Monthly Archives: June 2011

Papier, wujek samo zło

Wprowadzanie utopii w życie nigdy dobrze się nie kończy. Zasada ta obowiązuje od czasów Platona i jego ‘Państwa’ aż do czasów nam w miarę współczesnych – koleżków Stalina, Hitlera, czy jakże mało znanego i docenianego w Polsce Pol Pota. 2500 lat potwierdzających tą tezę, brak przypadków jej falsyfikacji.

Wystarczy poczytać choćby Tajniki bankowości Rothbarda by przekonać się jak bardzo austriacy bujają w obłokach. Wróćmy do waluty złotej, przywróćmy wymóg 100% rezerw bankowych i czeka nas 1000 lat szczęścia i prosperity. Prosta recepta, prawdopodobnie tak samo fałszywa jak postulat wydrukowania każdemu banknotu po bilionie dolarów USA.

Tymczasem fakty są niewygodne. Wymóg posiadania 100% rezerwy nic nie załatwia. Po pierwsze ludzie są ludźmi i będą naginać zasady tak, by udzielać jak najwięcej kredytu na podstawie tych samych rezerw, czyli by jak najwięcej zarobić i wcześniej czy później zasada ta zostanie złamana. A po drugie 100% rezerwy i tak nic nie pomogą w razie runu na bank. Taki bank jest nawet mniej stabilny niż współczesny bank wypełniony wydrukowanym papierem, bo papier można wydrukować i dowieść z banku centralnego, a złota wydrukować się nie da. Ogromna fala bankructw banków w USA w czasie Wielkiego Kryzysu właśnie tego dowiodła, że w systemie pieniądza złotego i przy całkiem niezłym poziomie rezerw banki padają – wystarczy plotka.

Paradoksalnie system papierowy jest stabilniejszy niż złoty – tak wielkie nadużywanie systemu jakiego obecnie doświadczamy już dawno zakończyłoby się wywróceniem parytetu złota. Tymczasem system papierowy może i puszcza parę na złączach, ale trwa. I niewykluczone, że nawet potrwa jeszcze wiele lat, nawet ze złotem po kilkadziesiąt tysięcy dolarów i inflacją w USA po kilkadziesiąt procent rocznie.

Samo utrzymanie parytetu złota też niekoniecznie prowadzi do zbiorowej nirwany, a w szczególności nie chroni przez kryzysami. Teoria mówiąca, że dostatek taniej waluty papierowej prowadzi do złej alokacji i cyklu boom-bust jest błędna. W złotym reżimie cykle boom-bust też się zdarzały, choćby osławiona Wielka Depresja, a także wiele wcześniejszych kryzysów, dziś już zupełnie zapomnianych, jak Panika roku 1819, Panika roku 1873 czy Panika roku 1907. (Kolega Panikarz miałby wtedy o czym pisać … panika1907.blogspot.com …)

Co więcej, złoto prowadzi do niemiłej sytuacji gdy w czasie kryzysu następuje bolesna deflacja, zanik płynności na rynku (czyli gromadzenie gotówki) i spadek popytu. Podjęcie reakcji przez banki centralne, choć krytykowane jako zasypywanie problemu gotówką, jest jednak jakąś opcją. W reżimie złota z problemem nie da się nic zrobić, ponieważ jak niektórzy pamiętają, złota nie da się wydrukować. Właśnie ta bezsilność przyczyniła się do powstania keynesizmu.

Owszem, waluty papierowe charakteryzują się nieustanną inflacją i następującymi co jakiś czas epizodami hiperinflacji czy upadku systemu walutowego. Z drugiej strony reżim złota na dłuższą metę ulega ‘erozji’ w postaci oficjalnego fałszowania monet, odchodzenia od parytetu i innych oszustw rządowych.Historia pokazuje, że naturalną koleją rzeczy jest najpierw wprowadzenie systemu pieniądza złotego a potem jego systematyczne psucie. To ponownie jest immanentna cecha systemu ekonomicznego stworzonego przez ludzi, że rządy kradły, kradną i kraść będą.

