Ambergold vs Policja

Dziś mieliśmy możliwość zapoznania się z zeznaniami policjantki, która prowadziła czynności operacyjne w sprawie Ambergold.

W moim mniemaniu jest to nie tylko pokaz matactwa, ale wręcz szkolenie, jak należy mataczyć w czasie przesłuchania. Niektóre wypowiedzi są kuriozalne, ale przeważnie jest to ‘nie wiem, nie pamiętam, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.’  Policjantka miała mnóstwo przesłanek sugerujących, że jest to duży przekręt prowadzony przez oszusta, a tymczasem nic nie zrobiła w tej sprawie. Nic.

Pytanie tylko jest takie, czy wynika to z jej niekompetencji, czy ze względu na polecenie ‘ukręcenie łba’ sprawie. A teraz mamy 52 letnią emerytkę na sutej emeryturze, którą nie poniesie żadnej odpowiedzialności, natomiast będzie pobierać jeszcze dziesiątki lat, również z podatków tych, którzy zostali oszukani przez Ambergold.

Share This Post

Debata o btc – Max Keiser vs. Peter Schiff

Polecam ciekawa dyskusję:

Max Keiser ewidentnie powinien brać silniejsze leki niż dotychczas.

To zabawne, jak się sprawy potoczyły. Poszczególne rządy chciały zastąpienia systemu waluty papierowej przejrzystym systemem pieniądza elektronicznego. I wszystko poszło nie tak, jak planowali. Blockchain jest przejrzysty, ale dla wszystkich, a nie tylko dla naszych panów i nadzorców. Jest elektroniczny, ale reżim nie może kontrolować jego kreacji. I jest poza ich kontrolą.

Nadal zgadzam się z Peterem Schiffem i Jamiem Dimonem na temat bitcoina.

Share This Post

Szwecja

Heraklit z Efezu powiedział, że “nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki”. Wszystko się zmienia, tak jak w rzece napływają nowe wody, tak rzeczywistość wokół nas się zmienia. Nie inaczej jest ze społeczeństwem. Starsze pokolenie wymiera, do głosu dochodzi młodzież z innymi poglądami. Dodatkowo media i stojące za nimi niejawne grupy interesów wpływają na poglądy mas prowadzonymi działaniami propagandowymi.

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza Ameryka nie jest tym samym miejscem, jakim była. Używanie marihuany stało się powszechnie akceptowalne, podobnie jak związki jednopłciowe. Polska też się zmienia. Nie została drugą Ameryką, Irlandią, Japonią ani Koreą. Polska ewidentnie dryfuje w kierunku Skandynawii. I wcale nie jestem pewien, czy dobrze jest być dzisiaj Skandynawem…

Cechą państw skandynawskich jest istnienie Kościoła państwowego. Państwo i Kościół są elementami władzy nad obywatelem, wzajemnie się przenikają. Choć na północy się od tego odchodzi, to w Polsce właśnie porzuca się fikcję konstytucyjnego rozdziału Kościoła od państwa.  Od czasu ostatnich wyborów stało się jasne, że kler będzie rządził w kraju bez używania białych rękawiczek. I większości ludzi to nie przeszkadza, nawet tego nie dostrzegają. Nie ma ani jednej partii politycznej, która by postulowała laicyzację kraju. Polacy nie rozumieją nawet, że lepiej żyć w kraju oświeconym niż w teokracji.

Coraz bardziej rośnie w Polsce grupa ludzi, którzy muszą składać oświadczenia majątkowe. Z czasem może to obejmować wszystkich obywateli (oczywiście oprócz kleru). Podobnie jak na przykład w Norwegii, gdzie majątki i dochody są jawne. Znana jest również niechęć Skandynawów do gotówki. W Polsce prowadzone są obecnie nasilone kampanie zniechęcające do obrotu gotówkowego. Podnosi się argument, że druk nowych banknotów i ich obieg w gospodarce jest bardzo kosztowny, pomija się fakt, że prowizje płacone operatorom kart płatniczych są dużo większe.

Przede wszystkim jednak Polacy pokochali socjal. Taki w wydaniu szwedzkim. Opodatkować wszystko co się da wysokimi stawkami i potem łaskawie ‘rozdawać’ obywatelom ich własne pieniądze, pomniejszone o koszt działania systemu. I takiego systemu bronią wszystkie opcje polityczne w Polsce, łącznie z ‘liberałami’.

Charakterystyczne dla Szwedów jest drobiazgowe kontrolowanie poszczególnych członków społeczności i regulowanie każdego aspektu życia. Dokładnie w tym samym kierunku idziemy w Polsce. Od wielu lat nie przypominam sobie żadnego rozluźnienia systemu kontroli, żadnej zwiększenia zakresu wolności obywatelskich, pomijając otwarcie niektórych zawodów. Był pomysł o likwidacji meldunków, ale już się z tego wycofano.

Polaków nie interesuje wolność, Polaków interesuje otulanie pieluchą przez państwo, aby w każdym aspekcie życia były regulacje dające im (złudne) poczucie bezpieczeństwa. Nie ma ani jednego postulatu, ani jednej partii politycznej mającej na sztandarze postulat wolności. Polskie partie ‘liberalne’ wycierają sobie pyski tylko jednym aspektem walki o wolności – prawami kobiet. I to nie dlatego, że chcą zliberalizować regulacje antyaborcyjne albo zastąpić zajęcia z katolickiej indoktrynacji wychowaniem seksualnym. Robią to tylko dlatego, że chcą być anty-PISem aby zgarnąć nieco wyborców.

Eksperyment z socjalizmem zawsze źle się kończy. W Szwecji (ale nie tylko tam, na przykład w Kanadzie czy Italii również) dochodzi się już do ściany. W Grecji z tą ścianą już się zderzono. Ilość wydatków tylko rośnie i wcześniej czy później zaczyna brakować rzeczy do opodatkowania. Koniec zawsze jest ten sam – bolesne bankructwo. Choć teraz, w szczycie prosperity trudno w to uwierzyć, będzie to również udziałem Polaków.

 

 

Share This Post

Maska przeciwsmogowa

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła / A w knajpach zaczyna się picie – śpiewał “artysta” Staszczyk. Powinien raczej coś zanucić o początku sezonu opałowego i rozpoczęciu legalnego wytruwania Polaków.

Koniecznie trzeba się jakoś bronić. Do testów użyłem maski Respro Cinqro Black. Nie jest to najwygodniejsza rzecz, jaką nosiłem, szczególnie że koliduje z noszeniem okularów. Niestety, nie chodzi o przyjemne spędzanie czasu, tylko o zmniejszenie szansy zachorowania na nowotwór i inne choroby. Przypominam, że dzięki zbrodniczemu ignorowaniu zasyfienia środowiska w Polsce wielu z czytelników umrze szybciej.

Maska jest przeznaczona do codziennego noszenia, filtr wytrzymuje do 69 godzin używania, potem należy go wymienić. Jeżeli ktoś jest na tyle szalony, by w czasie sezonu opałowego biegać, powinien nabyć inny model lub używać stalowej butli z tlenem (której ciężar będzie formą dodatkowego treningu).

W pomieszczeniach, w których przebywam, mam zainstalowane filtry powietrza z nawilżaniem, w samochodzie powietrze też jest procesowane. Używanie maski w ciągu kilku minut pomiędzy wyjściem z domu a wejściem do auta nie ma większego sensu. Filtr bardzo się przydaje przy nieco dłuższym spacerze, oczekiwaniu na zbiorkom itp. I daje do myślenia innym ludziom.

Skoro nie pijemy wody z kałuży, tak samo nie powinniśmy oddychać powietrzem serwowanym w tym kraju, bez jego wcześniejszego starannego przefiltrowania. Ciągle mnie zdumiewa, jak wiele osób nie potrafi tego zrozumieć.

