Monthly Archives: December 2011

Polskie realia

Dla przeciętnego Polaka życie to ciągłe zmaganie o życie. To nie kawa w Stabucksie a potem zakupy w Zarze, tylko pobudka do roboty o 6 rano, drapanie się po tyłku skąd wziąć kasę na buty dla dziecka i czy w tym miesiącu starczy do 1go czy może tylko do 25go. O ile w ogóle praca jest, bo wiele milionów zaszczytu pracy nie dostępuje.

Nic zatem dziwnego, że w Polsce tak silnie utrzymuje się skażenie komunizmem. Sporo Polaków nie korzysta na upadku komunizmu i powrocie do gospodarki wolnorynkowej. Właśnie dlatego dla sporej grupy ludzi niemożliwe jest przeprowadzenie procesu myślowego i zrozumienie, że w Polsce jest źle, ponieważ przez kilkadziesiąt lat trwał komunizm. Wiele ludzi nadal myśli, że jest źle dlatego, że komunizm się skończył.

Na informację prasową o przedsiębiorcy, któremu ukradziono większą gotówkę, słyszy się komentarze typu ‘nikt uczciwy nie ma miliona’. Sam tego wiele razy doświadczałem w komentarzach, w których zarzucano mi paranie się drobnym handelkiem, chciwość, pazerność i latanie sobie po świecie samolotami, gdy najlepiej byłoby, gdybym był bez grosza, bezdomny, mile widziany również alkoholizm lub narkomania. Jad płynący z zawiści i z życia w nędzy aż ściekał z monitora. I nic nie skutkują nauki Kościoła, że skromne życie jest cnotą i że wynagrodzone będzie w życiu wiecznym. Ludzie chcą się nażreć tu i teraz. Badania wskazują jednoznacznie, że dla większości ludzi życie w bogactwie nie jest tak ważne, jak to, by reszta osobników w stadzie miała gorzej.

Sam oczywiście nie jestem wyjątkiem i często łapię się na tym samym. Nie dane mi było zrobić kariery w prawdziwym korpo i dlatego niezwykle krytycznie podchodzę do ludzi, którym taką karierę udało się zrobić. Dla mnie wszyscy to miernoty i karierowicze, którzy w świecie prawdziwego biznesu nie daliby sobie rady. Jest to podejście emocjonalne i prawdopodobnie w dużej mierze bezpodstawne, wynikające z mojej własnej frustracji i rozgoryczenia.

Właśnie w tych kategoriach warto rozumieć starcie blogów Make Life Easier i Make Life Harder, doskonale przedstawione na jednym z ważniejszych polskich portali opinii Plotek.pl. Po jednej stronie mamy młode snobki, które stać zarówno na każdy ciuch jak i na fotografa, który pstryknie im fotki ładne fotki. Po drugiej stronie mamy dwóch młodych chłopaków, którzy nie mają rodziców zaczepionych w polityce, ledwo wiążą koniec z końcem, ale intelektualnie znacznie przewyższają wspomniane snobki. Efekt starcia widać po wynikach sondażu na wspomnianym portalu – 72% uważa satyrę lepszą od oryginału.

Potwierdza się stara mądrość, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W społeczeństwie, w którym większość jego członków jest niezadowolona z istniejącego porządku społecznego mamy do czynienia z tłumem wymachującym widłami. Jeżeli władcy nie potrafią tak rządzić, by rządzeni byli zadowoleni, sytuacja któregoś dnia może skończyć się wywiezieniem na taczkach, oby nie na szafot.

Share This Post

Staty

Są już pierwsze wyniki spisu powszechnego. Zgodnie z tym, co można się domyślać, konsekwencje demograficzne dekady 2001-2011 są zbliżone do konsekwencji dekady 1981-1991. Z Polski uciekło wtedy i dziś 3% ludzi, głównie tych najbardziej wartościowych, młodych, chcących i mogących pracować. Nawet w czasie kryzysu mało kto wraca – lepszy kryzys w Londynie niż hossa w Rzeszowie czy Sanoku.

