Złotówa

Nasza szlachetna waluta narodowa jest najsłabsza wobec euro od 5 lat, gdy ówczesny szczyt zeszmacenia był na poziomie 4,55. Inny szczyt zeszmacenia przypadał na luty 2009, był związany ze szczytem ówczesnego kryzysu i wynosił 4,75.

Jakoś w mediach nie mówi się za dużo o słabości złotówki i konsekwencjach dla ludu pracującego miast i wsi, w tym droższej benzynki, chlebka i całej reszty. Nie mówi się za dużo o konsekwencji zeszmacenia złotówy w postaci wzrostu inflacji i zbliżającego się podniesienia stóp procentowych, a to z kolei na wzrost kosztów kredytu i osłabienie wzrostu gospodarczego. A to z kolei na zbliżający się powrót wyższego poziomu bezrobocia.

Sytuacja dojrzała do zajmowania pozycji rynkowej. Jeżeli ktoś ma oszczędności w euro, to może rozważyć ich sprzedaż, spekulując na korektę szmacenia złotówki.

Share This Post

Manipulacje

W rządzie trwają kolejne przepychanki dotyczące zmian w prawie podatkowym. Tym razem mowa jest o VAT.  Podatek ten miałby posiadać tylko jedną stawkę 16% (na początek). Oznaczałoby to, że podwyżce cen uległyby między innymi leki, wizyty lekarskie, pobyt i wyżywnienie dzieci w przedszkolach i szkołach, oraz cała żywność. Dla osób biednych, które nie kupują nic poza rzeczami niezbędnymi do przeżycia byłaby to ogromna podwyżka.

Jeżeli złoto inwestycyjne zostanie obłożone 16% VATem będzie to oznaczać koniec legalnej branży metali inwestycyjnych w Polsce. Krugerrand musiałby podrożeć z obecnych 5200 zł do 6000 zł. Strata 16% przy wejsciu w inwestycję czyni ją bezsensowną. Oznacza to, że handel przeniesie się w szarą strefę, dilerzy zamkną firmy lub przeniosą się do innych krajów. Nie tylko budżet nie zyska na zwiększonym VAT, ale straci na PIT i CIT. Zyskają ci, którzy już mają złoto. Zarobek na sprzedaży będzie wyższy w sytuacji, gdy ogólny poziom cen monet na rynku zostanie wywindowany przez wyższy VAT.

Socjalizm kończy się zawsze w ten sam sposób. Ludzie pracowici wyjeżdzają, zamykają biznesy lub są spychani do podziemia gospodarczego. Zostają ludzie na utrzymaniu budżetu. Jednocześnie spadają przychody budżetowe i rosną wydatki. Sytuację ratuję się pożyczając pieniądze, o ile są chętni do pożyczania. Potem sytuację ratuję się drukiem waluty, tak długo jak ktoś jeszcze chce akceptować świeżo wydrukowane banknoty. A potem już tylko Wenezuela.

Bogactwo bierze się z ciężkiej pracy. Nie da się stworzyć bogactwa poprzez zabieranie jednym i dawanie drugim tego co zostanie z zebranych środków.

Share This Post

Regulamin sklepu internetowego

Z mocy prawa każdy sklep internetowy musi publikować regulamin. Z mocy prawa muszą być w nim zawarte pewne zapisy. Jest również bardzo długa lista zapisów, które w regulaminie nie mogą się znaleźć.

Koncepcja istnienia klauzul niedozwolonych jest gwałtem na wolności do zawierania umów. Państwo działa nieproporcjonalnie, prowadząc do sytuacji, gdy dwie wolne osoby nie mogą ze sobą zawrzeć umowy na zasadach zaproponowanych przez sprzedawcę, a ponadto przedsiębiorca zmuszony jest do zapoznania się z listą wielu tysięcy zabronionych przepisów i ciągłego aktualizowania swojej wiedzy na temat tej listy.

Nieproporcjonalność polega na tym, że chroniony jest wyłącznie konsument, natomiast przedsiębiorca traktowany jest z góry jako czarny charakter. Sprzedawca ma mało czasu na swoją pracę, a dużo czasu traci na biurokrację. Musi opłacać prawników, co w sumie uderza w konsumentów, ponieważ te koszty wliczane są w ceny oferowanych produktów i usług.

Wobec tego stworzyłem projekt uniwersalnego regulaminu dla sklepów internetowych. Na pewno są tu z nami prawnicy i przedsiębiorcy, a także i konsumenci, których opinii jestem ciekawy.

1. Relacje pomiędzy Kupującym i Sprzedającym regulują przepisy Kodeksu Cywilnego, Ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów, Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną  i innych przepisów prawa.
2. Ustawodawca narzuca, że pewne zapisy w regulaminach są nielegalne. Wobec tego niniejszy Regulamin nie zawiera żadnej z 7000 klauzul zabronionych, ponieważ na wszelki wypadek w ogóle nie zawiera żadnych zapisów, poza tymi, do których jest zmuszony regulacjami prawnymi.
3. Kwestie nieuregulowane w niniejszym regulaminie pozostają w zakresie interpretacji Sprzedającego, o ile nie naruszają pkt. 1 i 2.
4. Ustawodawca narzuca obowiązek umieszczenia pewnych zapisów w regulaminach, i bez znaczenia jest to, że niektóre z nich są niepotrzebne (bo wynikają z przepisów prawa) albo absurdalne (bo oczywiste). Wobec tego niniejszy Regulamin zawiera następujące postanowienia:
a. Sprzedającym jest …….
b. Niniejszy sklep oferuje …….
c. Zamówienia realizowane są w ciągu 5 dni roboczych.
d. Kupujący ma prawo do odstąpienia od umowy w ustawowym terminie.
e. W celu korzystania ze sklepu internetowego Kupujący musi posiadać sprzęt komputerowy z podłączeniem do Internetu i prądu elektrycznego, z aktualnym oprogramowaniem umożliwiającym przeglądanie stron internetowych.
f. Kupujący ponosi koszty porozumiewania się ze Sprzedającym na odległość według standardowych stawek swojego operatora telekomunikacyjnego.
g. Kupujący może złożyć reklamacje w dowolnej formie i poprzez dowolne medium. Może to być pismo wysłane drogą elektroniczną, pocztową lub gołębiem pocztowym.
h. Klient ma prawo do wypowiedzenia umowy, zgodnie z obowiązującym prawem.
i. Sprzedający dokłada starań, by chronić dane osobowe klientów jak źrenicę oka.
j. W sklepie działają cookies, które Klient może wyłączyć w swojej przeglądarce internetowej.

O ile wiem, sarkastyczna forma regulaminu nie jest prawnie zabroniona, więc można ją stosować.

Share This Post

Wolność gospodarcza

Kolejne rządy w Polsce będą socjalistyczno-klerykalne i nic tego nie zmieni. Lud chce rozdawnictwa i teokracji. Poparcie dla wczesnych emerytur czy ‘darmowej’ służby zdrowia sięga 80% czy 90%. Co najmniej 95% rodziców wysyła dzieci na religię. W 21 wieku żadna z tych rzeczy się nie zmieni.

Jedynym ratunkiem, aby odwlec trochę bankructwo Polski jest stymulowanie wzrostu gospodarczego. Po prostu, jeżeli mamy jakoś sfinansować duże wydatki, to baza podatkowa musi być duża. Oczywiście jest to trudne, bo nasi politycy to krew z krwi i kość z kości naszego socjalistycznego społeczeństwa. W masowym odbiorze prywaciarz = złodziej, przedsiębiorca = kombinator, właściciele mieszkań do wynajęcia = podli kamienicznicy pijący krew robotników, a rozkułaczanie = czynienie sprawiedliwości dziejowej. Zatem politycy piszą takie a nie inne prawo, a urzędy działają tak a nie inaczej, i to wszystko ma szerokie poparcie społeczne (oczywiście oprócz tych, którzy są złodziejami i kombinatorami).

