Rodzina wielopokoleniowa

Gdy zastanawiam się nad konsekwencjami obecnego kryzysu finansowo-energetycznego to pierwsze co się nasuwa to drastyczny spadek siły nabywczej społeczeństwa. Bezrobocie jest wysokie i  będzie jeszcze wyższe. Ludzie tracą pracę a gdy nawet jakąś zdobędą, to wynagrodzenie jest zwykle niższe niż w poprzedniej. Wiadomo już, że wchodzący w wiek emerytalny będą otrzymywać dużo niższe emerytury niż przechodzący na emeryturę dziś, natomiast obecnie pobierający świadczenia mogą spodziewać się zabiegów z inflacją, celem obniżenia świadczeń.

Również kredyty będą znacznie trudniejsze do uzyskania. Biednemu pożycza się niechętnie, a gdy biedne jest całe społeczeństwo, bankom nie będzie się tak palić by udzielać kredytów jak dziś. Samo oprocentowanie nie będzie zachęcające – mamy przecież sytuację, gdy bankrutują kolejne kraje i wiele krajów pozwala na wysoką inflację by wyinflacjować się ze swoich zobowiązań. Kredyty w systemach monetarnych z wysoką inflacją są drogie, mało dostępne i bardzo trudne do spłaty.

Reasumując – pieniędzy na wydatki będzie statystycznie mniej. Cięcie zacznie się od błahych wydatków na ubrania, wakacje, wydatki na restauracje, czy drobne codzienne wydatki (cappuccino factor). Przestanie się regulować płatności i niektórzy posuwają się do kradzieży. Potem zacznie się głębsze zaciskanie pasa, którego ofiarą będą nieruchomości. Spłata kredytu/czynsz jest dziś głównym składnikiem kosztowym rodziny w Polsce. Nie będzie rady – ludzie będą wyrzucani z mieszkań lub sami będą się ich pozbywać by powrócić do rodziców.

To zjawisko już ma miejsce, i to na całym świecie. O zjawisku Bamboccioni można sobie poczytać podlinkowany dość naiwny artykuł. Coraz więcej ludzi w średnim wieku wraca do swoich rodziców. Dobrze, gdy warunki lokalowe na to pozwalają, gorzej, gdy małżeństwo z małym dzieckiem musi wrócić do sypialni, w którym jedno z małżonków dorastało. Trudne jest także współżycie z teściami – zawsze dochodziło i dochodzić będzie do konfliktów międzypokoleniowych.

Tradycyjna rodzina 3 pokoleniowa, choć obarczona wieloma wadami, ma również swoje plusy. Koszty życia są niższe – jeden czynsz za spłacone mieszkanie daje dach nad głową 3 pokoleniom. Rzadsze jest wychodzenie do restauracji przez co wydatki można głębiej ciąć – domowy obiad dla 5-6 osób jest tańszy i zdrowszy. Dziadkowie mogą zajmować się wnukami, przez co odpada wydatek na żłobek i przedszkole. Dodatkowo wychowanie się z dziadkami stymuluje do rozwoju bardziej, niż siedzenie w piaskownicy z rówieśnikami, umożliwia również przekazanie cennej wiedzy między pokoleniami.

Zapewne zaraz odezwą się głosy utrzymujące, że nie po to ciężko pracują, żeby mieszkać ‘nie jak ludzie’. Fakty są jednak takie, że mamy pogłębiający się kryzys na głowie i musimy z tym jakoś sobie radzić. Nikt nie powiedział, że będzie miło czy łatwo. Kto jest naiwny i wierzy w obietnice dostatniego życia prezentowane w reklamach, ten skończy jako bankrut pod mostem.

Share This Post

7 thoughts on “Rodzina wielopokoleniowa

  1. 2 funty za kubek cappucino? Gdzie mają taką tanią kawę? Aaa no tak, to nie Polska, gdzie hasło “dymać frajera” i w byle jakiej kawiarni rozmowa zaczyna się od dychy…

  2. Upadek systemów emerytalnych wymusi wzięcie rodziców na swój garnuszek. Jeśli rodzice są w tej dobrej sytuacji, że dysponują własnym (w sensie – nieobciążonym długiem) lokalem to tym lepiej. Pytanie tylko, jaką cenną wiedzę mogą przekazać dziadkowie wnukom – jak się zadłużać i żyć na cudzy koszt?

  3. Moim zdaniem w Polsce nie będzie masowego odbierania domów ludziom nie spłacających kredytów. Raczej banki będą szły na ugody, a rząd będzie starał się przeforsować jakąś ustawę, którą naszym kosztem (tj. kosztem ludzi, którzy oszczędzali zamiast brać kredyty) będzie pomagać innym w spłacaniu kredytów. Będą slogany może o “społecznych kredytach”, o tym, że społeczeństwo musi pomóc tym biednym pechowcom, a dzięki temu wszystkim będzie lepiej, bo mniejsza przestępczość, bo dzięki temu dalej będa produktywnymi członkami społeczeństwa, bo ceny nieruchomości, bo konieczność utrzymywania rozwoju gospodarki i tak dalej…

    Lecimy w dół, ale ten updaek będzie trwał jeszcze dziesięciolecia albo i stulecia. Moja ulubiona analogia to stara spróchniała szopa: może stać całe dekady i powoli próchnieć, zanim ktoś kopnie w jedną ścianę i nagle cała budowla niby “bez ostrzeżenia” runie w ciągu paru sekund. A jak nie będzie żadnego silnego wiatru ani żadnego kopniaka, to może tak stać bardzo długo..

  4. @Desperado
    Ja mam gorzej. Chcę zbudować większy dom, by wziąć rodziców na garnuszek. Mój ojciec da mi potrzebny know-how (on budował dom, jest złotą rączką i w ogóle, ja mam dobrze płatną ale przybiurkową robotę). Gorzej, że mam siostrę, która nie może znaleźć żadnej roboty, nie ma męża (rozwód), nie ma dzieci… Z niesmakiem myślę, że może będę musiał także jej pomagać.

  5. Czemu z niesmakiem? Rodzina to rodzina. Kazdy moze znalesc sie w niekomfortowym polozeniu, ale rowniez kazdy moze wniesc cos do wspolnego ‘kotla’. Siostra moze na przyklad zajmowac sie Twoimi dziecmi lub pielegnowac rodzicow, gdy juz tego beda potrzebowac.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *