Monthly Archives: May 2010

Run na bank

Dawno temu, gdy w obiegu były jeszcze prawdziwe pieniądze, dużym zagrożeniem systemu bankowego była możliwość ‘runu na bank’. Każdy bank z natury jest bankrutem – w kasie ma niewielka ilość zdeponowanej przez klientów gotówki – cała reszta jest pożyczona klientom banku. W momencie gdy w obiegu znajduje się ograniczona ilość złota i nie istnieje system gwarancji bankowych, wystarczy plotka by klienci banku pojawili się masowo przy okienku żądając wypłaty depozytów. W takiej sytuacji jedyna opcją jest upadłość banku.

Dziś sprawy mają się dużo prościej. Waluta wykonana jest z papieru, istnieją też systemy gwarancyjne. W razie potrzeby ścina się drzewa, przerabia na papier, ozdabia farbą drukarską i kieruje do zagrożonego banku. Bankierzy mówią – ‘Chcecie gotówki ? Nażryjcie się nią’.

Życie jest jednak zbyt skomplikowane, by problemy dało się rozwiązywać wyłącznie drukowaniem. Klienci nie są idiotami, jak chcieliby władcy tego świata. Część z nich zapewne zna historie, sporo z nich myśli. Ludzie zdają sobie sprawę, że papier to tylko papier.

Podstawowy problem z papierowymi banknotami jest taki, że w odróżnieniu od złota nie utrzymują one wartości wraz z upływem czasu. Mając banknot o nominale 100 czegośtam kupujemy 20 litrów czegoś, a po roku już tylko 15.

Wobec ograniczonego zaufania do papieru następuje próba części społeczeństwa by zamienić banknoty na inne dobra, dające większe szanse na zachowanie siły nabywczej w przyszłości. Mogą to być nieruchomości lub metale szlachetne. I właśnie na naszych oczach odbywa się run, którego żadni bankierzy nie są w stanie powstrzymać. Ludzie na całym świecie masowo wypłacają depozyty (uzupełniane na bieżąco przez drukarnie) i kupują złoto (z natury nieuzupełnialne przez drukarnie). W efekcie, jak donosi p. Cynik, na Zachodzie jedynymi produktami dostępnymi u dilerów są tuby na monety. W Polsce w chwili pisania tego wpisu, na Allegro są do kupienia 3 (!) Krugerrandy.

Działania podejmowane przez władze pogarszają tylko sytuacje. Próby kontrolowania cen złota (manipulacje rynkiem przez banki) powodują, że ceny stają się teoretyczne. Owszem, moneta kosztuje 1000 ojro, teoretycznie, jak kiełbasa w PRL kosztowała teoretycznie 100 zł/kg. Po prostu za taką cenę nie ma chętnych do sprzedaży złota.

Całe zagrożenie polega na tym, że ilość papieru w obrocie (oraz w postaci zapisów cyfrowych) jest setki razy większa niż ilość złota na tej planecie (licząc po obecnej cenie). Pustki na półkach dilerów ma miejsce, ponieważ niewielki procent populacji (nazywani wariatami, oszołomami, spekulantami i doomsayer’ami) postanowił wymienić papier na kruszec. Co się stanie, gdy szeroka publika obudzi się i postanowi pozbyć się swojego papieru? Podejrzewam, że może być wtedy bardzo tłoczno u dilerów.

Share This Post

Al Golota

Pamiętacie gościa nazwiskiem Al Bundy ?

Jest nowa wersja Ala:

Wszystko się zgadza. Bohaterzy mieszkają w Chicago. Jest kanapa, na niej przemądrzały profesjonalny loozer z żonką, synem i psem. Różnic niewiele – katastrofalny polski akcent i brak atrakcyjnej córki.

Update: Gołota ma córkę i to bardzo atrakcyjną. Można się zastanawiać, kto miał bardziej atrakcyjną córkę, Bundy, czy Gołota.

Share This Post

Życie jak w Madrycie

Pamiętacie premiera Zapatero ? Tak, to ten gość, który psim swędem wygrał wybory w Hiszpanii dzięki poparciu terrorystów. Ów premier Hiszpanii przeforsował właśnie duży plan oszczędnościowy. Najwyraźniej chodzi o to, by uniknąć losu Grecji, najdłużej jak się da.

Co ciekawe, podjęte kroki stoją w całkowitej sprzeczności z amerykańską koncepcją zażegnywania kryzysu, opisaną przez Keynesa, polegającą na zarzucenie każdego problemu trylionem świeżych i brudzących ręce farbą dolarów.

Pojawia się pytanie – które z rozwiązań jest dobre ? Czy amerykańskie zastosowanie helikopterów do zrzutu banknotów, czy przykręcanie śruby w stylu hiszpańskiej inkwizycji.

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy zrozumieć okoliczności i realia czasów w których żył Keynes. Państwa starały się mieć zbilansowany budżet, nie zadłużać się zbytnio i stosować prawdziwy pieniądz oparty na złocie. Kryzys w takich okolicznościach wywołał gigantyczną deflację i wyschnięcie pieniądza, tak dalece, że w Stanach miejscowo obiegały zastępcze środki płatnicze. W takich okolicznościach rozluźnienie gorsetu złotego reżimu mogło być odczuwane jako ulga. Z tym jednak drobnym ale, że poprawa dokonała się na koszt posiadaczy oszczędności – złoto zostało przejęte przez rząd. Zaczęło się stałe i nieubłagane odparowywanie wartości z dolara.

Dziś sytuacja jest zupełnie odmienna. Państwa są tak zadłużone, że balansują na granicy bankructwa. Najstarsi górale nie pamiętają, kiedy budżety państw ‘rozwiniętych’ były zbalansowane. Złota nikt nie używa, teraz legalnie płaci się kwitkami do gry w Monopol. Ostatnio czytałem kapitalne porównanie – państwa były jak farmer – zadłużone już w czasach prosperity. W momencie gdy przyszły cięższe czasy, nie ma już skąd pożyczać.

Z tego właśnie wynika niemożność zastosowania koncepcji Keynesa w obecnych okolicznościach. Dawniejsza dyscyplina dawała pole manewru. Dziś żadnego pola manewru nie ma – nawet wzrost oprocentowania pożyczek udzielanych takim państwom jak Japonia, USA czy Włochy oznacza ich natychmiastowe bankructwo.

Share This Post

eteefy

Polecam bardzo ciekawą wyszukiwarkę ETFów.

Oczywiście doskonałe wyniki z przeszłości nie gwarantują takich samych wyników w przyszłości. Wręcz przeciwnie. Bycze ETFy które rosły wraz odbiciem na giełdach teraz polecą na południe.

Oto kilka moich typów:

– FAZ – krótkie pozycje w firmach z sektora finansowego z lewarem 3x – banki będą musiały padać

– UBT – krótka pozycja w obligacjach USA z lewarem 2x – wartość obligacji będzie spadać wraz z nasilającą się inflacją

– DGP – długa pozycja w złocie z lewarem 2x – przed złotem złote czasy

– DTO – długa pozycja w ropie z lewarem 2x – ropa się kończy

– DBS – długa pozycja w srebrze – ceny srebra są manipulowane i muszą wzrosnąć

Share This Post

Zatrucie

Istnieją poważne obawy, że żaby jadane powszechnie we Francji są blisko spokrewnione z trującymi ropuchami z gatunku Bufo marinus. Przez to może dochodzić do zatruć, którymi objawami są oszołomienie, ból głowy, zawroty i ogłupienie. Istnieją poszlaki, że zatrucie to może powodować całkowitą utratę instynktu samozachowawczego.

Socjał w Europie umarł. Trwają spory co do powodów. Niektórzy uważają, ze to wina oligarchów, którzy przechwytują nadmierną część wypracowanych zysków. Inni uważają, że konkurencja ze strony dzikich krajów uniemożliwia prowadzenie jakiejkolwiek zyskownej produkcji w krajach cywilizowanych. Sam skłaniam się do łączenia obu tych teorii – w pogoni za zyskiem oligarchia tak zglobalizowała świat, że zbankrutowała sama swoje zakłady produkcyjne.

Jaki nie byłby powód obecnej sytuacji, ratunku dla socjału nie ma. Każdy, kto ma instynkt samozachowawczy starałby się nie doprowadzić państwa do załamania i bankructwa. Każdy, oprócz polityków i związkowców.