Wszelkie próby ‘uwolnienia’ pieniądza tak, by każdy mógł produkować monety z kruszcu też jest mrzonką. Żaden rząd nie chce wypuścić z reki tak potężnego źródła władzy i dochodu. I tu znowu historia pokazuje, że jeżeli były nawet takie epizody, to trwały krótko i kończyły się położeniem rządowej łapy na interesie.

Rządzić mogą albo masy (które żądają socjalizmu możliwego tylko przez dodruk waluty i podatek inflacyjny), albo tyrani (którzy nie lubią, gdy rządzeni mają wolność posiadania prawdziwego pieniądza, a złoto przeznaczają na wojny) lub oligarchia (która potrzebuje systemu pieniężnego nieograniczonego ilościowo, by mieć więcej i więcej). Wychodzi na to, że złota wszyscy nienawidzą, może oprócz systemu z wolnymi obywatelami i demokracją bezpośrednia – ale to też utopia i taki system błyskawicznie rakowacieje w jeden z trzech wcześniej wymienionych.

Socjalizm miał być również systemem, w którym nie miało dochodzić do cyklicznych kryzysów, a jednak do nich dochodziło, mimo hektolitrów potu wylanego przez planistów. Być może zatem zjawisko okresowego kryzysu jest czymś normalnym, z czym nie ma sensu walczyć?

Jeżeli mam być już czyimś zwolennikiem, to raczej nie Szkoły austriackiej, lecz Szkoły niemieckiej, czyli Realpolitik. Wszelkiego rodzaju zmiany długotrwałych trendów, załamania, krachy i depresje są znakomitą okazją do zrobienia doskonałego biznesu, wytrącenia i przejęcia majątku z silnych rąk oligarchów. Tak właśnie należy patrzeć na mijający cykl – gdy się dało, trzeba było brać kredyt i handlować nieruchomościami. Obecnie należy ładować się w surowce i przyczaić się w oczekiwaniu na krach na rynku nieruchomości, by się tam przemieścić w odpowiednim czasie.

Każda sytuacja potrafi mieć swoją pozytywną stronę. Kluczem jest posiadanie świadomości tego co się dzieje i umiejętność zaadaptowania się do sytuacji. Prawdopodobnie nawet Peak Oil będzie miał jakieś pozytywne strony, wytworzy nowe miejsca pracy i nowe okoliczności, np:

– boom na programy do telekonferencji i wirtualnych biur

– rozwój carpoolingu i służących temu platform internetowych

– powstanie firm przerabiających pojazdy na zasilanie CNG i elektryczne

– renesans komunikacji kolejowej i pasażerskich połączeń atlantyckich

Tak więc nie można poddawać się depresji i skakać z okien. Należy być świadomym i przygotowanym do tego, o czym większość nie ma jeszcze bladego pojęcia.

Share This Post

O co biega na Wyspie

Przez Wielką Brytanię przewala się fala protestów niespotykanych od poprzedniej Depresji. Nawet te strajki z czasów Margaret Thatcher będą nimi przyćmione. Naturalnie w mediach nie mówi się o co właściwie chodzi, naturalnie dlatego, że pismacy sami nie wiedzą.

Pierwszy powód jest identyczny jak taki sam, jak ten który spowodował rewolucję w Egipcie – olej. UK zużyła całe swoje zasoby ropy naftowej na bieżącą konsumpcję i jeszcze się zadłużyła, jakby tego było mało. Obecnie, gdy złoża zarówno ropy jak i kredytu są niemal wyczerpane, gospodarka ma coraz bardziej pod górkę. Tak to wygląda na wykresie:

Morze północne jest już prawie puste. Nafciarze na platformach mogą powoli zająć się wędkowaniem, bo spod dna nie ma już co pompować. (Na marginesie. Z jakiegoś dziwnego powodu nie pokazuje się takich wykresów w TV, nieprawdaż? Ktoś to widział w Fakcie? To może w Wyborczej? A jeżeli nie to dlaczego? Czy ten wykres jest nieprawdziwy? Nie ma znaczenia? )

Warto jeszcze raz spojrzeć na grafikę. Cały ten ogromny zasób został sprzedany, a kasa wpompowana w gospodarkę, dzięki czemu poziom życia mógł być nieporównanie wyższy niż to, co możliwe jest bez ropy. Miałeś chamie złoty róg...

