Efekt Hunta

Od 50 lat mamy eksperyment, którego nigdy wcześniej nie było w historii ludzkości – walutą światową jest papier. Wcześniej, od tysięcy lat, pieniądzem światowym było złoto, formowane w monety przez kolejne imperia.

Ten eksperyment doprowadził do ciekawego zjawiska, które zdaje się umknęło akademickiemu opisowi.  Mam tu na myśli coś, co nazywam efektem Hunta, od nazwiska braci Hunt, sprawców wielkiej spekulacji na rynku srebra.

W reżimie waluty papierowej mamy do sytuacji, w których waluty są generowane w wielkich ilościach. Prowadzi to do następujących konsekwencji:

1. Możliwe jest gigantyczne zadłużenie wielu państw, co będzie prowadzić do spektakularnych bankructw. W przypadku reżimu złota taka sytuacja nie mogła by mieć miejsca z racji zbyt małej ilości złota na planecie. Do bankructwa doszłoby znacznie wcześniej, co byłoby mniej bolesne. No i niemożliwy byłby żaden bailout, żadna międzynarodowa instytucja nie oddałaby prawdziwego złotego pieniądza dla ratowania jakiś Greków.

2. Dochodzi do niezwykle łatwej bańki na wszystkim. To tzw. bubble everything. Waluta generowana w dużej ilości szuka spekulacyjnego ujścia i podnosi równocześnie cenę wielu różnych aktywów. Oczywiście bańki spekulacyjne zdarzają się od zawsze, jednak obecnie mamy do czynienia na wielu różnych rynkach jednocześnie, przez długi okres czasu i niekiedy na ogromną skalę.

3. Nawet w trakcie bańki na wszystkim są wybrane rynki, które mogą być zalane walutą. Przykładem mogą być kryptowaluty, które zdrożały w sposób astronomiczny. Drożeją aktywa, które mają w nazwie lub biznesplanie słowo ‘crypto’, co jest charakterystyczne dla euforii bańki spekulacyjnej. Wzrosty na niektórych rynkach prowadzą nie tylko do wzrostu cen, ale również do niedostępności towaru. Obserwuję to ostatnio na rynku kruszców.

Żadne z tych efektów nie są korzystne dla ludności. Zadłużanie państw jest niezwykle groźne i prowadzi do katastrofy gospodarczej. Pojawiające się bańki wzbogacają niewielką część społeczeństwa, konsekwencje ponosi większość. Przykładem może być bańka na nieruchomościach w wielu miejscach świata – drożyzna powoduje wysokie koszty spłaty kredytu i wysokie koszty najmu.

Share This Post

Szczyt

Jak wiadomo, każdy Polak zna się na 3 rzeczach:

– jak można było wygrać kampanię wrześniową

– jak doprowadzić reprezentację narodową do finałów mundialu

– w jaki sposób prowadzić politykę w Polsce

Jako, że w ekonomii nie dzieje się nic ciekawego, postanowiłem wypowiedzieć się na temat, na którym się najbardziej nie znam z tej listy, czyli o polityce. I to z całą świadomością, że wszyscy czytelnicy się ze mną nie zgodzą, wyrażą oburzenie lub zostawią zwykłe bluzgi w komentarzach. Ponieważ każdy Polak ma swoje odrębne, jedynie słuszne zdanie na 3 powyższe tematy, a wszyscy inni całkowicie się mylą.

Ludzki umysł lubi dostrzegać sprawy liniowo, odnajdywać i ekstrapolować trendy. Łączyć kropki. Coś rosło, więc większość ludzi będzie przewidywać nieustanny wzrost. Kompletnie poza wyobrażeniem większości są procesy wykładnicze i zrozumienie prawdopodobieństwa. Tymczasem w naturze najczęściej mamy do czynienia z wykresem parabolicznym. Coś sobie rośnie, osiąga szczyt i spada. Tak jest z każdym biznesem, z każdą religią i z każdym życiem człowieka. Są narodziny, szczyt i śmierć.

Wygląda na to, że ostatnie wybory określiły szczyt potęgi Pisu. Teraz będzie już tylko jazda w dół. Stracili senat, co kompletnie pokrzyżowało ich plany i jest w stanie pohamować zapędy dyktatorskie. Za rok przegrają wybory prezydenckie, które wygra MKB. Nie sprzyja też wiek Jarka, który skończył niedawno 70 lat i raczej nie będzie młodnieć.

Kaczyński jest oczywiście geniuszem, i nie mówię o tym sarkastycznie. Może nie zna się na komputerze i nie umie internetu, nie potrzebuje prawa jazdy i nie używa kobiet, ale wybitnie czyta umysły Polaków. Idealnie zhakował demokrację, korumpując Polaków ich własnymi pieniędzmi. Odczytał i wykorzystał nastroje ksenofobiczne, homofobiczne i klerykalne. Żałosny, mały, zgorzkniały, ale genialny starzec trzyma za mordę 35 milionowy naród.

Jako, że się nie znam na polityce, nie od razu zrozumiałem co się dzieje w wieczór wyborczy. Jarek był wyraźnie niezadowolony, co wydało mi się dziwne, jako że przecież wygrał wybory. Składałem to na karb typowego dla niego zgorzknienia, gdy tymczasem on rozumiał już wtedy, że nie tylko nie ma większości sejmowej potrzebnej do obalenia veta, ale również stracił senat. No i jak wiemy z książek i przekazów historycznych, każdy dyktator pamięta też o swoim wieku i wlicza to w swoje kalkulacje.

Jest jednak za wcześnie by otwierać szampana. To, że MKB rozszarpie Dudę w czasie kampanii prezydenckiej jest marnym powodem. Ani to, że Duda jest taki żałośnie zabawny, bo naprawdę uważa, zresztą tak jak jego poprzednik, że jest doskonałym prezydentem. I to, że tak jak jego poprzednik, boleśnie zderzy się z realiami.

Nie do wiary, jak wygrana w wyborach odrywa od rzeczywistości, jest to zjawisko psychiatryczne. W polskim internecie nie mówi się o tym fenomenie za dużo, ale jak ktoś potrafi w inne języki, to może się dowiedzieć co to jest illeism, na przykład tu. A tu można zobaczyć, jak taki pierdolec się objawia:

Jakie wybory nie będą, w Polsce zawsze wygra partia socjalistyczno-klerykalna, z naciskiem na socjalistyczna. Inaczej być nie może, jest to konieczność dziejowa jak u Marksa. Wynika ona z tego, że średni wiek wyborcy to 53 lata i będzie tylko rosnąć! Co może myśleć człowiek w tym wieku? Tylko to, żeby jak najszybciej przejść na jak największą emeryturę, a szczegółami dotyczącymi skąd wziąć na to pieniądze niech się zajmą politycy. Niestety, mało jest tak pewnych rzeczy na świecie jak to, że czeka nad dryf w kierunku Wenezueli.

Share This Post

Namaszczenie

W ramach zbliżających się wyborów kilka razy zapytano mnie na kogo bym zagłosował. Otóż jest to Klaudia Jachira, startująca z warszawskiej listy KO. Powody są proste. Jest to jedyna kandydatka o poglądach wolnościowych, zarówno ekonomicznych jak i światopoglądowych. Cała reszta to socjaliści.

Dodatkowo Klaudia ma poglądy antyklerykalne. Mam wrażenie, że jest to jedyna osoba w tym kraju, która widzi jak destrukcyjny wpływ na kraj mają watykańskie pasożyty. Z przyjemnością obserwuję przerażenie PISsu, przejawiające się w skowycie telewizyjnym, w szczuciu i nawoływaniu do wycofania się z wyborów. Moja kandydatka premierem pewnie nie zostanie (w tym sejmie), ale ma szansę punktować na sali sejmu oszołomów z tej socjalistyczno-klerykalnej bandy.

