenie, znane z łagrów: не работаешь, не кушаешь. Z tym, że czasem nawet szczera chęć ‘rabotania’ nie przekłada się na możność ‘kuszania’.

Share This Post

Średnie wynagroszenie

Kilka dni temu miałem okazję stanąć w banku w Niemczech, nie tak daleko od granicy. W środku było 4 klientów, ja oraz 2 osoby personelu. Ponieważ obsługa nie mówi w żadnym języku obcym (standard w niemieckich bankach) od słowa do słowa okazało się, że wszyscy klienci to Polacy. Rozpoczęła się dyskusja, w której zapytałem jak możliwy jest taki zbieg okoliczności, że otaczają mnie sami rodacy. Jeden z klientów odpowiedział najrozsądniej, zaczął naśmiewać się ze statystyk dotyczących wynagroszenia w Polsce (4000 średnio w sektorze przedsiębiorstw) i dodał że ci, którzy potrafią coś robić i chcą zarobić w jego ocenie wyjechali z Polski. Fakt, że spotykam Polaków praktycznie w każdym zakątku świata dowodzi, że chyba rację.

GUS, instytucja zależna od rządu, która tak głośno trąbi o ogromnych wynagroszeniach w Polsce, ma poważny problem. Od lat próbuje się podnosić średnie dla wynagroszeń a obniżać wskaźniki inflacji. Tym razem się to nie udało i wychodzi na to, że oficjalna inflacja jest wyższa niż oficjalny wzrost płac. Trudno zrozumieć, jak to jest możliwe na zielonej wyspie nie dotkniętej kryzysem.

Zróbmy mały test. W komentarzach proszę wpisywać swoje wynagroszenie, jako email wpisać test@test.pl. W przypadku bezrobocia proszę wpisać mój ulubiony amerykański eufemizm ‘pomiędzy pracami’, dla studentów pozostaje ‘uczę się’. Zobaczymy co pokażą dane.

Share This Post

Troll patentowy

Złoto ma ciekawą właściwość fizyczną – ma wysoką gęstość właściwą. Oznacza to, że złoty przedmiot (moneta, sztabka) jest jednocześnie ciężka lecz mała. Gdyby zrobić falsyfikat danego waloru musiałby być lżejszy przy zachowaniu właściwych wymiarów bądź też szerszy albo grubszy aby utrzymać właściwą wagę.

Pierwszy znany mi przyrząd, o którym wiadomo, że wykorzystywał tą cechę jest aparat konstrukcji Allandera z roku 1855. Wyglądał on tak:

Można sobie wejść na wyszukiwarkę amerykańskiego urzędu patentowego i zobaczyć jego patent nr 13840:

Z wynalazku zaczął korzystać  w roku 1981 Rutherford produkując wersję testera w której mosiądz został zastąpiony poliamidem. Próbował uzyskać patent na swoje produkty, ale podanie zostało odrzucone ponieważ tester raz już opatentowano. Wobec tego Rutherford uzyskał ochronę tylko na nazwę (trademark) Fisch Instruments, która ochrona wygasła w 1993 roku:

Łatwo sprawdzić, że Rutherford nie posiada żadnych patentów, o których zarzeka się na swojej stronie internetowej:

Zgodnie z prawem patentowym USA po kilkudziesięciu latach od wprowadzenia nazwy handlowej może dojść do jej ‘generalizacji’. Oznacza to, że pierwotnie zastrzeżona nazwa wchodzi do publicznej domeny i może być używana dla wszystkich produktów tego typu. Na przykład heroina była nazwą handlową, dziś używa się jej do oznaczenia nazwy tego alkaloidu, podobnie jak kupuje się aspirynę mając na myśli nie dany produkt Bayera lecz dowolny produkt z kwasem acetylosalicylowym.

Mając to (oraz absurdalną cenę $159)  na względzie rozpoczęliśmy wraz z pewnym dużym przetwórcą tworzyw sztucznych w USA produkcje naszych własnych linijek fischa. Spotkało się to z reakcją Rutherforda, którą ociera się o zjawiska psychiatryczne. Zamiast dojść do sensownego porozumienia rozpoczął on kampanię nienawiści i pomówień. Sprawa sądowa po kilku latach nadal jest w sądach, jako że Rutherford dopuścił się krzywoprzysięstwa przed sędzią oświadczając, że naruszone zostały jego prawa patentowe – tymczasem żadnego patentu nigdy nie posiadał.

Rutherford swoim postępowaniem stał się trollem patentowym. Jest to popularny rodzaj oszustwa, opierający się na niedoskonałości prawa patentowego, napisanego przez lobby reprezentujące koncerny międzynarodowe (posiadaczy patentów). W ich interesie jest utrzymywanie patentów na zawsze i możliwość blokowanie konkurentów nieuzasadnionymi pomówieniami o ich naruszenie. Wszystko wskazuje na to, że spór będzie trwał jeszcze przez długie lata.

Polacy to specyficzny naród, powiadają, że jako jedyna grupa nie potrzebują być pilnowani w piekle – jak tylko któryś wychyli głowę z kadzi ze smołą, inni go natychmiast wciągają z powrotem. Mój sukces w branży metali szlachetnych kole wielu rodaków w oczy. W ich pojęciu najlepiej być biednym nieudacznikiem – może nie całkiem nędzarzem, ale dużo biedniejszym niż oni, żeby mogli się tym swobodnie onanizować. Także mój sprzeciw wobec kleru nie przysparza mi zwolenników. Rutherford dał im narzędzie do ręki, oto mogą zakrzyknąć ‘Słomski to x, y i na dodatek z

Bycie osobą kontrowersyjną wymagało ode mnie przyzwyczajenia się do obcowania z różnymi skurwlami, którym łatwo rzucać pomówienia korzystając z internetowej zasłony anonimowości. Im wszystkim dedykuję utwór Cee Lo Green:

Share This Post

Brak rąk

Temat braku ludzi to pracy przewija się niezwykle często przez media. To takie neoliberalne poklepywanie się po pleckach: jak to nie możesz znaleźć pracy, zobacz, tylu fachowców potrzeba, to twoja wina, że nic przydatnego nie potrafisz – zrób studia/drugi fakultet/trzeci fakultet to ktoś cie zatrudni. Generalnie teoria jest taka, że praca jest, tylko wszyscy bezrobotni to lenie lub debile.

Nie raz spotykałem się z procesem rekrutacyjnym, z obu końców. Pracodawców łączy niezwykle silna chęć by pracownik już 5 minut po zatrudnieniu zasiadł i zaczął na siebie zarabiać. Programiści są do tego najlepsi, jeszcze pod koniec pierwszego dnia można rozliczyć ich z ilości napisanych linii kodu.

Gdy brak doświadczonego pracownika można rozważyć możliwość jego wyszkolenia przez pracodawce. To kolejna cecha wspólna pracodawców – jak ognia unikać sytuacji, gdy trzeba kogoś czegokolwiek nauczyć. Pracownik ma być już gotowy do startu, jak koń w boksie na wyścigach. Brak wyszkolonego fachowca – zarząd zaczyna rwać włosy z głowy. Oni mają być już, w drzwiach biurowca, z CV w rękach.

Co ciekawe, nie zawsze i nie wszędzie tak jest. Opisany scenariusz obowiązuje w Polsce, w przedsiębiorstwach prywatnych. W policji, z której tak często kpię, proces rekrutacyjny polega na wstępnej selekcji kandydatów a następnie wysłaniu ich na pół roku do szkoły. Tam pobierają zarówno wykształcenie jak i wynagrodzenie. Podobnie postępuje zresztą Kościół, z którego kpię nawet częściej. Przyznać jednak należy, że takie postępowanie jest skuteczne i fair wobec aspirujących do pracy w tych organizacjach.

Podobne postępowanie spotyka się również w USA. Znam kilka osób, które skończyły płatny kurs farmaceuty w Walgreens. Płatność nie polegała na tym, że za kurs się płaciło – to firma pokrywała koszty edukacji oraz płaciła wynagrodzenie pracownikom, zanim jeszcze nabrali właściwych kwalifikacji.

Wyobraźmy sobie teraz taką sytuację, że oferuje się właścicielowi polskiej apteki tego rodzaju deal – nie masz chętnego do pracy, pójdę do szkoły, zapłacisz mi i szkole za edukacje, a ja będę u ciebie pracował ustaloną ilość lat … Myślę, że mogłoby dojść do zasłabnięcia ze śmiechu i trzeba by zużyć któryś ze specyfików oferowanych przez aptekę. A potem aptekarz zadzwoniłby po pogotowie z zawiadomieniem o pacjencie psychiatrycznym na wolności. Natomiast nie widziałby nic śmiesznego w podpisaniu ‘umowy o zakazie konkurencji’. O tak, ta umowa stała się hitem w Polsce. Nawet śmieciarzy zaczyna obowiązywać umowa, że po wyrzuceniu na bruk przez 10 lat nie może być śmieciarzem, tylko ma grzecznie i legalnie umrzeć z głodu.

Niestety, polscy menadżerowie to w większości dzicz, która w większości o zarządzaniu ma pojęcie takie, co uda się przeczytać w szmatławcach typu Forbes. Czuć to zresztą również w powietrzu – na nowych osiedlach ilość dymu ze śmieci nie odbiega od ilości znanych z innych miejsc kraju.

Ludzie do pracy w Polsce są. Wystarczy tylko chcieć kogoś zatrudnić, mieć na to środki finansowe i wykazać dobrą wolę. Wybranie osoby rozgarniętej i chętnej do pracy, a następnie jej przeszkolenie, jest sprawą stosunkowo prostą i nieskomplikowana, dzięki której można uzyskać zamierzone cele organizacji i uzyskać przewagę konkurencyjną.

Share This Post

Wielka płyta

Wszyscy rozsądni ludzie wiedzą już, że emerytur nie będzie. Być może gospodarka będzie w stanie wykrzesać dla pokolenia obecnych 30-40 latków jakieś zasiłki, by nie umierali z głodu bezczelnie na ulicach, ale o emeryturach w wieku 55-60 lat na poziomie 60-80% ostatniej wypłaty można zapomnieć. To se ne vrati.

Na codzień zapomina się, że w Polsce drzemie nie tylko kryzys demograficzny, lecz również budowlany. Wikipedia podaje, że żywotność bloków z wielkiej płyty wynosi ‘od kilkudziesięciu do ponad stu lat’. Przyjmując, że ‘kilkadziesiąt’ może oznaczać na przykład 60, a okres największego rozwoju tej technologii przypadał na lata 70te, oznacza to, że w latach 30 XXI wieku możemy mieć poważny problem z milionami mieszkań do wyburzenia. Choć właściwie wyburzenie to nie problem, wystarczy trotylu za kilka dolarów, problemem są ich lokatorzy.

Parę lat temu, przez pewien czas, głośno było o tym, że budynki z wielkiej płyty mają ograniczoną żywotność. Potem temat przysechł, nie wytrzymał konkurencji z programem ‘Gwiazdy tańczą na lodzie’. Nic się nie zawaliło, nie przyjechał premier, nie ma o czym gadać.

Tymczasem problem narasta i niewykluczone, że już za 20 lat dojdzie do pewnego przykrego zbiegu dwóch okoliczności. Na emeryturę będą przechodzić ludzie bez oszczędności, z głodowymi emeryturami, a ich mieszkania będą wymagać wyburzenia. Nie będzie wyjazdów w Alpy na narty, jak obiecywano przy wprowadzaniu OFE, będą raczej hemoroidy, odpadające fragmenty tynku i kombinowanie, jak podłączyć rurę z ‘kozy’ do przewodu wentylacyjnego.

Najwygodniej przyjąć takie założenie, jakie kieruje emitentami obligacji RP: ‘przyszłe pokolenia jakoś sobie poradzą’. Można nawet napisać piękną ustawę narzucającą na gminy konieczność zapewnienia mieszkań, ale bez zapewnienia środków na to, tak jak się to już dziś próbuje robić. Na przeszkodzie staną jednak prawa fizyki, a właściwie ekonomii. Można być prawie pewnym, że następne dekady to ciągły wzrost długu publicznego i ciągłe pozorowanie walki o jego zmniejszenie, więc zalewu pieniędzy na ten cel raczej bym się nie spodziewał. Cudów nie będzie – ani lokatorów nie będzie stać na zakup nowego mieszkania, ani administracji nie będzie stać na wybudowanie nowych osiedli.

Gdyby do tego dopuścić, na pewno rozgorzałby spór w komentarzach, o skład stali wykorzystywanej do produkcji wielkiej płyty i wpływ ocieplenia klimatu na trwałość połączeń elementów konstrukcyjnych. Nie o tym jednak jest ten wpis. Warto się zastanowić, jak zagrożenie może przynieść przyszłość i jak się przed nią uchronić. Wiele osób próbuje zabezpieczać się inwestując w nieruchomości. Niestety, można się poważnie sparzyć, gdy inwestuje się pomijając w swoich kalkulacjach wspomniane dwa kluczowe problemy.

Share This Post

Dwa bratanki

Zmęczenie materiału jest ciekawym, nieliniowym procesem. Następuje powolna zmiana struktury krystalicznej metalu, pojawiają się mikropęknięcia, i choć w jednej chwili element wydaje się solidny, w następnej chwili dochodzi do jego pęknięcia i zniszczenia.

Podobny proces istnieje w ekonomii. Wydaje się, że wszystko jest w porządku, gdy nagle dochodzi do krachu. Oczywiście analogia o sygnałach ostrzegawczych jest jak najbardziej obowiązująca. W przypadku metalu trzeba go prześwietlić i obejrzeć pod mikroskopem i ma się pełną wiedzę, co się szykuje. W przypadku ekonomi takie sygnały też są, i tak samo często dochodzi do katastrof, gdy są lekceważone. Od wielu miesięcy wiadomo, że kryzys w krajach PIIGS doprowadzi do takiej właśnie ogromnej katastrofy, ale nikt na to nie reaguje. Mamy w ekonomii analogie do sytuacji, gdy pasażerowie widzą pęknięcia na kadłubie samolotu, a pilot ich uspokaja i prosi stewardesy o rozdanie dodatkowych cukierków.

Sytuacja na Węgrzech jest pewnego laboratorium dla krajów PIIGS. Mamy kraj o nadmiernych wydatkach, ewidentnie zarządzany w barbarzyński sposób przez reżim fasadowo-medialno-demokratyczny. Z drugiej strony kraj nie leży w strefie euro i nie będzie się go ciągle ratować zastrzykami gotówki jak np. Grecję. Węgry są w kolejce do przewrócenia się, od czego dzielić może nas bardzo krótki czas. W ostatecznym rachunku mamy miliony normalnych ludzi, którzy mają utopione oszczędności życia w szito-obligacjach lub szito-banknotach. Gdy przychodzi czas otrzeźwienia, na bieg pod kantory jest już za późno, tam jest już tłum.

Pamiętajmy, że ten obrazem został wykonany na Węgrzech, gdy poprzednik forinta znajdował się w ostatecznej fazie cyklu życia. Ten moment powoli acz nieubłaganie zbliża się dla forinta:

Polska zmierza drogą wytyczaną przez Węgry i Białoruś. Stosowana jest tak samo nieodpowiedzialna, populistyczna polityka gospodarcza, finansowana długiem, gospodarka jest nieinnowacyjna i nadmiernie opodatkowana. Zakończenie będzie takie same.

Share This Post