Share This Post

Zmienne oprocentowanie całego świata

Funkcjonowanie w środowisku bardzo niskich stóp procentowych jest niezwykle wygodne. Można finansować przedsięwzięcia, które nie miałaby szansę na realizację przy wyższych odsetkach. Można łatwo finansować wysokie deficytu budżetowe.

Przez ostatnich kilka lat udało się utrzymać stan niskich stóp procentowych, który w zasadzie jest możliwy tylko w reżimie pieniądza opartego na złocie. Zwykle w realiach waluty papierowej trzeba płacić większe odsetki i trzeba się przygotować na to, że odsetki będą rosły.

Mainstream zaczyna powierzchownie podłapywać temat zagrożenia jakim jest posiadanie kredytu hipotecznego, w Polsce i wielu innych krajach zmiennoprocentowego. Ja ostrzegam o tym od 10 lat, na przykład tu.

O dziwo, prawie nikt nie rozumie pozostałych konsekwencji takiego scenariusza. Nie tylko sama publika, nie tylko dziennikarze znani przecież z nieuctwa, ale nie kumają także ekonomiści czy bankierzy.

Nie chodzi przecież tylko o wzrost miesięcznych rat kredytu, bo to jest tylko jeden z elementów układanki. Drugi element to załamanie cen nieruchomości. Kredytobiorcy z podwojoną miesięczną ratą rzucą na rynek dużą ilość nieruchomości, na które przestanie ich stać. Popyt wyschnie, ponieważ przy wysokich ratach dużo ludzi nie będzie miało zdolności kredytowej. Przesunie się równowaga podaży i popytu, czyli ceny nieruchomości spadną.

Trzeci element to problem ze sfinansowaniem deficytu budżetowego. Polska to bankrut. Każdego tygodnia trzeba spłacić zapadające obligacje – na ten cel pożycza się kasę od innych pożyczkodawców, ale z górką, żeby było na odsetki i nowe wydatki. Dług szybko przyrasta. Gdy wzrosną stopy to obsługa długu będzie pochłaniać coraz większe środki niż obecnie.

Czwarty element to recesja. Wzrost oprocentowań zmniejsza ilość pieniądza i kredytu na rynku, a to uderza w konsumpcję i powoduje spadek gospodarczy. Państwo musi wydawać więcej na tylko na obsługę długu, ale również na wydatki społeczne i otrzymuje mniej z podatków.

Zasadniczym pytaniem jest to, gdzie nastąpi kryzys. Czy oprocentowanie wzrośnie w Polsce, strefie euro, USA, Rosji czy może Japonii? A może problem rozleje się po całym świecie?

W 2017 na odsetki od długu budżet Polski wyda 30 miliardów z 383 miliardów wszystkich wydatków. Trudno sobie wyobrazić gdzie kolejne rządy znajdą środki gdy będzie trzeba wydać na ten cel 40 czy 60 miliardów. Dużo wydatków budżetowych jest sztywnych – co by się nie działo, środki na emerytury muszą się znaleźć. Być może problem zostanie zażegnany “tymczasowym” dodrukiem złotówek, co napędzi inflację i jeszcze bardziej podniesie stopy i nakręci problem.

W USA sytuacja też jest nieciekawa. Budżet zamyka się kwotą 3800 miliardów, na obsługę długu idzie 6% czyli 228 miliardów. Również bardzo trudno będzie znaleźć środki na obsługę długu gdyby stopy podskoczyły z obecnego prawie-zera do kilkunastu procent, jak w latach 80tych. Podobnie jak w Polsce większość wydatków jest sztywnych, a nawet te ‘elastyczne’ też tak naprawdę są nieredukowalne, bo ciężko sobie wyobrazić, że państwo przestanie płacić wojsku.

Sytuacja w strefie euro jest czytelnikom znana. Krajów PIIGS nie będzie się udało uratować przed zapaścią, gdy oprocentowanie ECB wzrośnie.

W dyskusji publicznej w Polsce temat jest traktowany bardzo powierzchownie. Wysoki poziom niekumacji powoduje, że jedyne co rodakom przychodzi do głowy to wzrost rat kredytów. Posłów i ministerstwa finansów to nie obchodzi. A tak jak pisałem, temat jest dużo szerszy i znacznie poważniejszy.

Amerykanie mają większą wyobraźnie, analizują takie ryzyka płynące dla budżetu. Ale i tam scenariusz pojawienia się sytuacji z wysoką inflacją i gospodarczą stagnacją (co da tzw. stagflację) wcale nie jest wykluczony.

Share This Post

Banknoty zastępcze i zdawkowe

W mojej pracy bardzo często trafiam na najrozmaitsze ciekawostki numizmatyczne, które są interesujące dlatego, że mają związek z kontekstem historycznym. Ostatnio trafili do mnie klienci z fortuną w banknotach sprzed I Wojny Światowej. Miliony dzisiejszych złotych w pruskich i carskich walorach z początku XX wieku, które kilkanaście lat potem stały się warte dokładnie 0.

Poniżej banknot o nominale 500 rubli. Wymienialny (na żądanie, okazicielowi) w każdym oddziale Banku Rosji na 50 monet typu Imperiał o nominale 10 rubli, każda o masie 8,6 grama złota. Biorąc pod uwagę dzisiejszą wartość takiej monety 1500 zł ten kawałek papieru był wart 75 000 zł. Tak, 75 000 złotych w jednym kawałku papieru. Dzisiejsze 500 euro / 1 000 franków o wartości 4 000 zł to drobne na waciki.

Banki w Rosji zniechęcały do wymiany papieru na złoto. Wiadomo, “złoto powoduje, że kieszenie się urywają”. Po co targać 430 gram złota, skoro można mieć jeden lekki banknot, który w każdej chwili można wygodnie wymienić na to złoto. W końcu wiadomo – “to niemożliwe, żeby Imperium Rosyjskie upadło, przecież to największy i najpotężniejszy kraj świata”. No i już wtedy mówiono, że “złoto to przeżytek”.

Ludzie uczą się bardzo szybko. Dziś 99% populacji nie wie jak wygląda krugerrand, ile jest wart i jakie są przewagi posiadania oszczędności w złocie ponad posiadaniem lokaty / roszczenia w stosunku do banku. W lecie 1914 roku wymienialność banknotów na kruszec została ‘tymczasowo’ zawieszona. Ludzie szybko nauczyli się co i jak. Z obiegu zniknęły złote monety, a co gorsza również monety srebrne. Ludzie zrozumieli, że metale szlachetne, chociażby w drobnej monecie, to jedyny sposób na uratowanie siły nabywczej swojego kapitału.

Moneta o nominale 1 korony przedstawiona jest poniżej. Ważyła 5 gram i zawierała 4,175 g czystego srebra (próba 835). Dziś kruszec jest warty około 8 złotych i monety te ciągle są w obiegu jako zestawy srebra inwestycyjnego.

Z racji całkowitego zaniknięcia tych monet w handlu z chwilą wybuchu wojny zaistniał poważny problem, nie było jak wydawać reszty. (Warto dodać, że we wrześniu 1939 roku również zniknęły z obiegu wszystkie srebrne monety złotowe i do dziś są w obrocie i zachowują swoją siłę nabywczą). Początkowo problem rozwiązano drąc banknoty na mniejsze części. Szybko zareagował bank centralny, rzucając do kas bankowych rezerwy srebra, które wbrew zapewnieniom banku o normalizacji sytuacji również natychmiast zniknęły. Wobec tego wydrukowano banknoty niskich nominałach. U klientów znalazłem numizmaty o nominale 1 korony (poniżej). Nie trzeba chyba tłumaczyć, że ich wartość i siła nabywcza, w odróżnieniu od monet z epoki, są zbliżone do 0.

Warto zwrócić uwagę, że na banknocie występują wszystkie języki Cesarstwa. Dwaj pozostali zaborcy nie bawili się w takie subtelności.

Po zakończeniu wojny nastał okres względnej anarchii walutowej. Oczywiście, złote monety nadal obiegały i pełniły dużą rolę w zrujnowanej powojennej gospodarce. Po prostu niekoniecznie były legalne, nie były dostępne w bankach i w zwykłym ulicznym obrocie gospodarczym. Za złoto kupowano poważne rzeczy: grunty, nieruchomości i towary w ilościach hurtowych.

Takich informacji nie znajdzie się za wiele we wspomnieniach czy literaturze z tego okresu. Złota nie miało 99% populacji, tak jak dziś, więc w 99% materiałów źródłowych nie ma wzmianek o złocie. Ale ono było i stanowiło medium ogromnego transferu bogactwa, które wtedy miało miejsce. Ktoś tracił miliony (jak moi klienci posiadający papierowe waluty i lokaty w bankach) a posiadacz złota kupował kamienice za ułamek ceny sprzed wojny. No i złoto i srebro, w odróżnieniu od papieru, zawsze kupowało żywność.

Jak wiemy z definicji, waluta to pieniądz narzucony ustawowo. Gdy zaborcy przestali mieć możliwość zmuszenia ludzi do używania ich walut na obszarze powstającej Polski, a złotego jeszcze nie wymyślono i nie ustanowiono, to czymś trzeba było zapełnić tą lukę. Potrzeba było pieniądza zastępczego, który można było dać głodującym ludziom by mogli kupić trochę chleba na kartki. Sprawy wzięły w swoje ręce lokalne samorządy. Kolejne znaleziska – taka waluta obiegała w Bydgoszczy:

W Poznaniu władza nie zadała sobie nawet trudu przetłumaczenia na niemiecki:

I banknot z okolic Mohylewa, miasta tragicznie potraktowanego przez Bolszewików, obecnie pod zarządem białoruskim:

Historia uczy, że niczego nie uczy. Wszystkie waluty znajdujące się dziś w obiegu będą kiedyś bezwartościowe, bo taka jest ich natura – nie są ograniczone ilościowo i ludzie w poszczególnych krajach są zmuszeni do ich stosowania ustawowo. Albo w pewnym momencie zaczyna się niekontrolowany dodruk albo stojące za nimi państwo upada, i w każdym z tych przypadków waluta staje się bezwartościowa. Tymczasem złoto od tysięcy lat przechowywało siłę nabywczą kapitału i będzie to robić tak długo, jak tylko ludzie będą żyć na tej planecie.

Share This Post

Incredibles Kulczyka

Zakończył się pierwszy sezon polowania na dobre pomysły biznesowe. To właśnie jest największy problem ludzi z dużą kasą, szczególnie wśród drugiego i trzeciego pokolenia oligarchów – oderwanie od realiów, oderwanie od normalnego życia i wynikający z tych rzeczy brak nowych pomysłów, brak znajomości potrzeb społecznych. Organizowanie takich konkursów to wyraz rozpaczy.

Podstawowy problem z inwestowaniem w nowe pomysły w Polsce jest brak rynku. Wszystko ma swój rynek. Na Arktyce jest mały rynek pracy – mało kto szuka tam pracy, jest też mało pracowników – duży rynek pracy jest w New Delhi. Praga Południe to mały rynek na karatowe brylanty – mało kto sprzedaje i kupuje tam brylanty – dużym rynkiem jest Antwerpia. Identycznie jest z rynkiem startupów – mało kto oferuje świeże pomysły w Polsce – takie pomysły są oferowane i wdrażane w Krzemowej Dolinie.

Istnieje danego rynku jest uwarunkowane mnóstwem różnych czynników, poza istnieniem zwykłej tradycji. Na przykład w Antwerpii są bardzo korzystne przepisy dotyczące VATu na brylanty. Można je importować spoza UE i sprzedawać na rynku unijnym z zerową stawką VAT. Importując diamenty do Polski trzeba od razu zapłacić 23% VAT i sprzedając kamienie dalej wewnątrz UE trzeba użerać się z kontrolami skarbowymi by odzyskać VAT. Import kamieni surowych jest związany z procedurą Kimberly, co jest w Polsce szalenie skomplikowane i nierealne do przejścia, a jest banalnie proste i załatwiane od ręki w Belgii. W Antwerpii wysyłka brylantów na cały świat jest prosta, tania i ubezpieczona – w Polsce wszyscy przewoźnicy wyłączają z przewozu przedmioty cenne typu biżuteria. Przykłady można długo kontynuować.

Podobnie jest ze startupami. Wiele pomysłów wdrażanych w Kalifornii jest zwyczajnie nielegalnych w Europie. Na przykład realizowany projekt może naruszać polskie regulacje ochrony danych osobowych, albo pracownicy mogą zostawać dłużej w pracy niż legalne we Francji 35 godzin/tydzień, albo być wynagradzanych tylko akcjami, co jest nielegalne w Niemczech. Inny przykład to uciążliwe kontrole skarbowe już na etapie zakładania firmy. Wynajmując biuro wirtualne w Polsce trzeba liczyć się z wizytą dwóch smutnych panów, którzy stwierdzą, że firma nie istnieje i w związku z tym zostanie wykreślona z rejestru VATowców. Tak się “wspiera” przedsiębiorczość w Polsce. Business development w USA to przyjemność, w Polsce to męka, użeranie się z biurwami i notoryczne bycie branym za oszusta podatkowego.

Aby to zrozumieć, zastanówmy się jakie serwisy internetowe odniosły sukces w Polsce. Co do jednego były to klony serwisów amerykańskich. Allegro – ebay, wykop – reddit, olx – craigslist, przykładów można podawać setki. I nie działa to w drugą stronę – ani jeden polski serwis nie przyjął się w USA. Kreatywność w Polsce i kapitał gotowy do sfinansowania tych idei są za małe.

Ale wracając do prób Kulczyka zamiany pustyni w las deszczowy / zamiany polskiego rżyska w San Francisco. Już pierwsze zdanie z linkowanego na wstępie artykułu spowodowało ból zajadów, wywołany szerokim uśmiechem. Kulczyk chce zainwestować “nawet” pół miliona dolarów… Pół miliona dolarów to kosztuje dom pod Warszawą… Gentleman obracający się w sferach zbliżonych do Kulczyka wydaje pół miliona USD rocznie na ubrania, wakacje i jedzenie poza domem. 

Zaprezentowano 426 pomysłów i przedstawieni finaliści nasuwają myśl, że dla jurorów było to rzeźbienie w g****ie… Cóż bowiem mamy za finalistów? Hotailor – serwis rezerwacyjny, których w necie są już dziesiątki. Radio Net Media Ltd – budzący wątpliwości prawne (podmiana czyiś reklam swoimi) oraz sensownością (kto chce słuchać reklam, gdy są media wolne od bzdur). User Engage i Tidio – są już serwisy tego typu i nic nie wskazuje by orły Kulczyka miały jakąś przełomową technologię. Generalnie ma się wrażenie, że cały ten konkurs wygrały pomysły na magiel i pomysł na pralnie chemiczną.

Już spieszę z pomocą Kulczykowi, co zrobić, by nie marnować czasu i nerwów na tego typu konkursy. Otóż dużo lepszym wyjściem byłoby zaangażowanie kapitałowe w Dolinie Krzemowej, czyli wejście na duży rynek, oczywiście z poważnym kapitałem. Inną opcją jest wejście w istniejące polskie spółki, które już dały radę powstać i wytworzyć unikalną technologię, na przykład LiveChat, CallPage czy choćby Inpay. No i nie słuchać przydupasów, którzy podrzucają pomysły na organizowanie takich konkursów.

Jeszcze lepszym pomysłem jest przeniesienie polskiego biznesu do USA (wreszcie!). W Stanach brakuje brokerów typu Apaczka czy Furgonetka. Nie ma też Paczkomatów. To mógłby być nasz sukces na skalę Skypa.

Share This Post