Dokładnie tak samo było i jest w Egipcie. Nadwyżka w produkcji ropy była sprzedawana za granicę w zamian za żywność. Obecnie Egipt jest w spadku wydobycia i więcej zużywa na własne potrzeby niż produkuje. Do przeszłości należy sytuacja, gdy Egipcjanie mieli sponsorowane jedzonko i mogli się rozmnażać jak stonka. Coś jak kolonia bakterii na szalce Petriego, gwałtownie się rozrastająca gdy pożywienia jest pod dostatkiem. To straszne i zabawne, ale ludzkość w sensie biologicznym ma ten sam rozsądek i kieruje się tymi samymi pryncypiami co kolonia bakterii. Żreć aż się wszystko zeżre a potem najwyżej się zdechnie.

I teraz drugi (wtórny) powód niepokojów- cięcie tego całego socjału, sponsorowanego przez ropę z Morza Północnego i zadłużanie kraju. Nowy rząd doszedł do władzy w UK pod hasłami cięcia socjału. Przywileje ma kilkanaście procent społeczeństwa, większość jest im przeciw, ale te kilkanaście procent, gdy jest odcinane siekierami od koryta, potrafi nieźle wierzgać. A strajk kilkunastu procent społeczeństwa potrafi nieźle skomplikować życie całej reszcie.

Rząd UK zdaje sobie sprawę, że są tylko dwa wyjścia – albo ciąć wydatki ‘do kości’ albo podzielić los Grecji. O to toczy się gra! Brytyjczycy są prawdopodobnie najbardziej inteligentnym społeczeństwem świata i nie chcą iść w ‘scenariusz południowy’. Oczywiście dobro kraju ma gdzieś te kilkanaście procent, którym poziom życia spadnie, i którym ‘bliższa ciału koszula’.

Warto też zwrócić uwagę, że UK to nie jest kraj typu ‘demokratycznego’. Demokratycznych krajów dziś już nie ma, są tylko kraje o fasadzie ‘demokratycznej’, czyli zwykłe oligarchie, w których rządzą politycy wybrani są dzięki pieniądzom oligarchów. Wyborcy są potrzebni tylko do oddania głosu w taki sposób, jaki został zareklamowany w TV, najlepiej na jedną z dwóch partii, gdzie obie są sponsorowane przez tych samych oligarchów. Tymczasem UK nadal jest monarchią i nadal istnieje poczucie odpowiedzialności za kraj.

Obecnie cały świat jest jedną wielką beczką prochu i obawiam się, że lont został już odpalony. To co się dzieje jest pewnego rodzaju laboratorium – poszczególne kraje objęte niepokojami społecznymi objęte są nimi z powodu lokalnych Peak Oil’ów. Wkrótce cały świat będzie miał ten sam problem (końca ropy) i doświadczać będzie tych samych zjawisk społecznych (bunt zbiedniałych a nawet wygłodniałych mas). A im więcej zasobów będzie zaangażowanych w scenariusz libijski, tym trudniej będzie znaleźć zasoby konieczne do wdrożenia rozwiązań koniecznych do przejścia do gospodarki post-oil’owej.

Share This Post

Koniec

Sir Terry Pratchett jest znany na całym świecie za serię książek fantasy, między innymi o Świecie Dysku. Został zdiagnozowany jako chory na chorobę Alzheimera.

Pratchett jest działaczem na rzecz legalizacji eutanazji. W UK, podobnie jak w Polsce, pomoc w eutanazji kwalifikowana jest jako pomoc w samobójstwie i stanowi przestępstwo. Tak więc Pratchett znalazł się w sytuacji, w której sam skorzysta z instytucji, o którą walczy. Na szczęście dla niego stać go na to, by wyjechać do Szwajcarii i tam poddać się eutanazji.

Niedawno Pratchett nakręcił film dokumentalny na wspomniany temat:

Zachęcam do obejrzenia całego filmu, który można sobie zassać przez P2P. Niestety nie ma polskich napisów. Sam film jest z całą pewnością wstrząsający i niekoniecznie dla każdego widza.

Moje zdanie na temat debaty jest zupełnie proste. Jeżeli komuś wiara nie pozwala na skorzystanie z eutanazji to niech nie korzysta, ale wara od czyjegoś sumienia. Niech każdy postępuje jak sam chce, bez żadnych prawnych zakazów wdrożonych przez środowiska oszołomerii religijnej.

Wydaje się, że świat zachodni zmierza w stronę pewnego consensusu. Lekarz nie wykona pacjentowi śmiertelnego zastrzyku, ale jeżeli śmiertelnie chory pacjent nie jest chory psychicznie i ma świadomą ochotę wypić lub wdychać truciznę, to lepiej żeby to zrobił pod okiem profesjonalisty niż cierpiał w agonii lub rzucał się z mostu.

Share This Post

Kolonia Watykanu

Irlandia jest krajem niezwykle katolickim. Wszystkie warunki zawsze były spełnione – wysoki poziom hipokryzji, absurdalne obostrzenia planowania rodziny, wiodąca rola kościoła w życiu społeczno-politycznym i szereg patologii z tym związanych (gwałty dokonywane przez księży, przypadki pedofilii ukrywane przez kościół, znęcanie się nad wychowankami domów dziecka, przymusowe oddawanie nieletnich matek do zakładów opiekuńczych i wiele innych).

Poziom rozwoju społecznego osiągnął tam taki poziom, że dalsze ukrywanie i akceptowanie tego stanu rzeczy przestało być możliwe. Ujawniono sporą część niewygodnych faktów z rzeczywistości, toczyła się dyskusja społeczna przypominająca działalność Instytutu Gaucka. Społeczeństwo osiągnęło nowy poziom świadomości, w których na pewne rzeczy nie pozwala się, a innych nie zamiata się pod dywan. Nastąpiło rozliczenie z przeszłością, winni zostali ukarani.

Niestety, na razie nie połączono całości działań kościoła w jedno zorganizowane działanie przestępcze i nie zdecydowano się na delegalizację kościoła.

Tymczasem Polska jest najbardziej zapyziałym krajem w całej UE. Kler robi dokładnie to co chce i nie ma żadnej siły, która może mu stanąć na drodze. No, może oprócz pojedynczych motyli.

Naturalnie wpisują się w to działania mediów głównego nurtu. Dewoci chcą oglądać świętych mężów w telewizorni, więc telewizornia im dostarcza śmierdzącej papki wprost w nieużywaną przestrzeń po mózgach:

Czasami najlepsza terapia prowadzi przez śmiech. Do tego wniosku doszli Polacy po traumie II Wojny Światowej – po pewnym czasie pojawiły się filmy, które wyśmiewając tamte realia przynosiły ulgę wykrwawionemu narodowi (na przykład Giuseppe w Warszawie, 1964 czy Jak rozpętałem drugą wojnę światową, 1969).

Podobnie zareagowali Irlandczycy tworząc serial ‘Ojciec Ted’. Proszę porównać powyższy serial polski z irlandzkim (youtube nie pozwala wkleić filmu bezpośrednio do wpisu).

Ciekawe, czy dożyję momentu, w którym kler przestanie traktować Polaków jak bydło, a zacznie im służyć.

Serial jest do ściągnięcia przez P2P, są też polskie napisy.

Share This Post

Niebezpieczne wideofilmowanie

Zachęcam do obejrzenia filmiku z pewnego zajścia:

A tu można sobie poczytać co na ten temat pisze prasa.

Tak oto wyglądają konstytucyjne prawa do wolności w kraju rzekomo niosącym kaganek demokracji innym krajom świata (szczególnie tym posiadającym zasoby ropy naftowej).

Na pierwszy rzut oka widać pewne podobieństwa między reżimem schyłkowego PRL a obecnym reżimem w USA. ‘Władza’ robi dokładnie to co chce i to zupełnie nie przejmując się tym, czy jest filmowana czy nie. Obawiam się, że wraz z zaostrzaniem się kryzysu, strzelanie do ludzi wejdzie do zakresu podstawowych praktyk policji.

Dziś z Kalifornii wyjechała przyjaciółka, która mieszkała tam przez ostatnie kilkanaście lat. Następna wyjeżdża z NYC za 4 miesiące. To początek ogromnego exodusu Polaków z USA.

Share This Post

Nielegalni Amerykanie

Proces stapiania się imigranta z lokalną kulturą zależy od wieku, w którym się przyjechało oraz kultury, z której się przybywa. Fascynujące było obserwować w jaki sposób dzieci różnych nacji stapiają się w tyglu Ameryki.

W przypadku polskich dzieci sprawa była dość prosta. Małe dzieci, przywiezione z Polski w wieku przedszkolnym, oraz te urodzone już w USA w polskojęzycznym domu, zwykle mają swój pierwszy kontakt z językiem angielskim w szkole. Od tego czasu amerykanizacja przebiega błyskawicznie. Po dwóch latach rodzeństwo czy polskie dzieci na podwórku wolą porozumiewać się ze sobą po angielsku, a rodzicom pytającym po polsku odpowiadają po angielsku. O ile takie dziecko nie jest katowane sobotnimi zajęciami w polskiej szkole, to nie jest w stanie pisać ani czytać po polsku, a zasób słownictwa zatrzymuje się na poziomie sześciolatka.

Im później przyjedzie dana osoba do USA, tym trudniej jest się zaadoptować. Amerykańskie prawo imigracyjne mówi, że jeżeli dziecko naturalizowanego Amerykanina urodzi się poza USA, to ma obywatelstwo po rodzicu, ale tylko wtedy gdy rodzic mieszkał w USA przed 14 rokiem życia. (Oczywiście dziecko urodzone w USA ma obywatelstwo z mocy Konstytucji z chwilą narodzenia, nawet jeżeli oboje rodzice są nielegalnie w USA). To jest mniej więcej zgodne z moimi obserwacjami – nastolatek jest już na tyle uformowany (np. skażony obrzędowym katolicyzmem w Polsce), że zawsze będzie gościem w nowym kraju.

Wbrew powszechnie przyjętym opiniom dzieci latynoskie podlegają procesom wtapiania się w Amerykę, choć rzeczywiście wolniej niż Europejczycy. Wbrew obiegowym opiniom, Latynosi w Stanach to nie tylko specjaliści od koszenia traw. Wielu Latynosów jest gwiazdami sportu czy postaciami świata kultury – tu jest lista samych Meksykanów, nie obejmująca innych Latynosów, idąca w setki.

Istnieje ciekawa grupa ludzi, którzy przyjechali do USA jako małe dzieci i przebywają w kraju nielegalnie. W międzyczasie pokończyli szkoły i podlegli procesowi amerykanizacji, często zupełnie nie znają języka przodków. Są Amerykanami, ale nie są Amerykanami …

Ich los (z punktu widzenia prawa emigracyjnego) zależy od małej karteczki I94, którą otrzymuje się do paszportu z chwilą legalnego przekroczenia granicy. Prawo mówi, że o zalegalizowanie pobytu może starać się tylko ta osoba, która wjechała do USA legalnie, choćby turystycznie. Tak więc Amerykanin, którego matka przyniosła przez Rio Grande do USA, który wychował się w angielskojęzycznym domu (ojczym Amerykanin) i skończył tu studia, jest w świetle prawa nielegalnym emigrantem, którego należy natychmiast zamknąć i deportować do Meksyku, nawet jeżeli całą jego znajomość języka sprowadza się do ‘que pasa?‘. W świetle prawa przyjazd na fałszywych dokumentach również nie daje prawa do zalegalizowania się.

Są też od tego wyjątki – na przykład Kubańczycy dostają prawo pobytu za nielegalne wtargnięcie na teren USA, ale pod warunkiem że staną na plaży. Za przechwycenie jeszcze na oceanie jest się odsyłanym do Fidela.

Warto nadmienić, że ten stan prawny może się zmienić dzięki DREAM Act, o ile dojdzie do jego wprowadzenia w życie. Od 10 lat trwają przepychanki w parlamencie i końca tego nie widać. DREAM zalegalizowałby wiele tysięcy Amerykanów nielegalnych we własnym kraju.

Całe to szaleństwo jest o tyle ciekawe, że zanim komputery weszły do powszechnego użytku zdarzało się, że nielegalni potrafili mieć tak przekonujące papiery, że przez lata prześlizgiwali się przez sito biurokracji. Znam przypadek pilota wojskowego, który wstąpił do wojska i gdy już zaczął posługiwać się wojskowym ID, piął się w karierze, aż przypadkiem został zdemaskowany, osadzony w więzieniu i odesłany do kraju, który opuścił jako niemowlę.

Bywają sytuacje, w których sami zainteresowani nie wiedzą, że są nielegalnymi Amerykanami, co szczególnie dotyczy dzieci, dla których udało się zdobyć numer Social Security (amerykański Peselo-Nip) w czasach, gdy było to jeszcze możliwe. W obawie dekonspiracji rodzice nie mówią o tym dzieciom, a te dorastają z przekonaniem, że są co prawda z rodziny emigrantów, ale są przecież Amerykanami. Problem pojawia się przy aplikowaniu o paszport lub prawo jazdy.

Warto zapoznać się ze wspomnieniami Amerykanina, który Amerykaninem nie był. Ciekawe co się z nim teraz stanie, czy dołączy do 800 000 ludzi deportowanych rocznie z USA. W świetle prawa nie ma dla niego żadnej innej opcji niż wyjazd. Po 10 latach w rodzinnym kraju może starać się o wizę do USA, ale turystycznej nie dostanie (za duże ryzyko przedłużenia sobie pobytu) a pracowniczej tym bardziej (kto go będzie chciał po 10 latach poza branżą). Zresztą kto wie, czy za 10 lat będą jeszcze Stany w obecnej formie i w aktualnych granicach.

Share This Post

Radio

Pierwszym objawem flaczenia rynku nieruchomości w USA był zanik popytu. O ile przed szczytem bańki do mieszkania właśnie wystawionego na rynek potrafiło zwalić się kilkanaście osób, tak po przekroczeniu szczytu, dosłownie w ciągu paru miesięcy sytuacja diametralnie się odwróciła. Do wystawionego mieszkania nie chciał przyjść ani jeden potencjalny klient całymi tygodniami. Wtedy właśnie pojawiły się setki i tysiące ‘szubienic’:

Potem wyciągnięto z lamusa zapomniany rodzaj biznesu – home staging. Jest to usługa polegająca na odpowiednim umeblowaniu i wyposażeniu nieruchomości na sprzedaż, tak by potencjalny kupiec poczuł ‘wyjątkową atmosferę domu’. Oczywiście po sprzedaży wypożyczane sprzęty są zwracane i nowy właściciel i tak ląduje w pustych ścianach.

Jako rasowy hipster słucham głównie Czwórki lub Roxy. Czasem zdarza się posłuchać Radia co Ma Ryja, szczególnie ubogacające są telefony od radiosłuchaczy. Dziś właśnie w IV można było posłuchać o ‘home stagerze’. Podobno ta ‘nowa’ usługa zaczęła cieszyć się ogromną popularnością…

Share This Post

N za M

Dzisiejsza Rzepa stwierdza, że nieruchomości będą tanieć. Tysiące pośredników w Polsce oraz miliony drobnych spekulantów ubranych w mieszkania po 6000 i franka po 2,50 ma spieprzony cały tydzień. Przypomina mi to konfrontacje Petera Schiffa i jakieś blond-realtorki, która odbyła się na antenie TV, gdzieś w roku 2005. Peter twierdził, że nieruchomości będą tanieć, a jego oponentka argumentowała, że absolutnie nie. W pewnym momencie z goryczą niemalże krzyknęła Peter, how can you do it to me?! No właśnie Rzepo, jak możesz to robić tylu milionom Polaków?!

A gdyby ktoś nie mógł się doczekać zapowiadanego spadku cen i nie miał wystarczających pieniędzy na zakup, to zawsze można skorzystać z pomocy banku:

M za N from FORMA I BLASK on Vimeo.

Share This Post

Bessa

Media zaczynają przebąkiwać o możliwej nowej fali bessy na giełdach. Jako naczelny pesymista nie mogę się z tym zgodzić bardziej. Choć bańka nieruchomości w Stanach, główny powód kryzysu, pękła i ceny się mocno skorygowały, to zasadnicze strukturalne problemy świata zachodniego pozostały nienaruszone. Mowa tu o deficytach w handlu i ogromnym garbie zadłużenia, obecnie nawet większym niż w 2008, co wynika zresztą z kosztownej reanimacji bansterów.

Sytuacja Polski jest na tle Zachodu zła, może nawet tragiczna. Nie doszło do znaczącej przeceny nieruchomości, bańka spekulacyjna nadal jest nadmuchana. To bolesne korygowanie rynku, które w USA już się dokonało, jest jeszcze przed Polską. Podobnie wygląda sprawa kredytobiorców – w USA ilość przejęć nieruchomości przez banki zaczyna spadać, w Polsce dopiero nadejdzie fala bankructw.

Co gorsza, w Polsce powszechne są kredyty o zmiennej stopie oprocentowania i kredyty walutowe. To takie finansowe wersje pętli samobójczej, istna tykająca bomba zegarowa. Gdy dojdzie do załamania kursu złotego albo istotnego wzrostu stóp procentowych, wtedy nastąpi rzeź kredytobiorców, a w konsekwencji również kredytodawców. Tu akurat pytanie brzmi nie ‘czy do tego dojdzie’ lecz ‘kiedy do tego dojdzie’. Krach kredytowy jest bardziej prawdopodobny niż krach giełdowy i jego skutki będą znacznie gorsze dla większości Polaków niż spadek cen na giełdach. Tego w mediach niestety nie mówią.

Absurdalność sytuacji polega na tym, że inwestor postawiony jest pod ścianą. Pozostaje bardzo niewiele miejsc, w których można bezpiecznie zaparkować kapitał. Lokaty przynoszą straty. Giełdy zdecydowanie odpadają, podobnie jak obligacje czy operujące na tych rynkach fundusze inwestycyjne. Waluty są niezwykle ryzykowne – nie wiadomo, jak przebiegać będą fronty na wojnach walutowych, kto szybciej będzie szmacić swoją walutę i który kraj zbankrutuje pierwszy.

Surowce są najmniej ryzykowne, ale nie pozbawione ryzyka. Można się obawiać spadku produkcji i konsumpcji, wobec czego ceny mogą ulegać wahaniom, a wzrost cen nie kompensować inflacji. Metale szlachetne mogą również poddać się panice i na krótki moment polecieć w dół razem z innymi walorami.