Share This Post

Wyrok TSUE

Banki w Polsce słyną z tego, że ich relacje z klientami są “asymetryczne”. To znaczy, że wykorzystują swoją przewagę nad klientem, narzucając mu niekorzystne warunki umowy lub też przerzucając wszystkie ryzyka na klientów. Widać to na przykład porównując ofertę kredytów hipotecznych w USA, gdzie oprocentowanie kredytów jest stałe i klient ma prawo w każdej chwili odesłać klucze i zrezygnować z dalszych spłat rat kredytu. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, a do niedawna dług wobec banku nie tylko nigdy nie ulegał przedawnieniu (trik z wznawianiem postępowania egzekucyjnego), a nawet był dziedziczony (trik z niezrzeczeniem się spadku). Ba, przy Bankowym Tytule Egzekucyjnym banki nie musiały nawet udowadniać, że ktoś zawarł umowę i pożyczył pieniądze. Wystarczył “wyciąg z ksiąg banku” czyli pismo, w którym bank mówi, że tak było. Stawiało to Polskę w czołówce krajów bananowych czy wręcz niewolniczych. Jestem zwolennikiem dotrzymywania zobowiązań, ale skazywanie obywateli na dożywotnią pracę na czarno czy emigrację, a także robienie z dzieci dłużników jest zwyczajnie głupie.

Rozbestwione swoją pozycją banki przeginały coraz mocniej, czego apogeum sięgnęło końcówki ostatniej prosperity. Jakiś cwaniak wymyślił wówczas, że można udzielać ludziom kredyty korzystając z nieskooprocentowanych kapitałów nominowanych w CHF. Koncepcja była taka, żeby zarabiać nie tylko na samych kredytach, ale również na absurdalnych spreadach. I na oprocentowaniu nie rynkowym, ale ustalanym przez prezesa banku.

Stoję na stanowisku, że biznes należy prowadzić uczciwie. Kieruję się tym nawet podczas ostatnich wzrostów cen kruszców, ostrzegając klientów, że można się spodziewać korekty i spadku cen. Naganiałem na zakupy wtedy, gdy cena była o 20% niższa, teraz apeluję o rozwagę. Kieruje mną przekonanie, że w długim terminie opłaci się to znacznie bardziej.

Tymczasem w bankach w czasach franka przekonanie było zupełnie inaczej. Cynicznie naganiano na kredyty opowiadając jakieś farmazony o stabilności CHF, gdy to przecież nie o stabilność franka wobec innych walut chodzi, tylko o stabilność złotówki wobec CHF. A stabilność PLN była i nadal jest bardzo wątpliwa. I teraz cały ten złodziejski schemat okazał się być granatem, który po wyroku TSUE wybuchł oszustom prosto w twarz. Parafrazując PISs, wystarczyło tylko nie okradać klientów i traktować ich jak ludzi.

Chorobliwi antysemici, jakich mamy w Polsce miliony, bardzo się podniecają zestawiając ze sobą słowa “kapitał” oraz “żydowski”. Fakty są takie, że rozpatrując słowo “Żyd” w odniesieniu do kraju pochodzenia kapitału, w Polsce nie mamy banków żydowskich, czyli takich w których siedziba mieści się w Izraelu. Generalnie Izrael nie ma zbyt dużej bankowości. Taki Hapoalim group, największy bank Izraela, ma $78 mld kapitału a Industrial and Commercial Bank of China ma owego kapitału $4027 mld. O czym my tu w ogóle mówimy, jaka to skala.

Natomiast w odniesieniu do wyznania właścicieli danego kapitału, to obawiam się, że w większości normalnych krajów większość osób jest ateistami lub agnostykami. W zarządach normalnych ponadnarodowych korporacjach mają totalnie wywalone na to jakiegoś ktoś jest pochodzenia. A to z tego prostego powodu, że gdyby opierać się na wyznaniu/pochodzeniu a nie kwalifikacjach, to firma stała by się klubem towarzyskim a nie biznesem. Opieranie się na takim nepotyzmie prowadzi do niskich kompetencji i do braku przewagi na rynku, czyli spadku udziału w rynku.

Zarzucanie komuś, że jest “żydowskim bankierem” bo miał jakiegoś przodka żyda jest tak samo absurdalne, jak zarzucanie Merkel że jest polską agentką, bo miała dziadka Polaka. W Niemczech nie ma ludzi na tyle zaburzonych, by rzucać takie oskarżenia, a po aferze “dziadka z Wermahtu” jestem przekonany, że u nas jest odwrotnie.

Oczywiście żadnego oszołoma do niczego nie przekonam, skoro cała rodzina tkwi w tych przekonaniach od pokoleń, ale jak jest naprawdę z pochodzeniem kapitału można się przekonać na tej grafice (choć już trochę nieaktualnej):

Socjalistyczny rząd PISs nie ma niestety wielkiego pola manewru z ustawą frankową, czyli z systemowym rozwiązaniem problemu. Lobby banksterskie ma ogromne wpływy, wliczając w to również media, a nawet dyplomację. Jestem przekonany, że w gabinetach padają konkretne argumenty o tym co wam zrobimy, jak to będziecie forsować w Sejmie, albo czego wam nie zrobimy, jeżeli odpuścicie. I to są argumenty z pewnością niezwykle przekonujące. Choć w moim odczuciu podejście banksterów jest głupie. Lepiej byłoby to załatwić poprzez jakiś kompromis, rzucić jakiś miliard złoty na pożarcie, niż ryzykować dużo większymi stratami w sądach, tym bardziej, że zapadł taki wyrok TSUE.

Dlatego właśnie stoję po stronie frankowiczów. Skoro dało się wypłacać dywidendy zebrane z oskubanych Polaków, to teraz trzeba będzie poprowadzić proces odwrotny, zrzucić się na dokapitalizowanie banków albo ich wartość spadnie poniżej 0. Jak to mówią, karma wraca. I śmiać mi się chce z tych argumentów, że frankowicze wiedzieli, czym ryzykują. Pamiętam te czasy i narrację o “stabilności franka”. I na pewno nie wiedzieli o tym, czym jest spread i że prezes banku będzie decydował o oprocentowaniu kredytu, jeżeli akurat rynkowe stawki spadną za bardzo. Zazdroszczenie frankowiczom ewentualnych wygranych w sądach jest czymś takim, jak zazdroszczenie dzieciom zmarłego na atak serca, którym PZU odmówił wypłaty polisy na życie powołując się na “brak załamka Q”, co wymagało wielu lat sądowych walk.

A tymczasem brak starań banków nad wprowadzaniem kredytów o stałym oprocentowaniu jest tworzeniem kolejnego granatu, który za jakiś czas może im znowu wybuchnąć w twarz. Nic się nie uczą z obecnej sytuacji, że gdy ktoś nie płaci kredytu to ma problem, ale jeżeli kredyt przestaje spłacać milion osób, to kłopot ma i bank, i politycy. Sytuacja jest podobna jak w demokracji liczą się słupki poparcia przed kolejnymi wyborami i słupki zysków w danym kwartale. Angole ładnie to ujęli w metaforze: “to kick a can down the road”. Co będzie za rok czy dziesięć lat, niech się inni martwią.

Share This Post

Utylizacja

Świnie są inteligentnymi zwierzętami. Z pewnością są przekonane, że bycie zwierzętami hodowanymi przez ludzi to najlepsze, co mogło im się zdarzyć. Jest dach nad łbem, codziennie solidna porcja darmowej żywności, w razie problemu przyjeżdża weterynarz. Świńska społeczność ignoruje zwolenników teorii spiskowej, że pewnego dnia sielanka się skończy i ludzie okażą się bezwzględnymi mordercami, jako absurdalną i niemożliwą.

Podobnie jest z ZUS. Wyznaję pogląd, że jest to Zakład Utylizacji Staruszków, a wcześniej organizacja do odcedzania młodych ludzi z połowy dochodu. Większość ludzi mi nie wierzy i nawet jest zadowolona z “gwarancji” skromnej, ale pewnej emeryturki “od państwa”. Podobnie z NFZ, który “za darmo” leczy ludzi, tak że nie nie umierają w krzakach przed szpitalem, bo ich nie stać, jak w USA. Tylko, że nie, bo właśnie u nas umierają w krzakach przed szpitalem, a w tym strasznym amerykańskim kapitalizmie nie.

Czasem prawdy nie da się utrzymywać w nieskończoność w tajemnicy. Tu można sobie poczytać, że instytucje państwowe cynicznie starają się, aby staruszkowie jak najszybciej umarli, bo ich egzystencja pochłania cenne zasoby finansowe.

To potwierdza moje przekonanie, że socjalizm zawsze kończy się głodem, emigracją, zrujnowanym życiem i trupami na ulicach.

Share This Post

Zbrodnia i kara

PB donosi, że Sąd Najwyższy wydał wyrok w sprawie kary nałożonej przez UOKiK na Tmobile.

W skrócie – na czym polegała wina Tmobile? Na tym, że od momentu pojawienia się pracowników UOKiK z nakazem rewizji na recepcji do odnalezienia osoby, która może ich przyjąć minęło około godziny. Dla jasności, Tmobile w tym czasie nie palił dokumentów. Po prostu trochę trwało, aż ludzie rzucili swoją robotę, aby obsługiwać biurokratów.

Kara? 123 000 000 zł! Na szczęście sąd wykazał rozsądek i obniżył ten absurdalny haracz o 99%.

Jak można to skomentować? Po pierwsze, nie ma żadnego połączenia między szkodliwością społeczną czynu a wymiarem nałożonej kary. Decyzje z takim wymiarem kary wydał sam typ ludzi, którzy wieszali w ramach Afery mięsnej. Po drugie, jest to wyraźna próba zastraszenia prywaciarza. “Nie będziesz tańczyć tak jak ci zagramy, to cie zgnoimy”. Prywaciarz ma się bać, ma stać na baczność przy drzwiach, bo być może pojawi się pan urzędnik.

Tmobile przeżyje, bo ma duże pieniądze na przepychanie spraw aż do Sądu Najwyższego. Plankton biznesowy powinien zawsze pamiętać o unikaniu inwestowania w Polsce. Nie budować, nie kupować nic, na czym urzędas może położyć łapę. Trzymać lokaty za granicą albo kruszce pod fundamentem. A optymalnie posiadać jakiś projekt biznesowy w innym kraju.

Share This Post

Ustawa 447, czyli trup w szafie

W szafie polskiej polityki znajduje się trup, który zaczyna coraz gorzej pachnieć i wyleci z tej szafy z wielkim hukiem zaraz po wyborach. Mowa o żydowskich roszczeniach za nieruchomości należące do zamordowanych Polakach-żydach, przejęte przez PRL po wojnie i w dużej mierze od razu przekazane Polakom-katolikom.

Z punktu widzenia prawnego, sprawa jest jasna. Obywatele Polscy dowolnego wyznania, którzy zginęli w czasie wojny, mogli mieć spadkobierców lub nie. Jeżeli mieli spadkobierców, to mieli oni prawo ubiegać się o spadek. Jeżeli nie mieli spadkobierców, to ich mienie przechodziło na rzecz Skarbu Państwa. W przypadku obywateli III Rzeszy, żywych czy martwych, żydów lub wyznawców innej religii, ich majątek był konfiskowany.

W punktu widzenia moralnego, sprawa nie do końca jest jasna. Faktem jest, że Państwo Polskie i jego obywatele wzbogacili się na Holocauście. Ale z drugiej strony, równie niesprawiedliwe byłoby przekazywanie tych nieruchomości czy odszkodowań za nie żydom innej narodowości.

I tutaj dochodzimy do “twistu”, który polega na tym, że większość żydów, którzy przeżyli wojnę była narodowości niemieckiej, austriackiej, a także francuskiej, angielskiej czy rosyjskiej. Mieli czas na ucieczkę za ocean albo znajdowali się poza frontem. Polscy żydzi nie mieli tego czasu. Większość ofiar Holocaustu stanowili Polacy. I mamy taki oto “twist”, że potomkowie Niemców czy Austriaków, czyli narodu mordującego, najprawdopodobniej wzbogacą się na Polakach, potomkach ofiar ich ziomków.

I tak na marginesie, to właśnie pochodzenie narodowe tłumaczy nienawiść żydów wobec Polaków. Generalnie Niemcy, Austriacy i Rosjanie, niezależnie czy żydzi czy chrześcijanie, nienawidzą Polaków. Tak więc ich potomkowie mieszkający z USA czy Izraelu kultywują nienawiść do Polaków, tak jak Polacy kultywują nienawiść do żydów, choć nie widzieli się nawzajem już od 2 pokoleń.

Skąd takie przekonanie, że żydom się uda? Z case banków szwajcarskich, do której przygrywka była taka sama jak dziś widzimy w ustawie 447. W 1995 żydzi złapali za jaja Szwajcarów tak mocno, że ci wypłacili 1,45 mld USD. Nie ma powodu sądzić, że żydzi będą się cackać z Polakami bardziej niż ze Szwajcarami. Jest wiele narzędzi prawnych i medialnych, żeby rzucić rząd RP na kolana. Tak więc apeluję do premiera Morawieckiego, o zorganizowanie rezerwy w budżecie na wypłatę tych odszkodowań. A może każda nieruchomość w Polsce powinna zostać sprawdzona w księgach wieczystych, i jeżeli nagle magicznie w 1946 roku znika z niej żydowskie nazwisko a pojawia się katolickie, to powinien zostać wystawiony rachunek obecnym właścicielom?

Share This Post

Kolektor, czyli czego nie powie ci Trzaskowski

W ostatnich dniach media obiegła informacja o awarii kolektora ścieków, łączącego lewobrzeżną część Warszawy z oczyszczalnią ścieków po prawej stronie.

Nigdzie nie mówi się o tym, czym ta awaria w rzeczywistości jest, jaka jest jej natura. Mowa jest o tym, że awaria może potrwać miesiącami i że nie wiadomo, co się stało. Skoro nie wiadomo, co się stało, to skąd wiadomo, że usuwanie awarii potrwa miesiącami?

Czym jest kolektor ścieków? Otóż jest to tunel o średnicy 4,5 metra, znajdujący się 10 metrów pod dnem rzeki. W tunelu tym leżą sobie dwie rury o średnicy 1,6 m każda, którymi są przepompowywane ścieki.

O awarii wiemy tyle, że najpierw ustał przepływ w jednej z nitek, a wkrótce potem w drugiej. Jest tylko jedno wytłumaczenie zaistniałej sytuacji – nastąpiło przemieszczenie gruntu, tunel się zawalił a kolektor został zgnieciony. W świetle tego racjonalnym wydaje się termin wielu miesięcy potrzebnych na usunięcie awarii. Trzeba będzie spróbować odpompować wodę, jeżeli to okaże się niewykonalne, konieczne będzie interweniowanie od góry, poprzez zrzucanie piasku i betonu na miejsce zawalenia kolektora i przecieku. Potem trzeba będzie stabilizować miejsce uszkodzenia, usunąć materiał skalny, odbudować tunel i obie rury. Jest to ogromny problem inżynieryjny.

