Maska przeciwsmogowa

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła / A w knajpach zaczyna się picie – śpiewał “artysta” Staszczyk. Powinien raczej coś zanucić o początku sezonu opałowego i rozpoczęciu legalnego wytruwania Polaków.

Koniecznie trzeba się jakoś bronić. Do testów użyłem maski Respro Cinqro Black. Nie jest to najwygodniejsza rzecz, jaką nosiłem, szczególnie że koliduje z noszeniem okularów. Niestety, nie chodzi o przyjemne spędzanie czasu, tylko o zmniejszenie szansy zachorowania na nowotwór i inne choroby. Przypominam, że dzięki zbrodniczemu ignorowaniu zasyfienia środowiska w Polsce wielu z czytelników umrze szybciej.

Maska jest przeznaczona do codziennego noszenia, filtr wytrzymuje do 69 godzin używania, potem należy go wymienić. Jeżeli ktoś jest na tyle szalony, by w czasie sezonu opałowego biegać, powinien nabyć inny model lub używać stalowej butli z tlenem (której ciężar będzie formą dodatkowego treningu).

W pomieszczeniach, w których przebywam, mam zainstalowane filtry powietrza z nawilżaniem, w samochodzie powietrze też jest procesowane. Używanie maski w ciągu kilku minut pomiędzy wyjściem z domu a wejściem do auta nie ma większego sensu. Filtr bardzo się przydaje przy nieco dłuższym spacerze, oczekiwaniu na zbiorkom itp. I daje do myślenia innym ludziom.

Skoro nie pijemy wody z kałuży, tak samo nie powinniśmy oddychać powietrzem serwowanym w tym kraju, bez jego wcześniejszego starannego przefiltrowania. Ciągle mnie zdumiewa, jak wiele osób nie potrafi tego zrozumieć.

Share This Post

Zmienne oprocentowanie całego świata

Funkcjonowanie w środowisku bardzo niskich stóp procentowych jest niezwykle wygodne. Można finansować przedsięwzięcia, które nie miałaby szansę na realizację przy wyższych odsetkach. Można łatwo finansować wysokie deficytu budżetowe.

Przez ostatnich kilka lat udało się utrzymać stan niskich stóp procentowych, który w zasadzie jest możliwy tylko w reżimie pieniądza opartego na złocie. Zwykle w realiach waluty papierowej trzeba płacić większe odsetki i trzeba się przygotować na to, że odsetki będą rosły.

Mainstream zaczyna powierzchownie podłapywać temat zagrożenia jakim jest posiadanie kredytu hipotecznego, w Polsce i wielu innych krajach zmiennoprocentowego. Ja ostrzegam o tym od 10 lat, na przykład tu.

O dziwo, prawie nikt nie rozumie pozostałych konsekwencji takiego scenariusza. Nie tylko sama publika, nie tylko dziennikarze znani przecież z nieuctwa, ale nie kumają także ekonomiści czy bankierzy.

Nie chodzi przecież tylko o wzrost miesięcznych rat kredytu, bo to jest tylko jeden z elementów układanki. Drugi element to załamanie cen nieruchomości. Kredytobiorcy z podwojoną miesięczną ratą rzucą na rynek dużą ilość nieruchomości, na które przestanie ich stać. Popyt wyschnie, ponieważ przy wysokich ratach dużo ludzi nie będzie miało zdolności kredytowej. Przesunie się równowaga podaży i popytu, czyli ceny nieruchomości spadną.

Trzeci element to problem ze sfinansowaniem deficytu budżetowego. Polska to bankrut. Każdego tygodnia trzeba spłacić zapadające obligacje – na ten cel pożycza się kasę od innych pożyczkodawców, ale z górką, żeby było na odsetki i nowe wydatki. Dług szybko przyrasta. Gdy wzrosną stopy to obsługa długu będzie pochłaniać coraz większe środki niż obecnie.

Czwarty element to recesja. Wzrost oprocentowań zmniejsza ilość pieniądza i kredytu na rynku, a to uderza w konsumpcję i powoduje spadek gospodarczy. Państwo musi wydawać więcej na tylko na obsługę długu, ale również na wydatki społeczne i otrzymuje mniej z podatków.

Zasadniczym pytaniem jest to, gdzie nastąpi kryzys. Czy oprocentowanie wzrośnie w Polsce, strefie euro, USA, Rosji czy może Japonii? A może problem rozleje się po całym świecie?

W 2017 na odsetki od długu budżet Polski wyda 30 miliardów z 383 miliardów wszystkich wydatków. Trudno sobie wyobrazić gdzie kolejne rządy znajdą środki gdy będzie trzeba wydać na ten cel 40 czy 60 miliardów. Dużo wydatków budżetowych jest sztywnych – co by się nie działo, środki na emerytury muszą się znaleźć. Być może problem zostanie zażegnany “tymczasowym” dodrukiem złotówek, co napędzi inflację i jeszcze bardziej podniesie stopy i nakręci problem.

W USA sytuacja też jest nieciekawa. Budżet zamyka się kwotą 3800 miliardów, na obsługę długu idzie 6% czyli 228 miliardów. Również bardzo trudno będzie znaleźć środki na obsługę długu gdyby stopy podskoczyły z obecnego prawie-zera do kilkunastu procent, jak w latach 80tych. Podobnie jak w Polsce większość wydatków jest sztywnych, a nawet te ‘elastyczne’ też tak naprawdę są nieredukowalne, bo ciężko sobie wyobrazić, że państwo przestanie płacić wojsku.

Sytuacja w strefie euro jest czytelnikom znana. Krajów PIIGS nie będzie się udało uratować przed zapaścią, gdy oprocentowanie ECB wzrośnie.

W dyskusji publicznej w Polsce temat jest traktowany bardzo powierzchownie. Wysoki poziom niekumacji powoduje, że jedyne co rodakom przychodzi do głowy to wzrost rat kredytów. Posłów i ministerstwa finansów to nie obchodzi. A tak jak pisałem, temat jest dużo szerszy i znacznie poważniejszy.

Amerykanie mają większą wyobraźnie, analizują takie ryzyka płynące dla budżetu. Ale i tam scenariusz pojawienia się sytuacji z wysoką inflacją i gospodarczą stagnacją (co da tzw. stagflację) wcale nie jest wykluczony.

Share This Post

Banknoty zastępcze i zdawkowe

W mojej pracy bardzo często trafiam na najrozmaitsze ciekawostki numizmatyczne, które są interesujące dlatego, że mają związek z kontekstem historycznym. Ostatnio trafili do mnie klienci z fortuną w banknotach sprzed I Wojny Światowej. Miliony dzisiejszych złotych w pruskich i carskich walorach z początku XX wieku, które kilkanaście lat potem stały się warte dokładnie 0.

Poniżej banknot o nominale 500 rubli. Wymienialny (na żądanie, okazicielowi) w każdym oddziale Banku Rosji na 50 monet typu Imperiał o nominale 10 rubli, każda o masie 8,6 grama złota. Biorąc pod uwagę dzisiejszą wartość takiej monety 1500 zł ten kawałek papieru był wart 75 000 zł. Tak, 75 000 złotych w jednym kawałku papieru. Dzisiejsze 500 euro / 1 000 franków o wartości 4 000 zł to drobne na waciki.

Banki w Rosji zniechęcały do wymiany papieru na złoto. Wiadomo, “złoto powoduje, że kieszenie się urywają”. Po co targać 430 gram złota, skoro można mieć jeden lekki banknot, który w każdej chwili można wygodnie wymienić na to złoto. W końcu wiadomo – “to niemożliwe, żeby Imperium Rosyjskie upadło, przecież to największy i najpotężniejszy kraj świata”. No i już wtedy mówiono, że “złoto to przeżytek”.

Ludzie uczą się bardzo szybko. Dziś 99% populacji nie wie jak wygląda krugerrand, ile jest wart i jakie są przewagi posiadania oszczędności w złocie ponad posiadaniem lokaty / roszczenia w stosunku do banku. W lecie 1914 roku wymienialność banknotów na kruszec została ‘tymczasowo’ zawieszona. Ludzie szybko nauczyli się co i jak. Z obiegu zniknęły złote monety, a co gorsza również monety srebrne. Ludzie zrozumieli, że metale szlachetne, chociażby w drobnej monecie, to jedyny sposób na uratowanie siły nabywczej swojego kapitału.

Moneta o nominale 1 korony przedstawiona jest poniżej. Ważyła 5 gram i zawierała 4,175 g czystego srebra (próba 835). Dziś kruszec jest warty około 8 złotych i monety te ciągle są w obiegu jako zestawy srebra inwestycyjnego.

Z racji całkowitego zaniknięcia tych monet w handlu z chwilą wybuchu wojny zaistniał poważny problem, nie było jak wydawać reszty. (Warto dodać, że we wrześniu 1939 roku również zniknęły z obiegu wszystkie srebrne monety złotowe i do dziś są w obrocie i zachowują swoją siłę nabywczą). Początkowo problem rozwiązano drąc banknoty na mniejsze części. Szybko zareagował bank centralny, rzucając do kas bankowych rezerwy srebra, które wbrew zapewnieniom banku o normalizacji sytuacji również natychmiast zniknęły. Wobec tego wydrukowano banknoty niskich nominałach. U klientów znalazłem numizmaty o nominale 1 korony (poniżej). Nie trzeba chyba tłumaczyć, że ich wartość i siła nabywcza, w odróżnieniu od monet z epoki, są zbliżone do 0.

Warto zwrócić uwagę, że na banknocie występują wszystkie języki Cesarstwa. Dwaj pozostali zaborcy nie bawili się w takie subtelności.

Po zakończeniu wojny nastał okres względnej anarchii walutowej. Oczywiście, złote monety nadal obiegały i pełniły dużą rolę w zrujnowanej powojennej gospodarce. Po prostu niekoniecznie były legalne, nie były dostępne w bankach i w zwykłym ulicznym obrocie gospodarczym. Za złoto kupowano poważne rzeczy: grunty, nieruchomości i towary w ilościach hurtowych.

Takich informacji nie znajdzie się za wiele we wspomnieniach czy literaturze z tego okresu. Złota nie miało 99% populacji, tak jak dziś, więc w 99% materiałów źródłowych nie ma wzmianek o złocie. Ale ono było i stanowiło medium ogromnego transferu bogactwa, które wtedy miało miejsce. Ktoś tracił miliony (jak moi klienci posiadający papierowe waluty i lokaty w bankach) a posiadacz złota kupował kamienice za ułamek ceny sprzed wojny. No i złoto i srebro, w odróżnieniu od papieru, zawsze kupowało żywność.

Jak wiemy z definicji, waluta to pieniądz narzucony ustawowo. Gdy zaborcy przestali mieć możliwość zmuszenia ludzi do używania ich walut na obszarze powstającej Polski, a złotego jeszcze nie wymyślono i nie ustanowiono, to czymś trzeba było zapełnić tą lukę. Potrzeba było pieniądza zastępczego, który można było dać głodującym ludziom by mogli kupić trochę chleba na kartki. Sprawy wzięły w swoje ręce lokalne samorządy. Kolejne znaleziska – taka waluta obiegała w Bydgoszczy:

W Poznaniu władza nie zadała sobie nawet trudu przetłumaczenia na niemiecki:

I banknot z okolic Mohylewa, miasta tragicznie potraktowanego przez Bolszewików, obecnie pod zarządem białoruskim:

Historia uczy, że niczego nie uczy. Wszystkie waluty znajdujące się dziś w obiegu będą kiedyś bezwartościowe, bo taka jest ich natura – nie są ograniczone ilościowo i ludzie w poszczególnych krajach są zmuszeni do ich stosowania ustawowo. Albo w pewnym momencie zaczyna się niekontrolowany dodruk albo stojące za nimi państwo upada, i w każdym z tych przypadków waluta staje się bezwartościowa. Tymczasem złoto od tysięcy lat przechowywało siłę nabywczą kapitału i będzie to robić tak długo, jak tylko ludzie będą żyć na tej planecie.

Share This Post

Incredibles Kulczyka

Zakończył się pierwszy sezon polowania na dobre pomysły biznesowe. To właśnie jest największy problem ludzi z dużą kasą, szczególnie wśród drugiego i trzeciego pokolenia oligarchów – oderwanie od realiów, oderwanie od normalnego życia i wynikający z tych rzeczy brak nowych pomysłów, brak znajomości potrzeb społecznych. Organizowanie takich konkursów to wyraz rozpaczy.

Podstawowy problem z inwestowaniem w nowe pomysły w Polsce jest brak rynku. Wszystko ma swój rynek. Na Arktyce jest mały rynek pracy – mało kto szuka tam pracy, jest też mało pracowników – duży rynek pracy jest w New Delhi. Praga Południe to mały rynek na karatowe brylanty – mało kto sprzedaje i kupuje tam brylanty – dużym rynkiem jest Antwerpia. Identycznie jest z rynkiem startupów – mało kto oferuje świeże pomysły w Polsce – takie pomysły są oferowane i wdrażane w Krzemowej Dolinie.

Istnieje danego rynku jest uwarunkowane mnóstwem różnych czynników, poza istnieniem zwykłej tradycji. Na przykład w Antwerpii są bardzo korzystne przepisy dotyczące VATu na brylanty. Można je importować spoza UE i sprzedawać na rynku unijnym z zerową stawką VAT. Importując diamenty do Polski trzeba od razu zapłacić 23% VAT i sprzedając kamienie dalej wewnątrz UE trzeba użerać się z kontrolami skarbowymi by odzyskać VAT. Import kamieni surowych jest związany z procedurą Kimberly, co jest w Polsce szalenie skomplikowane i nierealne do przejścia, a jest banalnie proste i załatwiane od ręki w Belgii. W Antwerpii wysyłka brylantów na cały świat jest prosta, tania i ubezpieczona – w Polsce wszyscy przewoźnicy wyłączają z przewozu przedmioty cenne typu biżuteria. Przykłady można długo kontynuować.

Podobnie jest ze startupami. Wiele pomysłów wdrażanych w Kalifornii jest zwyczajnie nielegalnych w Europie. Na przykład realizowany projekt może naruszać polskie regulacje ochrony danych osobowych, albo pracownicy mogą zostawać dłużej w pracy niż legalne we Francji 35 godzin/tydzień, albo być wynagradzanych tylko akcjami, co jest nielegalne w Niemczech. Inny przykład to uciążliwe kontrole skarbowe już na etapie zakładania firmy. Wynajmując biuro wirtualne w Polsce trzeba liczyć się z wizytą dwóch smutnych panów, którzy stwierdzą, że firma nie istnieje i w związku z tym zostanie wykreślona z rejestru VATowców. Tak się “wspiera” przedsiębiorczość w Polsce. Business development w USA to przyjemność, w Polsce to męka, użeranie się z biurwami i notoryczne bycie branym za oszusta podatkowego.

Aby to zrozumieć, zastanówmy się jakie serwisy internetowe odniosły sukces w Polsce. Co do jednego były to klony serwisów amerykańskich. Allegro – ebay, wykop – reddit, olx – craigslist, przykładów można podawać setki. I nie działa to w drugą stronę – ani jeden polski serwis nie przyjął się w USA. Kreatywność w Polsce i kapitał gotowy do sfinansowania tych idei są za małe.

Ale wracając do prób Kulczyka zamiany pustyni w las deszczowy / zamiany polskiego rżyska w San Francisco. Już pierwsze zdanie z linkowanego na wstępie artykułu spowodowało ból zajadów, wywołany szerokim uśmiechem. Kulczyk chce zainwestować “nawet” pół miliona dolarów… Pół miliona dolarów to kosztuje dom pod Warszawą… Gentleman obracający się w sferach zbliżonych do Kulczyka wydaje pół miliona USD rocznie na ubrania, wakacje i jedzenie poza domem. 

Zaprezentowano 426 pomysłów i przedstawieni finaliści nasuwają myśl, że dla jurorów było to rzeźbienie w g****ie… Cóż bowiem mamy za finalistów? Hotailor – serwis rezerwacyjny, których w necie są już dziesiątki. Radio Net Media Ltd – budzący wątpliwości prawne (podmiana czyiś reklam swoimi) oraz sensownością (kto chce słuchać reklam, gdy są media wolne od bzdur). User Engage i Tidio – są już serwisy tego typu i nic nie wskazuje by orły Kulczyka miały jakąś przełomową technologię. Generalnie ma się wrażenie, że cały ten konkurs wygrały pomysły na magiel i pomysł na pralnie chemiczną.

Już spieszę z pomocą Kulczykowi, co zrobić, by nie marnować czasu i nerwów na tego typu konkursy. Otóż dużo lepszym wyjściem byłoby zaangażowanie kapitałowe w Dolinie Krzemowej, czyli wejście na duży rynek, oczywiście z poważnym kapitałem. Inną opcją jest wejście w istniejące polskie spółki, które już dały radę powstać i wytworzyć unikalną technologię, na przykład LiveChat, CallPage czy choćby Inpay. No i nie słuchać przydupasów, którzy podrzucają pomysły na organizowanie takich konkursów.

Jeszcze lepszym pomysłem jest przeniesienie polskiego biznesu do USA (wreszcie!). W Stanach brakuje brokerów typu Apaczka czy Furgonetka. Nie ma też Paczkomatów. To mógłby być nasz sukces na skalę Skypa.

Share This Post

Emerytura obywatelska

Od wielu lat prognozuję, że z każdym rokiem będzie coraz trudniej ze znalezieniem pieniędzy na wypłaty emerytur i rząd będzie musiał podejmować nadzwyczajne kroki. Rabunek OFE to tylko mały kroczek. A obniżenie wieku emerytalnego przyspieszy konieczność podejmowanie drastycznych kroków przez następne rządy.

Ojca można oszukać, matkę można oszukać, ale matematyki i demografii się nie oszuka. W ZUS mamy rocznie dziurę na jakieś 70 czy 80 miliardów złotych. Tyle środków musi być przekazywanych z budżetu państwa (czytaj: kieszeni podatników) rocznie do kasy ZUS. Przypomnę, że dochody budżetowe z PIT to jakieś 50 miliardów, a koszt budowy bloku energetycznego elektrowni atomowej to jakieś 25 miliardów. Wraz ze zwiększaniem się odsetka emerytów w społeczeństwie dziura będzie gwałtownie rosnąć – ilość płatników będzie spadać, ilość świadczeniobiorców będzie rosnąć.

Obecnie mamy szczyt hossy w gospodarce, wszyscy którzy chcą pracować mają pracę. Ale kapitalizm cechuje się cyklicznością i zbliżamy się do okresu spowolnienia gospodarczego, powróci bezrobocie i spadną składki do ZUS. To pogłębi problem.

PiS oczywiście zdaje sobie sprawę z zagrożenia finansów publicznych. Jest tam kilka osób, które potrafią liczyć. A ponieważ oni oczekują, że nie oddadzą już nigdy władzy (dzięki poparciu z ambon i wydatkom socjalnym), to szykują się do zażegnania problemu. I tu zgadzam się z ludźmi PiSu – jedynym wyjściem jest emerytura obywatelska.

Kwota jaka pada przy tej okazji oscyluje wokół 1000 zł brutto, co odpowiada dzisiejszej minimalnej emeryturze. Przypomnę, że obecnie średnia emerytura wypłacana przez ZUS to 2150 zł brutto. Czyli mówimy tu o obcięciu świadczeń o połowę. Oczywiście nie będzie łatwo sprzedać taki news przyszłym emerytom. Zrobi się to w taki sposób, że w sposób symboliczny obniży się składki emerytalne. Dostaniesz więcej o 100 zł miesięcznie (część składki na ZUS przejdzie do wypłaty), ale emerytura będzie mniejsza o połowę. I ludzie to łykną jako super deal.

Ale to nie koniec. Otrzymanie emerytury będzie obłożone dodatkowymi wymogami. Na przykład brak jakiegokolwiek majątku. Masz konto bankowe lub maklerskie – najpierw zużyj własny kapitał, a potem przyjdź po emeryturę. Jeżeli ktoś będzie miał dwa mieszkania, to emerytury nie dostanie, bo może się utrzymywać z czynszu. Być może emerytury nie dostaną nawet posiadacze jednego mieszkania, w końcu zawsze można je oddać w odwróconą hipotekę i z tego się utrzymywać. I oczywiście fakt ewentualnego posiadania majątku może być kontrolowany nawet 10 lat przed przejściem na emeryturę.

Ludzie w średnim wieku teoretycznie wiedzą, że emerytur dla ich pokolenia nie będzie. To jednak tylko wiedza teoretyczna, osłabiona wiarą, że jakoś to będzie. Otóż właśnie zaczyna się krystalizować sytuacja, że jednak nie będzie. I nie liczyłbym na to, że uda się oszukać system poprzez posiadanie pasywnego dochodu z nieruchomości.

Share This Post

Drożejący funt

Każdy bank centralny działający w reżimie waluty papierowej musi pogodzić ze sobą dwa sprzeczne interesy – z jednej strony utrzymywać niskie stopy procentowe, by tanie kredyty napędzały wzrost gospodarczy, ale jednocześnie na tyle wysokie, by kapitał nie uciekał z danego kraju, czyli by lokalna waluta nie taniała, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu cen wszystkich importowanych dóbr.

Bank Anglii znalazł się w parszywym położeniu. Brexit spowodował wyprzedaż funta przez inwestorów i spadek jego siły nabywczej w odniesieniu do innych walut. To spowodowało gwałtowny wzrost wszystkich produktów w sklepach, a to jest bardzo źle przyjmowane przez wyborców. Wobec tego BA postanowił poświęcić wzrost gospodarczy zapowiadając podnoszenie stóp procentowych.

W ten sposób kończy się dotychczasowa propaganda rządu UK: “nic się nie dzieje z cenami”, “wzrost cen to wina Tesco oraz jego europejskich dostawców” oraz “to nawet dobrze, że funt spada na ryj, to nam stymuluje eksport i naszą produkcję”.

I tak oto BA znalazł się w “elitarnym” gronie takich państw jak Rosja czy Ukraina, które musiały gwałtownie i znacząco podnosić stopy procentowe by ratować swoje waluty przed całkowitym zeszmaceniem.

Drożyzna, zeszmacone oszczędności, znalezienie się poza strefą wspólnego rynku, nałożenie ceł i vat na towary wysyłane na kontynent, ucieczka firm z UK, wzrost bezrobocia i ogólna marginalizacja UK – to tylko część ceny, jaką zapłacą obywatele brytyjscy za głupotę jaką jest Brexit.

Share This Post

Polacy uwięzieni na Sint-Maarten

Perypetie kilkorga Polaków uwięzionych na (do niedawna) tropikalnym raju daje kilka wniosków, które wyciągną jak zwykle nieliczni. Dla tych, którzy nie potrafią, podaję informację już przeżutą:

  1. Jeżeli wiesz, że nadciąga klęska (huragan czy wojna), to zmykaj. Potem wyjechać się nie da. Nic nie lata, nic nie pływa, nic nie jeździ, jest się kompletnie uwięzionym.
  2. W pewnych sytuacjach może nie być wody i żywności. Mogą nie działać szpitale. Jeżeli jest się turystą, to oczywiście nie da się przed tym zabezpieczyć. Ale w swoim stałym miejscu zamieszkania – da się. I jeżeli ktoś się nie zabezpieczy, to może kiedyś znaleźć w sytuacji, że nie będzie miał co pić i jeść. I to będzie wyłącznie jego własna wina.
  3. Polski MSZ to jest banda kolesi, którzy wykonali skok na synekury i są ostro przyspawani do koryta. Pracują tak samo jak nasze ambasady, czyli kilka godzin w tygodniu. Załatwiają sprawy tak samo sprawnie, jak paszporty – ja na swój czekałem w USA sześć miesięcy. W przypadku zagrożenia Polaków za granicą nie pomogą. W odróżnieniu od Amerykanów, którzy natychmiast wysyłają kawalerię, polskie MSZ wysłało SMSy z adresami schronisk (przepełnionych) i szpitali (niedziałających).
  4. W sytuacji poważnego zniszczenia danego obszaru (na tej wyspie zniszczonych jest 90% zabudowy, co oddaje stan po ataku atomowym), to policja i wojsko znikają. Oni też mają rodziny i też chcą jeść. W pierwszej kolejności zajmą się zabezpieczeniem bezpieczeństwa i żywności sobie i swoim rodzinom. Reszta musi sobie radzić sama.
  5. Gdy nie ma sił porządkowych, władza przechodzi w ręce band. Nie ma znaczenia, czy są uzbrojeni w maczety czy w karabiny. Nie da się z nimi samodzielnie wygrać. Jedyna opcja to posiadanie swojej bandy – niekoniecznie takiej, która ma rabować sklepy, ale takiej, która nie pozwoli się obrabować innym bandom.
  6. Dług poszczególnych krajów cały czas narasta. Nadmierne zadłużenie – przyczyna kryzysu 2008 jest dużo większe niż wtedy. W pewnym momencie będzie musiało dojść do resetu. Można sobie poczytać w książkach historycznych, jak wygląda takie zjawisko, na przykład co się działo w latach po I wojnie światowej, na terenach nawet nie zniszczonych bezpośrednio wojną, gdy papierowe banknoty po prostu straciły wartość.

Zachęcam do przemyślenia tej sytuacji jak i różnych scenariuszy.

Share This Post

Białe plamy na monetach

Takie sytuacje miały miejsce wcześniej i później, ale w roku 2008/9 istną plagą były białe plamy na monetach Maple Leaf. Przez okres wielu miesięcy kolejne dostawy monet okazywały się fabrycznie wadliwe. Co gorsza, takie plamy potrafiły się ujawniać po wielu miesiącach lub latach. Monety nie pokrywały się jednolitą patyną, tylko ‘wyłaziły’ na nie plamy.

Wygląda na to, że problem znów powrócił:

Jak być może pamiętacie z poprzednich wpisów, problem dotyczy też monet złotych, które przychodzą fabrycznie uszkodzone. Są na nich delikatne ryski i uszkodzenia rantów.

Wiele wyjaśniający filmik na ten temat jest tu:

Mam nieco inne wyjaśnienie, które znalazłem w raporcie Mennicy Kanadyjskiej za rok 2016:

Nie mam nic przeciwko osobom chorym psychicznie i nie odmawiam im prawa do pracy. Niestety, najwyraźniej kontrolą jakości zajmuje się osoba z jakimiś zaburzeniami. Skoro inne mennice potrafią sobie z tym poradzić, nie jest to problem występujący wszędzie na świecie, z każdym rodzajem srebrnej monety. Po prostu Kanadyjczycy robią coś źle i nie potrafią tego naprawić.

Równie żenujące jest wytłumaczenie, że sprzedają monety inwestycyjne a nie kolekcjonerskie. W takim razie producent samochodów mógłby twierdzić, że może sprzedawać zardzewiałe samochody, bo one mają jeździć a nie błyszczeć, a zresztą i tak by zardzewiały. Całkowicie niepoważne.

Tak więc co zrobić, jak żyć? To proste. Nie należy kupować monet wyprodukowanych w Kanadzie. Jest mnóstwo innych możliwości, jak produkty z Austrii czy Australii.

Share This Post

Kedyw

Tak się przypadkiem złożyło, że niedawna rocznica Powstania zbiegła się z lekturą książki pt. “Kedyw Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w latach 1943-44”, którą zupełnie przypadkowo znalazłem w hotelowej biblioteczce, zaraz obok książki pt. “Katyń”. Ciekawa pozycja, wydana w 1985 roku, a więc w okresie ‘odwilży’ reżimu Jaruzelskiego, gdzie można było już mówić o AK, ale jeszcze z użyciem eufemizmów. Na przykład tereny okupowane przez Sowietów nazywa się ‘terenami wschodnimi’.

Wnioski płynące z lektury są takie, że dużo większe znaczenie od zakupów nowoczesnego sprzętu wojskowego jest stworzenie zaplecza dla przyszłego ruchu oporu. To jest wyraźnie napisane w tym dokumencie – pierwszym zadaniem ruchu oporu na terenach okupowanych w latach 1939-40, było stworzenie struktur, do których w latach późniejszych byli werbowani szeregowi ‘bojownicy’. Szkoda, że nie zrobiono tego jeszcze przed wybuchem wojny. Wydano dziesiątki milionów ówczesnych złotych na budowę okrętów marynarki wojennej, a w podziemiu brakowało zwykłych karabinów i zwykłych granatów, które zamiast zostać rozdane obywatelom, zostały przejęte przez wkraczających okupantów.

Próby stworzenia ruchu oporu jeszcze w czasie istnienia tworzącego go państwa mogą się różnie skończyć. W 1943 roku Himmler zaplanował stworzenie hitlerowskiego ruchu oporu, znany jako Werwolf. Szczegółami zajmował się Gehlen, który próbował skopiować rozwiązania AK, szczegółowo badane przez Gestapo i Abwerę w czasie Powstania. Jak wiemy z historii, Werwolf na terenach Polski sprawdził się słabo, dokładnie z tego samego powodu z jakiego zawiodły wysiłki UPA, i dokładnie z tego samego powodu z jakiego nie mamy islamskich zamachów terrorystycznych w Polsce. Otóż ruch oporu jest możliwy tylko wtedy, gdy ma oparcie w lokalnej ludności tej samej narodowości. Skoro wysiedlono Niemców i Ukraińców nie miał kto wspierać Werwolf oraz UPA. Skoro nie mamy jeszcze w Polsce tzw. uchodźców i mniejszości islamskiej, to nie ma komu wspierać ISIS.

Po wojnie obrona terytorium Polski nigdy nie była celem istnienia sił zbrojnych. W okresie PRL celem istnienia LWP było działanie w ramach Północnej Grupy Wojsk Układu Warszawskiego, jako element sił sowieckich. Po 1993 roku kontynuowano funkcjonowanie WP w takiej formie jak w czasach LWP, co było bezsensowne z racji nieobecności Sowietów. Rekrutów kierowano do służby wojskowej z dala od miejsca zamieszkania. Tak więc chłopaków z Zakopanego wysyłano do służby w marynarce w Świnoujściu. W razie szybkiego działania agresora nie byłoby czasu na przeprowadzenie mobilizacji. W 2010 roku pobór został zawieszony i armia została uzawodowiona.

Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że na naszą armię nie mamy co liczyć. W razie poważnego konfliktu zbrojnego stanie się to co zawsze. Okaże się, że fajnie jest być wojakiem w czasie pokoju, jak się wali ze ślepaków i regularnie pobiera żołd, ale w czasie wojny frajda jest dużo mniejsza, bo zaczynają latać kulki. Jak zawsze zawodowi żołnierze będą pryskać do Rumunii, a walka spadnie na barki cywilów.

Od lat postulowałem tworzenie silnej obrony terytorialnej, opartej na ludziach, którym się chce. Pomijając wszystkie oszołomstwa czy wręcz przestępstwa jakich dopuszcza się reżim Kaczyńskiego, jest to pierwsza władza, która rozumie problem. A sprawa jest prosta, należy utworzyć grupę charyzmatycznych wojskowych, przeszkolić ich w zakresie konspiracji i dywersji, i przygotować dla nich “zestawy startowe”, składające się z ciężarówki załadowanej bronią, amunicją, środkami łączności, etc. W godzinie W następowałby odbiór sprzętu i przystępowanie do działania.

O większym znaczeniu takich ‘amatorów’ nad ‘zawodowcami’ możemy się przekonać w czasie konfliktu na Ukrainie, o którym mówi się, że jest laboratorium współczesnej wojny hybrydowej. Widzieliśmy jak cała ukraińska armia zawodowa poddaje się na Krymie, widzimy też jak sprawnie działają ochotnicy z pułku Azow. Zwykłe karabiny i samochód terenowy obłożony płytami pancernymi bywa skuteczniejszy niż naddźwiękowe lotnictwo i flota, o ile ludzie obsługujący ten sprzęt mają wyższe morale.

Warto pamiętać o tym, że potencjał naszych sił zbrojnych jest na bieżąco analizowany przez naszych tradycyjnych wrogów, czyli Rosję i Niemców. Wiedza, że czeka na nich nie tylko 1256 czołgów, ale również struktura, która nie pozwoli im wychylić nosa po zmroku z garnizonu.

Share This Post