Jeżeli ktoś tego nie może sobie wyobrazić, to warto przenieść się myślami do Argentyny czy Wenezueli. W krajach tych działania podejmowane przez rząd są szalone i szkodliwe. Ludzie umierają z głodu, przestępczość rośnie, kraj coraz mniej nadaje się do zamieszkania, a mimo to rząd kontynuuje samobójczą politykę mając poparcie zdecydowanej większości społeczeństwa. PRL tak działał przez całe 45 lat – większość popierała komuchów, mimo tego, że było to szkodliwe zarówno dla nich, jak i dla państwa. I tak jak w przypadku Latynosów dziś czy PRLu, ci którzy posiadają przepis na wyjście z problemów są w zakrzyczanej mniejszości.

W tej właśnie sytuacji znajduje się Polska. Przypomnijmy, od czasów ustawy o swobodzie gospodarczej Wilczka, przepchniętej przez Sejm przyparty do muru dramatyczną sytuacją gospodarczą, śruba jest coraz bardziej przyciskana, z roku na rok. Każda kolejna ekipa jest nastawiona tak samo antybiznesowo, ale z drugiej strony ma coraz większe ambicje sięgania do kieszeni przedsiębiorców celem sfinansowania swoich socjalistycznych wydatków.

Wydaje się, że z tego wszystkiego zdaje sobie sprawę Morawiecki. W poprzednim sejmie podobne podejście zrobił Palikot, nieudolnie próbując odbiurokratyzować państwo, na co oczywiście nie zgodzili się socjaliści, mający jak zawsze 90% miejsc w parlamencie. Podejście Morawieckiego jest nawet bardziej rewolucyjne, podobno ma być zlikwidowany obowiązek posiadania pieczątki. PIE-CZĄ-TKI! Przecież bez tego przedmiotu kraj nie będzie mógł funkcjonować, ludzie wstaną z grobów i martwe ryby zaczną spadać zamiast deszczu… No i drobna sprzedaż sznurowadeł albo czosnku bez wpisu do ewidencji działalności gospodarczej przestanie być ciężkim przestępstwem, przez co będziemy mieli w kraju mniej emerytów-kryminalistów. I co najmniej możliwe do uwierzenia – numer REGON przestanie być potrzebny. Nie do wiary, w końcu Polska może przestać być jedynym krajem na świecie, gdzie przedsiębiorca musi podać 4 (CZTERY!) różne numery identyfikacyjne na formularzu – NIP, REGON, PESEL i numer dowodu osobistego. Chodzą słuchy, że numer REGON ma być zastąpiony numerem aktu chrztu, co ma chronić przedsiębiorcę przed deportacją… Naprawdę nie wiem, czy Morawiecki nie posuwa się za daleko, i czy ta rewolucja z zamianą REGONU na akt chrztu nie sparaliżuje działania poczty i czy kury nie przestaną się nieść…

Na koniec antyrządowa grafika, pewnie opłacona przez siepaczy Sorosa.

deport

Share This Post

Obniżenie wieku emerytalnego

Wielki ‘sukces’ Kaczyńskiego. Udało się przepchnąć przez proces ustawodawczy obniżenie wieku emerytalnego do 60/65 lat.

Takiego ignoranta w dziedzinie finansów nie mieliśmy u sterów od czasu Wałęsy i jego recepty na walkę z biedą: “dajmy każdemu 100 milionów”. Gospodarka tego kraju nie udźwignie kosztów emerytur, kraju na to zwyczajnie nie stać. Sprawę załatwi się pożyczaniem skąd się da, a potem dodrukiem złotówek.

Do tej pory Polska powoli zmierzała w kierunku bankructwa. Teraz zaczyna pędzić w tym kierunku. Jest to wyścig pod hasłem “Polska Argentyną Europy”.

Tragiczne jest to, że ciemny lud to kupuje, że ludzie wierzą, że Kaczyński jest w stanie wyczarować pieniądze. A tymczasem magii nie ma – albo trzeba przenieść kapitał w czasie, z przyszłości do teraźniejszości (pożyczanie) albo od ludzi pracujących do niepracujących (podatki). Oba te rozwiązania mają swoje ograniczenia – możliwości budżetu do obsługi odsetek oraz stawek podatkowych akceptowalnych przez podatników. W obu przypadkach dochodzimy do ściany. Pojedyncze głosy ostrzegające przed katastrofą są całkowicie ignorowane przez lud spragniony socjału i darmowej kasy.

Przykład nieudanej promocji Lidla pokazuje, jak bardzo zniszczone jest społeczeństwo przez sowiecką okupację. Wyhodowaliśmy sobie homo sovieticusa. Ludzie chcą przejechać się na cudzym grzbiecie za wszelką cenę. A to nadużyć zasad promocji, zjeść to co się nakupiło i oddać puste pudełka żądając zwrotu pieniędzy, a to cieszyć się z socjału, licząc, że darmowe pieniądze znajdą się w systemie nie z ich kieszeni, tylko z kieszeni sąsiada, tego ‘żyda’, co to jest prywaciarzem.

Share This Post

Rupie

Rząd Indii właśnie postanowił zdelegalizować banknoty 500 i 1000 rupii. Do 30 grudnia są jeszcze wymienialne w bankach, a do 31 marca 2017 można je wymienić w banku centralnym.

Wartość tych banknotów to odpowiednio 30 i 60 zł. Wycofanie ich z użycia jest całkowicie bez sensu, w żaden sposób nie pomoże w walce z przestępczością jak chciałby rząd, natomiast utrudni życie ponad miliarda ludzi. Kupując cokolwiek trzeba będzie targać walizki drobnych banknotów.

prop

Spójrzcie na propagandówkę powyżej i sami oceńcie, czy rzeczywiście nieruchomości i edukacja staną się bardziej dostępne, gdy wartość najwyższego nominału w obiegu będzie wynosić 6 zł. To pokazuje, jak daleko mogą się posunąć w absurdalnych pomysłach rządy w ramach walki z wyimaginowanym wrogiem. Zresztą Indie są zawsze w czołówce, poprzez dekady regulowania każdego aspektu gospodarki powodują, że kraj to jeden wielki slums.

Takie zabiegi stosują również państwa wydające się całkiem cywilizowane. Z dnia na dzień, z bardzo krótkim okresem przejściowym funty są wycofywane w Wielkiej Brytanii, a korony w Szwecji. Z tą jednak różnicą, że funty można bez problemu wymienić w prawie każdym banku, a Szwedzi bardzo utrudniają wymianę koron nieszczęśnikom, którzy mieli pecha je posiadać.

To co się dzieje nie jest niczym nowym. Waluty papierowe są jak liście na wietrze – dziś są, można coś za nie kupić, a jutro dołączą do zbioru tysięcy nieaktualnych i nic nie wartych walut. Warto ostrzegać i uświadamiać Polaków, ponieważ w naszym kraju nadal wiele osób trzyma oszczędności w funtach, frankach, dolarach czy euro. Są zdani na państwa, które wyemitowały te waluty, czy ich siła nabywcza zostanie zachowana, czy po prostu któregoś dnia dowiedzą się, że “panie, te banknoty są już nieważne”.

Są dwa rodzaje ludzi. Jedni wynieśli z domu wiedzę historyczną czym jest złoto, ponieważ ich przodkowie byli gruntownie odcedzeni od oszczędności przy okazji któregoś z zawirowań historycznych. Ci na propozycję oszczędzania w papierkach uśmiechają się z politowaniem. Są też tacy, którzy nie odrobili lekcji, nigdy niczym się nie interesowali i są gotowi do strzyżenia jak barany na wiosnę.

Share This Post

Rodzinne gospodarstwa rolne

Rządy w Polsce tradycyjnie wspierają gospodarstwa o niewielkim areale. Używa się kilku wytartych argumentów. Podobno produkty z takich gospodarstw są ekologiczne. Nie wiem z czego miałoby to wynikać, skąd bierze się to przekonanie, że małorolni mieliby rozsądniej używać środków ochrony roślin i nawozów. Raczej obstawiałbym sytuację dokładnie przeciwną, czyli niski poziom edukacji przeciętnego rolnika i lekceważenie zaleceń producentów stosowanej chemii. Poza tym grunty w Polsce są i tak skażone, nadal opadają na nie toksyczne cząstki stałe z dymów, a przez dekady opadały na nie tlenki ołowiu ze spalanych etylin. W gruncie nadal zalegają dużo bardziej toksyczne środki ochrony roślin niż te stosowane obecnie (np. DDT). Ponadto nawet gdyby gospodarstwa o najniższym areale produkowały najzdrowszą żywność to nie ma to znaczenia – przy niskim areale plony są konsumowane przez tych rolników, którzy je uprawiają, czyli żywność nie trafia na rynek i ekologiczność upraw nie ma znaczenia dla nas konsumentów.

Inny podawany powód jest taki, że małorolni są ostoją patriotyzmu. Nie rozumiem, dlaczego rolnicy mieliby być bardziej patriotyczni niż hutnicy lub dekarze. Prawda jest taka, że ubezpieczeni w KRUS są zwartą i cenną grupą elektoratu. Posiadany przywilej płacenia niskich stawek mocno cementuje ich poczucie wspólnego interesu. Nawet jeżeli uśmiechają się do siebie znacząco i puszczają do siebie oko, mówiąc o sobie ‘my rolnicy, troszkę dorabiający w prasie i na taksówkach’, to każdy rząd musi ich traktować poważnie. Pamiętajmy, że każdy rząd boi się tylko dwóch rzeczy: protestów powodujących spadek wpływów budżetowych oraz masowych protestów ulicznych.

Z ekonomicznego punktu widzenia polityka promowania gospodarstw o niskich areałach jest szaleństwem. Nie trzeba mieć doktoratu z ekonomii, aby to zrozumieć. Wyobraźmy sobie 500 hektarów i 100 rodzin. Dla gospodarki lepiej, aby tym areałem zarządzało kilka rodzin, a reszta by pracowała w innych działach gospodarki. Taki układ daje większą produktywność całej gospodarki. Ale politycy nie myślą w tych kategoriach. Dla nich lepiej, by nie mieć grupy bogatych farmerów, bo polscy politycy są typowymi Polakami i nienawidzą bogatszych od siebie, czyli ‘żydów’. Dla polityków lepiej mieć swój elektorat 100 rodzin, a czy będą to rodziny biedne, wegetujące na małych gospodarstwach, to nie ma znaczenia. Ważne, że będą wiedzieć, żeby oddać głos na tych, którzy im obiecają dopłaty i utrzymanie status quo. We wsparciu górników i rolników widać cynizm tych band, które dorwały się do rządzenia Polską.

Ludzie mają w naturze zachowawczość. Tylko niewielki procent ludzi jest w stanie realnie zmienić swoją rzeczywistość i na przykład wyemigrować, a nawet ci wyjazd okupują stresem i cierpieniem. Większość ludzi chce żeby nic się nie zmieniało, żeby przyszłość była taka jak przeszłość. Prowadzi to do takich absurdów, że ludzie z sentymentem wspominają czasy Jaruzelskiego, pamiętając jak to byli młodzi, zdrowie pozwalało konsumować wódkę, był Fundusz Wczasów Pracowniczych, a to, że generalnie nie było co jeść jakoś wypadło im z głowy. Obecnie gospodarka wykazuje duże zapotrzebowanie na pracowników. Małorolni są idealnym rezerwuarem rąk do pracy, gdyby tylko chcieli porzucić nierentowne rolnictwo i przejść do innych działów gospodarki narodowej. Niestety, duża część ludzi chce tkwić na małych rolach. I tu właśnie działania rządu konserwujące obecny stan rzeczy są takie szkodliwe. Z jednej strony gospodarka nie może się rozwijać z braku pracowników, a z drugiej ma garb w postaci uprzywilejowanej kasty, której podatnicy muszą sponsorować usługi medyczne czy emerytury.

O ile stan braku rąk do pracy będzie się nadal utrzymywał i nie będziemy mieli nagłego krachu finansowego, to konsekwencje będą ciekawe. Najpierw zużyte zostaną rezerwy proste, okaże się, że zamiast szukać 10 pracowników do kopania rowu lepiej zainwestować w koparkę i 1 pracownika. W fabrykach zacznie się stawiać na automatyzacje. W ten sposób wzrośnie wydajność w całej gospodarce, wzrosną też wynagrodzenia. Bitwa o pracownika będzie też oznaczała konieczność podwyżek wynagrodzeń, a to da wzrost konsumpcji krajowej. To będzie oznaczało wzrost gospodarczy i większą odporność na spadek eksportu, który może wyniknąć z problemów ekonomicznych w krajach od nas importujących.

Obserwuję rynek pracy i ogłoszenia w Internecie. Z naborem pracowników bez kwalifikacji, do prostych prac fizycznych, nie ma większego problemu. Widzę duży odzew na ogłoszenia o takiej pracy. Problem pojawia się przy okazji naboru na specjalistów. Duża część pracodawców jeszcze nie rozumie, że mamy globalny rynek pracy dla fachowców. Jeżeli chce się zatrudnić lekarza czy informatyka, trzeba mu zapłacić tyle, ile się płaci w innych miejscach świata, skorygowany o koszt życia w danym miejscu. Tak naprawdę nie ma sytuacji ‘braku specjalistów’. Można ściągnąć dowolnego specjalistę, nawet z Dubaju do Pcimia, tylko za odpowiednie wynagrodzenie.

Napływ Ukraińców do Polski nigdy nie zrekompensuje nam utratę Polaków, którzy wyjechali na Zachód. Wśród przybyszy mało jest specjalistów, których najbardziej potrzebujemy. Na to zjawisko trzeba patrzeć z perspektywy historycznej. Część Ukraińców to skrajni nacjonaliści, a wraz z coraz większym odsetkiem Ukraińców w Polsce nasze duże miasta zaczynają dryfować w kierunku bycia nowym Lwowem lub Wilnem. Wcześniej czy później Ukraińcy zaczną się organizować, najpierw w towarzystwa kulturalne czy samopomocowe, a potem w organizacje chcące zmienić porządek konstytucyjny. Czy to nie byłby na Ukrainie w pewnych kręgach chwytliwy pomysł, by wreszcie pozbyć się Lachów i utworzyć Wielką Ukrainę, od morza do morza?

Brexit jest idealną sytuacją nie tylko do ściągnięcia z powrotem rodaków, ale również brytyjskich specjalistów. Niestety, tak jak napisałem w poprzednim wpisie, Polska to nie Czechy czy Estonia, polski polityk nie myśli w kategoriach modernizacji Polski, tylko w kategoriach utrzymania obecnego status quo i zabezpieczeniu swoich partykularnych interesów. Zwróćmy uwagę co się dzieje we Francji, gdzie minister zachęca do przenoszenia się do Paryża, kłamiąc przy tym bezczelnie, że podatki we Francji są niskie a urzędnicy bardzo przyjaźni. Dodatkowo przemilcza całkowicie fakt, że połowa miasta jest kontrolowana przez bandy kolorowych, którzy parę razy do roku świętują podpalając po kilkaset aut. Polska już od dawna powinna mieć tani i skuteczny aparat państwowy i publikować całostronicowe ogłoszenia w brytyjskiej prasie, zachęcające do przenosin do Polski.