Oto Francja stara się zacisnąć pasa, by nie skończyć jak Grecja. Planuje się wydłużanie wieku emerytalnego i wydłużanie tygodniowego czasu pracy. Opozycja protestuje:

Przedstawicielka socjalistów Martine Aubry, która była jedną z inicjatorek zmniejszenia tygodniowego czasu pracy, stwierdziła, że komentarze Sarkozy’ego nie licują z powagą urzędu prezydenta. […] reakcją związków zawodowych mogą być masowe protesty. Jeden z polityków partii powiedział w rozmowie z agencją AFP, że prezydent spodziewa się, iż na ulice może wyjść nawet 3 mln osób w proteście przeciw rządowej propozycji.

Wiek emerytalny we Francji został obniżony z 65 do 60 lat w 1984 roku, była to jedna z kluczowych reform przeprowadzonych przez ówczesnego prezydenta Francji François Mitterranda, która do dziś jest uznawana przez lewicę za jej wielki sukces.

Takie wypowiedzi podnoszą na duchu. To nie tylko specjalność Polaków, by w trudnej chwili sprowadzić na kraj katastrofę. Oczadziali Francuzi też tak mają.

Share This Post

Potop

Adam Duda zmienił jakiś czas temu nazwę swojego bloga na Prologos. Ja powinienem zmienić nazwę na WAKE TO FUCK UP. Albo OPEN YOUR FUCKING EYES. Po prostu wstrząsa mnie jak widzę zalew głupoty i obłudę z okazji tragedii typu Smoleńsk czy powódź 2010.

Czy zmienić nazwę bloga?

View Results

Loading ... Loading ...

Oto wraz z opadaniem poziomu rzek w Polsce nasuwa się kilka przemyśleń:

1. Podobnie jak w przypadku powodzi w 1997 roku wyborcy mogą odwrócić się w swoich preferencjach wyborczych od grupy trzymającej władze. Występuje zjawisko znane przez prezenterów pogody – tłuszcza uważa, że politycy są winni opadom deszczu, tak jak pogodynki w dzienniku są odpowiedzialne za paskudną pogodę.

Prawda jest taka, że wszystkie partie polityczne olewają zabezpieczenie przeciwpowodziowe. Ważniejsze jest nabicie kieszeni kasą oraz ustawienie rodziny i znajomych. Przypomnijcie sobie wywiady ze znajomymi ofiar spod Smoleńska, jak często w wypowiedziach przewijał się ten sam motyw – do śp. Iksa można było zadzwonić o każdej porze i nigdy nie odmówił prośbie o pomoc. A pozostała, niezagospodarowana kasa państwowa jest przede wszystkim na ‘wydatki społeczne’ czyli fundowanie nierobom wcześniejszych emerytur oraz dotowanie innych nierobów w nierentownych firmach.
Co ciekawe, jakoś nie widać tłumów palących kościoły, a to przecież wola boga że Polska znalazła się pod wodą. Ja bym się wkurzył na takiego boga, który tak często wystawia nas na próbę, i chętnie przyłączyłbym się do jakiejś grupy z pochodniami i widłami, kierującej się w stronę najbliższej parafii.

Kto wie, może Zapasowy Klon wygra wybory tylko dlatego, że padał deszcz? Czyżby bóg postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, zmienić układ baryczny nad Europą, utopić kilkanaście osób i spowodować miliardowe straty tylko dlatego, żeby mały mógł rządzić krajem, którego królem jest Chrystus? Jak strasznie musiał narazić się Komorowski, że bóg musi podejmować tak drastyczne kroki !

2. Ludzie sami są sobie winni. Oglądałem jak woda zalewa nowo wybudowane osiedle we Wrocławiu. Jakim to idiotą trzeba być, żeby wybudować osiedle tam, gdzie wiadomo że wylewa woda ! Nie chciałbym się posuwać za daleko, palenie kościołów wystarczy, ale można by znaleźć urzędnika wydającego pozwolenie na budowę w tamtym miejscu i pociągnąć go do odpowiedzialności. To samo można by zrobić z zarządem spółki, która wybudowała te budynki. Po raz kolejny okazuje się, że procedury, zezwolenia i licencje zupełnie przed niczym nie chronią, pasie się tylko banda urzędników, ten rak toczący współczesny świat.

