Monthly Archives: October 2010

Socialismo o muerte!

Mało mi zamieszania po wpisach demaskujących Polaków jako zdziczałych zasmradzaczy powietrza, cichych trucicieli sąsiadów. Mimo, że tą wypowiedzią stanąłem nad przepaścią, dziś pójdę o krok dalej. Otóż już od dłuższego czasu pt. komentatorzy demaskowali moje prawdziwe oblicze. Nie ma sensu dalej się z tym ukrywać, muszę wyznać prawdę – przyznaję, że jestem głęboko zakonspirowanym socjalistą.

Jestem zwolennikiem dostarczenia pewnego podstawowego pakietu świadczeń dla obywateli. Państwo z pieniędzy podatników powinno fundować nam służby mundurowe, sądownictwo czy infrastrukturę. Ponadto ludzie nie powinni umierać z powodu ograniczonego dostępu do służby zdrowia oraz a osoby niepełnosprawne i całkowicie niezdolne do pracy powinny móc napełnić żołądek.

W interesie każdego członka społeczeństwa powinna być też rozsądna polityka rodzinna państwa – rodzice powinni być wspierani i to również z kieszeni singli, którzy kiedyś też będą rodzicami lub będą samotnymi starcami – ktoś będzie musiał wypracować i fundować im emeryturę.

Tu należy poczynić pierwsze istotne zastrzeżenie. Osoby czerpiące z systemu muszą partycypować w kosztach. Babcia mająca zapłacić symboliczne 5 złotych częściowej odpłatności za wizytę u lekarza dwa razy zastanowi się, czy spędzanie czasu w poczekalni przychodni jest najfajniejszą formą rozrywki. Podobnie student antropologii zastanowi się kilka razy nad sensem studiowania tego kierunku, zanim wyda ze swojej kieszeni choćby 5% kosztów ponoszonych przez państwo/podatników na jego edukacje. Nie może też być tak, że posiadanie rodziny patologicznej stanie się sposobem na osiąganie dochodu. Należy pomagać parze z dwójką dzieci, przy wyższej liczbie socjal należy odcinać.

Celem wydatków państwa powinno być zapewnienie podatnikom bezpiecznego i zdrowego życia oraz warunków sprzyjających rozwojowi gospodarczemu, z możliwie najmniejszym ograniczaniem swobód obywatelskich i wolności.

Jako, że nie ma nic za darmo, środki na wydatki muszą być zbierane od obywateli w formie podatków. I znowu powracamy do wcześniejszego zastrzeżenia – tylko rozwój gospodarki prowadzi do wzrostu przychodów budżetowych i zakresu wydatków możliwych do udźwignięcia. Problem Polski nie polega na zbyt małych środkach na socjal, tylko na błędnym ich alokowaniu. Można zapytać, co powinno mieć wyższy priorytet – finansowanie awantury w Afganistanie czy zapewnianie bytu najstarszym obywatelom.

Tu pojawia się ciekawy aspekt bilansu korzyści i strat z istnienia oligarchii. Jako prawdziwy lewak mam natychmiast myśli o rozkułaczaniu bogaczy i rozdawaniu bogactwa biednym. Mówiąc bardziej poważnie – mam poważne wątpliwości, czy w interesie narodu jest brazylizacja kraju – Polska z garstką bogaczy i rzeszami należącymi do Pokolenia 1200 brutto, czy może Polska z silną i obszerną klasą średnia?

Była już mowa o godnych zarobkach. Polska byłaby dużo lepszym miejscem do mieszkania, gdyby wydajność gospodarki umożliwiałaby istnienie również godziwych emerytur. Jaki jest koszt utrzymania staruszka przy życiu? Można odnieść się do kosztów życia w Domach Starców Spokojnej Starości. Miesięczny koszt dla osoby samodzielnej wynosi około 1500 zł, dla osoby niepełnosprawnej około 2500 zł. Do tego należy doliczyć koszt służby zdrowia (ukryte świadczenie państwa) i leków (częściowo pokrywane przez państwo) – szacuję, że jest to około 1000 zł.

Jak zwykle pojawia się aspekt hazardu moralnego. Po co zbierać na emeryturę, skoro państwo (z kieszeni podatnika) się zrzuci. Wytłumaczenie jest takie, że własne oszczędzanie powinno umożliwiać życie na wyższym poziomie, z pewnymi luksusami niedostępnymi dla państwowego pensjonariusza.

Niestety w sieci funkcjonują ludzie nie do końca potrafiący zrozumieć konieczność istnienia pewnej podstawowej solidarności międzypokoleniowej. Oczywiste jest, że każdy powinien zatroszczyć się o zapewnienie sobie środków finansowych na starość we własnym zakresie. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z istniejących okoliczności – za komuny nie było specjalnie możliwości dorobienia się, pomijając największych cwaniaków czy aparatczyków. W tym roku przechodzi właśnie na emeryturę pokolenie urodzone w latach 1945-50 i wchodzące na rynek pracy w latach 1965-70. Nawet dziś odkładanie na emeryturę jest wyzwaniem i jest ograniczona do wąskiego grona najlepiej ustawionych. Pokolenie 1200 zł brutto raczej nie będzie grupą dobrze zaopatrzoną na starość.

A teraz spokojnie czekam na gromy, które zaraz się posypią.

Share This Post

Metale

Przy okazji bytności poza Polska zaszedłem do mojego stałego dostawcy metalu, sięgnąłem na półkę i … zanurzyłem rękę w kurzu. Srebra brak. Na fali paniki ludzie wykupili dosłownie wszystko co się dało. To pokazuje jak rynek jest płytki w stosunku do ilości wygenerowanego papieru.

Udało się trafić parę złotych 10 dolarówek, jeżeli ktoś chce to zapraszam na starego dobrego Świstaka.

Share This Post

Spuścić drukarzy z łańcuchów!

Rynki czekają na decyzję rządzących w USA – czy będzie dalszy druk pieniędzy w celu stymulowania gospodarki czy też nie. Większość analityków jest zdania, że QE2 jest przesądzony.

Druk byłby błędną, wręcz nieodpowiedzialną decyzją. Ekonomia ma cechy nieliniowości, tak jak nieliniowo zachowuje się zginany kawałek drewna. Do pewnego momentu zgina się, by w pewnym momencie ulec złamaniu. Właśnie tak jest ze wszelkimi kryzysami i krachami, walutowymi również. Dolar będzie słabnąć ale w pewnym momencie może pęknąć z hukiem i stracić dużą część wartości. Kryzys jaki może z tego wyniknąć może przyćmić krach roku 2008.

Z całą pewnością nowy brytyjski rząd podejmuje słuszne, choć bolesne decyzje. Rząd premiera Camerona nie dość że ciął swoje wydatki budżetowe, to jeszcze proponuje cięcia w budżecie UE. Ma to na celu zmniejszenie obciążeń podatkowych brytyjskich podatników i skierowanie tego strumienia w konsumpcję lub przejęcie ich przez budżet UK.

Co ciekawe, większość wyborców w UK rozumie i popiera taką terapię. Być może takie sondaże zachęcą premiera Tuska do wdrożenia programów naprawczych również w Polsce.

Share This Post

Dyskusja

Tak jak się spodziewałem, z okazji ostatniej dyskusji rozpętało się prawdziwe piekło. Cieszy mnie to, że większość czytelników poparła moje tezy, sprowadzające się do tego, że zanieczyszczanie środowiska to zbrodnicza głupota.

Pamiętać należy, że postęp rodzi się w spieraniu poglądów – ciągła dyskusja nad każdą kwestią prowadzi do powolnego przesuwaniu consensusu. Tak jak powoli znikają psie odchody z chodników, tak powoli znikać będą dymy.

Jasne jest, że żaden kraj nie jest ideałem, nawet Szwajcaria. Szczególnie dużo problemów przeżywają Stany. Dużo częściej piszę o tym, że Ameryka staje się krajem III świata, niż o tym, że Polska jest krajem III świata. Oczywiście zaraz podnoszą się głosy dzikich, którzy w imię fałszywie pojętego patriotyzmu będą obstawać przy tezie, że wcale nie śmierdzi i że polska piłka nożna przewyższa brazylijską. Jeszcze raz podkreślę – otwarcie oczu na fakty ułatwia zrobienie z Polski lepszego miejsca do życia.

W ferworze dyskusji kol. {cynik} postanowił się wypowiedzieć. Tak bardzo uniósł się przy lekturze mojego wpisu, że nie zauważył żartobliwego odniesienia do Szwajcarii (w moim wpisie jest smajl, ponieważ tak jak każdego można w dyskusji porównać do Stalina, tak każdy kraj można odnieść do Szwajcarii lub USA). Staje się już powoli nową świecką tradycją, że po każdym wpisie odwołującym się do Szwajcarii kol. {cynik} odpisuje na swoim blogu.

Niestety, będę bronił swojej tezy, dziś o dziwo wielce propaństwowej. Wyjątkowe okoliczności usprawiedliwiają wyjątkowe działania. Jeżeli ktoś atakuje mnie przy pomocy noża, dzwonię na policje, mimo całego obrzydzenia jakie mam do tej instytucji i nawet mimo obrzydzenia, że staje się kapusiem donoszącym na jakiegoś biednego człowieka z nożem. Jeżeli ktoś zabija innych dymem, też powinien spotkać się z każącą ręką sprawiedliwości. Kol. {cynik} nie potrafi zrozumieć, że istnieje różnica między przestępstwami rzekomymi o których się donosi (Kowalski pędzi bimber i pali skręty) oraz poważne przestępstwa. Pan Fritzl mógł działać przez dekady, bo nikt na niego nie ‘doniósł’. Rozumiemy zatem kol. {cynika}, że donosicielstwo jest złe – to naczelna zasada, wobec której wszystkie normy etyczne muszą się podporządkować.

Ja natomiast mam tak elastyczny kręgosłup moralny, że czasem jestem nawet zwolennikiem podatków, ale w wysokości 20% dochodów a nie ponad 60% tak jak dziś się to dzieje w Polsce. Normalne jest przecież, że drogi trzeba remontować, a państwo musi spełniać swoje podstawowe funkcje – m. in. dbanie o czyste środowisko.

Co bardzo martwi mnie w wypowiedziach {cynika} to fakt, że ciągle wspomina mój wpis dotyczący prawa wyborczego kobiet. Otóż w naszych czasach istnieje pewien kanon cywilizacyjny. Na przykład, jeżeli w cywilizowanym gronie jakiś człowiek zacznie opowiadać ‘kawały’ o Żydach w Oświęcimiu czeka go ostracyzm. Podobnie z homofobicznymi wypowiedziami – wiadomo dziś, że homoseksualizm to nie choroba ani kwestia wyboru, jak postuluje Watykan. Tak samo jest z wypowiedziami jawnie seksistowskimi, jak na przykład twierdzenie, że być może kobiety nie powinny mieć prawa głosu lub być może niepotrzebnie dano im prawa wyborcze w Szwajcarii. Takie wypowiedzi przechodzą na sucho w Polsce, gdzie dużo ludzi nie widzi w nich nic zdrożnego, ale zaręczam że są środowiska ‘wykształciuchów’, gdzie byłoby to niedopuszczalne. Wypowiadając takie sądy po prostu człowiek zwyczajnie się ośmiesza.

Share This Post

Dzicz

Dzikusy żyjące w dzikim kraju zwykle nie wiedzą, że żyją w dzikim kraju. Większość nie zna obcych języków i nigdy nie wyjechała, więc wydaje się im, że ich ojczyzna jest ‘normalna’. Czasami nawet mają wrażenie, że ich grajdołek jest wyjątkowy, co potwierdzają różnymi ‘rewelacyjnymi’ osiągnięciami. Oto w Chile udało się wydobyć górników przebywających pod ziemią najdłużej w historii górnictwa. Czyż Chile w związku z tym nie jest najwspanialszym krajem na świecie? Chi- chi- chi- le- le- le- Chile!

Ostatnio moje obowiązki zawodowe powodują, że muszę przemieszczać się pomiędzy Wiedniem i Berlinem, niestety przez Polskę. Przez to mam okazję naocznie przekonywać się, jak dzikim krajem jest Polska. Wyjeżdżając z Austrii wiatraki są zastępowane przez czeskie panele solarne, zanikają one przy polskiej granicy, gdzie zastępowane są dymami, aż przy granicy niemieckiej dymy ustępują znowu miejsca wiatrakom.

Stężenie toksycznych dymów z tzw. niskiej emisji jest tak potężne, że momentami widoczność jest taka jak we mgle. Smog, który widziałem ze wzgórz wokół Los Angeles jest ledwie burym zamgleniem horyzontu, trzeba spojrzeć na wiele mil, żeby to zauważyć. W Polsce wystarczy spojrzeć jak światło z latarni rozprasza się na pyłach zawieszonych w powietrzu. Co gorsza zadymione są nawet duże miasta ogrzewane przez elektrociepłownie. Po prostu miasta otoczone są niską zabudową ze wszystkich stron (sprawdzić, czy nie Trójmiasto), tak więc skąd nie powieje i tak przywieje dym.

Dzikie kraje są dzikie, ponieważ zamieszkiwane są przez głupich ludzi, którzy wybierają głupich rządzących. Rządzący są głupi i nie potrafią skutecznie kierować rozwojem państwa, wobec czego kraj nadal jest dziki. Głupi ludzie nie rozumieją, jak poważne znaczenie ma ochrona środowiska. Pozornie małe zanieczyszczenie żywności, wody i powietrza skutkuje w skali kraju milionami nowych schorzeń i statystycznie skraca życie mieszkańców. Głupcy tego nie rozumieją, ponieważ przyczyna jest zbyt oddalona od skutku – tak jakby bicie młotkiem po palcach bolało dopiero po 20 latach, wobec tego można napierdalać po palcach z całej siły.

Ze szkodliwością dymu w powietrzu jest tak samo, jak z codziennym jedzeniem hamburgera w maku – nikt od tego nie umiera pierwszego dnia. ‘Co tam może mi zaszkodzić jeden hamburger’ jest tym samym co ‘co tam może zaszkodzić trochę dymu w powietrzu’. Skutki są, ale długofalowe. Nadużywający hamburgerów dopiero po wielu latach otłuszcza się, zapada na chorobę wieńcową i potem umiera na zawał. W przypadku dymu ludzie najpierw kaszlą, potem parę osób na tysiąc zapada na jakąś chorobę płuc, a potem umiera. A że ktoś umarł w wieku 55 lat zamiast 70, mało kto wiąże to z zatrutą wodą, powietrzem, czy na przykład zrywaniem azbestowego dachu w roku 1977.

Polacy dopuszczają dymy ponieważ są głupi i w szkole nie garneli się do nauki przedmiotów ścisłych. Jest nawet takie zgrabne wytłumaczenie słabego aparatu poznawczego, szeroko stosowane w Polsce – ‘mam umysł humanisty’. Znaczy to ‘jestem debilem’. Otóż ‘humaniści’ ci nie wiedzą, że powstawanie tlenku węgla z węgla i tlenu (lub z węgla i ditlenku węgla) jest reakcją endoenergetyczną. Innymi słowy – wypuszczanie czadu z pieca powoduje jego ochłodzenie i spadek wydajności kotła. Pieniądze za węgiel, zamiast grzać, są zamieniane na truciznę i marnotrawione. Podobnie jest z sadzami w dymie, zamiast spalić się w piecu i grzać, wylatują kominem.

Władcy tego kraju są głupi, tak jak ci którzy ich wybrali. Problem jest nierozumiany, przecież ‘co tam może komuś zaszkodzić trochę dymu’. Tymczasem niedługo skończą się okresy przejściowe i przyjdzie płacić podatnikom i za brak wiatraków, i za zanieczyszczone powietrze, i za niesegregowane odpady, i za zrzucane ścieki do Wisły w Warszawie, i za tysiąc innych rzeczy. Politycy z UE, którzy negocjowali akces Polski, głupkami nie byli. Wiedzieli, że Polska ‘oleje z góry na dół’ wszelkie okresy przejściowe, bo ‘jakoś to będzie’ i ‘niech się martwi następny rząd’. Przez to kasa wydana na dotacje UE dla PL szybko wróci z powrotem do UE.

Tym bardziej szokujące jest to, że rząd szukając pieniędzy nie poszuka ich tam, gdzie są najprostsze do wzięcia. W Szwajcarii (przykład tego kraju umożliwia udowodnienie każdej tezy 😉 ) bezrobotni są zatrudniani do mierzenia prędkości samochodów tych, którzy jeszcze pracę mają. W Polsce bezrobotni powinni robić zdjęcia sąsiadom wysypującym śmieci do lasu, oraz sąsiadom którzy zagazowują spalinami społeczeństwo. 10% grzywny na nagrody i same profity – miej syfu w kraju, bezrobotni mają zajęcie a budżet pieniądze. Ale oczywiście wracamy z powrotem do głupoty władców – nikt nie wpadł na pomysł takiej inicjatywy.

W przeciwieństwie do ekoterrorystów z Greenpeace nie sugeruję wyłączenia wszelkich źródeł spalania paliw kopalnych. Nie postuluję wprowadzenia wyłącznie ogrzewania gazowego czy elektrycznego – dzicy są głupi, a głupi są zwykle biedni i dużo z nich zamarzłby w czasie którejś z zim towarzyszącej ‘globalnemu ociepleniu’. Należy po prostu wycofać z dopuszczenia do eksploatacji domowe kotły CO z tradycyjnym rusztem i zastąpić je kotłami z paleniskami retortowymi. W tym celu zwyczajnie należy wycofać homologacje energetyczne na zwykłe kotły-smrodzielce lub/i ustawowo zabronić ich stosowania.

Zatem aby do wiosny. Wtedy polskie dymy zostaną zastąpione plagą much, chodzących po wszelkiego rodzaju produktach żywnościowych, w Polskich sklepach tradycyjnie nienakrytych. Ale co tam komuś może zaszkodzić jakaś mucha chodząca po pączku…

Tymczasem pokrzyczmy sobie wesoło: Pol- Pol- Pol-  ska- ska- ska- POLSKA!

Share This Post

Nowa rzeczywistość

Szeroka publika nie ma pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w Stanach. W tym celu prezentuję parę filmików dających pewien obraz – proszę porównać to do obrazków wam z polskich hipermarketów:

Nieco danych statystycznych i trafne obserwacje między innymi dotyczące edukacji i zawodów ‘regulowanych’:

Poprzednia część:

Nie da się znaleźć pracy a jeść się chce? Trzeba zostawić dzieci w samochodzie by wraz z małżonką kraść kable z transformatorowni. To już dość znany trik z Polski, obecnie coraz bardziej popularny za Atlantykiem (kolejne doniesienie oraz jeszcze jedno). Tak, kradzieże włazów do studzienek też są znane od czasu, gdy Depresja zagościła w Stanach na dobre. Bardzo obszernie donoszą o tym lokalne media, wystarczy tylko trochę pogooglować. Wynika z tego wniosek, że można się spodziewa stałego ożywienia, ale w zakresie wzrostu ilości tego typu kradzieży.

Share This Post

Wróżenie z fusów

Wielokrotnie podkreślałem, że nie jestem fachowcem od gry na giełdzie jak niektórzy inni blogerzy, ale czasami nasuwają mi się różne przemyślenia. Trzeba z tym uważać, niektórzy mówią że thinking is confusing i że lepiej tego unikać… Mimo to spójrzmy na pewien tendencyjnie wybrany przeze mnie wykres przedstawiający Dow Jones na tle kursu srebra (ETF) (kliknij żeby powiększyć):

Parę dni temu krakałem, że może dojść do korekty na metalach i okazało się, że przypadkiem mam rację. Widać ząbek, który może okazać się zaczątkiem głębszej korekty. To nie jest bynajmniej zła wiadomość dla posiadaczy metalu – 100 % zarobku w ciągu 3 lat to więcej niż na zdecydowanej większości dostępnych aktywów – można coś z tego oddać korekcie. Srebro będzie nadal rosło gdy tylko ta korekta się skończy – z pewnością powstanie nowy trend wzrostowy. Nawet jeżeli cena spadnie o 30% to w ciągu niewielu miesięcy srebro odrobi stratę i wcześniej czy później przebije ostatnio ustanowiony rekord.

Ale nie o srebrze chciałem pisać. Tak się składa, że spadek cen srebra poprzedzał załamanie na giełdzie w roku 2008. Nie wykluczam możliwości, że jeżeli dojdzie do gwałtownej korekty na srebrze, to zaraz następna będzie gwałtowna korekta na NYSE. Z wykresu wynika, że przy takim scenariuszu mamy około dwóch miesięcy czasu do krachu. Zwykle w grudniu giełdy idą do góry, czy w tym roku kiepskie wyniki przedświątecznej sprzedaży detalicznej tak wystraszą inwestorów, że zaczną wyprzedawać akcje? Czas pokaże.

Share This Post

Ogień i woda

Dzięki temu, że żyjemy w reżimie waluty papierowej, mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem równoczesnego występowania deflacji i inflacji. Współczesnym geniuszom z kartelu bankierów centralnych udało się połączyć ogień i wodę. Chciałbym powrócić do tego tematu, ponieważ wiele osób często nie rozumie całego zagadnienia, a występujące obecnie zjawiska są niezwykle ciekawe.

Inflacja polega na wzroście ilości waluty w obiegu, wobec czego siła nabywcza przypadająca na jednostkę waluty spada. Zjawisko występuje, gdy banksterzy dodrukowują pieniądze szybciej niż wydajność gospodarki. Dla konsumenta inflacja nie oznacza pęcznienia ilości waluty, ponieważ z tego większość nie zdaje sobie sprawy. Zwykły zjadacz chleba dostrzega to zjawisko właśnie przy zakupie chleba, który rośnie w cenie.

Deflacja w reżimie pieniądza złotego i waluty papierowej diametralnie się różnią. W czasie Wielkiej Depresji dolar był wymienny na złoto – metal ten znikł z obiegu, co współcześni nam banksterzy nazwaliby ‘zanikiem płynności’. Spowodowane to było zanikiem popytu i wzrostem oszczędności – ludzie nie wydawali pieniędzy i ilość pieniądza spadła w stosunku do niezmiennej ilości dóbr na rynku – w efekcie mieliśmy deflację i gwałtowny spadek cen.

Niedawno deflację można było obserwować w przypadku waluty papierowej, jaką jest dolar. Spowodowane to było obcinaniem kredytów przez banki (a kredyt jest formą pieniądza – wystarczy mieć kredyt a niekoniecznie gotówkę na koncie, żeby kupować towary), wykupywaniem/wymienianiem walut obcych na dolary przez inwestorów oraz ograniczaniem zakupów/oszczędnościami konsumentów.