Różnica jest taka, że poprzednio reszta społeczeństwa skupiła się na prokreacji i skompensowała tych, którzy wyjechali. Dziś ci, którzy zostali w kraju wcale nie mają zamiaru się rozmnażać. Chyba ludzie wreszcie zrozumieli, że tą drogą wpędzą kolejnych ludzi w nędzę i stworzą kolejną generację emigrantów. To smutne, że w Polsce od wielu pokoleń najlepszą decyzją jaką można podjąć jest decyzja by wyjechać.

Na problem trzeba spojrzeć z różnych perspektyw. Zupak będzie narzekać, że nie ma komu nosić karabinu. Tymczasem dla tych młodych ludzi to wspaniała okazji, nie tylko do uniknięcia noszenia karabinu, ale również na normalne życie, a nie wegetacje, wieczne poszukiwanie nędznie opłacanej posady lub lęk o jej utratę.

Takie dane statystyczne to przede wszystkim wiedza ekonomiczna. Polska w najbliższych latach będzie miała jeszcze większy problem ze znalezieniem środków na wypłaty emerytur. Wzrost gospodarczy będzie znacznie mniejszy, im mniej ludzi tym mniejszy wypracowuje się dochód narodowy.

Sytuacja rzuca też pewne światło na rynek mieszkaniowy w Polsce. Niedobór mieszkań o którym się tak wiele mówi prawdopodobnie nie istnieje. Owszem, miliony ludzie mieszka w ruinach, ale wynika to z prostego faktu, że płacą tak niskie czynsze komunalne, że nie pokrywa to kosztów remontów. Kamienic się nie remontuje i powoli zamieniają się one w ruiny. Gdyby nawet tym ludziom dać nowe mieszkania, to za 20 lat wyglądałyby tak samo, ponieważ z głodowych pensji i głodowych emerytur nie stać ich na wyższe czynsze. Ci ludzie, których stać na mieszkania lub spłatę kredytu, dawno je już kupili. Sytuacja demograficzna będzie kolejnym czynnikiem zabijającym popyt i zmniejszającym ceny nieruchomości w Polsce.

Zobaczymy jak premierowi pójdzie z rozprawianie się z hydrą KRUSu. Jeżeli z czasem ta furtka będzie ograniczana, to na rynek mogą trafić setki tysięcy ‘gospodarstw’ po 1-3 hektary. Doliczając wymierających i wyjeżdżających rolników możemy zaobserwować spadki cen również na tym rynku.

Jak to mówi prof. Rybiński, Polska wkrótce będzie krajem biednych, starych i schorowanych ludzi. Za tak owocną politykę społeczną i stworzenie ‘przyjaznego państwa’ możemy podziękować naszym przywódcom, od Przewodniczących Rady Państwa Jabłońskiego i Jaruzelskiego, do premierów Kaczyńskiemu i Tuskowi.

Share This Post

Etyka po raz setny

Zdaje się, że żaden blog w Polsce nie porusza tak często zagadnienie etyki w biznesie. Samo użycie słowa ‘etyka’ w połączeniu z ‘biznes’ to wyzwanie, ponieważ cały czas mamy do czynienia z ocieraniem się o pewnego rodzaju sprzeczność. Biznes sprowadza się do konkurowania, a konkurowanie wcześniej czy później staje się bezlitosne, pozbawione jakichkolwiek zasad, i trudno tam szukać etyki. Dlatego właśnie etykę w biznesie należy rozpatrywać wyłącznie w kategoriach relacji przedsiębiorca-konsument. Natomiast relacje biznesowe są nieetyczne ex definitione, bo są albo wrogie (czyli nieetyczne), albo przyjmują formę kartelu, (czyli również są nieetyczne) i nie ma sobie co zaprzątać nimi głowy.

Trzeba bardzo uważać na detale, na użycie właściwych terminów i pojęć. Relacją przedsiębiorstwo-konsument, którym tak często lubią szafować macherzy od PR, należy odrzucić jako nieuprawnione. Nie ma bowiem samoistnego bytu ‘przedsiębiorstwo’, chyba że w Kodeksie handlowym spółek. Tak naprawdę za każdym przedsiębiorstwem stoją zarządzające nim osoby, i to one są odpowiedzialne za kroki podejmowane na rynku, dotykające konsumentów. Co ciekawe, podobnie rozumuje ustawodawca w odniesieniu do zobowiązań podatkowych spółki – tak, przyjmuje się, że spółka posiada byt prawny, natomiast jeżeli właściciele narobią machlojek podatkowych, to odpowiadają za nie personalnie i nie mogą chronić się ograniczoną odpowiedzialnością charakterystyczną dla osoby prawnej.

W XX wieku etyka profesjonalisty została mocno skodyfikowana, szczególnie w krajach cywilizowanych. Z czasów studenckich w Polsce pamiętam żenujące przypadki uganiania się wykładowców za studentkami. W USA to też się zdarza, ale o wiele rzadziej. Wszyscy wiedzą, że jest OK jeżeli minie co najmniej 6 miesięcy od zakończenia edukacji do spotkania na poziomie towarzyskim. W Stachach komitety etyczne funkcjonują przy każdym wydziale, w którym działania badawcze dotyczą istot żywych. Cenzura może czasem przypominać nieco Świętą Inkwizycję, gdy chce się na przykład szukać powiązań między rasą człowieka a poziomem inteligencji lub agresji.

Chwalebne jest określanie swojej pozycji i zaangażowania i płynącego z tego konfliktu interesów. Na przykład lekarz opłacany przez koncern X bada substancję Y i wyraźnie zaznacza to w opracowaniu, lub doradca inwestycyjny posiadający papier Z wyraźnie informuje o tym swoich czytelników. Ba, idzie to tak daleko, że w USA licencjonowany pośrednik nieruchomości (realtor) chcący sprzedać nieruchomość musi informować w ogłoszeniach, że jest realtorem. W ten sposób unika pewnego konfliktu – z jednej strony kupujący powinien móc ufać licencjonowanemu profesjonaliście, z drugiej strony ten profesjonalista może odczuwać pokusę, by grać nieuczciwie wobec klienta.

Takiej elementarnej uczciwości brakuje wśród ekonomistów. Tak zwani ‘eksperci ekonomiczni’ cytowani w mediach to pracownicy instytucji finansowych, reprezentujący stanowisko danej instytucji. Wykładowcy ekonomii to często pracownicy tych instytucji, członkowie rad nadzorczych lub firm doradczych. Można spodziewać się, że gdy tylko nie będą uganiać się za studentami, będą wtłaczać swoim studentom teorie zgodne z obowiązującymi doktrynami.

W rozmowach z absolwentami różnych kierunków ekonomii ciągle pojawia się temat braku wykładów o austriackiej szkole w ekonomii. Ba, czasem wykłada się ją jak ‘ekonomię kapitalistyczną’ na uczelniach marksistowskich, używa się nawet podobnych sformułowań. Tak jak kiedyś twierdzono, że konieczność dziejowa zastąpiła kapitalizm socjalizmem (docelowo komunizmem), tak teraz twierdzi się, że szkoła austriacka jest doktryną przestarzałą w stosunku do np. szkoły chicagowskiej.

Gdyby dziś ktoś wystąpił w mediach głównego nurtu z kilkoma tezami prowadzącymi do uzdrowienia ekonomii w Polsce, zostałby natychmiast wyprowadzony w kaftanie, a przeciwko niemy wystąpiliby wszyscy ‘eksperci ekonomiczni’.

Załóżmy, że stawiamy ze wszech miar rozsądny postulat zlikwidowania deficytu budżetowego RP, wprowadzenia harmonogramu spłaty długu publicznego do zera i jako wisienkę na torcie – wprowadzenia parytetu złota.

Przypomieć warto, że całość dochodów budżetowych z PIT idzie w Polsce na odsetki od długu skarbu państwa. Polacy biegną z całej siły w kołowrocie i zubażają się tylko po to, by stać w miejscu – ledwie płacić odsetki z cały czas puchnącym długiem. Koniec zadłużania i złoto jako pieniądz to docelowo zerowa inflacja, bezpieczne oszczędzanie w złotówce, budowanie narodowego zaplecza kapitałowego, rozwój gospodarczy napędzany rodzimym kapitałem oraz docelowo zdecydowanie niższe podatki.

