WIBOR a miesięczna rata kredytu hipotecznego

Jeszcze kilkanaście lat temu kredyty hipoteczne były w Polsce prawie nieznane. Nie dlatego, że banki nie znały tego typu produktów lub gardziły zarobkiem z takich kredytów. Po prostu w środowisku wysokich stóp procentowych (na przykład WIBOR 20% w 2000 roku) odsetki byłyby tak wysokie, że prawie żaden kredytobiorca nie byłby w stanie obsłużyć kredytu na mieszkanie.

Jakie przykre konsekwencje ma próba sprzedawanie kredytów hipotecznych w takich warunkach można przekonać się wspominając kredyt Alicja oferowany przez PKO BP od 1995 roku. Bank zakładał, że stopy WIBOR niedługo spadną, więc kredytobiorca spłacał tylko część odsetek, a reszta dopisywana była do sumy kredytu, który puchł jak balon. Kwota niespłaconego kredytu gwałtownie rosła, ponieważ niespłacone odsetki kumulowały się wraz z kolejnymi odsetkami od odsetek… Ot, magia procentu składanego. A ponieważ stopy procentowe mocno spadły dopiero w okolicy roku 2003, to wielu kredytobiorców stało się ‘posiadaczami’ ogromnego i niespłacalnego długu wobec PKO.

A skoro już jesteśmy przy roku 2003, to warto przypomnieć sobie dwa wykresy:

Jest widoczna korelacja. W 2003 roku WIBOR osiągnął niski poziom 5% i banki dostrzegły możliwość szerokiego wprowadzenia kredytów hipotecznych do swoich ofert. Zaczęły ich udzielać i popyt na nieruchomości gwałtownie zaczął rosnąć. W efekcie mieliśmy gwałtowny wzrost cen i bańkę hipoteczną.

I drugi wniosek – mamy obecnie ekstremalnie niski poziom WIBOR, który raczej niżej nie spadnie, i który raczej będzie rósł śladem zbliżającego się wzrostu stóp procentowych w USA.

Kredyty hipoteczne w Polsce są sfinansowane krótkoterminowymi lokatami i środkami zalegającymi na kontach osobistych. Ich oprocentowanie może zmienić się bardzo szybko i najprawdopodobniej będzie rosło. Banki nie chcą podejmować ryzyka tego, że za depozyty trzeba będzie płacić więcej niż będzie przynosić kredyt, więc banki oferują wyłącznie kredyty o zmiennym oprocentowaniu. Pisałem już o tym kilka razy – to jest tykająca bomba ekonomiczna, o której prawie nikt nie wie, zarówno kredytobiorcy jak i sprzedawcy kredytów. Skala problemu jest duża, ponieważ kredytów hipotecznych w złotówkach mamy dwa razy więcej niż we franku, mowa jest o 200 miliardach złotych.

Brak kredytów o stałym oprocentowaniu wynika z kilku faktów. Złotówka jest walutą wysokiego ryzyka i nikt rozsądny nie chce zamrażać kapitału w lokaty na 20 czy 30 lat bo może go dotknąć scenariusz ‘od pucybuta do milionera’, ale w polskiej wersji. Różnica jest taka, że w Ameryce ludzie dorabiają się od zera do miliona, a w Polsce milioner bardzo łatwo może zostać pucybutem (w wersji optymistycznej) albo być rozstrzelanym (w wersji pesymistycznej).

Poza tym do ludzi przemawiają liczby. Kupując kredyt w banku nikt nie pyta o hipotetyczne ryzyko wzrostu WIBORu, tylko o wysokość miesięcznej raty na daną chwilę. I tak skoro długoterminowa obligacja RP płaci dziś 4,3%, to list zastawny będący finansowaniem dla hipotek musiałby płacić 5,3%, czyli kredyty o stałym oprocentowaniu musiały by być po 6-7%. Zamiast tego mamy kredyty o zmiennym oprocentowaniu w wysokości powiedzmy nieco ponad 4%. I tak dla kredytu 300k / 20 lat kredyt może kosztować przy 2200 zł miesięcznie przy stałym oprocentowaniu lub 1800 zł miesięcznie przy zmiennym.

Większość ludzi wybierze zmienne oprocentowanie nie zdając sobie sprawy z tego, że jeżeli WIBOR wyskoczy na 20% to miesięcznie przyjdzie im do zapłaty 5300 zł… Która rodzina będzie w stanie to udźwignąć? A w perspektywie 20 lat mamy taką sytuację pewną jak w banku, to nie jest ‘jeżeli’ a ‘kiedy’. Wystarczy tylko przypomnieć sobie o ciągle rosnącym zadłużeniu państwa, o chwiejącej się UE, o niedofinansowanym ZUSie. Każde duże tąpnięcie skutkować będzie natychmiastowym wystrzałem WIBORu. I w takiej sytuacji państwo polskie będzie zajęte ratowaniem samego państwa, a nie ratowaniem kredytobiorców, nawet jeżeli jest ich parę milionów. Przerzucić tego ciężaru nie da się na banki. One po prostu nie wytrzymają kapitałowo sytuacji, w której będą musiały płacić rynkowe stawki za depozyty i nie będą mogły tego przerzucić na kredytobiorców hipotecznych.

Z tego zagrożenia zdaje sobie sprawę KNF. Proszę zapoznać się z dokumentem w tej sprawie.

Trzeba nadmienić, że cały ten problem nie istniałby w systemie pieniądza złotego. W takim reżimie kredytodawca może być spokojny o siłę nabywczą deponowanego kapitału i żąda za niego jakieś 3%. Nie zdarzają się wzrosty oprocentowania, ponieważ w takim systemie nie ma inflacji. Banki mogą udzielać kredytu nawet na 20 – 30 lat bez obaw o wzrost odsetek. Tak to działało w USA przez 150 lat, do połowy XX wieku.

Gdy dojdzie do takiego gwałtownego wzrostu WIBOR zobaczymy odwrotne ruchy na obu powyższych wykresach. Gdy WIBOR pójdzie w górę, to dostępność kredytów spadnie w okolice 0. Podaż mieszkań gwałtownie wzrośnie ponieważ większości kredytobiorców nie będzie stać na spłatę całości kredytu ani na spłacanie rat w kwocie 2 – 3 razy większych. Równowaga podaży i popytu na nieruchomości odnajdzie się na zupełnie innym poziomie, ceny gwałtownie spadną. Wcale nie wykluczam spadku cen o połowę w ciągu 2 lat od zaistnienia problemu.

Jeżeli rząd nadal nie będzie pozwalał bankrutować kredytobiorcom to będziemy świadkami śmierci cywilnej dla milionów Polaków i kolejnej fali emigracji. Jeżeli pozwoli, to spadki cen będą jeszcze większe, nasilone masowym wysyłaniem kluczy do mieszkań bankom.

Narastające zadłużenie wielu państw świata i ogromna skala dodruku walut zbliżają nas do tego momentu. Fala podwyżek stóp procentowych już się zaczęła w USA. Powoli zbliżamy się do tego momentu. I jak zwykle dowiemy się z prasy, że nikt tego nie przewidział.

Share This Post

Płacidło

Ludzie sprzedają mi różne rzeczy wykonane z metali szlachetnych. Niektóre są w rodzinie od pokoleń. W moje ręce trafiło coś w rodzaju portmonetki… tylko, że do płacenia złotem.

Złotówka dla porównania wielkości.

Jest to oryginalny przedmiot z czasów wojny. Każde kółeczko jest ze złota 585, waży około 0,1 g, i pochodzi z rozebranej biżuterii. Za takie kółko dostawało się bochenek chleba albo 6 jajek.

To tak w temacie ‘złota się nie zje’. Natomiast obligacje RP ‘zysk bez ryzyka’ na pewno się zje z dużym smakiem, można przegryzać też banknotami.

Acha, zapomniałbym. Takie czasy już nigdy nie powrócą, ponieważ jesteśmy w UE i chroni nas V artykuł sojuszu NATO. W razie czego Amerykanie będą nas bronić z wszystkich sił.

Share This Post

Czy Trump będzie zastrzelony?

Tytuł nie jest przypadkowy. Chodzi o to, żeby Google to zindeksowal i wyświetlił ten tekst w odpowiednim momencie.

Na początku stycznia modne jest publikowanie prognoz na przyszły rok. Ja tego nie robię, ponieważ uważam, że przyszłość jest kształtowana przez wypadki nieprzewidywalne. Można zauważyć trendy, ale nie da się przewidzieć kolejnych zdarzeń czy na przykład cen.

Jeżeli jednak miałbym prognozować, to obstawiam, że Donald Trump zostanie zabity przed końcem swojej kadencji. Jego polityka bije w interesy oligarchów, posiadających większość aktywów w USA i mnóstwo aktywów w pozostałej części świata. Ich model biznesowy polega na tym, że fabryki które posiadają zostały przeniesione do tanich krajów, a ich produkty są sprzedawane w drogich krajach. Polityka Trumpa zmierza do protekcjonizmu, czyli zagraża ich dochodom. Dalej, Trump jest zwolennikiem większej dyscypliny budżetowej. To bije w grupę oligarchów, którzy posiadają banki i robią ogromne pieniądze na obrocie obligacjami USA, braniu taniego pieniądza z FED i pożyczania go publice.

Na tą chwilę oligarchowie wykonują gorączkowe telefony do prasy i TV, których są właścicielami. Te działają jak pisowka TVP albo kremlowska RT, próbują go masakrować. Metody są najróżniejsze, od wklejania fotek z uchwyconym grymasem Trumpa do artykułów, przez całkowicie stronnicze komentowanie jego polityki, aż do podburzania do protestów na ulicach. Trump reaguje na to dzielnie, można sobie obejrzeć jego konferencję prasową:

<iframe width=”560″ height=”315″ src=”https://www.youtube.com/embed/W5FRUM-AK9k” frameborder=”0″ allowfullscreen></iframe>

Jeżeli ktoś ma styczność z rosyjskimi mediami to może się przekonać, jak USA jest negatywnie przedstawiana. Ma się wrażenie, że Ameryka już szykuje desant na Syberię i uderzenie z Polski. Tymczasem prawda jest taka, że Stany nie mają żadnego interesu ani planu atakować Rosji. Identycznie budowana jest propaganda oligarchów amerykańskich – tworzy się miraż rosyjskiego zagrożenia, chociaż Putin nie jest zainteresowany naruszeniem interesu USA. Rosja ma większe problemy – niska dzietność Rosjanek, brak zaawansowanego przemysłu, tania ropa, nacisk demograficzny ze strony Azji, problemy z islamistami, konieczność zakończenia przeciągającego się konfliktu z Ukrainą, itd.

Zabiegi medialne nie wystarczają. Szefowie mediów nadal nie rozumieją, że Amerykanie nauczyli się od Rosjan, że media kłamią. Dowodem na to jest fakt, że wygrała osoba, do której media zniechęcały. Teraz im większa jest fala medialnego hejtu, tym większe poparcie uzyskuje Trump. Kiedy to w końcu zrozumieją, nie zawahają się przed rozwiązaniem siłowym. Mają w tym doświadczenie, wiemy jak było z zamachem na JFK. Tu jest szersza i dość rzeczowa dyskusja na ten temat.

Kibicuję Trumpowi, ale jestem przekonany, że Ameryka jest w fazie schyłkowej. Ten trend jest napędzany:

  • spadkiem ilości dostępnej energii (taniej ropy),
  • pogarszaniem jakości ludności USA (statystycznie ludzie coraz mocniej opaleni, ale z coraz niższym IQ)
  • krótkowzrocznością oligarchów (przedkładanie interesu z danej chwili ponad strategie długofalowego rozwoju kraju).

Nie sądzę, że uda mu się ten trend odwrócić, nawet jeżeli przeżyje. Należy mu się duży szacunek, że zamiast korzystać z owoców swojej pracy i podejmować szampanem modelki na jachcie stawia na szalę swoje życie.

Share This Post

Sprzedaż złota w górce

Są różne strategie oszczędzania w złocie. Niektórzy po prostu kupują wtedy, gdy mają pieniądze, inni polują na spadek cen, tzw. dołki. Podobnie wygląda sprawa ze sprzedażą, da się zauważyć wyraźny wzrost podaży przy wzroście ceny kruszcu. To dobrze, ponieważ w skali całego świata kruszec, poprzez rafinerie, w końcu trafia giełdę i uderza w spekulantów. Przy sztucznym zbijaniu cen proces kupowania w dołku ma równie korzystne działanie – wzrost popytu przez inwestorów na całym świecie podbija cenę i miesza szyki spekulantom.

Zresztą podobnie jest z walutami. Mając oszczędności w walucie warto wykorzystać gwałtowne wzrosty cen do sprzedaży i potem odkupić się w dołku. To jest czas w którym w końcu możemy zarobić na spekulantach z City. Zwykle niestety jest odwrotnie, spekulanci uderzają w zwykłych przedsiębiorców, co powoduje wzrost cen, a to uderza w zwykłych konsumentów.

Są niestety pewne ograniczenia tej całej sytuacji, które mogą uderzyć w inwestorów, którzy chcą przechytrzyć rynek: – nigdy nie wiadomo, gdzie jest dołek i górka. Nigdy nie jest tak tanio, żeby nie mogło być jeszcze taniej, ani tak drogo, żeby nie mogło być jeszcze drożej. Weźmy hipotetyczną sytuację w której dolar kosztuje początkowo 4,00 złote i dynamicznie drożeje do 4,50 zł. Są duże szanse, że nastąpi korekta i cena spadnie powiedzmy do 4,25 zł. Możemy sprzedać dolary po 4,50 zł i poczekać na spadek kursu, żeby je odkupić. Ale z drugiej strony możemy się tego nigdy nie doczekać i zostać ze stosem złotówek szybko tracącymi wartość.

Nie trzeba wiele argumentować za tym, że Polska jest krajem niestabilnym politycznie, a co za tym idzie również monetarnie. Książki do historii i opowieści starych ludzi wynika, że od wieków każde pokolenie było w pewnym momencie odcedzane z kapitału – do zera. Wojny, wymiany pieniędzy, krachy, inflacja, wszyscy kupujący złoto to wiedzą i dlatego właśnie je kupują. Sprzedaż złota w górce jest bardzo ryzykowna. Zdarza się, że notowania złota idą w górę bez przyczyny, w efekcie działań spekulacyjnych grubych kotów, a czasami jest powód o znaczeniu fundamentalnym, politycznym lub ekonomicznym.

Przykładów można podawać setki, ale wyobraźmy sobie sytuację inwestorów w sierpniu 1939. Ceny złota funta i dolara, wyrażone w złotówkach, szły dynamicznie w górę, natomiast ceny obligacji RP spadały. Niejeden z inwestorów pomyślał, że jest doskonała okazja, żeby zrealizować zyski na złotych $20 i kupieniu tanich obligacji RP ‘zysk bez ryzyka, wypłacane w złocie’. Przecież wiadomo, że jak tylko Hitler będzie fikać, to wkroczą nasi sojusznicy z Anglii i Francji i wojna się skończy po tygodniu… Wtedy sprzeda się obligacje po normalnej cenie i odkupi przecenione złoto. Wszyscy wiemy, jak skończyły się tego typu kalkulacje.

Do spekulacji nie warto używać banknotów i złotych monet. Zawsze pojawia się spread pośrednika, który pożera część zysku. Forex też odradzam, za wysokie ryzyko zostania odcedzonym z kapitału. Lepiej jest używać platform którego z biur maklerskich, czy nawet platformy wymiany walut typu cinkciarz czy walutomat.

Share This Post

Fałszywki Andrzeja Szczęśniaka – polski bilans handlowy

Moje wcześniejsze artykuły o zbliżonej tematyce:

Fałszywka spadku ilości kilometrów przemierzanych przez Polaków

Andrzej “Kompromitująca niewiedza” Szczęśniak – ropa

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku węgla

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku i paliw

Sytuacja na światowym rynku paliw

«Oszust - mężczyzna świadomie wprowadzający kogoś w błąd»

[Źródło: Słownik języka polskiego PWN]

Wstęp

We wszelkich decyzjach ekonomicznych niezwykle ważne jest dysponowanie prawdziwymi informacjami. Błędne informacje prowadzą bowiem do błędnych decyzji, a błędne decyzje prowadzą do strat materialnych u dokonujących ich.

Tymczasem w mediach mamy zalew fałszywych informacji, co jednak ciekawe nierzadko te fałszywe informacje głoszą ludzie przedstawiani jako eksperci – w dodatku głoszą je z pełną świadomością, że podają odbiorcom nieprawdę.

Takich medialnych ekspertów jest zapewne w mediach “na pęczki”, jednak ja zajmę się tylko jednym przypadkiem. Po prostu innych medialnych ekspertów nie obserwowałem wystarczająco intensywnie by zdobyć dowody świadomego okłamywania odbiorców przez nich.

Mam nadzieję, że to co zebrałem ułatwi czytelnikom rozpoznanie i innych podobnych do tego przypadków celowej dezinformacji.

Ci, którzy czytali moje wcześniejsze artykuły (wpisy gościnne u Trystero, Doxy i na moim twitterze), wiedzą, że dość intensywnie obserwuję blogi Andrzeja Szczęśniaka: szczesniak.pl i prawica.net, co pozwoliło mi dokładnie prześledzić zarówno proces świadomego i celowego publikowania przez niego wielu fałszywych informacji jak i proces cenzurowania i banowania komentatorów, którzy “fałszywki” zauważali i wskazywali.

W dzisiejszej części zaprezentuję proces okłamywania czytelników w kwestii bilansu handlowego.

Motywem przewodnim kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez A. Szczęśniaka na temat bilansu handlowego Polski są dwa kłamstwa:

  • pierwsze: że III Rzeczpospolita ma i miała ujemny bilans handlu z “bogatymi państwami Zachodu” (rzeczywistość: przez prawie całą III RP bilans wymiany handlowej z tymi krajami był dodatni)
  • drugie: że Polska ma ujemny bilans wymiany handlowej z całym światem łącznie (rzeczywistość: od 4 lat – tj. od roku 2013 w przeliczeniu na mieszkańca polskie nadwyżki handlowe są wyższe niż chińskie)

Kampania dezinformacyjna

A więc cztery lata temu Polska trwale stała się eksporterem netto towarów i usług, a wraz z tym zdarzeniem A. Szczęśniak rozpoczął kampanię dezinformacyjną mającą na celu rozpowszechnienie (dez)informacji, że Polska została “ograna” gospodarczo przez “Zachód” – bo dokonała z nim nieekwiwalentnej transakcji w wyniku której jest obecnie “rynkiem zbytu” dla towarów i usług wytwarzanych na “Zachodzie”

«Transakcja, którą zaproponowano krajom słabiej rozwiniętym wyglądała tak: wy, słabi, otwieracie swój rynek oddajecie swoje portfele (rynek) naszym produktom (...) To się nazywa wymiana nieekwiwalentna»

[Źródło: http://prawica.net/4150#comment-50226]

Szczęśniak w czasie gdy jego blogi obserwowałem zamieścił ze setkę artykułów o bilansie handlowym Polski i innych krajów, kiedyś nawet narzekał, że pisze o bilansie handlowym porównywalną ilość artykułów, co cały pozostały polski Internet razem wzięty, w związku z czym jest po prostu niemożliwe, by nie wiedział, że jest dokładnie na odwrót niż w powyższym cytacie (dez)informuje. Prawie wszystkie “bogate kraje Zachodu” mają ujemne bilanse wymiany handlowej zarówno z Polską jak i z innymi krajami Europy Wschodniej. To “kraje Zachodu” są rynkami zbytu dla produktów wytwarzanych w Polsce i w innych pobliskich krajach słabiej rozwiniętych.

Poniżej diagram prezentujący wymianę handlową Polski z jej dwudziestoma największymi partnerami handlowymi w OECD.

[Źródła: Baza danych GUS, Rocznik Statystyczny Handlu Zagranicznego 2016]

A niżej polska wymiana towarów i usług z dwudziestoma największymi partnerami handlowymi spoza OECD.

[Źródła: Baza danych GUS, Rocznik Statystyczny Handlu Zagranicznego 2016]

Z powyższych danych widać chyba jednoznacznie, że nawet przyjmując tę absurdalną tezę, że Polska przystąpiła do umowy “otwieracie swój rynek, oddajecie swoje portfele (rynek) naszym produktom”, to tymi którym ten rynek oddaliśmy były co najwyżej Chiny i Rosja, ale na pewno nie “Zachód”, na którym na 20 największych partnerów handlowych mamy tylko trzech, z których import jest jakoś dostrzegalnie większy od eksportu (Koreę Południowią, Włochy i Irlandię).

W handlu ze wszystkimi krajami OECD łącznie (upraszczając: w handlu z “bogatym krajami Zachodu”) mamy łącznie ok. 150 mld zł nadwyżki eksportu nad importem, a w handlu z (upraszczając) słabiej rozwiniętą resztą świata łącznie prawie 100 mld zł deficytu, co sumuje się do nieco ponad 50 mld zł nadwyżki.

Koniec końców Szczęśniak świadomie wprowadza więc czytelników w błąd, dezinformując ich, że Polska ma deficyt w wymianie handlowej z zagranicą, choć w rzeczywistości Polska ma tu wynoszącą $14.77 mld (>50 mld zł) nadwyżkę – w przeliczeniu na mieszkańca od roku 2013 Polska ma nadwyżki w handlu zagranicznym większe niż mają Chiny, w tym za rok 2015 nadwyżkę per capita większą niż ChRL miała kiedykolwiek w całej swojej historii.

[Źródło: Bank Światowy]

(dla chcących przeliczyć: na terytorium Chin jest 36 razy więcej ludności niż w Polsce)

Co więcej choć Polska ma nadwyżki w wymianie handlowej z całym światem łącznie dopiero od kilku lat, to nawet wcześniej, kiedy miała tu deficyt nie był on wcale skutkiem handlu z “bogatymi państwami Zachodu”, spójrzmy bowiem na kolejny diagram.

[Źródło: GUS: roczniki statystyczne handlu zagranicznego 2011-2016]

Po prostu wcześniej nadwyżki w wymianie handlowej z “bogatym Zachodem” były za małe, by zniwelować deficyt jaki występował w handlu z krajami słabiej rozwiniętymi – głównie w handlu z Chinami i Rosją, choć deficyty w handlu z takimi krajami jak Indie, Brazylia, Kazachstan, Wietnam, Malezja czy Tajlandia, też swoje tu dokładały.

Aby wciskać ten – całkowicie sprzeczny z danymi statystycznymi kit – o fatalnym, ujemnym bilansie handlowym Polski będącym skutkiem wymiany handlowej z “bogatymi państwami Zachodu”, w sytuacji, gdy wszystkie źródła podają, że jest dokładnie odwrót Szczęśniak musiał stworzyć ogromny przemysł cenzury na swoich blogach, a ja działanie tego przemysłu bacznie obserwowałem, robiłem save’y kasowanych komentarzy oraz użytkowników banowanych za zamieszczenie tych komentarzy i dziś wam wszystkim moi drodzy czytelnicy przedstawię.

Poniżej streszczenie prowadzonej przez Szczęśniaka kampanii dezinformacyjnej związanej z bilansem handlowym Polski w czterech odsłonach.

Odsłona pierwsza kampanii

Wkrótce po rozpoczęciu przez Szczęśniaka wspomnianej wyżej dezinformacyjnej kampanii na jego blogach zaczęły się pojawiać komentarze użytkowników pokazujące, że Szczęśniak pisze nieprawdę.

Przykładowo dnia 12.02.2014 na szczęśniakowym blogu prawica.net użytkownik kaczakomuna opublikował artykuł o tym, że w 2013 roku Polska osiągnęła nadwyżkę eksportu nad imortem, w komentarzach pod powyższym artykułem maryla napisała o tym samym, podając przy tym na dowód linki do danych Banku Światowego. Szczęśniak zareagował na powyższe zdarzenia banami – usunięciem z prawica.net kont tych dwóch użytkowników (vide: kaczakomuna, maryla – komunikat “nie masz uprawnień dostępu do tej strony” oznacza, że konto użytkownika zostało usunięte). Użytkownikowi kaczakomuna nie pomógł nawet fakt, że od dawna prowadził własnego bloga na prawica.net, na którym zdążył napisać około setki artykułów.

Odsłona druga kampanii

Dnia 7.12.2014 Szczęśniak opublikował na szczeniak.pl artykuł, w którym porównał 10 wskaźników gospodarczych Polski i Rosji.

Zwróćcie drodzy czytelnicy uwagę na wykres “bilans handlowy towarów i usług” – wszystkie pozostałe 9 wykresów kończy się na roku 2013, a ten jeden nie – ten jako jedyny kończy się w rzeczywistości na roku 2011 – Szczęśniak usunął z wykresu dwa ostatnie dostępne wówczas w danych Banku Światowego (BŚ) lata: 2012 i 2013 – bo saldo polskiego eksportu byłoby w tych dwóch latach dodatnie, a liczbą 2010 podpisał na wykresie rok 2009 (prawdopodobnie po to by “przekręt” z usunięciem z wykresu dwóch lat mniej rzucał się w oczy).

Dzięki temu oszustwu Szczęśniak mógł łatwiej zamieścić pod wykresem sprzeczny z faktami komentarz:

«Polski bilans handlu (towarów) i usług jest od lat ujemny ok 3% PKB. (dane BŚ [Banku Światowego, przyp.]

[Źródło: http://szczesniak.pl/2789]

…fakty w chwili publikacji były bowiem takie, że Polska miała ten bilans handlu nie tylko dodatni, ale do tego za ostatni dostępny wtedy w danych Banku Światowego rok (rok 2013) w przeliczeniu na mieszkańca lepszy niż Chiny.

[Źródło: wykres od tradingeconomics.com na podstawie danych Banku Światowego]

…sprawę tego, że wspomniana przez Szczęśnika średnia nie wynosiła -3% PKB, a mniej więcej -1.5% z litości już pomijam.

Trochę więcej o tym szcześniakowym wykresie-fałszywce tutaj.

Odsłona trzecia kampanii

Dnia 03.03.2015 Szczęśniak opublikował na serwisie mPolska24 artykuł swojego autorstwa, w którym stwierdza, między innymi:

«Polska od 25 lat cierpi na niekonkurencyjność gospodarki, która wyraża się w ujemnym bilansie handlowym. Od 25 lat więcej importujemy niż eksportujemy»

Zauważmy tu przy okazji, że stwiedzenie to stoi w sprzeczności nawet z jego własną fałszywką z odsłony drugiej – lat z ujemnym bilansem handlowym Polski jest tam 16, a nie 25 – to chyba typowy syndrom w przypadku ludzi, którzy często świadomie mijają się z prawdą – tacy ludzie zwyczajnie nie są w stanie spamiętać wszystkich swoich kłamstw i różne ich kłamstwa zaczynają sobie wzajemnie przeczyć.

Niemniej jednak, nie to jest tu najważniejsze, a to co się stało kiedy w komentarzach pod wspomnianym artykułem wskazano liczne zawarte tam błędy. Jak zapewne się już domyślacie stało się jedno: wkroczył szczęśniakowy “przemysł cenzury”, komentarze wyglądały: tak przed ocenzurowaniem a tak po ocenzurowaniu

Odsłona czwarta kampanii

Tu koniecznie jest dokładniejsze wyjaśnienie. W lecie 2015 roku Szczęśniak zmienił zasady funkcjonowania swojego portalu prawica.net. Wyznaczył kilku użytkowników na moderatorów i to oni, a nie sam Szczęśniak “przepuszczają” bądź nie napływające komentarze (dopiero po akceptacji przez tych moderatorów komentarz gościa się w ogóle na blogu pojawia). Sam Szczęśniak “wkracza” dopiero później i ewentualnie usuwa “nieprawomyślne” treści. W praktyce oznacza to, że nastąpiło oddzielenie moderacji (robią ją wyznaczeni przez Szczęśniaka użytkownicy prawica.net) od cenzury (dokonuje jej Szczęśniak na już zmoderowanych tekstach) i dało mi unikalną okazję wykrycia tego, które z komentarzy przeszły pomyślnie moderację, ale “odpadły” podczas cenzury.

Jak nietrudno się domyślić komentarze informujące o tym, że Polska ma dodatni bilans handlowy moderację przechodzą pomyślnie, ale później usuwa je cenzura w osobie A. Szczęśniaka, przykład takiego komentarza poniżej…

(lewa strona przed ocenzurowaniem nieprawomyślnego komentarza, prawa po ocenzurowaniu):

[Źródło: http://www.prawica.net/1840#comment-21621]

Zakończenie

To tyle w kwestii samej kampanii i stosowanej w jej trakcie cenzury, ale pozostaje jeszcze sprawa narracji, jaka temu wszystkiemu towarzyszy. Działaniom “przemysłu cenzury” na blogach Szczęśniaka towarzyszą bowiem jego zapewnienia, o tym jak bardzo kocha on wolność słowa:

«My kochamy wolność słowa»

[Źródło: http://www.prawica.net/arch/40730#comment-652084]

…oraz opowieści o tym jak bardzo czuje się on obrażony wysuwanymi wobec niego zarzutami o stosowanie cenzury:

«obraźliwe dla redakcji jest określanie jej działania jako "cenzury"»

[Źródło: http://www.prawica.net/arch/41019#comment-654432]

Powyższy artykuł jest pierwszym w ramach dłuższego cyklu, gdyż wyżej opisana kampania dezinformacyjna nie jest jedyną prowadzoną i w ten sposób cenzurowaną przez tego autora. Andrzej Szczęśniak równolegle prowadzi jeszcze kilka podobnych kampanii podobnie cenzurując oraz banując tych, którzy zorientowali się, że mają do czynienia z oszustwem i błędy oraz oczywiste kłamstwa pisane przez Szczęśniaka próbują wskazywać. W kolejnych częściach zajmę się tymi innymi podobnymi kampaniami dezinformacyjnymi prowadzonymi przez tego autora. O tych przyszłych publikacjach też będę informował na swoim  twitterze.

Powyższy tekst opublikowałem równocześnie na blogu Maczeta Ockhama.

Share This Post

Banknot 500 zł

Z radio dowiedziałem się, że wprowadzono właśnie do obrotu nowy banknot o nominale 500 zł. Miły redaktor był uprzejmy powiedzieć, że jest to banknot o historycznie najwyższym nominale. Świadczy to o tym, że dziennikarze mają pamięć muszki owocówki / rybki welonki, góra 30 minut (*nie dotyczy wyników meczów piłkarskich polskiej reprezentacji narodowej oraz losów bohaterów serialu Klan). Przypomnę, że najwyższym banknotem nominowanym w złotówkach, wprowadzonym do obiegu, był 2 000 000 Paderewski. Był to ostatni banknot z serii walorów wprowadzanych do obiegu od 1975.

W momencie wprowadzenia nowych złotych w 1995 roku mieliśmy następujące ceny: mleko 0,55 zl, szynka 12,80 zl, cukier 0,95 zl, benzyna 0,98 zl, no i nasza ukochana wódeczka 7,15 zl.  Stuzłotówka, przez pewien czas banknot o najwyższym nominale, kupowała 3,36 gram złota.

Jak bardzo ceny się zmieniły, mimo rzekomego całkowitego stłumienia inflacji, każdy może się przekonać idąc na zakupy. Przypomnę tylko, że w tym czasie cena złota wzrosła z 30 zł / gram do 160 zł / gram. Banknot o dziś najwyższym nominale, mimo tego że nominalnie 5 x więcej wart niż ówczesny największy nominał, kupuje dziś 3,12 gram złota, czyli nieco mniej.

Wszystkie te płacze “moja wypłata zmieści się w paru banknotach” są bez sensu, bo i w 1995 wypłata minimalna mieściła się w paru banknotach – dokładnie w 2,6 stuzłotówek, bo wynosiła wtedy 260 zł. Dziś 2000 zł pensji minimalnej to 4 banknoty, czyli właściwie niewiele się nie zmieniło. Ale ponownie, żeby sobie z tego zdać sprawę trzeba mieć nieco dłuższą pamięć.

Tak wygląda w praktyce działanie procentu składanego w przypadku inflacji. Wykres zawsze zaczyna wyglądać jak kij hokejowy.

A teraz spokojnie czekajmy na banknot 1000 zł. Może z Donaldem Tuskiem, prezydentem Europy, Lechem Kaczyńskim, najwybitniejszym prezydentem RP, albo z Jezusem Chrystusem, królem Polski? Starałem się znaleźć czy był kiedykolwiek wyemitowany banknot z którąś z tych osób, ale niestety nic nie znalazłem. Tak więc jest szansa, żeby się udało Poland first, America second!

Keynes powiedział kiedyś, że “na dłuższą metę wszyscy będziemy martwi”. To prawda, ale prawdą jest też, że z pomocą kolejnych rządów i ich drukarek wszyscy będziemy milionerami.

Share This Post

Lepkie rączki

Nie ma żadnych granic dla chciwości polityków, niezależnie od kraju i opcji politycznej. Przepalą każde pieniądze i zawsze będą chcieć więcej. Na naszym podwórku widzieliśmy to jakiś czas temu w przypadku rabunku OFE przeprowadzonego przez PO, teraz na resztę ma ochotę PIS. Są już tak oswojeni ze świadomością, że położą na tym łapę, że padają pomysły dotyczące formy konsumpcji tej zdobyczy. Dowiadujemy się właśnie, że dr hab. Grażyna Ancyparowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej z ramienia PIS, wyszła z propozycją, że dywidendy spółek znajdujących się w portfelach OFE powinny zasilać budżet, a nie konta jakiś tam przyszłych emerytów. Jeszcze mogłoby się im we łbach poprzewracać z tego dostatku, a my przecież mamy tak trudną sytuację budżetową.

W tej chwili jakieś 65% dywidendy ze spółek prawa handlowego idzie do kieszeni prywaciarzy, a pozostałe 35% idzie do budżetu państwa w postaci podatków cit/pit. Postuluję, aby całe 100% dywidend szło do Fiskusa, jak w przypadku OFE! To nie tylko finansowa konieczność, ale również sprawiedliwość społeczna, ponieważ zysk osiągnięty na żerowaniu na społeczeństwie należy do społeczeństwa. I tak, z moją propozycją, idącą dalej niż ta rzucona przez doktorę habilitowaną, powinienem zostać profesorem ekonomii socjalistycznej.

Wydarzenia idą w określonym kierunku, przewidzianym przeze mnie wiele lat temu. Kolejne ekipy stopniowo zutylizują każdy rodzaj kapitału, na jakim będą mogły położyć łapę. Będą emitować obligacje i drukować walutę. Będą szukać depozytów za granicą, jak to robi reżim w Niemczech i Stanach. I takie kroki jak skasowanie najwyższych nominałów czy wypłacenie własnych oszczędności z banku tylko wtedy, gdy udowodni się że środki zostały opodatkowane i nie chce się ich za dużo, dziś mogą wydawać się absurdalne. Za kilka czy kilkanaście lat nie będzie to budzić niczyjego zdziwienia. Metoda powolnego gotowania żaby działa zawsze. Już teraz większość ludzi wierzy, że gotówka/pieniądze są używane przez gangsterów/terrorystów a nazwanie kogoś liberałem jest jak obelga. Uczciwi ludzie mają debety na kontach osobistych i kredyty hipoteczne.

Moje zakusy na bycie lewakiem wychodzą w dyskusjach dotyczących Programu 500+. Dostrzegam pewne  zalety i wcale nie jestem sarkastyczny. Faktem jest, że nastąpił wzrost dzietności, która była przez ostatnie lata katastrofalnie niska. To groziło katastrofalnym zestarzeniem społeczeństwa, katastrofalnym spadkiem liczebności Polaków i katastrofalnym w skutkach zajęciem terytorium kraju przez bardziej płodne ludy w modnym kolorze brąz. Mniej inteligentni Polacy i wybierani przez nich politycy nie dostrzegają tego zagrożenia, ale historia pokazuje, że nie ma “miękkiej gry”. Niektóre ludy wymarły i na ich miejsce przyszli inne, bez pytania się o zgodę i bez szacunku do kultury poprzedników.

Czasem prowadzi to do zabawnych sytuacji. Brytyjczycy założyli swoją karną kolonię w Australii, bez pytania o zgodę mieszkańców kontynentu, czasami dopuszczając się ich eksterminacji. Obecnie mają bardzo agresywną agencję ochrony granic, czerpiąc wiele z tradycji Gestapo. Polecam obejrzenie Border Security: Australia’s Front Line. Śmieszne jak potomkowie złodziei tego kontynentu przyzwyczaili się do przekonania, że to jest ich własność. Śmieszne jest, że Sikh dostał paszport Australii, i tak się wczuł w bycie Australijczykiem, że dziś jako szef zmiany pilnuje by inni Sikhowie nie dostali się do Australii. Ale aby być sprawiedliwym przyznać trzeba, że gdyby nie bezwzględne metody to kraj przeszedłby z rąk potomków Brytyjczyków w ręce Azjatów, których miliardy czekają tylko na taką okazję.

Poważnym zarzutem wobec 500+ jest to, że środki są wypłacane w postaci gotówki, a nie są kierowane na przykład na dofinansowanie szkół czy żłobków. W moim odczuciu jest dokładnie przeciwnie. Lepiej dać pieniądze do rąk rodziców i niech oni decydują, które przedszkole je dostanie. Zrobią to na pewno lepiej niż urzędnicy, nawet jeżeli to grozi ryzykiem, że część z rodziców pieniądze przeznaczy na wódkę. Od pilnowania rodziców powinny być odpowiednie służby i tu nie ma znaczenia czy patologia jest finansowana własnymi dochodami czy 500+.

Po raz kolejny powtórzę, że wpuszczanie milionów Ukraińców do Polski nie jest rozwiązaniem problemu klęski demograficznej i klęski masowej emigracji z Polski. Do czego może prowadzić nadmierna koncentracja Ukraińców mogą opowiedzieć Ci, którzy przeżyli pobyt na Wołyniu w 1943. Ci ludzie są nadal wśród nas, można ich zapytać.

Na Zachodzie panuje poprawność polityczna, ale tylko w mediach głównego nurtu. Jest duże grono ludzi świadomych w jakim kierunku kierują się państwa starej unii wraz ze stopniowym brązowieniem społeczeństwa. Robi się tam Północna Afryka i Bliski Wschód. To dla nas, jako dla narodu, jest doskonała okazja, aby dopuścić trochę świeżej wartościowej krwi. Tam są ludzie wykształceni i zasobni w kapitał, szukający bezpiecznego miejsca do życia i wychowania dzieci. Niestety, ani żaden dotychczasowy reżim ani obecna władza nie dostrzega tu potencjału do rozwoju i umocnienia Polski. Politycy oraz ich ekipa szefowie (kler) boją się każdego rodzaju przybyszy, a nuż wśród nich będą ateiści, Żydzi, homoseksualiści lub feministki. Stalin był tak samo nieufny. Każdą osobę wracającą z Zachodu kierował od razu do łagru.

Polacy lubią się masturbować wizją Polski jako światowej potęgi i Niemiec / Rosji w ruinie. To się samo nie stanie, nie wystarczy stać z boku i czekać na ich upadek. Trzeba unikać zagrożeń i wykorzystywać szanse jakie mamy, jak choćby wspomniane przyjmowanie cennych uchodźców z krajów dotkniętych brązowieniem. Pamiętajmy, Polska została sformowana także z Holendrów osiadłych na Żuławach czy Niemców osiadłych w Łodzi.

Share This Post

Mieszkanie jako biuro

W latach 90tych ubiegłego wieku biurowce prawie nie istniały. Prowadzenie rozmów biznesowych polegało na odwiedzaniu kolejnych mieszkań przerobionych na biura. Powszechne (i straszne) było uzywanie mieszkań jako ‘przychodni lekarskich’. Potem pojawiły się powierzchnie biurowe na wynajem i mieszkania przywrócono do celów mieszkaniowych.

Obecnie prowadzenie biura w mieszkaniu jest praktycznie niespotykane. Tymczasem gdy nie chodzi o prestiż, gdy firmy nie odwiedzają klienci, to biuro/sklep internetowy w mieszkaniu ma pewne niezaprzeczalne zalety. Na przykład taką, że większość powierzchni biurowych jest wyłącznie na wynajem, nie do kupienia. Co gorsza, stawki najmu są niebagatelne, wynajem biura jest zwykle droższy niż spłata kredytu na mieszkanie o podobnym metrażu. Lata szybko lecą, być może warto spłacić sobie mieszkanie niż utrzymywać kamienicznika biurowczyka.

Pamiętać należy o kwestiach higieny podatkowej, czyli o odseparowaniu mienia od osoby prowadzącek działalność. Warto uniknąć sytuacji, w której komornik zajmie nieruchomość na przykład za mniej lub bardziej rzekome długi fiskalne. W sytuacji coraz bardziej pogłębiającego się socjalismu należy liczyć się z pojawieniem się domiaru, czyli agresywnej polityki podatkowej.

Wzięcie kredytu na mieszkanie na cele biurowe wiąże się z szeregiem ryzyk. Na przykład takim, że kosztu kredytu wzrosną, gdy stopy procentowe zareagują na wprowadzanie socjalizmu, wzrost wydatków i możliwy dodruk pieniądza. Trzeba liczyć się z wprowadzeniem podatku katastralnego w ramach ratowania kraju przed bankructwem. Co więcej, obecny podatek od nieruchomości będzie większy, gdy zadeklarujemy w lokalnym urzędzie, że mieszkanie używane jest do celów biznesowych. Może być też tak, że biznes trzeba będzie zamknąć, a kredyt pozostanie, trzeba będzie przywracać funkcje mieszkaniowe lub szukać chętnego do niemodnego wynajęcia biura w mieszkaniu. Każdy musi rozważyć za i przeciw we własnym zakresie.

Share This Post