3. Mało kto miał majątek ubezpieczony od powodzi. To zdumiewa szczególnie, gdy ci ludzie wiedzą, że się mieszkają na terenie powodziowym. Nie przekonuje mnie argument, że nie mają pieniędzy na taki wydatek. Wiem jak się w Polsce żyje – na komunie kasa jest, na wódkę jest, na nowy samochód też, tylko na ubezpieczenie szkoda ją ‘zmarnować’. Oczywiście nikt z mediów nie postawi tego pytania powodzianom – jak to jest możliwe, że zalewa was regularnie co rok, budujecie kolejne budynki i jeszcze nie macie ubezpieczenia? I skąd u was taki czerwony nos od wódki?

Przecież państwo musi pomóc – czyli obrabować z podatków miliony innych ludzi, odpowiedzialnych na tyle żeby nie mieszkać w dolinie rzeki i wypłacić ją ludziom nieodpowiedzialnym. Po raz setny widzimy moralny hazard w formie czystej chemicznie. Ważne jest żeby było widać polityka, jak deklaruje rozdawanie zrabowanej kasy nieodpowiedzialnym ludziom. To z pewnością bardzo podniesie notowania wyborcze – oto polityk martwi się o wyborców.

4. Obrona Cywilna leży i kwiczy. Kasy oczywiście brak, cała kasa jest wydawana na ‘ważniejsze potrzeby’ typu okupowanie Afganistanu, żeby oligarchia z USA miała zabezpieczony spokój na Bliskim Wschodzie. Urzędnicy zajmujący się OC to banda nierobów, siedząca przy biurku od 8 do 16. Nic więcej o nich nie sposób powiedzieć oprócz tego, że w ciągu tych 8 godzin pracowicie zamieniają kawę w siki. Naturalnie FEMA nie jest o dużo lepsza, tylko o tyle że są w stanie wyprodukować filmiki o tym, że należy zawsze być przygotowanym.

Share This Post

Dane, dane

Prasa ekonomiczna nie jest warta czytania. Znajdująca się tam informacja jest nieobiektywna, a często nawet zakłamana, by uzasadnić tezę preferowana przez właściciela pisma. Autorzy ekonomiczni często są laikami lub zwykłymi głupcami. Ot, Nowaka zatrudniono bo był kuzynem Kowalskiego, i przesunięto na odpowiedzialny kierunek pisania o ekonomii. Jest dziennikarzem to przecież może pisać o wszystkim.

Lubie czytać blogi ekonomiczne – daje mi to dostęp do przefiltrowanej i obrobionej wiedzy, zebranej w jednym miejscu. Szczególnie dobrze czyta się blogi po polsku, nie trzeba się nawet wysilać ze zrozumieniem obcego języka. To jak obiad w restauracji, który nie dość że za darmo, to jeszcze naga hostessa wkłada kawałki posiłku wprost do ust.

Problem z blogami jest taki, że autorzy boją się wyciągać wniosków z przemielonych danych. Stawianie tezy dotyczącej przyszłości jest ryzykowne – ktoś może wyciągnąć wpis sprzed kilku lat i zarzucić błędy. Lepiej nic nie wnioskować, niż ryzykować.

Inna kwestia to brak umiejętności wyciągania własnych wniosków. Wielu ludzi jest takich jak polska edukacja, która ich uformowała. Nie chodzi o zrozumienie, obróbkę informacji. Chodzi o wpakowanie do głowy dużej ilości wiedzy o tym jakie Nil ma dopływy. Nikt nie stawia na własne, niezależne myślenie, jako że thinking is confusing. Przez myślenie można dojść do zbędnych lub zbyt daleko idących wniosków, które mogą nawet zaburzyć istniejący ład konstytucyjny.

Postanowiłem zebrać kilka ciekawych danych i zestawić je w postaci interesującej grafiki. Żeby było mądrzej, tekst jest po angielsku. W ten sposób udało mi się osiągnąć to, co blogerzy bezwnioskowi osiągają w swoich wpisach.

Jeszcze raz podkreślę – prostą analizę przeprowadzić może każdy głupek potrafiący obsługiwać gugla. Do przeprowadzenia syntezy i postawienia wniosków trzeba mieć na miejscu i głowę i jaja.

Share This Post