Patrząc z punktu widzenia londyńskiego City taki program gospodarczy to tragedia. Nie tylko traci się źródło darmowych pieniędzy (odsetki od pieniędzy stworzonych z niczego), to jeszcze pozwala się na dawanie zgubnego przykładu. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby tym wzorem poszły inne państwa. To wizja gorsza niż sto podatków Tobina.

I dlatego natychmiast podniesiono by wiele słuchawek telefonicznych. X napisał ekspertyzę, jest nam wielce zobowiązany. Y doradzał przy prywatyzacji i jest bardzo oddany, bo liczy na dalszą współpracę. Z zasiada w międzynarodowej radzie i miał wykłady w Londynie, na pewno nie odmówi.

Piękno tej machinacji polega na tym, że zawsze jest pole do manipulacji faktami. Zadłużenie Polski to przecież cudowna rzecz. Dzięki temu możemy przecież mieć dostęp do międzynarodowego finansowania, możemy budować autostrady i stadiony na Euro. A złoto to przeżytek, leży w skarbcu i się kurzy. A tak nasze rezerwy walutowe pracują na nasz kraj, przynosząc odsetki. No i w reżimie pieniądza papierowego możemy elastycznie reagować na zagrożenia regulując ilość pieniądza na rynku. Złe złoto wiąże ręce dyscypliną fiskalną naszym jakże dobrym władcom.

Na pocieszenie należy dodać, że błędne jest przekonanie, że tylko Polska jest ciemiężona przez finansjerę. Cały świat jest, a im dalej od świateł kamer, tym bardziej bezwzględnie. Warto przypomnieć sobie, jak robiło się politykę ekonomiczną w Ameryce Południowej. A dziś Ameryka Północna staje się Ameryką Południową. Wall Street robi dokładnie to co chce i w mediach, i w Kongresie, i w Białym Domu.

Sokrates twierdził, że błądzenie między dobrem a złem wynika tylko z braku wiedzy. Trzeba się z tym zgodzić, skoro nawet nauka Kościoła kładzie tak duży nacisk na edukację młodzieży w rozpoznawaniu i zapobieganiu grzechowi. Warto byłoby się skupić na rozpoznawaniu dobra i zła w intencjach tych, którzy mają na nas największy wpływ, sprzedają nam wszystkie dobra oraz stoją za wszystkimi decyzjami ekonomicznymi.

Share This Post

Kup i wyrzuć

Na weekend polecam bardzo ciekawy film dokumentalny:

Domyślam się, ze w związku z brakiem gołych cycków  i niepolską mową ilość obejrzeń nie będzie przytłaczająca … Niemniej warto, ponieważ film obnaża jedną w bardziej znaczących wad kapitalizmu – marnotrawstwo surowców nieodnawialnych i ludzkiej pracy w imię doraźnego zysku.

Co ciekawe, tak zwana niewidzialna ręka wolnego rynku najwyraźniej nie działa. Teoretycznie powinno być tak, że firma produkująca najbardziej solidne produkty wygrywa z konkurentami na rynku. W praktyce taka firma bankrutuje, a wygrywa ta produkująca nietrwały chłam, ale w reklamach drąca ryja o swojej wyjątkowości, taniości i trwałości. Najlepszy przykład – Apple, podła i obrzydliwa korpo stylizująca się na coś zupełnie innego, opierająca swój biznes na młodych snobach (minuta 37:25).

Planowana niska jakość dotyka również żywności. O ile uniknąć oszukańczych i nietrwałych produktów przemysłowych można, to unikanie śmieciowej żywności jest bardzo trudno. Przykładów można podawać setki, od soków zrobionych z farbki, syropu i 0,5% owoców, po produkty Gerbera dla niemowląt, produkowane z odpadów (tzw. mięsa oddzielonego mechanicznie).

W filmie nie wspomniano o przemyśle farmaceutycznym, który nie ma za zadanie leczyć, lecz osiągać zyski. Nikt nigdy nie słyszał o leku leczącym alergię, natomiast każdy zna reklamę środków na objawy alergii. Chodzi o to, aby nieszczęśnik musiał zażywać codziennie jedna tabletkę i przy tej okazji wrzucał do skarbonki parę dolarów. Cynizm podniesiony do rangi filozofii.