Niestety, nie ma znaczenia, czy w Polsce będzie fajnie czy nie, czy Polska będzie biedna czy bogata. Ważne jest, aby była rządzona przez kilka band, zastępujących się rotacyjnie u koryta.

Share This Post

Przeniesienie firmy za granicę

Ostatnio dużo się mówi o polskich przedsiębiorcach planujących przenoszenie firm za granicę z okazji wprowadzenia jednolitego podatku dochodowego. Z wielkiej chmury spadnie mały deszcz, mało kto gdziekolwiek się przeniesie. Wprowadzenie tego podatku nie będzie tak dotkliwe jak to się wydaje, chyba, że dla podatników korzystających z form zryczałtowanych podatku dochodowego. Co więcej, od poszukiwania w google wiedzy jak się przenieść do przeniesienia się droga jest bardzo długa. Ci, którzy mogli i chcieli wyjechać – już wyjechali. Zostali ci, którzy nie chcą lub nie mogą – wiąże ich rodzina w Polsce, świadczenie lokalnych usług, dzieci w szkołach itp. Natomiast fikcyjne przenoszenie firm, które mają tak zwany “zakład” na terenie Polski nie ma sensu – kontrola łatwo podważy takie rozwiązanie. Podobnie otwieranie działalności działalności, gdy ma się centrum interesów życiowych w Polsce, tu również nie ma się szans w starciu z Fiskusem.

Stawiam na to, że mądrze wprowadzony podatek jednolity raczej skłoni do przedsiębiorczości niż zniechęci. Obecnie przedsiębiorcy są przestraszeni koniecznością płacenia haraczu na ZUS niezależnie od osiągniętego zysku czy nawet przychodu. Teraz do biznesu wskoczy mnóstwo ludzi, którzy sporadycznie prowadzili biznesy, czasem komuś mieszkanie pomalowali lub handlowali czasem na jarmarku. W skali kraju jest to duży impuls rozwoju przedsiębiorczości, a także strumyk przychodu dla budżetu państwa.

Zasada swobodnego przepływu ludzi i kapitału, która jest fundamentalną zasadą Unii Europejskiej, doprowadziła do ciekawej sytuacji – poszczególne państwa konkurują ze sobą tak samo o obywateli (podatników) tak samo jak korporacje konkurują o klientów. W ten sposób zwykły zjadacz chleba znalazł się w sytuacji w której do tej pory były jedynie miedzynarodowe korporacje – mogą sobie wybierać taki kraj do życia (i płacenia podatków) jaki się im podoba. I co ciekawe, kraje przegrywające w tej konkurencji kończą podobnie jak przegrane korporacje, tracą przychody i bankrutują.

Wielkim wygranym są takie kraje jak Wielka Brytania, która dostała zastrzyk milionów niekłopotliwych Polaków, płatników netto do tamtejszego budżetu oraz systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. My zostaliśmy z milionami emerytów, którzy swego czasu ich urodzili, wykarmili i wykształcili. Inne przykłady to Czechy, z nadwyżką budżetową, czy Estonia, ściągająca spółki prawa handlowego z całej Europy.

To, że przegrywamy jako kraj konkurencję z innymi krajami wynika z kiepskiej jakości polskich przywódców politycznych, którzy są wybierani przez ciemny polski lud. Każdy kolejny rząd musi spełniać trzy warunki, aby uzyskać akceptację suwerena: musi być usłużny wobec kleru, musi być ksenofobiczny oraz musi realizować postulaty socjalistyczne (wysokie podatki, wysoka redystrybucja). Lecz aby w Polsce było dobrze musi być dokładnie odwrotnie: musimy kształcić inżynierów i lekarzy a nie księży, musimy ściągać specjalistów (tak jak robi Ukraina ściągając różnych nowaków z Polski) i musimy kierować się liberalizmem gospodarczym (mała ilość regulacji, niskie podatki). W takich warunkach jesteśmy w stanie jakością życia przegonić Szwajcarię i Singapur.

Share This Post

Spółka Rynku Wynajmu Nieruchomości

Wkrótce będziemy mieli w Polsce ustawowo regulowane REITy, czyli spółki zajmujące się zbieraniem pieniędzy od inwestorów indywidualnych i inwestowaniem ich w nieruchomości na wynajem. Przełom ma polegać na tym, że SRWNy będą zwolnione z CITu, czyli nie będzie podwójnego opodatkowania dochodu.

Moja działalność gospodarcza opiera się na pomocy klientom w uchronieniu swojego kapitału przed podatkiem inflacyjnym. Pomagam w oszczędzaniu środków na emeryturę. Jednak od lat przestrzegam, że złoto to nie inwestycja, ponieważ nie przynosi odsetek. Złoto jest lokatą, chroniącą kapitał przed konfiskatą. Nie ma ‘złotego pociągu’, nie da się zostać bogaczem kupując kilka uncji złota i czekając aż uncja będzie warta milion. Nawet gdy cena tak znacząco wzrośnie to wzrosną również ceny innych towarów i usług.

Zastanawiam się nad rozszerzeniem działalności i otworzeniem REITu. Co sądziecie o tym pomyśle?

Share This Post

Propaganda w USA

Trump prowadzi swoją kampanię pod hasłami przywrócenia Ameryce świetności. Clinton atakuje go skandalami seksualnymi i tezami, że przecież Ameryka jest już świetna gospodarczo, więc nie ma czego polepszać. Oto grafika, którą dziś znalazłem w prasie amerykańskiej. Nie mogłem się oprzeć, aby nie zrobić fotki:

20161014_135746

Na obrazku widać dwie metki odzieżowe, jedną większą niż druga, podpisano “od 2009 produkcja przemysłowa w USA wzrosła o 17%”. A w nagłówku: “fakty. prawdy”.

Na czym polega manipulacja? Na tym, że w 2009 gospodarka była w totalnej zapaści wywołanej kryzysem. Nie wiadomo czy te 17% to realny wzrost, czy może odbicie po głębokiej zapaści. Dokładnie tą samą metodę stosowali komuniści na początku PRL, pokazując wzrost czegokolwiek w odniesieniu do 1945 roku, gdy cała gospodarka była w ruinie.

A druga manipulacja, jeszcze większa, polega na tym, że wyborca ma mieć wrażenie, że wzrosła produkcja odzieżowa. Nie pamiętam już, kiedy widziałem na odzieży metkę z napisem ‘made in USA’. Po prostu odzieży się już prawie nie produkuje w USA, pomijając krótkie serie awaryjnie uzupełniające, odzież na zamówienie czy odzież specjalnego przeznaczenia.

Trump jest osobą najbardziej niepasującą grupie trzymającej władzę w USA. Mam tu na myśli te 500 rodzin, które mają połowę wszystkiego co ma jakąkolwiek wartość, oraz polityków z obu partii, przez nich finansowanych. Cóż to dla nich zapłacić milion dolarów za nagrania sprzed 10 czy 20 lat, czy kolejny milion za to, że jakaś pani oskarży Trumpa, że ją molestował (po wyborach oskarżenia znikną, a milion w kieszeni zostanie). To jest nic, biorąc pod uwagę dziesiątki tysięcy artykułów prasowych z cyklu: ‘właściciel gazety kazał nam pisać, dlaczego szaleństwem jest głosować na Trumpa i świat się zawali, jeżeli wygra’.

Media są pełne propagandy przeciwko Trumpowi. Ale ich autorzy zapominają o jednym – Amerykanie mają już dość propagandy, tak jak Rosjanie przy końcu ZSRR. Im bardziej piszą w gazetach, że trzeba popierać partię, tym bardziej ludzie partii nienawidzą i jej nie popierają. Nieważne, czy Trump wygra, ważne jest to, że bliska jest chwila upadku systemu dwupartyjnego, opartego na oligarchach finansujących obie opcje.

Share This Post