Monthly Archives: May 2009

Jak zarobić na giełdzie

Jestem zmęczony wywodami zwolenników inwestowania na giełdzie. Trystero popełnił ostatnio kilka wpisów, o tym jak to dobrze jest inwestować na giełdzie i jakie paskudne są surowce, których jest pełno pod ziemią, wystarczy je wziąć. 

Zwykły zjadacz chleba ma utrudnioną możliwość osiągnięcia zysków giełdowych. Na przeszkodzie stoją:
– opóźniony dostęp do informacji – drobni inwestorzy dowiadują się zawsze na końcu
– w przypadku inwestowania przez pośrednika – zyski zabierane są przez czerwone krawaty (prowizje) a straty przekazywane inwestorowi
– nie do uniknięcia są aspekty psychologiczne – inwestor ma tendencję do wpadania w bańki i brania udziału w spekulacjach

Całość wyników giełdowych zaciemnia inflacja. Sławek Dębowski podaje przykład S&P 500, który co prawda wzrósł z 4 punktów (1932) do 1533 punktów (2000), ale 92 % z tego zjadła inflacja !!! Głęboko wierze, że niedługo uderzy tsunami inflacji, ceny bochenka chleba będą wynosić 100 $, a ceny akcji i indeksy giełdowe dosłownie wystrzelą. Piewcy giełdy będą zachwyceni wzrostami. Co z tego, jeżeli realnie wartość inwestycji spadnie. Co z tego ze akcja X wzrośnie o 50 % skoro chleb wzrośnie o 100 %. Co więcej – od wyinflacjowanego ‘zysku’ trzeba będzie zapłacić podatek.  

Oczywiście na giełdzie da się zarabiać i warto próbować. Na pewno nie opłaca się strategia spekulowania ‘kup i sprzedaj’. Nie sposób wygrać z tymi którzy wiedzą lepiej – są duże szanse poniesienia straty. Nie opłaca się również strategia długofalowa typu ‘kup i trzymaj’ – inflacja zeżre zysk. Jedynym ratunkiem jest podążanie za megatrendami. Proszę popatrzeć na poniższy rysunek – pokazuje on PRAWDZIWY wykres indeksu DOW, wyrażony w złocie a nie w śmieciowych lollarach.

Kupując jednostkę DOW w 1931 roku za 2 uncję złota mamy dziś całe 8 uncji złota !! Czy to taki potężny zysk ?

Podstawmy po złoto papierki. Prosty rachunek – 20 $ kosztowała uncja w 1931 roku i 1000 $ dziś. Mamy wzrost z 40 do 8000 !!! WOW !! REWELACJA !! FANFARY !! POTĘŻNE ZYSKI !! Tylko, że tak naprawdę to realnie wzrost jest 4 razy.

Za rok czy dwa przeczytamy takie niusy: ‘Złoto po 20 000 $. Dow osiągnął rekordowy poziom 20 000. Rekordowe zyski z inwestycji – DOW z 40 urósł do 20 000.’ Fajnie, tylko że to kłamstwo i propaganda. Przy cenie 20 000 DOW warty będzie 1 uncję złota. Cały ten zysk (do opodatkowania) będzie papierowy, w rzeczywistości z 2 uncji inwestycji będziemy mieli 1 uncję. Ale tego oczywiście 99.99 % populacji nie zakuma. Dziadek Cramer będzie się zachłystywał jak trafnie uważał giełdę za maszynkę do zarabiania pieniędzy.

Tym którzy dotrwali do samego końca tego wywodu należy się nagroda – wiedza jak zarabiać na giełdzie. Jak wspominałem – należy podążać za megatrendami – kupować akcje gdy są tanie (w prawdziwych pieniądzach czyli złocie) a sprzedawać gdy są drogie. Z wykresu wynika, że DOW w najbliższje przyszłości może spaść nawet do 1 uncji złota. To będzie doskonały czas na sprzedaż złota frajerom, którzy się będą o nie zabijać i zakup NIEKTÓRYCH akcji, które frajerzy będą pozbywać się za bezcen. Akcji należy pozbyć się po przekroczeniu przez DOW wartości 30 uncji złota, gdzieś w okolicach 2035 roku. Proste.

Share This Post

Recesjoodporność

Zdecydowanie mamy się z czego cieszyć, polska gospodarka cały czas jest na ścieżce wzrostu, tymczasem praktycznie wszystkie gospodarki unijne się kurczą – mówi “Gazecie” Jarosław Bauc, były minister finansów, obecnie prezes Polkomtela. – Zjawiska recesyjne w Polsce zatrzymały się. To bardzo dobry prognostyk. Sądzę, że w całym 2009 r. możemy liczyć na wzrost na podobnym poziomie – mówi Bauc. W całej UE tylko Cypr może się pochwalić szybszym wzrostem PKB – o 1,6 proc. Gospodarki innych krajów naszego regionu kurczą się o około 3-5 proc.

Polkomtel to jedna z lepszych synekur jakie można sobie wymarzyć. Tak się składa, że kiedyś pracowałem pośrednio dla nich, więc znam tą firmę z pierwszej ręki. Jest to przepych aleksandryjski oparty na solidnym trzymaniu rynku za ryj – posiadanie swojej sieci nadajników komórkowych jest oligopolem i nikt im nie fiknie. Polkomtel to śmietanka polskiego biznesu, jak się gdzieś zaczepić na ciepłą posadkę to tylko tam. Szczerze zazdroszczę premierowi Bucowi jego cieplutkiego stanowiska, chłop wie jak się zaczepić. Doradzał już rządowi Estonii – wiemy jak wygląda tam dziś sytuacja. Pił też krew polskiego przyszłego emeryta jako prezes Skarbca.

Rzeczywiście premier Tusk ma powody do zadowolenia. Gospodarka PL jest w lepszej sytuacji niż inne gospodarki UE, co wynika z następujących faktów:
– mniejsze zarobki pracowników dają firmom działającym na terenie Polski przewagę konkurencyjną
– osłabienie złotówki daje przewagę cenową na rynkach zagranicznych – towary wyprodukowane w PL są tańsze od konkurencji
– w Polsce panuje mniejsze bezprawie niż w dawnym ZSRR, wobec czego inwestorzy wolą lokować produkcję w Polsce, mimo że w b. ZSRR koszty pracy są niższe niż w PL
– struktura gospodarki PL jest zdrowsza niż UE czy USA, jest oparta w dużej mierze na produkcji a nie imporcie i wzajemnych usługach
– zadłużenie gospodarstw domowych jest mniejsze niż w krajach cywilizowanych
– dzięki sowieckiej okupacji i sprzedawczykom z PZPR w PL nadal potrzeba wiele inwestycji strukturalnych, napływ środków pomocowych generuje miejsca pracy bez generowania znacznego długu publicznego na ten cel

Należy jednak podkreślić, że Donald nie ma prawa przypisywać sobie zasług za sytuację lepszą niż u sąsiadów. To nie zasługa Tuska, że komuniści nie budowali oczyszczalni ścieków i napływ pomocy na ten cel daje ludziom pracę. Premier nadal nie rozumie jak ważna jest intensyfikacja rozbudowy infrastruktury, zmniejszenie długu publicznego, obniżenie podatków (szczególnie tego przeklętego ZUSu) czy walka z bandycką biurokracją. Po prostu premier podczepia się pod nie jego sukces. Za 10 lat będzie trąbić w wywiadach jakim to wielkim premierem był – podobnie jak to robi premier Bucek.

Chciałbym tu podkreślić, że obiektywnie rzecz biorąc Donek jest mniejszym złem. Premier Kaczyński byłby złem dużo większym, jako krok w stronę katoszariatu, nie mówiąc o premierze Lepperze czy premierze Dużym Romku. Jeżeli nie szkodzi to już jest coś. Pamiętać też należy, że premier operuje w warunkach demokracji telewizyjnej, każdy dzień zaczyna od lektury słupków i notowań, a dopiero potem pyta czy nie wybuchła gdzieś wojna nuklearna. Jako człowiek o silnym instynkcie samozachowawczym nie skacze na bungee, ani nie próbuje likwidować KRUS.

Oczywiście prezydent Kaczyński też wrzuca swoje dwa grosze. Jako że bracia są odsunięci od władzy takiej na jaka mieli by ochotę nieustannie prezentują propagandę przeciwną do rządowej. Recesja jest głęboka, najgorsza od 70 lat – mówił Adam Glapiński, doradca Lecha Kaczyńskiego, po zakończeniu spotkania prezydenta z byłymi ministrami finansów. Jedynym nasuwającym rozwiązaniem jest przywrócenie do pełnej władzy PiSu i wprowadzenie katoszariatu. Naturalnie bracia nie mają lepszego planu na przezwyciężenie kryzysu, są po prostu napaleni na władzę jak pies na sukę w rui.

Jak będzie wyglądać przyszłość polskiej gospodarki – to najbardziej istotne pytanie. Premier, jak dokładnie każdy polityk na tej planecie zapewnia, że wszystko będzie cacy. Każdy inteligentny człowiek na świecie wie, że oczywiście cacy nie będzie. Gospodarkę USA czeka upadek i hiperinflacja, co spowoduje gwałtowne zawirowania na całym świecie. Z pewnością do Polski dotrze recesja i niepokoje społeczne. Polscy politycy staną przed trudnym zadaniem ratowania kraju przy jednoczesnym unikaniu populizmu.

Jeszcze raz podkreślę – nie jest zasługą premiera że jest odrobinę lepiej niż u sąsiadów oraz nie jest tak, że prezydent byłby lepszy w zażegnywaniu kryzysu. Po prostu obaj panowie uprawiają politykę, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone.

Share This Post

VAT w USA

USA jest bankrutem. Wprowadzanie nowych podatków i podnoszenie istniejących jest tym czego można się spodziewać. Nie tak dawno nie do pomyślenia było wprowadzenia VAT w Stanach. Powszechna była opinia, że taki podatek powoduje wysokie koszty życia i zbyt mocno uciska fiskalne obywateli. Obecny kryzys i towarzysząca mu dziura budżetowa prowadzi do poszukiwania nowych źródeł finansowania. VAT nadaje się idealnie do zwiększenia przychodów budżetowych, jako podatek pośredni pobierany jest każdego dnia przy każdej sprzedaży i obywatelowi bardzo ciężko go uniknąć.

Podatek od sprzedaży (sale tax) istnieje już w USA, ale jest on niski (6-9 %) i bardzo łatwo go uniknąć, na przykład kupując coś przez Internet w innym stanie. Podatku od sprzedaży nie płacą usługodawcy jak lekarze, prawnicy czy hydraulicy. VAT musiałby objąć wszystkie rodzaje sprzedaży i musiałby mieć wyższą stawkę niż obecny podatek by taka podwyżka miała sens.

Zachęcam do lektury Washington Post.
Oczywiście nie należy od razu brać na poważnie całości prezentowanej propagandy. Wpływów z VAT nie wystarczy na wszystko (powszechne ubezpieczenie zdrowotne), tylko na bieżące załatanie katastrofy budżetowej. Nawet przy drakońskiej stawce 25% nadal nierozwiązane pozostanie finansowanie emerytur Baby boomers czy spłata istniejącego zadłużenia. Bez reform strukturalnych (powrót produkcji do USA) wprowadzenie VAT po prostu przedłuży agonię. W międzyczasie możemy mieć znaną z Europy zabawę w wystawianie faktur, zakup kas fiskalnych, skomplikowana księgowość i składanie deklaracji. No i europejską drożyznę.

Share This Post

Gazprom

Gazprom – wbrew zapowiedziom – nie podpisał wynegocjowanego z Polską kontraktu na dodatkowe dostawy gazu w tym roku. Prezes PGNiG Michał Szubski powiedział w środę PAP, że nie wiadomo z jakiego powodu rosyjski koncern umowy nie podpisał. “Także czekamy parę dni na ustosunkowanie się, dlaczego dokument, który został przez strony wynegocjowany i do którego żadna ze stron nie zgłasza żadnych zastrzeżeń, nie jest podpisywany” – dodał.

Polacy nie rozumieją zasad rządzących Rosją. Kraj ten jest w dalszym ciągu Imperium zła. To nie jest kraj demokratyczny, rządzony jakimikolwiek cywilizowanymi metodami. Zadawanie pytań dotyczących dziejących się tam spraw przypomina amerykańskie podejście do Holocaustu – ‘Niemcy zabijają Żydów? To dlaczego Żydzi nie wynajmą sobie adwokata?’ Nie-Rosjanie absolutnie nie rozumieją Rosji, myślą że to kraj taki jak Belgia czy Francja, tylko większy, zimniejszy i rzadziej zaludniony.

W Rosji nie ma biznesu w cywilizowanym rozumieniu. Każdy przedsiębiorca – taksówkarz, dentysta czy hydraulik – płaci haracz, którym dzielą się lokalni bandyci z urzędnikami. Większe biznesy są całkowicie kontrolowane przez spółki oligarchów z wysokimi oficerami bezpieki. Ważne decyzje nie zapadają na posiedzeniach zarządów, tylko w gmachach bezpieki. Zyski tych korporacji w całości wywożone są za granicę, tam trafiają na tajne konta. W Londynie, Zurichu i na Rivierze mieszkają ci, którzy mają dostęp do tych pieniędzy.

Czasem jestem pytany dlaczego jestem antyrosyjski. Nie jestem. Przeciwny jestem łamaniu wszystkich możliwych praw człowieka wymyślonych w Europie. Przeciwny jestem mordowaniu niewinnych ludzi w Rosji. Jestem za Rosją wolną i demokratyczną a nie Rosją imperialistyczną. Stanowczo też sprzeciwiam się próbie określania Polski jako rosyjskiej strefy wpływów.

Polecam książkę A Litwinienki ‘Wysadzić Rosję’. Ta książka kosztowała życie jego i dwóch współpracowników. Polecam lekturę – może otworzą wam się trochę oczy.

Share This Post

Dom za free

Jeżeli kupić nieruchomość w USA, to tylko teraz. Zacząłem wierzyć Suzanne.

Oglądałem dziś mieszkania w okolicach Chicago, zamieszkałe w dużej części przez Polaków. Można kupić 3 pokojowe mieszkanie (two bedrooms według tutejszych standardów) za 30.000 $. Oznacza to, że przy wpłacie własnej 5% ponosiło by się następujące koszty miesięczne:
200 $ – spłata kredytu (fixed 30 years)
200 $ – podatki od nieruchomości
200 $ – koszty remontowe, ogrzewanie, woda, gaz i basen

Takie mieszkanie można po pomalowaniu wynająć za 950 $. Tu jest podobne ogłoszenie i parę zdjęć.

Za 10 lat pozostałą część kredytu – 20 000 $ – spłaci się jedną dniówką. Mieszkanie będzie czystym zyskiem.

Deal jest możliwy jeszcze przez krótki czas. Potem kredyty wystrzelą w górę, co uczyni cały interes nieopłacalnym.

Potem zacznie się kupowanie nieruchomości za złoto. Mieszkanie takie jak to będzie kosztować 1 uncję, a nie 30 uncji jak dziś. Ale do tego czasu upłynie jeszcze z rok albo dwa.

Share This Post

Bond, James Bond

Dzisiaj będzie o bonds. James Bond to ma fajną robotę i to jeszcze na koszt Polaków płacących podatki w Londynie :

My, ekonomiści, mamy znacznie gorzej. Nie pukamy sobie dwóch panienek na raz jak Bond, a dla nas bond (obligacja) oznacza taki wykres :

Na wykresie widzimy oprocentowanie 10 letnich obligacji amerykańskich. W listopadzie 2008 doszło do paniki – inwestorzy zaczęli kupować ogromne ilości obligacji, traktując je jako inwestycyjną ‘bezpieczną przystań’. Obligacje sprzedawane są na aukcjach – większy popyt oznacza mniejsze odsetki na jakie zgadzają się inwestorzy. Od stycznia 2009 widzimy przeciwne zjawisko – kupujących jest mniej, oprocentowanie idzie w górę.

Należy oczekiwać dalszych wzrostów oprocentowanie obligacji USA. Inwestorzy wiedzą, że Stany emitują duże ilości dolarów, a jak wiadomo zwiększenie ilości wydrukowanego pieniądza oznacza jego mniejszą wartość jednostkową. Kupujący słusznie boją się, że w przyszłości dolar będzie miał mniejszą wartość i wobec tego żądają wyższych odsetek mających to skompensować.

Czytelnik bloga może zadać pytanie ‘a co mnie tu w Ełku obchodzi oprocentowanie obligacji w USA’. Otóż powinno obchodzić i to bardzo. Myślę, że sporo ludzi powinno mieć w Ełku problemy z zaśnięciem, ze względu na sytuację z amerykańskimi obligacjami. Współczesna gospodarka jest gospodarką światową. Kryzys, który rozpoczął się w USA, spowodował też kryzys w Polsce i na całym świecie. Pęknięcie bańki spekulacyjnej na domach w Los Angeles i Phoenix spowodowało wzrost bezrobocia w Ełku, na przykład przez to że mniej jest przysyłanych pieniędzy przez emigrantów budujących domy w LA, wobec czego iż żony mogą zatrudnić mniej hydraulików.

Wzrost oprocentowania obligacji przełoży się na wzrost oprocentować wszelkich kredytów w USA – hipotecznych, samochodowych i kart. Dla konsumenta amerykańskiego, mocno zadłużonego i kupującego wszystko na kredyt, oznacza to wzrost kosztów obsługi istniejącego zadłużenia oraz spadek możliwości zaciągania nowych zobowiązań. Zakupy zmniejszą się jeszcze bardziej, co pogorszy i tak trudną sytuację na rynku budowlanym i samochodowym. Część konsumentów nie podoła obsłudze zadłużenia i przestanie spłacać kredyty, co dla zalewarowanych i niskokapitalizowanych banków oznacza ogromne kłopoty. A dalsze pogłębienie kryzysu w USA oznacza większe bezrobocie w Ełku.

Rząd USA nic nie może zrobić poza kolejnymi konferencjami prasowymi pokazującymi jak to dobrze kryzys jest zażegnywany. Nie można kazać inwestorom kupowania niskooprocentowanych obligacji. Działania realne mogłyby polegać na zmniejszeniu ilości obligacji oferowanych do sprzedaży, co jest niemożliwe ze względu na potrzeby budżetowe. Ogromny deficyt USA jest poza wszelką dyskusją, tak jak dziewictwo Maryi dla Radia Ma Ryja. Kolejne akcje dodruku pieniądza (eufemistycznie zwane quantitative easing) przypomina klasyczny bareizm, gdzie strażacy mieliby polewać benzyną pożar, tak by wypalił się cały tlen i pożar sam zgasł. Większy druk pieniądza oznacza większe oprocentowanie obligacji i wobec tego większą recesję w USA. Lekarstwo zamiast leczyć zabija pacjenta.  

W ciągu najbliższych miesięcy spodziewam się dalszego wzrostu oprocentowań obligacji i kredytów w USA. Wzrost do poziomu 7 – 10 % na hipotekach, 15 – 20 % na samochodach czy 30 – 40 % na kartach oznaczać będzie masowe bankructwa i zamarcie sprzedaży czegokolwiek poza chlebem, kartoflami, złotem i amunicją. Spodziewam się, że kryzys będzie się gwałtownie zaostrzał.

Share This Post