Niestety, w starciu konsumenta z korpo, zwykły konsument zawsze przegrywa. Korpo, z głębokimi kieszeniami, z działem prawnym i działem PR, jest w stanie zrobić z konsumentem co chce. Jak to kiedyś kolega Tystero określił – to co nie jest nielegalne, jest legalne i można to robić. Nawet jeżeli od tego planeta zamieni się w jeden wielki śmietnik, pełen chorych ludzi. Ba, nawet to co nielegalne, może stać się legalne, dzięki drobnym zmianom wprowadzonym przez dzieł prawny.

W takiej sytuacji znajduje się więcej zrozumienia dla europejskiego biurokratyzmu. W UE każdy produkt musi wytrzymać 2 lata, tyle wynosi gwarancja. Spokojnie ten czas można jeszcze wydłużyć. Regulacje administracyjne nie są tak potrzebne jak karne. 100 lat temu nie mieściło się w głowach więzienie za zatruwanie środowiska lub za naruszanie praw pracowniczych. Wyroki surowego więzienia powinny być aplikowane za kłamliwe reklamy i za planową awaryjność (sabotaż dobra należącego już do konsumenta).

Kiedyś w przyszłości temat który dziś poruszyłem będzie opisywany jako przykład zrakowacenia systemu społeczno-ekonomicznego XX wieku, tak jak gułagi są już dziś opisywane jako przykład zrakowacenia komunistycznej utopii.

Tymczasem, gdy odłoży się na bok dywagacje o naturze kapitalizmu, warto zwrócić uwagę na bieżące wydarzenia. W komentarzach zauważyłem sporo zadowolenia ze spadku cen złota. Widać tu taką małpią złośliwość nędzarzy – sami nic nie mają i mieć nie będą, ale gdy ktoś traci, czują podniecenie. Po komentarzach od razu orientuję się, jakim kapitałem dysponuje dane IP. To taka typowo polska cecha narodowa, trzeba to polubić i traktować jak swoisty folklor.

W temacie złota nie mam zbyt dużo do powiedzenia. Warto zapoznać się z wykresem na Gold blogu – widać wyraźnie, że złoto jest w korekcie, ale nadal w wieloletnim trendzie wzrostowym. Równie ciekawy jest wykres na SiP – autor zauważa, że dla Polski korekta na kruszcach nie ma większego znaczenia, ponieważ złotówka się szmaci.

Nadal jestem zwolennikiem lokowania oszczędności w złocie, szczególnie po niedawnych perypetiach KGHMu. Mogliśmy przekonać się, że rząd szuka i szukać będzie metod dobrania się do portfeli wszystkich, których może dosięgnąć. Jest kasa w KGHM – trzeba ją zagospodarować, szczególnie, że ofiara nie ma się jak bronić.

Przypomina mi to akcyzę na prąd czy ropopochodne – ofiary nie mają ucieczki i muszą każdego dnia płacić. Wystarczy tylko schylić się po gotówkę jednym rozporządzeniem. W przypadku złota sprawa nie jest taka prosta – odnaleźć i zrabować kruszce jest znacznie trudniej i zysk z całej akcji może nie pokryć jej kosztów.

Share This Post

Pokłady

Zdumiewają mnie skala lekkomyślności inwestorów. Pominę topienie kasy inwestowanie w obligacje skarbowe, o których każdy 5klasista powinien wiedzieć, że ostatnim razem (II RP) zostały nierozliczone, więc sytuacja może się powtórzyć. Pominę inwestowanie w akcje, którego najczęściej inwestor nie rozumie i które służy raczej zarządowi, niż akcjonariuszowi. Pominę też fundusze inwestycyjne, które bardziej słyną z pazerności na sute prowizje, niż z osiąganych wyników.

Skupmy się na złocie. Każdy chyba słyszał o firmie Amber Gold, ‘gwarantującej’ 12% zysku na ‘lokacie’ opartej na złocie. Tu sprawa jest szeroko opisana. Przychylam się do tezy, że firma jest piramidą finansową – nie ma żadnego audytu rzekomo posiadanego złota, a oferta pożyczkowa na ich stronie oraz zakup samolotów sugerują zupełnie inne wykorzystanie środków niż zakup złota na rzecz klientów. Skala działania w Polsce wskazuje, że firma obraca ogromną sumą pieniędzy. Jeżeli dojdzie do bankructwa, to będzie masowy skowyt, a głupi ludzie będą przed kamerami rwać włosy z głowy i opowiadać jak stracili dorobek życia. Warto przyswoić sobie wiedzę, czym mogą kończyć się piramidy finansowe.

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia ze spektakularnymi wałami również na Allegro. Powszechne stało się prowadzenie sprzedaży złota z dostawą terminową, o czym niedawno pisał Gold Blog. Tu też działa matematyka – nie ma możliwości dostarczenia złota w tej cenie, chyba że ze stratą. Najwyraźniej frajerzy klienci nie potrafią liczyć albo liczą na cuda. Oto jak kończy się zakup ‘taniego złota’:

Sprzedawca 1

Sprzedawca 2

Warto nadmienić, że nadmierna lekkomyślność to tylko jedna strona medalu. Są też klienci-paranoicy. Nie tak dawno miałem telefon, który mnie rozbawił. Klient pytał, czy możemy dokonać transakcji w komendzie Policji, tak jakby oficer dyżurny chciał i mógł gwarantować swoją obecnością zawartość złota w monecie.

Warto zachować zdrowy rozsądek. Nie ma co wysyłać pieniędzy komuś z nadzieją, że za parę miesięcy coś tam przyśle albo zwróci z procentem. Nie ma nic lepszego, niż coś namacalnego, na przykład kawałek złota, który potrafimy zmierzyć i zważyć a następnie porównać z danymi nominalnymi.

Ten wpis sprowadza się głównie do pytania, jak bardzo aparat państwowy powinien kontrolować i regulować rynek. Osobiście jestem zwolennikiem wolności gospodarczej, dorośli ludzie powinni mieć prawo zmarnowania własnych pieniędzy w dowolnie wybrany sposób. Trzeba jednak pamiętać, że spora część społeczeństwa to debile. Skoro można odbierać ludziom niedorozwiniętym prawo do samostanowienia (ubezwłasnowolnienie), to może trzeba też odbierać ludziom część ich wolności by ich chronić? W takim przypadku instytucje rządowe powinny ściśle kontrolować firmy wzbudzające podejrzenia, nawet gdyby obniżało to konkurencyjność i podnosiło ceny. Warto podyskutować na ten temat.

Share This Post

Rocznica

Dziś jak wiadomo, jest okrągła, 30ta rocznica. Można by o tym napisać wpis. Tylko po co, skoro pod domem zdrajcy była tylko mała grupka protestujących. Nie ma dużej grupy naciskającej na jego ukaranie. Ludzie pamiętają najwyżej to, co zjedli dziś na śniadanie.Wygrała sowiecka propaganda, przekonanie, że stan wojenny ‘był konieczny’. Skoro nie można sprawić, by zbrodniarz został ukarany a lud w dużej części wierzy w jego kłamstwa o ‘zagrożeniu interwencją’ to szkoda na to tuszu, nawet elektronicznego.

Na koniec mały link.

Share This Post

Protestanci

Polecam lekturę materiału z Dużego Formatu. Jest sporo wypowiedzi, które można cytować w oderwaniu od kontekstu i nad którymi trzeba się zastanawiać:

Okazało się, że to, co głoszą protestanci, to ja od dawna intuicyjnie czułam, że tak ma być. [..] Skoro w Biblii napisane jest, że modlimy się tylko do Boga, a ludzie zostali ukarani za oddawanie czci wytworom swojej egzystencji, no to tworzenie sobie świętych to jest to samo. To Bóg jest tak ograniczony, że nie jest w stanie wysłuchać wszystkich naszych modlitw i musi mieć pomocników?

Więc to [msza] jest taka godzina dla dorosłych, która ma coś wnieść, a nie odklepywanie różnych formuł, tu wstaniemy, tam klękniemy.
Smuci nas, że w Polsce można być albo katolikiem, albo ateistą.

Uważam, że każdy konwertyta z katolicyzmu na protestantyzm przechodzi drogę Lutra. Coś się w nim gotuje. Później jest przemiana. I w pewnym momencie przeciwstawia się potęgom tego świata. No bo niemal wszyscy wokół są przekonani, że Polska i katolicyzm to dwie nierozerwalne wartości.

Poczułam się jak w domu – dobrze. Że nie muszę nic nikomu udowadniać. Tu łaska zbawienia jest dana za darmo. Nie musisz odklepać iluś modlitw, zachowywać nie wiadomo jakich postów. Dla mnie to było niesłychanie uwalniające odkrycie! Zabrzmi to górnolotnie, ale wtedy zaczynasz czuć, że Bóg cię kocha!

W tym Kościele świeccy mają dużo do powiedzenia, nie jesteśmy tylko klientami. Przykłady? Wybieramy swojego proboszcza. Nasi przedstawiciele wybierają biskupa. Zarządzamy finansami parafii. Mam wymieniać dalej?

Kościół może w Polsce spać spokojnie, nic mu nie grozi. Nie będzie masowego przechodzenia na protestantyzm. To wymagałoby krytycznego myślenia, refleksji. A tego w Polsce nie uświadczysz.

Share This Post

Szacunek

Nie tak dawno przypomniała mi się pewna anegdota. Rzecz dzieje się w Związku Radzieckim. Para Polaków wchodzi do restauracji, siada i czeka na podejście kelnerki. Ta nie pojawia się przez dobre pół godziny. W końcu niedoszli konsumenci odnajdują ja na zapleczu i pytają dlaczego do nich nie podeszła, na co pada odpowiedz ‘люди не машины’.

W Polsce wyraźnie widać skażenie wieloletnią okupacją sowiecką. Pracowników się ‘szanuje’. W weekendy nie pracuje niemalże nic. Oczywiście są zakłady produkcyjne, w których ludzie naprawdę ciężko pracują w systemie zmianowym, podobnie ciężko pracuje się w  hipermarketach. Natomiast cała reszta ceni sobie bardziej wolny czas niż możliwość pracowania i w konsekwencji gotówkę w kieszeni.

Tymczasem w USA jest dokładnie odwrotnie. W weekendy pracują wszyscy, którzy mogą dostarczyć usługi klientom. Wszystkie banki pracują w soboty, podobnie jak dilerzy samochodów czy mechanicy. Mój prawnik przyjmuje w niedziele (!), bo niedziela to taki czas, gdy jego klienci mają czas go odwiedzić i dać mu zarobić. Jaki prawnik w Polsce poniżyłby się do pracy w weekendy!

Ostatnio zetknąłem się z ciekawą sytuacją. Wśród Polonii w Stanach popularne jest zamawianie potraw wigilijnych, tak by pani domu miała święta, a nie harówę przy garach. W Polsce staje się to coraz bardziej popularne. W USA wszystkie polskie knajpy umawiają klientów na godziny popołudniowe, tak by można było przywieźć ciepłe potrawy do domu i od razu usiąść do Christmas Eve. Tymczasem w części knajp w Polsce proponuje się potrawy wigilijne do odbioru dzień wcześniej – pracownicy mają przecież prawo do wolnego już w dzień Wigilii. Tak więc proponuje się klientom, by w to święto delektowali się wczorajszymi potrawami, odgrzewanymi w kuchence mikrofalowej.

Prawdziwe docenienie pracowników polega na tym, że się im dobrze płaci, dobrze traktuje i dostarcza tak zwane benefity. Szacunek do pracownika nie polega na tym, że daje się mu mniej pracy czy dni wolne, bo najwyższym stopniem poszanowania pracownika byłoby jego całkowite zwolnienie – wtedy miałby najwięcej czasu wolnego. Chodzi o to, że pracownik musi chcieć pracować dlatego, że mu się to opłaca.

I na tym właśnie budowany jest wzrost gospodarczy – ciężka praca prowadzi do wzbogacenia całego społeczeństwa. Wzrostu gospodarczego nie osiągnie się przez zamykanie wszystkich przedsiębiorstw na jak najwięcej dni w tygodniu, ani przez coraz większą ilość długich weekendów w roku.

Emigracja uczy wielu rzeczy. Poznaje się inne kultury, otwiera się umysł, ale również człowiek uczy się ciężkiej pracy (to akurat się w Polsce mało przyjęło) i nabiera się etosu pracy.

Share This Post