Rynek metali szlachetnych wygląda dość klarownie. Dla złota opór na poziomie $1380 oznacza też wsparcie w tym samym miejscu przy możliwych przecenach. Jeżeli rynek poleci w dół, to na krócej niż cała reszta i w ograniczonym zakresie. W przypadku srebra wygląda na to, że kurs ustabilizował się w okolicy $35 i to będzie odniesienie do przyszłych wydarzeń, tak jak przez długi czas było to $20. Oczywiście pamiętać trzeba, że typowa zmienność srebra i duży popyt przemysłowy stanowią o potencjale do przecen w razie paniki, a puste półki Comexu są ogromnym potencjałem wzrostu cen. Podobnie jak w przypadku złota każdy spadek będzie tymczasową konsekwencją panicznej i nieracjonalnej wyprzedaży srebra.

W przypadku platyny, o której często się zapomina, ceną odniesienia jest $1660. Poniżej tej ceny zdecydowanie warto kupować. Niewykluczone, że w sytuacji paniki ceny złota i platyny mogą się na krótko zrównać, wtedy warto sprzedać złoto i przesiąść się na platynę. Problemem może być wyższe premium, gdyż nawet przy równych cenach tych metali monety z platyny zawsze będą droższe.

Istotnym surowcem, na jaki należy zwrócić uwagę, jest ropa. Nie będziemy go raczej przechowywać w piwnicy, musimy skorzystać z ETFów. Ceny tego surowca są niskie (widać to w skali 1y), z tym, że w razie paniki i obaw o globalną depresję mogą jeszcze spaść. Tu jednak możemy wykorzystać na naszą korzyść asymetrię informacyjną. Zwykle to krawaciarze wiedzą wcześniej i lepiej od nas, w przypadku ropy to my wiemy na pewno o Peak Oil, a krawaciarze odrzucają taką możliwość. Poczekanie na panikę na rynku i zakup przecenionej ropy z dużą dźwignią może nas w perspektywie kilku lat nieźle ustawić, podobnie jak niewypanikowanie się z posiadania kruszców.

Share This Post

Inflacja

Wszystko wskazuje na to,  że banksterzy spodziewają się i przygotowują się na wzrost inflacji. Wskazują na to reklamowane produkty. Oto trans-bansterka (bo trudno określić płeć tej istoty) z Alior Banku oferuje konta oszczędnościowe, w których łaskawie gwarantuje 5% na 5 lat, 10% na 10 lat. Łał, jaka cudowna oferta.

Wygląda na to, że nie tylko ja spodziewam się szmacenia waluty, z tym, że ja zalecam zakup złota (co chroni czytelników) a Alior Bank zapewnia sobie zastrzyk takiego szmalu (odsetki prawdopodobnie nie pokryją skali szmacenia złotówki).

Oczywiście aby klient się nie wywinął zbyt łatwo z tej ‘fenomenalnej’ oferty stosuje się prosty zapis – zbyt szybka próba ucieczki powoduje konieczność płacenia kary lub zwrot samej kwoty oszczędności bez odsetek. To tak jakby ktoś kto kupi Krugerranda i sprzeda go po roku musiał zapłacić 500 zł kary lub po dwóch latach otrzyma tylko zapłaconą wcześniej kwotę. A całość pieniędzy otrzyma po 5/10 latach tylko jeżeli będzie co miesiąc dokupował po monecie. Kretynizm, ale ludzie się na to godzą.

Najlepsze z tego są kłamliwe wyliczenia na ich stronie. Po 5 latach oszczędzania po 150 zł miesięcznie uzbierasz 9926,75 zł. Piękna sumka, tylko czemu dyskretnie przemilcza się temat zdolności nabywczej tej kwoty. To interesująca zagadka, co będzie można kupić za tą kwotę za 5 lat i dlaczego tak mało.

Na szczęście dla bansterów ludzie są głupi, i jeżeli puści się reklamę w dobrym czasie antenowym, to zadepczą się w kolejkach.

Proponuje zajść do Alinor Bank i zapytać  o kredyt hipoteczny o stałym oprocentowaniu na 10 lat. Tylko trzeba wybrać oddział z miękkim trawnikiem przed wejściem, żeby nie potłuc się jak ochrona wywali na zbitą twarz.

Share This Post