Może być tak, że awaria wystąpiła z powodów naturalnych, trudnych do uniknięcia. W roku 2012, w czasie budowy II linii metra na Powiślu miał miejsce podobny incydent. Może był to błąd projektanta lub wykonawcy. Tak czy inaczej, dla PO jest skrajnie nie na rękę taka sytuacja 6 tygodni przed wyborami. Wyborcy mogą obciążać polityków PO odpowiedzialnością za katastrofę, niezależnie od tego, czy jest to czyjaś wina, czy efekt parszywej struktury geologicznej. Zagadką pozostaje tylko to, w jaki sposób UM/PO zamierza utrzymywać w tajemnicy rozmiary katastrofy przez kolejne 6 tygodni. A dla PiS jest to dar od niebios, jak opłaca się trzymanie sztamy z Rydzykiem i opłacanie jego modłów. Tymczasem następuje obrzucanie przeciwników z PO nomen-omen gównem. Prokuratura i urzędy centralne pod władaniem PiS rzuciły się jak sępy na padlinę. Nie chodzi o to, że udowodnić, że ktoś popełnił jakieś przestępstwo, na przykład informując świat o awarii o 12 a nie o 8. Chodzi o robienie hałasu i hałas w mediach. Zawsze jak się kogoś obrzuca gównem, to coś się przyklei.

W całej sytuacji najbardziej zabawne jest to, że UM używa określenia ‘nastąpił kontrolowany zrzut do Wisły”. Otóż nie do końca jest on kontrolowany. Właściwie wcale nie jest kontrolowany, przecież UM nie może w żaden sposób zatrzymać tego wypływu.

Rozmiary całej tej awarii nie są aż tak tragiczne. Przez dekady ścieki spływały do Wisły i świat się kręcił. Ba, mieliśmy nawet Wyspę Pomidorową, która była zarośnięta krzakami pomidorów. Trafiały one w to miejsce w ten sposób, że pomidory były konsumowane przez Warszawiaków, następnie niestrawione pestki były wysrywane, i wraz z surowymi ściekami wędrowały z nurtem Wisły, aż trafiały na łachę piachu, gdzie masowo kiełkowały.

Do dziś sporo ludzi w górę od Warszawy sra bezpośrednio do Wisły i Warszawiacy piją to, co do nich spłynie i co przecedzą przez piasek na Filtrach. Nie wiadomo, przez ilu nieszczęśników przejdzie jedna kropla wody, od momentu gdy spadnie w Tatrach, aż do momentu gdy ktoś wysika się stojąc w Bałtyku. W każdym razie w najgorszej sytuacji jest Płock, który pobiera połowę wody spod Wisły, i który pewnie będzie chciał więcej czerpać ze studni głębinowych. Reszta miast w dole Wisły ma swoje studnie.

Edit: ktoś wpadł na zgrabny pomysł, aby przerzucić most pontonowy przez rzekę i położyć na nim tymczasowy rurociąg.

Share This Post

Podrygi Argentyny

Argentyna zachowuje się tak jak można oczekiwać po tym kraju – przechodzi przez konwulsje kolejnego załamania gospodarczego. W ostatnich dniach wyceny spółek spadły na giełdzie o połowę, przy czym wartość lokalnych dudków spadła również o połowę. Wyrażając się bardziej ściśle, lokalny indeks giełdowy Merval spadł z 1760$ (szczyt w styczniu 2018) do 500$ (dziś). Przecena o 72%.

Turyści mogą się cieszyć spadkami cen hoteli i restauracji, w przeliczeniu na EUR czy USD, tylko że nie. Jak wiele osób wie z pobytu w Turcji, osłabienie waluty jest natychmiast  kompensowane wzrostami cen. Jeżeli obiad kosztował w knajpie rok temu 500 dudków, czyli 70 zł, to dziś kosztuje 1000 dudków, czyli 70 zł. Nie ma wygranych, są tylko przegrani. Jeżeli ktoś z Argentyńczyków był na tyle głupi, żeby trzymać kapitał w dudkach, to może sobie kupić połowę tego, co rok temu. A za rok będzie to ćwierć. Za kolejnych parę lat 1/10000 i będzie kolejna wymiana pieniędzy. Tymczasem większość wynagrodzeń nie nadąża za dewaluacją waluty, ludzi stać na coraz mniej.

Zresztą widać to i u nas, choć proces jest znacznie powolniejszy. Uncjowy krugerrand kosztował 10 lat temu 2800 złotych, a dziś kosztuje 6000 złotych. A teraz zagadka matematyczna. Gdyby umieścić 2800 złotych na lokacie w banku na 10 lat, to jakie oprocentowanie musielibyśmy dostać, aby po tych 10 latach wyjąć z banku 6000 złotych? Odpowiedź: z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, bank musiałby nam płacić 10% rocznie.

I jeszcze jedna zagadka, również matematyczna: kiedy krugerrand będzie kosztował 10 000 złotych? Odpowiedź: posługując się tym samym wyliczeniem, 10% rocznie, z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, za 72 miesiące, czyli w połowie 2025 roku.

Można sobie zadać pytanie o powód kolejnego kryzysu argentyńskiego. Sprawa jest oczywista i nie trzeba pisać doktoratu o fundamentalnych wadach koncepcji ekonomicznych prezentowanych przez peronistów. Po prostu Argentyńczycy są kretynami, którzy nie dysponują odpowiednim kapitałem intelektualnym, aby być w stanie wybrać polityków, którzy wyciągną ich z głębokiego gówna, w którym tkwią od dekad. To by wymagało ciężkiej pracy od całego społeczeństwa, a tam nikt nie chce ciężko pracować. Ba, nikt nawet nie chce słyszeć, że trzeba ciężko pracować. Ci co chcą, już dawno mieszkają i mają swój biznes w Ameryce albo Urugwaju. Każdy kto został liczy, że coś dostanie za darmo, na kosz państwa, czyli innych obywateli. Tak więc wybierają sobie takich polityków, którzy im obiecają co tylko się da i finansują to pożyczkami wyżebranymi gdzie tylko się da, a także dodrukiem waluty.

I teraz niech każdy sobie pomyśli, czy są jakieś podobieństwa pomiędzy Argentyną i Polską. Farmazony o wielkiej Argentyny/Polski bez żadnego pokrycia w realnym potencjale kraju? Wstawanie z kolan? Kolejne farmazony o rzekomej “trzeciej drodze” pomiędzy socjalizmem i wolnym rynkiem? Gnojenie prywatnych przedsiębiorców? Pielęgnowanie państwowych przedsiębiorstw i robienie z nich obfitego koryta dla polityków? Eksportowanie głównie prostych produktów rolnych? Emigrowanie pracowitych ludzi z kraju? Zadłużanie kraju? Rozdawnictwo? Uprzywilejowanie grupy społeczne?

Kraje takie jak Argentyna byłyby idealnymi laboratoriami, do których można by wysyłać młodzież, aby zobaczyłą jak owocuje socjalizm. Tylko, że nie. Podstawowe prawo epistemologii mówi, że nikt nigdy niczego się nie uczy. W szczególności dotyczy to społeczeństw. Przecież widząc przykład Argentyny tzw. “społeczność międzynarodowa” powinna sparafrazować slogan Fidela Castro “Socialismo o muerte! ” i zakrzyknąć “El socialismo es muerte!“. Ale tak się nie dzieje. Jaki procent Polaków uważa, że powinniśmy mieć zbilansowany budżet państwa? Mniej czy więcej niż 1%? A ile uważa, że powinniśmy stopniowo spłacić długi państwa i nie wchodzić w nowe? Według mnie tylko ekstremiści tak uważają. A cała reszta od zawsze głosuje tak, aby zrobić z naszego kraju Argentynę.

Share This Post