Przez jakiś czas przez Internet przewalała się dyskusja, czy dolarowi grozi trwała deflacja tak jak to było z jenem. W taki scenariusz nigdy nie wierzyłem i obecnie dane potwierdzają (wykres) taki obrót sprawy. Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że rzekoma deflacja była pozorna i wynikała z nierzetelnych rządowych obliczeń. Alternatywne wyznaczanie inflacji (linia niebieska na wykresie) wskazuje, że mieliśmy do czynienia z przejściowym spadkiem poziomu inflacji. Dodatkowo spadek cen dotyczył tylko części dóbr, wcześniej przewartościowanych, szczególnie nieruchomości. Mój sceptycyzm co do możliwej deflacji nie wynikał zresztą z bardzo skomplikowanych obliczeń matematycznych, tylko z doświadczeń historycznych – tam gdzie zwiększano bazę monetarną pojawiała się inflacja i ceny wzrastały.

Wróćmy teraz do tezy z samego początki niniejszego wpisu, dotyczącej współwystępowania obu zjawisk. Anomalia ta polega na tym, że w zależności od przyjętego kryterium widzimy jednocześnie inflację lub deflację, coś jak w przypadku fotonu, który jednocześnie ma naturę cząsteczki i fali. Patrząc na rosnące ceny wyrażane w dolarach widzimy istnienie inflacji. Patrząc jednak na ceny w przeliczeniu na złoto (dzieląc cenę danego towaru przez cenę uncji złota) widzimy, że ceny spadają. Obecnie mamy do czynienia z takim samym deflacyjnym spadkiem cen jak w czasie Wielkiej Depresji, z tym że jest to maskowane przez oszukańczy system papierowego dolara. Nawet mechanizm jest ten sam – złoto jest wykupywane z rynku/obiegu, jest go coraz mniej na sprzedaż, a ilość chętnych do pozbycia się papieru bynajmniej nie maleje.

Reasumując – w ujęciu matematycznym z oboma tymi zjawiskami łącznie będziemy mieli do czynienia, jeżeli wzrost cen towarów (umówmy się, że to inflacja) będzie mniejsza niż wzrost cen złota. Na przykład przy wzroście cen o 10% rocznie i wzroście cen złota o 15% rocznie będziemy mieć inflacje dolarową 10% i deflację złotą 5%.

Dodatkowym aspektem całego zjawiska jest wpływ deflacji na wynagrodzenia. Dla większości pracowników najemnych oraz emerytów roczny wzrost wynagrodzeń wynosi nic, czyli 0%. W pierwszym przypadku istnieje silna presja na ograniczanie roszczeń płacowych, wymuszona gigantycznym bezrobociem, a w drugim przypadku zdecydował tak rząd USA (tzw. współczynnik COLA czyli cost-of-living adjustment). Podwyżki otrzymuje budżetówka, ale spadek wartości dolara (wzrost wartości złota – czyli pieniądza) i tak jest wyższy. W skali Stanów całe społeczeństwo odczuwa realny spadek wartości nabywczej wynagrodzeń, wyrażonej jako ilość zarabianych uncji złota w danym okresie czasu.

Ten właśnie proces stanowi o dostosowywaniu amerykańskiego rynku pracy do realiów świata, który jest postulowany przez wielu rozsądnych ekonomistów jako metoda wyjścia z deficytu handlowego. Być może nadal zarobki będą wysokie, pewnie będą nawet rosnąć wraz z rosnącą inflacją. Jednak w ujęciu złota zarobki już spadają i spadać będą jeszcze przez wiele lat. Niewykluczone, że docelowo zarobki amerykańskie spotkają się z zarobkami chińskimi gdzieś na poziomie polskim. To będzie swego rodzaju triumf globalistów:

Share This Post