Bond, James Bond

Dzisiaj będzie o bonds. James Bond to ma fajną robotę i to jeszcze na koszt Polaków płacących podatki w Londynie :

My, ekonomiści, mamy znacznie gorzej. Nie pukamy sobie dwóch panienek na raz jak Bond, a dla nas bond (obligacja) oznacza taki wykres :

Na wykresie widzimy oprocentowanie 10 letnich obligacji amerykańskich. W listopadzie 2008 doszło do paniki – inwestorzy zaczęli kupować ogromne ilości obligacji, traktując je jako inwestycyjną ‘bezpieczną przystań’. Obligacje sprzedawane są na aukcjach – większy popyt oznacza mniejsze odsetki na jakie zgadzają się inwestorzy. Od stycznia 2009 widzimy przeciwne zjawisko – kupujących jest mniej, oprocentowanie idzie w górę.

Należy oczekiwać dalszych wzrostów oprocentowanie obligacji USA. Inwestorzy wiedzą, że Stany emitują duże ilości dolarów, a jak wiadomo zwiększenie ilości wydrukowanego pieniądza oznacza jego mniejszą wartość jednostkową. Kupujący słusznie boją się, że w przyszłości dolar będzie miał mniejszą wartość i wobec tego żądają wyższych odsetek mających to skompensować.

Czytelnik bloga może zadać pytanie ‘a co mnie tu w Ełku obchodzi oprocentowanie obligacji w USA’. Otóż powinno obchodzić i to bardzo. Myślę, że sporo ludzi powinno mieć w Ełku problemy z zaśnięciem, ze względu na sytuację z amerykańskimi obligacjami. Współczesna gospodarka jest gospodarką światową. Kryzys, który rozpoczął się w USA, spowodował też kryzys w Polsce i na całym świecie. Pęknięcie bańki spekulacyjnej na domach w Los Angeles i Phoenix spowodowało wzrost bezrobocia w Ełku, na przykład przez to że mniej jest przysyłanych pieniędzy przez emigrantów budujących domy w LA, wobec czego iż żony mogą zatrudnić mniej hydraulików.

Wzrost oprocentowania obligacji przełoży się na wzrost oprocentować wszelkich kredytów w USA – hipotecznych, samochodowych i kart. Dla konsumenta amerykańskiego, mocno zadłużonego i kupującego wszystko na kredyt, oznacza to wzrost kosztów obsługi istniejącego zadłużenia oraz spadek możliwości zaciągania nowych zobowiązań. Zakupy zmniejszą się jeszcze bardziej, co pogorszy i tak trudną sytuację na rynku budowlanym i samochodowym. Część konsumentów nie podoła obsłudze zadłużenia i przestanie spłacać kredyty, co dla zalewarowanych i niskokapitalizowanych banków oznacza ogromne kłopoty. A dalsze pogłębienie kryzysu w USA oznacza większe bezrobocie w Ełku.

Rząd USA nic nie może zrobić poza kolejnymi konferencjami prasowymi pokazującymi jak to dobrze kryzys jest zażegnywany. Nie można kazać inwestorom kupowania niskooprocentowanych obligacji. Działania realne mogłyby polegać na zmniejszeniu ilości obligacji oferowanych do sprzedaży, co jest niemożliwe ze względu na potrzeby budżetowe. Ogromny deficyt USA jest poza wszelką dyskusją, tak jak dziewictwo Maryi dla Radia Ma Ryja. Kolejne akcje dodruku pieniądza (eufemistycznie zwane quantitative easing) przypomina klasyczny bareizm, gdzie strażacy mieliby polewać benzyną pożar, tak by wypalił się cały tlen i pożar sam zgasł. Większy druk pieniądza oznacza większe oprocentowanie obligacji i wobec tego większą recesję w USA. Lekarstwo zamiast leczyć zabija pacjenta.  

W ciągu najbliższych miesięcy spodziewam się dalszego wzrostu oprocentowań obligacji i kredytów w USA. Wzrost do poziomu 7 – 10 % na hipotekach, 15 – 20 % na samochodach czy 30 – 40 % na kartach oznaczać będzie masowe bankructwa i zamarcie sprzedaży czegokolwiek poza chlebem, kartoflami, złotem i amunicją. Spodziewam się, że kryzys będzie się gwałtownie zaostrzał.

Share This Post

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *