Riots

Kolega Trystero był uprzejmy popełnić wpis, który gotuje w żyłach krew i zasługuje na polemikę. Główna teza jest taka, że jakiś łże-naukowiec stwierdził, że młode pokolenie będzie beneficjentem budżetu federalnego i otrzyma od rządu więcej kasy na edukacje, niż wpłaci w podatkach.

To niestety nieprawda. Nie ma darmowej edukacji w USA, poza elementary school i high school. Juz collage jest płatny, nawet ‘community collage’ należący do powiatu/miasta. Studia to już jest wydatek $50000+.

Problemem w USA jest rosnący od lat koszt edukacji. Ceny rosną w oszałamiającym tempie, znacznie przewyższającym inflacje. Problem szeroko analizuje Schiff, wskazując jako powód kredyty studenckie.

Protesty studentów staja się coraz bardziej gwałtowne. Amerykańska edukacja to tworzenie generacji niewolników kredytów studenckich. Oto fotka z Kalafiornii – nie wyglądają na szczęśliwych beneficjentów, raczej na ludzi na maxa wkurzonych:

Gdyby ktoś chciał się zapoznać we własnym zakresie w tym co się w tym zakresie dzieje – tu jest link.

W ogóle to oprócz gugla polecam wszystkim wyjazd na jakieś stypendium/studia w USA, jak tow. Balcerowicz lub sp. Skrzypek. To da pewien obraz tamtejszej rzeczywistości, dużo lepszy niż czytanie najnowszych badan amerykańskich uczonych.

Zabawne, że temat wypływa na kilka dni przez ogromnymi zamieszkami w LA sprzed 18 lat. Nie tak dawno temu, będąc w LA, rozmawiałem ze świadkami tamtych wydarzeń. To było jak wojna.

Share This Post

9 thoughts on “Riots

  1. Co do darmowych elementary school… one pozostawiaja baaardzo wiele do zyczenia. To nie jest puste narzekanie z mojej strony, staralam sie zrobic wszystko, by moje dziecko nie trafilo do publicznej, pierwsza klase zaliczyla wiec w prywatnej. W drugiej nastapilo zderzenie z rzeczywistoscia, gdyz nie stac mnie bylo placic $5000 rocznie za prywatna nauke. Dodatkowo dochodzi kwestia taka, ze nie ma swieckich szkol prywatnych, przynajmniej ja sie z nimi nie spotkalam. Zwykle rodzic ma wybor, albo wyslac dziecko do prywatnej katolickiej (badz innej religijnej)i placic jak za zboze, albo pogodzic sie z losem w publicznej. Osmiele sie twierdzic, ze publiczne szkoly (darmowe) maja za cel przygotowac masy bezmyslnych obywateli, ktorzy majac wiedze ograniczona do niezbednego minimum, beda idealymi masami do rzadzenia. Tutaj obywatel ma nie myslec, najlepiej aby wiedzial jak najmniej bo wtedy mozna mu wmowic cokolwiek i nie bedzie tego kwestionowal. Dzieci z rodzin, gdzie jest pokazna kasa sa predyscynowane do kierowania w przyszlosci ograniczonym spoleczenstwem. Ten podzial widac juz od pierwszych lat zycia. Jedyny wyjatek to przypadek, kiedy dziecko jest faktycznie super zdolnym geniuszem, wtedy ma szanse ominac podzial klasowy (czesciowo), bo tylko w takim przypadku mozna otrzymac stypedium. Jesli ktos liczy na stypedium z powodu ubostwa, to grubo sie przeliczy. System nie przewiduje sytuacji, w ktorej jestes tak biedny, ze nie musisz nic dopacac 😉

  2. @goodgirlproject
    Gdzieś wyczytałem, że Rockefeller powiedział w kontekście edukacji że “nie potrzebuję narodu myślicieli, tylko naród robotników”. Popierał publiczną edukację 😀

    Chyba Doxa podał linka do filmu dokumentalnego “Stupid in America”
    http://www.youtube.com/watch?v=Bx4pN-aiofw

    Kto jeszcze nie oglądał niech zobaczy.
    Całą sprawę rozwiązałby bon edukacyjny, no ale przecież:
    “nie potrzebuję narodu myślicieli, tylko naród robotników”…

  3. @Autor:

    Zauważyłem “dziwną” zbieżność. W Polsce też popiera się wykształcenie techniczne, które jest potrzebne w zwykłej codziennej harówce. Ja wiem, że to ułatwia znalezienie pracy, ale także skutkuje wykształceniem rzeszy ludzi, którzy umieją wytopić stal, ale nie rozumieją, komu ten wytop stali przynosi korzyści. Chyba rzeczywiście, narody, które nie umieją wykształcić elit, które mogą je poprowadzić w przyszłość, stają się narodem niewolników.

    Nie wiem czy wiecie, ale Mojżesz przez jedno pokolenie prowadził Żydów do ziemi obiecanej, nie dlatego, że nie wiedział, gdzie ona jest, ale czekał aż wymrze pokolenie urodzone w niewoli. Zresztą jak dotarł w końcu do tej ziemi obiecanej, to nie został do niej wpuszczony, bo był z pokolenia niewolników. Jeżeli nie będziemy odpowiednio uczyć i wychowywać młodzieży, to będą miały psychikę (i odruchy) niewolników.

  4. @goodgirlproject

    > Zwykle rodzic ma wybor, albo wyslac
    > dziecko do prywatnej katolickiej (badz
    > innej religijnej)i placic jak za zboze,
    > albo pogodzic sie z losem w publicznej.

    Punkt za odwage. Napisac u Doxy na antryklerykalnym blogu, ze katolickie/religijne szkoly sa lepsze od swieckich i nie bac sie, ze zostaniesz ekskomunikowana, to naprawde cos. Nastepny punkt za odwage, to ze wysylajac dziecko do pierwszej klasy szkoly katolickiej nie balas sie, ze stanie sie ofiara pedofili. Czyzby z ta pedofilia wsrod katolickich ksiezy to tylko szum medialny?

  5. @HeS

    `W Polsce też popiera się wykształcenie techniczne, które jest potrzebne w zwykłej codziennej harówce.`

    czy ja wiem, czy to jedyny powód, taki techniczny umysł + odpowiednie warunki mogą zwiększyć PKB więcej niż 100 socjologów.. 🙂

    tak czy siak co do inżynierii (zdanie ukierunkowane na IT) to Polska jest centrum głownie testowania, jak to powiedział znajomy ‘jeśli chcemy mieć w PL R&D to trzeba sobie samemu je założyć’ 🙂

  6. @HeS Masz chyba mgliste pojęcie o studiach technicznych. Na politechnice warszawskiej student kazdego kierunku przechodzi podstawowy kurs ekonomii. Do tego musi zaliczyć kilka przedmiotów z puli tak zwanych “odchamiaczy”. Ma do wyboru zajęcia z elementów filozofii, socjologii, zarządzania, pr-u, prawa itp. Oczywiscie poziom zajęc jest róźny. Jak ktos chce się czegos dowiedzieć ma duzo możliowsci.

  7. @Karol – abstrahując od Twojego sporu z HeSem, przypomniało mi się co mi ojciec opowiadał o swoich studiach na AGH. Był tam ‘podstawowy kurs marksizmu-leninizmu’. Żeby zrobić doktorat też trzeba było zdać z tego egzamin. A dziś mamy wykłady o keynesizmie …

  8. @ TJŁ
    Takie IT R&D to nie w kij dmuchał. Teoretycznie można to outsource’ować do Indii bo tam koszty niskie a głowy tęgie. W praktyce pisanie systemów operacyjnych i sterowników to gruba kasa bo firma naprawdę musi być kolosem aby utrzymać tylu różnych specjalistów. A Polska to nie raj podatkowy aby do niej uciekać, raczej w drugim kierunku 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *