Ciag dalszy wykladu ‘Dlaczego kryzys w USA jest tak cholernie grozny’

Ponizsze wywody sa nudne, przesiakniete sa czarnowidztwem, nie sa o sexie i zupelnie nie zgadzaja sie z wykladnia prezentowana w TV. Ale za to dodalem dwa obrazki.

Ogromna wiekszosc wzrostu gospodarczego w latach 2001 – 2006 napedzana byla banka spekulacyjna na nieruchomosciach. Inwestorzy zadluzali sie i budowali domy z nadzieja na zysk. Ich naklady inwestycyjne tworzyly miliony miejsc pracy i napedzaly zuzycie materialow budowlanych. Budowlancy wydawali zarobione pieniadze i napedzali koniunkture. Co najwazniejsze – miliony wlascicieli domow w USA otrzymywali coraz wyzsze wyceny swoich domow i otrzymywali kolejne kredyty, wraz ze wzrostem wartosci domow. Te kredyty zostaly wydane na konsumpcje – samochodzy, wycieczki, elektronike, nawet zywnosc.

Powazny problem zaczal sie w momencie, gdy ceny nieruchomosci zaczely spadac. Ktos moglby zapytac – co z tego, ze ceny spadly. Problem polega na tym, ze pieniedzy pozyczonych na zastaw domow juz nie ma – poszly na ‘przepal’. Zostaly kredyty, ktore nie ma za bardzo z czego splacac, poniewaz rosnace bezrobocie w budownictwie i malejaca konsumpcja powoduje, ze coraz ciezej zarobic tyle, by splacac kredyt. Pamietajmy, ze duzo domow bylo sfinansowanych w 100 % przez kredyt. Mamy domy na ktorych np. jest kredyt 200 000 dolarow do splacenia a taki sam dom obok mozna kupic za 80 000 czy 120 000.

Dochodzi do takiego momentu, ktory juz dawno przewidzialem. Przychodzi moment, gdy dlug przekracza wartosc nieruchomosci obciazonej ta hipoteka. Mnostwo ludzi dochodzi do wniosku, ze ani mysli splacac tego kredytu. Jedyne co ich jeszcze trzyma w tych domach, to perspektywa kilku darmowych miesiecy mieszkania, bo tyle trwa proces wyrzucania na bruk.

Wbrew zapowiedziom politykow republikanskich – przerazonych listopadowymi wyborami prezydenckimi – prawdziwy kryzys na dobre sie jeszcze nie zaczal. Dzieki prawu opozniajacymi eksmisje na rynek nie dotarla jeszcze fala MILIONOW domow odebranych przez banki. Taka fala podazy i nikly popyt to przepis na spadek cen, przez co proces kolejnych nieoplacalnosci splat kredytow bedzie sie nakrecal.

Co wiecej, obecne kredyty hipoteczne oprocentowane sa na 7 % rocznie gdy inflacja SZALEJE. Niezalezne zrodla szacuja inflacje na 12 %. Przy takiej inflacji stopy procentowe powinny byc juz na poziomie 15 % a kredyty na poziomie 20 %. Przy kredytach tak oprocentowanych ilosc kupujacych spadnie do ulamka tego co mamy dzisiaj. W kraju, gdzie ludzie nie maja oszczednosci, nikogo nie bedzie stac na zakup domu, ani nawet ogrodowej szopy na widly. Ceny nieruchomosci beda spadac ponizej wartosci odtworzeniowej, branza budowlana zaniknie. Po co bowiem budowac dom za np. 100 000, skoro za 50 000 bedzie mozna kupic taki sam – juz wybudowany.

Wzrostu oprocentowan kredytow nie da sie uniknac, w koncu FED zostanie do tego zmuszony przez hiperinflacje i inwestorow zaprzestajacych kupowania obligacji oprocentowanych na poziomie 4 % jak dzis. Procesu podnoszenia stop procentowych nie da sie uniknac, podobnie jak nie uniknie sie wczesniej opisanego zjawiska masowego odbierania domow przez banki.

Mamy przepis na perfect storm i czekaja nas bardzo ciezkie czasy depresji podobnej do tej z lat 30tych. Jedne co nas ratuje to niska plynnosc przedmiotu banki spekulacyjnej – domow. W latach Wielkiej depresji spekulacja objete byly akcje, ktore rzucono na sprzedaz w ciagu kilkunastu dni i rozgryweczka byla skonczona. Domy to zupelnie inna historia, nie sa ‘plynne’ i fala podazy rozciagnieta jest na lata.

Do tego kolesie krecacy pierdolonikiem maja czas na zabiegi ratujace im dupe.

Amerykanom zostanie w pamieci okres szczesliwosci, jak to za dobrego prezydenta Busha jak za krola Sasa jadlo sie, pilo i popuszczalo pasa. Zabawne, ze zarowno za Busha jak i za Sasa wysoki poziom konsumpcji zwiastowal totalny upadek panstwa.

Share This Post

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *